kaustyk polski

awaria systemu. raport z terenu

Post 36. Techno"feudalizm". Czytając Warufakisa

“A jak będziecie niegrzeczni to się wam wyłączy mamonę,
Nic nie sprzedacie, nic nie kupicie” (THCulture)


Pogłoski o śmierci kapitalizmu okazały się przedwczesne, ale miło je znów słyszeć. Mdli mnie od marudzenia o tym, że łatwiej sobie wyobrazić koniec świata, niż koniec kapitalizmu.

Janisa Warufakisa czytałem po raz pierwszy w Niemczech. Za pieniądze zarobione pracą opiekuńczą kupiłem sobie “Globalnego Minotaura” w niemieckim tłumaczeniu. Tekst był nieco zbyt ambitny na na mój ówczesny poziom znajomości języka i ostatecznie przeczytałem większą część książki po angielsku. Kilka lat później Warufakis był w grupie, która założyła Progressive International, międzynarodówkę, której jestem dziś członkiem wraz z Akcją Socjalistyczną. W ostatnim czasie jego nazwisko pojawia się najczęściej przed moimi oczami w postach znajomych socjalistów śmieszkujących z jego tezy o śmierci kapitalizmu. “Kapitalizm umarł, możemy się rozejść”. Nauczony the hard way*, że w metodologii czytania tekstów założenie, że autor nie jest idiotą jest dużo bardziej produktywne niż założenie odwrotne, postanowiłem przeczytać “Technofeudalizm: co zabiło kapitalizm”. Poniższy tekst to moje notatki z odrobiną komentarza politycznego.

Z Warufakisem zgadzam się często, ale nierzadko rzeczy które mówi jawią mi się jako nieco przypadkowe, a czasami, szczególnie kiedy mówi o polityce międzynarodowej, niestety, trafiają obok sedna. Ale do “Technofeudalizmu…” podszedłem z optymizmem. Nie sądziłem, że o śmierci kapitalizmu mówi się w książce dosłownie, bo przecież wiadomo, że nie umarł, ale zarazem nie trzeba mieć doktoratu z ekonomii, żeby zauważyć, że kapitał się zmienia i że zmiany te mają skutki polityczne. Zarazem miałem drobne obawy, że chęć odświeżenia aparatu pojęciowego lewicowej ekonomii politycznej może okazać się kolejnym nieco jałowym ćwiczeniem, pokazem konceptualnej kulturystyki. Takie obawy rzadko mnie zniechęcają, bo propozycja teoretyczna nie musi być przecież udana, żeby jej wyrazem była dobra książka. I odwrotnie, dobra teoria bywa fatalną literaturą.

Warufakis uderza z grubej rury. Twierdzi, że: kapitalizm został zgładzony. Nie przez rewolucję, nie przez opór świadomych klasowo mas, lecz przez własną mutację, która przekształciła go w system o fundamentalnie odmiennej strukturze władzy i mechanizmie ekstrakcji wartości dodatkowej. Kapitał, niczym "nadgorliwy" wirus, doprowadził do śmierci swojego gospodarza. Technofeudalizm nie jest fazą rozwoju kapitalizmu, lecz jego negacją, nowym sposobem organizacji wyzysku, który wyłonił się z podwójnego procesu: prywatyzacji internetu przez korporacje oraz reakcji banków centralnych na kryzys 2008 roku.

Według autora kapitał zmutował i pożarł własnego gospodarza. “Tradycyjne” rynki, rozumiane jako zdecentralizowane przestrzenie wymiany, które burżuazyjna ekonomia przedstawia jako naturalny porządek rzeczy, zostały wchłonięte przez cyfrowe platformy handlowe. Rynki przestały być sercem systemu, zostały pożarte przez infrastrukturę chmurową, która jedynie symuluje wolną wymianę, w rzeczywistości będąc hierarchicznym systemem algorytmicznego dowodzenia.

Takie postawienie sprawy oczywiście mi się nie podoba i niespecjalnie widzę w jaki sposób miałoby być produktywne. Nawet pomijając to na ile rynki są przestrzenią "wolnej wymiany" (nie są), wystarczy choćby pobieżne przeglądnięcie niewielkiej liczby artykułów w Wikipedii o gospodarkach poszczególnych państw, by dostrzec, że kapitalizm, jako system akumulacji oparty na wyzysku pracy najemnej może funkcjonować w oparciu o różną infrastrukturę polityczną, a zmiana formy koordynacji z rynkowej na platformową nie oznacza w żadnym razie negacji systemu, lecz co najwyżej jego reorganizację.

Warufakis opisuje jak na platformie Amazon mechanizmy rynkowe zastąpił algorytmicznie sterowany system, w którym właściciel kontroluje każdy parametr interakcji między sprzedającymi i kupującymi. Nie ma tu konkurencji w sensie, jaki znaliśmy z klasycznej ekonomii politycznej. Jest tylko renta, pobierana za sam dostęp do cyfrowego lenna. Każdy użytkownik znajduje się w algorytmicznie skonstruowanej izolacji, widzi wersję rynku dopasowaną indywidualnie do jego słabości i skłonności do zapłacenia najwyższej możliwej ceny. Zysk, wypracowywany w procesie konkurencji między kapitalistami, przestał być centralnym motorem systemu. Jego miejsce zajęła renta chmurowa, ekstrahowana przez właścicieli infrastruktury cyfrowej od wszystkich uczestników systemu: od  tradycyjnych kapitalistów, którzy musieli stać się wasalami, oraz od użytkowników, którzy przekształcili się w cyfrowych “chłopów pańszczyźnianych” (serfs).

Metafora feudalna jest wygodnym skrótem myślowym, a analiza Warufakisa zmiany funkcji rynków w epoce wielkich technologicznie zaawansowanych monopoli jest dużej mierze poprawna, ale platformy nie tyle eliminują konkurencję, ile przenoszą ją w obręb platformy. Strategia akumulacji przyjęta przez platformę  bardziej "reguluje" konkurencję wewnątrz platformy. Można powiedzieć, że megakorporacje nabywają wraz z postępem akumulacji kapitału, a z nim władzy zdolności, które tradycyjnie były kojarzone z państwem. Renta, o której pisze Warufakis też nie jest w żaden sposób "niekapitalistyczna".

Warufakis opisuje rolę państwa w technofeudalizmie. System ten nie przetrwałby bez masowej interwencji państwowej. Luzowanie ilościowe (quantitative easing) po 2008 roku, ten "druk pieniądza" na niespotykaną dotąd skalę, nie trafił do rąk pracowników ani nie sfinansował produkcyjnych inwestycji. Zamiast tego napompował nowy rodzaj kapitału kosztem "realnej" gospodarki.

Warufakis argumentuje, że luzowanie ilościowe było kluczowym momentem przejścia od kapitalizmu do technofeudalizmu. Luzowanie ilościowe było narzędziem stabilizacji systemu, ale przede wszystkim strukturalnym transferem władzy. Banki centralne umożliwiły platformom technologicznym oderwanie się od presji produktywności. Kapitał przestał potrzebować inwestycji w produkcję, a zaczął inwestować w infrastrukturę kontroli.

Tutaj znowu, o ile zgadzam się z analizą to nie widzę w jaki sposób wymyka się ona postępującej przez dekady tendencji do wzrostu znaczenia finansów w gospodarkach państw i w globalnej gospodarce. Reakcja systemu na kryzys w 2008 roku jedynie wzmocniła istniejącą tendencję. Pieniądz jeszcze bardziej przestał pełnić funkcję pośrednika wymiany, a stał się narzędziem architektury władzy. W świecie technofeudalnym wartość nie krąży już między równorzędnymi podmiotami rynkowymi. Jest zasysana ku górze przez właścicieli chmury, którzy kontrolują kanały dostępu do konsumpcji, pracy i widzialności. Diagnoza jest trafna, ale kapitalizm zawsze działał w oparciu o nierówny dostęp do infrastruktury, a wzrost tych nierówności jest "prostą" funkcją kapitalistycznej logiki akumulacji.

Szczególną rolę w tej transformacji odgrywa praca użytkowników. Warufakis podkreśla, że ogromna część wartości generowanej dziś w gospodarce cyfrowej nie pochodzi z klasycznej relacji pracy najemnej, lecz z nieodpłatnej aktywności miliardów ludzi: kliknięć, danych, nawyków, afektów. Użytkownik nie sprzedaje swojej siły roboczej, lecz oddaje ją, często nieświadomie. Nieodpłatna praca użytkowników funkcjonuje w ramach kapitalistycznych modeli biznesowych, które monetyzują uwagę poprzez reklamę, predykcję i spekulację. W technofeudalizmie nie ma już granicy między produkcją a konsumpcją. Każdy akt uczestnictwa jest jednocześnie aktem pracy. Każdy gest zostaje przetworzony w sygnał, a każdy sygnał w potencjalną rentę. Podmiotowość zostaje skolonizowana przez infrastrukturę. Kolonializm kapitału cyfrowego na naszych umysłach to moim zdaniem jedna z kluczowych sprzeczności naszych czasów. Zarazem, znowu, nie widzę w jaki sposób miałoby to oznaczać wyjście poza kapitalizm.

Warufakis zauważa, że państwo w tej konfiguracji nie zanika. Przeciwnie: staje się cichym współudziałowcem. Od zamówień publicznych, przez kontrakty wojskowe, po regulacje pisane pod dyktando platform. Aparat państwowy stabilizuje nowy reżim akumulacji, jednocześnie udając bezradność. W efekcie powstaje system, w którym opór staje się trudniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Nie ma już fabryki, którą można zablokować, ani rynku, który można przejąć. Jest tylko infrastruktura, a dostęp do niej jest warunkowy. W kolejnych rozdziałach Warufakis przesuwa ciężar analizy na poziom polityki międzynarodowej. Technofeudalizm nie jest, jego zdaniem, zjawiskiem jednolitym globalnie, lecz strukturą spolaryzowaną wokół dwóch centrów chmurowej władzy: Stanów Zjednoczonych i Chin. USA dominują w warstwie infrastruktury platformowej i finansowej, Chiny zaś w integracji danych, państwa i produkcji. Europa pozostaje peryferium, rynkiem zbytu i polem regulacyjnych eksperymentów. Warufakis wyzłośliwia się na Europę, ale nie mam serca mieć o to do niego pretensji. Żałosna jest. W modelu amerykańskim władza chmurowa splata się z dolarem i Wall Street. Platformy technologiczne funkcjonują jako prywatne banki centralne, emitujące własne quasi-waluty w postaci kredytu, widzialności i dostępu. Państwo amerykańskie gwarantuje im globalny zasięg poprzez siłę militarną, sankcje i kontrolę infrastruktury finansowej.

Po raz kolejny, poprawna analiza nie jest wystarczającą podstawą dla wniosku o śmierci kapitalizmu i stosowania metafory feudalnej w stopniu większym niż powierzchowny. Chiński wariant technofeudalizmu jawi się Warufakisowi jako bardziej spójny i stabilny. Państwo zachowuje bezpośrednią kontrolę nad platformami, integrując je z polityką przemysłową, planowaniem i nadzorem społecznym. W przeciwieństwie do Zachodu, nie ma tu fikcji wolnego rynku. Zamiast niej jest jawna hierarchia.

Obraz globalnej polityki jest u Warufakisa nieco uproszczony, ale nie robiłbym z tego powodu zarzutu, gdyby nie to, że nawet ten uproszczony obraz pozwala dostrzec, że polityczna infrastruktura kapitalizmu może mieć wiele kształtów i żaden z nich nie jest niekapitalizmem.

Warufakis wyciąga ze swojej analizy wniosek polityczny: tradycyjne narzędzia polityczne lewicy, jak redystrybucja, regulacja rynku pracy, czy progresywne podatki tracą skuteczność w świecie, gdzie władza ulokowana jest w infrastrukturze, a nie w punktach produkcji. Potrzebna jest nowa strategia: demokratyzacja chmury, wspólna własność danych, rozbicie cyfrowych lenn. W tym sensie spór o technofeudalizm nie jest sporem o nazwę epoki, lecz o zdolność lewicy do zachowania ostrości analitycznej w warunkach przyspieszenia technologicznego. Pytanie nie brzmi: czy kapitalizm umarł, ale jak zmieniły się warunki jego reprodukcji i jakie nowe formy oporu są wobec nich możliwe.

O ile postawienie kwestii zmian w obrębie władzy/kapitału jest rzeczywiście kluczowe, o tyle ogłoszenie przy tej okazji śmierci kapitalizmu i nastania technofeudalizmu jest wylewaniem dziecka z kąpielą. Dostajemy metaforę o wątpliwej produktywności politycznej, nawet jeśli mocno memicznej, a tracimy narzędzia pozwalające politycznie interpretować i identyfikować centra i przepływy władzy.

Technologia nie jest autonomicznym podmiotem historii. Algorytmy nie rządzą same z siebie, a chmura nie unosi się ponad stosunkami społecznymi. Każda platforma ma właścicieli, każda infrastruktura ma sponsorów, a każda linia kodu, nawet ta napisana przez LLMy, funkcjonuje w określonym reżimie prawnym i politycznym. Mówienie o technofeudalizmie bywa wygodne, bo pozwala przesunąć ciężar odpowiedzialności z relacji klasowych na bezosobową "technologię", ale odpolitycznienie analizy jest ceną, której nie warto płacić za wygodę.

Jeśli jednak potraktować technofeudalizm nie jako opis rzeczywistości, lecz jako ostrzeżenie, wtedy projekt Warufakisa jest interesujący. Ostrzeżenie przed światem, w którym infrastruktura staje się prywatnym dobrem, a dostęp do życia społecznego, subskrypcją. Przed światem, w którym konflikt klasowy nie znika, lecz zostaje coraz bardziej ukryty w architekturze systemów.

W tym ujęciu zadanie lewicy pozostaje niezmienne: odzyskać kontrolę nad środkami produkcji, dziś w coraz większym stopniu cyfrowymi. Nie przez fetyszyzację nowej epoki, lecz przez precyzyjne rozpoznanie wroga. Pytanie, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem pozostaje kluczowym pytaniem.

* Na pierwszym roku studiów odkryłem, że może nie znam łaciny i mam dużo mniejszą "wiedzę ogólną" (=w tematach, które interesują profesorstwo) to całkiem nieźle czytam. To w połączeniu z doświadczeniem bycia traktowanym inaczej niż jak idiota przez nauczycieli dodało mi pewności siebie z krótką korektą na zarozumiałość. Na pierwsze ćwiczenia z ontologii przyszedłem z referatem o IV księdze "Metafizyki" Arystotelesa, który znalazłem stwierdzeniem, że znalazłem w tekście nieścisłości, które sprawiają, że cały projekt filozoficzny Stagiryty trzeba rozumieć jako dotkliwą porażkę, a zatem można postawić go obok astrologii i alchemii. Wyrozumiały prowadzący ćwiczenia powiedział mi, żebym poczekał z publikacją moich wyników do drugiego, trzeciego roku studiów, a póki co, żebym postarał się czytać teksty z założeniem, że ich autorzy wiedzieli, co robią. Lessons learned.
Posted on: 2026-02-11

Post 35. Dyskursywny smog i ekonomia polityczna Jeffreya Epsteina.

Oglądam za dużo wiadomości, stary. To mój problem. Dlatego cały czas jestem taki przygnębiony! Rozgryzłem to! Oglądam za dużo CNN, człowieku. Nie wiem, czy kiedykolwiek oglądałeś CNN dłużej niż, powiedzmy, 20 godzin jednego dnia... Nie polecam tego.
Bill Hicks


Chociaż Hicks umarł w 1994 roku, krótko przed powszechną adaptacją internetu w bogatych częściach świata i na dziesięć lat przed tym jak pierwsze platformy społecznościowe osiągnęły milion użytkowników, opisywane przez niego doświadczenie przeciążenia zmysłów i intelektu nadmiarem bodźców, które domagają się interpretacji, ale dla których zawsze mamy za mało kontekstu było znane co najmniej od rozpowszechnienia się prasy. Migotliwość i polifonia cyklu medialnego jest jednym z czynników rozpraszających uwagę opinii publicznej i pacyfikujących zdolność społeczeństw do skupienia się na chwilę wystarczająco długą, by wkurwić się i zbuntować. I choć kapitalizm można odpalić na wielu politycznych infrastrukturach, liberalne "demokracje" i illiberalne "despocje" wytwarzają równie gęsty dyskursywny smog, który zakrywa elementarne antagonizmy tego samego politycznego rdzenia.

W ostatnim czasie klasa panująca pozwoliła sobie na jeszcze jedną artykulację tego, co długo pozostawało niewypowiedziane. Mówię o tak zwanych "plikach/aktach Epsteina". W ostatnich dniach udało mi się co prawda dokończyć "Ekonomię polityczną" Oskara Langego, "Wkurwione kobiety w leju po Polsce" Mai Staśko, "Wyjście awaryjne" Rafała Matyi i "Człowieka. Państwo. Wojnę": Kennetha N. Waltza, oraz' odgrzać sobie manifesty polskich "futurystów" (tak naprawdę byli bardziej eklektycznymi awangardzistami), ale zdecydowanie za dużą z perspektywy mojego zdrowia psychicznego ilość uwagi poświęciłem przeglądaniu "plików/akt Epsteina". Forma i treść opublikowanych plików jest oczywistą manipulacją elit odpowiedzialnych za opisane w nich zbrodnie, ale przelewa się w nich prawda o prawdziwej naturze konfliktu, który strukturyzuje nasze zbiorowe istnienie.

Historia Jeffreya Epsteina w korporacyjnych mediach głównego nurtu nadal bywa redukowana do sensacyjnego reportażu o patologii jednostki. Nie lubię psychologii i staram się jej unikać. W tym przypadku psychologizująca rama interpretacyjna byłaby też aktem mistyfikacji, izolujującym Epsteina od sieci strukturalnych powiązań, które umożliwiły jego działalność, finansowały ją i chroniły przez dekady. Media oferują nam detale służące wytworzeniu spektaklu moralnego potępienia, który zarazem utrudnia zrozumienie systemowej logiki stojącej za tym wszystkim. Kiedy skandal zostaje zredukowany do kwestii indywidualnej deprawacji lub wynaturzenia jakiegoś małego podzbioru elit, system, który go wyprodukował, pozostaje nietknięty, a nawet wzmocniony przez rytualną "ofiarę".

A przecież do zrozumienia mechanizmu, który musiał doprowadzić do eskalacji wynaturzenia wystarczy prosta ekstrapolacja tego, co wszyscy wiedzą. Każdy wie, że jeśli mamy więcej pieniędzy, możemy więcej. Każdy wie, że jeśli ma się bardzo dużo pieniędzy, można robić rzeczy, które biednym nie uchodzą i że konsekwencje wykroczeń zawsze zależą od szczebla na społecznej drabinie, na którym się stoi. A jeśli choć trochę interesujemy się polityką, wiemy, że międzynarodowe elity funkcjonują w przestrzeni eksterytorialnej, gdzie prawo jest elastyczną zmienną, dostosowaną do wymagań akumulacji.

Nawet jeśli pedofilia i gwałty nie są wśród tej klasy normą to Epstein był organicznym produktem tej klasy, postacią, która zrozumiała, że w epoce późnego kapitalizmu finansowego tradycyjne rozróżnienie między legalnością a nielegalnością jest jedynie powierzchowną fasadą. Jego kariera ilustruje fundamentalną dialektykę współczesnego porządku: im bardziej system przybiera pozory przejrzystości, rządów prawa, "demokratycznej" kontroli i "business as usual", tym bardziej wymaga on istnienia operatorów zdolnych do funkcjonowania w szarej strefie, gdzie owe pozory są zawieszane.

Kariera Epsteina była możliwa i konieczna, bo kapitał finansowy w fazie schyłkowej wymaga pośredników zdolnych do obsługi mrocznych przepływów i dyscyplinowania decydentów. Gdy "tradycyjne" źródła zysku, wyzysk pracy w sferze produkcji i nowoczesna "ekonomia uwagi", w której część z nas (Warufakis) doszukuje się niesłusznie przekroczenia kapitalizmu, natrafiają na granice wyznaczone przez nasycenie rynków i opór społeczny, kapitał musi szukać nowych terytoriów ekspansji. Znajduje je w eksploatacji kryzysów, spekulacji finansowej, drapieżnej ekstrakcji rent z monopolistycznej kontroli nad zasobami, a także w zarządzaniu tym, co David Harvey nazywa "akumulacją przez wywłaszczenie", procesem, który wymaga stałej bezpośredniej i sturkturalnej przemocy. Epstein był mistrzem tego właśnie typu operacji: jego biznes (zarządzanie aktywami bogatyc; samo istnienie tego typu firm jest oskarżeniem wystarczającym do wydania najsurowszego wyroku przeciwko systemowi) działał jako węzeł, przez który przepływały strumienie kapitału pochodzącego z najbardziej nieprzejrzystych źródeł. Część ludzi w orbicie Epsteina próbowała się bronić, wskazując na "usługowy" charakter tego typu pośrednictwa, ale funkcja tych pośredników nie ogranicza się do prania pieniędzy czy optymalizacji podatkowej Są oni także narzędziami dyscyplinowania elit politycznych i gospodarczych, zapewniającymi, że każdy aktor systemowy jest w jakiś sposób uwikłany, skompromitowany i przez to kontrolowalny.

Epstein był tkanką łączną w organizmie globalnego kapitału, spajającą arkusze kalkulacyjne Wall Street z mechanizmami państwowej przemocy. Tkanka łączna utrzymuje razem organy pozornie od siebie odległe. Bez niej ciało rozpada się w chaos. Podobnie Epstein ułatwiał cyrkulację kapitału, wpływów, patronatu i szantażu między sferami formalnie rozdzielnymi, Wall Street, Waszyngtonem, wywiadami państwowymi (dark arts, jak to określił Norman Finkelstein), a korporacjami, między magnatami finansowymi a akademią. Na liście uwikłanych w jego życie są nazwiska ludzi sprawujących władzę w każdym z tych sektorów, a jego rezydencje, od manhattańskiego pałacu po wyspę Little Saint James, funkcjonowały jako węzły, gdzie te sfery się przecinały, zawierały się nieformalne pakty i wymieniane były kompromitujące sekrety.

Zrozumienie mechanizmu władzy, której wyrazem było życie Epsteina i który funkcjonuje po jego śmierci wymaga wyjścia poza voyeurystyczną fascynację luksusem. Voyeuryzm, fascynacja bogactwem, ekscentrycznością i zbrodnią jest epistemologicznym sabotażem, który uniemożliwia zrozumienie strukturalnej roli Epsteina. Kiedy koncentrujemy się na tym, ile metrów kwadratowych miał jego apartament, dzieła jakich artystów kolekcjonował czy jak wyglądały wnętrza jego prywatnego samolotu, tracimy z oczu to, co naprawdę istotne: mechanizmy władzy, które umożliwiły mu akumulację takiego bogactwa oraz funkcję, jaką pełnił w ramach operacji wywiadowczych swoich mocodawców. Epstein nie był bowiem tylko pedofilem, który przypadkiem był też bogaty. Był operatorem systemu, w którym przemoc była jedynie jednym z narzędzi wywierania i gromadzenia wpływu. Jego powiązania z aparatami wywiadowczymi, zarówno amerykańskimi, jak i izraelskimi były integralną częścią jego działalności. Świadinie takie jak Maria Farmer czy Virginia Giuffre opisywały obecność kamer w każdym pomieszczeniu jego rezydencji, sugerując systematyczne dokumentowanie aktów seksualnych z udziałem prominentnych gości.

Strategiczne znaczenie powiązań Epsteina z aparatami wywiadowczymi wykracza daleko poza sferę "klasycznego" szpiegostwa, stając się wyrafinowanym narzędziem dyscyplinowania elit poprzez operacje szantażu i "zarządzanego dostępu". "Klasyczne" szpiegostwo czasów pierwszej zimnej wojny światowej koncentrowało się na pozyskiwaniu tajnych informacji wojskowych czy technologicznych, infiltrowaniu grup dysydenckich i "eliminowaniu" ideologicznych wrogów. W erze późnego kapitalizmu, kiedy główne ośrodki władzy nie dzieli już żadna istotna ideologiczna przepaść, a jedynie konkurencja o kontrolę nad przepływami kapitału, rola wywiadu ulega transformacji. Służby specjalne działają jako strażnicy interesów klasy kapitalistycznej, zapewniając, że rządy przyjazne korporacyjnym interesom pozostają u władzy, a ci politycy, którzy mogliby zagrozić akumulacji, zostają skutecznie "zneutralizowani". Szantaż seksualny jest tu narzędziem bardziej efektywnym niż "tradycyjna" korupcja finansowa, ponieważ działa na poziomie głębokiego upokorzenia i trwałego strachu przed publicznym ujawnieniem. Zarządzany dostęp do kompromitujących materiałów pozwala na precyzyjne dozowanie presji: obiekt szantażu wie, że pewne decyzje polityczne czy gospodarcze mogą skutkować upublicznieniem jego tajemnic, podczas gdy inna postawa gwarantuje milczenie, dalszą protekcjęm, a może nawet udział w podziale łupów z wyzysku ludzkości.

Obejrzałem jedynie fragment wywiadu Steve'a Bannona z Epsteinem, nie mam cierpliwości do oglądania czegokolwiek, ale przeczytałem całą transkrypcję. Bannon, sam żonglujący rolami stratega Trumpa, rasistowskiego ideologa i byłego bankiera Goldman Sachs, przyznał, że Epstein był powiązany z wywiadem, a jego rezydencje były miejscami gromadzenia kompromatów. Wywiad rzuca światło na mechanizm, który korporacyjne media starannie pomijają: Epstein działał z pełną świadomością, że jego operacje są tolerowane, a nawet wspierane przez aparaty państwowe, ponieważ służyły one strategicznym interesom. Jego archiwa nie były wyłącznie prywatną kolekcją dewianta, lecz skarbnicą politycznego kapitału, który można było wykorzystać w kluczowych momentach do wymuszenia poparcia dla danej ustawy, zneutralizowania niewygodnego śledztwa czy zapewnienia, że dany polityk nie odchyli się od zadanej linii politycznej. System ten tworzy coś w rodzaju wtórnej struktury władzy, działającej w cieniu formalnych instytucji demokratycznych: niewidzialny "senat" złożony z tych, którzy wiedzą zbyt wiele i mogą w każdej chwili uruchomić mechanizmy szantażu.

W tej układance szczególne miejsce zajmuje relacja między Stanami Zjednoczonymi a "Izraelem", w którym Mossad (Instytut do spraw Wywiadu i Zadań Specjalnych "Izraela") jawi się jako formacja wykonująca operacje, których amerykański kapitał nie może oficjalnie firmować ze względu na konieczność zachowania liberalnego decorum. Relacja ta nie jest symetryczna, jak chciałyby tego narracje o "szczególnej więzi" czy "strategicznym partnerstwie". Jest raczej podziałem pracy w ramach globalnego imperium, w którym "Izrael", jako okupacyjne "państwo" apartheidu w permanentnym stanie wyjątkowym, może pozwolić sobie na działania, które naruszają wszelkie normy prawa międzynarodowego i humanitaryzmu. Mossad jest kojarzony jako jeden z najbardziej efektywnych aparatów wywiadowczych świata. Secjalizuje się w operacjach, które wymagają bezwzględności przekraczającej to liberalne instytucje mogą oficjalnie zaakceptować: zabójstwa, porwania i szantaż na skalę globalną. Epstein, utrzymujący bliskie relacje z prominentnymi osobistościami izraelskimi, w tym Ehudem Barakiem (premier "Izraela" na przełomie wieków), był częścią tego swoistego ekosystemu, w którym operacje wywiadowcze służą zabezpieczeniu interesów kapitału finansowego i militarno-przemysłowego.

W stadium kapitalizmu finansowego, gdzie zysk w coraz większym stopniu jest generowany nie przez produkcję, lecz przez spekulację i drapieżną ekstrakcję, granica między "legalną" działalnością bankową a zorganizowaną zbrodnią ulega zatarciu. Klasyczna ekonomia polityczna Marksa analizowała kapitalizm jako system oparty na wyzysku siły roboczej: kapitaliści kupowali pracę robotników poniżej wartości, którą ta praca wytwarza, a różnica, wartość dodatkowa, stawała się źródłem zysku. W tej logice produkcja przemysłowa była sercem akumulacji, a banki pełniły funkcję pomocniczą, ułatwiając cyrkulację kapitału. Jednak w ostatnich dziesięcioleciach, szczególnie po neoliberalnej kontrrewolucji zapoczątkowanej w latach 70. dwudziestego wieku, kapitalizm przeszedł transformację: produkcja została wyeksportowana do peryferii, gdzie siła robocza jest tańsza i pozbawiona ochrony związkowej, podczas gdy ośrodki metropolii, Wall Street, Londyn, Frankfurt, stały się centrami spekulacji finansowej. Zyski nie pochodzą już z wytwarzania rzeczy, lecz z manipulacji wspomaganymi komputerowo instrumentami finansowymi, tworzenia coraz bardziej abstrakcyjnych "derywatów", nabijania baniek spekulacyjnych i organizowania kryzysów, które pozwalają na dalsze uwłaszczenie tych, którzy są "zbyt wielcy, by upaść". Banki nigdy nie były wyłącznie neutralnymi pośrednikami, ale z czasem stały się jednymi z głównych aktoróœ drapieżnej ekstrakcji, często w symbiozie z sektorami, które formalnie klasyfikuje się jako "kryminalne", od handlu narkotykami i bronią, po pranie pieniędzy i handel ludźmi.


JP Morgan i Deutsche Bank przez lata przetwarzały transakcje Epsteina mimo jego statusu skazanego przestępcy seksualnego. Po pierwszym skazaniu Epsteina w 2008 roku za przestępstwa seksualne wobec nieletnich, które zakończyło się skandalicznie łagodnym wyrokiem (trzynaście miesięcy w minimalnym reżimie więziennym z możliwością wychodzenia "do pracy") jego status był znany wszystkim głównym instytucjom finansowym. A jednak JP Morgan Chase kontynuował obsługę jego kont jeszcze przez pięć lat, aż do 2013 roku, przetwarzając transakcje opiewające na setki milionów dolarów, w tym podejrzane transfery do młodych kobiet i fasadowych firm. Deutsche Bank przejął jego konta po JP Morgan i kontynuował tę relację aż do 2018 roku! Wewnętrzne dokumenty, które wyciekły w ramach dochodzeń, ujawniły, że pracownicy obu banków wielokrotnie podnosili alarm, wskazując na podejrzane wzorce transakcji, regularne płatności na rzecz młodych kobiet, transfery do rajów podatkowych, nietypowe struktury własnościowe. Jednak za każdym razem, kiedy te ostrzeżenia docierały do wyższych szczebli zarządzania, były one ignorowane lub aktywnie tłumione, ponieważ Epstein był klientem generującym duże zyski i przyciągającym innych ultrabogatych klientów.

Epstein przynosił bankom miliardowe zyski. Jak pokazują raporty Oxfamu, większość bogactwa wytworzonego przez całą ludzkość w ostatnich latach przypada w udziale bardzo małej liczbie osób. Populacja miliarderów na całym świecie jest równa populacji Kazimierza Dolnego. Konkurencja między bankami o ultrabogatych klientów jest zacięta, każdy klient zdolny przynieść sieć miliardowych kont staje się aktywem, którego wartość znacznie przewyższa potencjalne koszty prawne czy reputacyjne wynikające z obsługi nielegalnych transakcji. Epstein spełniał dokładnie tę funkcję. Jego kontakty obejmowały technooligarchów (Thiel!), dynastie naftowe, oligarchów postsowieckich i władców krajów trzeciego świata. Dla banku obsługa takiego klienta oznaczała dostęp do sieci kapitałowej, której wartość można zmierzyć nie tylko w miliardach dolarów depozytów, ale także w dostępie do informacji, które pozwalają na zawieranie zyskownych transakcji insiderskich, przewidywanie ruchów rynkowych i uzyskiwanie dostępu do prywatyzacji zasobów państwowych w krajach peryferyjnych. Działy compliance, odpowiedzialne za przestrzeganie przepisów przeciwdziałających praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu są jedynie fasadą. Przestrzeganie tych przepisów jest opcjonalne. Gdy stawka jest wystarczająco wysoka przestaje się to robić. Banki zatrudniają całe departamenty prawników i lobbystów, których zadaniem jest nie tyle zapobieganie łamaniu prawa, ile zarządzanie ryzykiem prawnym w sposób, który maksymalizuje zysk przy minimalnych konsekwencjach.

Kryzys finansowy 2008 roku powinien był doprowadzić do upadku znacznej części sektora finansowego. Jednak banki uznane za "zbyt duże by upaść" zostały uratowane zastrzykami publicznych pieniędzy, podczas gdy miliony zwykłych ludzi straciły swoje domy, oszczędności i miejsca pracy. W tym samym czasie, gdy kapitał "legalny" kurczył się w wyniku kryzysu zaufania i spadku konsumpcji, kapitał nielegalny, pochodzący z handlu narkotykami, korupcji, prania pieniędzy, nadal przepływał przez system, zapewniając bankom desperacko potrzebną płynność. Antonio Maria Costa, ówczesny szef Biura Narodów Zjednoczonych do spraw Narkotyków i Przestępczości, otwarcie stwierdził, że znaczna część nielegalnych pieniędzy została "wchłonięta przez system finansowy" i że bez tych przepływów, liczonych w setkach miliardów dolarów, wiele banków upadłoby. To przyznanie, choć szybko zapomniane przez opinię publiczną okadzaną dyskursywnym smogiem przez korporacyjne media, ujawnia fundamentalną prawdę: system kapitalistyczny nie dzieli się na sferę legalną i nielegalną. Te sfery wzajemnie się przenikają i wspierają, a kategorie prawa służą jedynie jako narzędzia selekcji, które przestępstwa będą karane, a które tolerowane w zależności od klasowej przynależności sprawców.

W tym systemie kary są jedynie kosztem operacyjnym. Ugoda JP Morgan z 2018 roku, choć opiewająca na setki milionów dolarów, stanowiła zaledwie 1,5% rocznych zarobków banku. W 2020 roku JP Morgan Chase zapłacił 920 milionów dolarów kary za manipulację rynkami metali szlachetnych i obligacji skarbowych, operację, która trwała prawie dekadę i przyniosła bankowi wielomiliardowe zyski. W 2013 roku ten sam bank zapłacił rekordową grzywnę 13 miliardów dolarów za oszukiwanie inwestorów w sprawie wartości derywatów kredytów hipotecznych, które doprowadziły do kryzysu 2008 roku. Deutsche Bank, podobnie, zapłacił łącznie dziesiątki miliardów dolarów kar za różne naruszenia, od manipulacji stopą LIBOR (referencyjna wysokość oprocentowania depozytów i kredytów na rynku międzybankowym) po pranie pieniędzy dla rosyjskich oligarchów. Jednak ani jeden członek zarządów tych banków nie trafił do więzienia za te przestępstwa. Grzywny, choć nominalnie wysokie, są rozłożone na lata i są ułamkiem zysków generowanych przez nielegalne praktyki. Co więcej, koszty tych kar są często przerzucane na klientów w formie wyższych opłat lub na podatników, ponieważ banki korzystają z ulg podatkowych pozwalających im wpisywać grzywny w koszta. System kar funkcjonuje jako licencja na łamanie prawa: dopóki zysk przewyższa grzywnę, a osoby fizyczne nie ponoszą odpowiedzialności karnej, przestępczość korporacyjna staje się racjonalną strategią biznesową.

Napisałem wyżej, że publikacja "plików/akt Epsteina" jest manipulacją. Rzeczy, o których tu piszę to tylko wierzchołek góry lodowej. Większość powiązań pozostaje dla mnie niejasna, co zresztą próbują wykorzystywać politycy (np. Donald Tusk mówiący, że Epstein był rosyjskim szpiegiem). System zarządza informacją w taki sposób, by zapobiec pojawieniu się realnej świadomości klasowej poprzez mechanizm kontrolowanych przecieków. Informacja, podobnie jak kapitał, nie cyrkuluje swobodnie. Jej przepływ jest regulowany przez instytucje medialne, aparaty państwowe i same elity, które są przedmiotem potencjalnych ujawnień. W przypadku Epsteina mechanizm ten był szczególnie widoczny: przez lata plotki o jego działalności krążyły w kręgach elit, a dziennikarze śledczy gromadzili materiały dowodowe. Jednak każda próba publikacji była blokowana przez departamenty prawne mediów, które bały się pozwów, albo przez interwencje osób wysoko postawionych w strukturach władzy. Alexander Acosta, prokurator federalny, który w 2008 roku "wynegocjował" skandalicznie łagodny wyrok dla Epsteina, później przyznał, że otrzymał instrukcje, by "odpuścić", ponieważ Epstein "należał do wywiadu". Dopiero po tym, jak ofiary zaczęły występować publicznie (kiedyś w miastach będą skwery i ulice imienia "Ofiar Epsteina"), sprawa ponownie trafiła na pierwsze strony, jednak nawet wtedy kontrola nad narracją była widoczna. Media skupiły się na aspektach sensacyjnych, personalizując skandal wokół postaci Epsteina i spekulacji dotyczących jego śmierci w celi, podczas gdy strukturalne powiązania z bankami, wywiadem i elitami były systematycznie marginalizowane.

Niedawna publikacja "plików/akt Epsteina" nie jest triumfem przejrzystości, lecz cynicznym kompromisem mającym na celu podtrzymanie naszej wiary w liberalną demokrację. W styczniu 2024 roku, w odpowiedzi na nakaz sądowy, opublikowano tysiące stron dokumentów związanych z pozwem cywilnym przeciwko Ghislaine Maxwell, najbliższej współpracownicy Epsteina. Media ogłosiły to jako moment prawdy, rzekome "odtajnienie wszystkiego", które miało ujawnić pełną skalę przestępstw i nazwiska wszystkich osób zamieszanych. Jednak każdy, kto poświęcił choćby odrobinę czasu na przeanalizowanie tych dokumentów, zdaje sobie sprawę, że większość informacji była znana z wcześniejszych dochodzeń i publikacji medialnych. Nazwiska, które pojawiły się w nagłówkach Bill Clinton, Donald Trump, Alan Dershowitz, F.K.A książę Andrew, były od dawna znane jako osoby powiązane z Epsteinem. Co więcej, dokumenty zostały zredagowane w sposób, który usunął najbardziej kompromitujące detale, a zeznania ofiar zostały przedstawione w formie, która minimalizowała ich wpływ. Publikacja nie ujawniła żadnych nowych mechanizmów władzy, nie wskazała instytucji finansowych czy wywiadowczych, które umożliwiły działalność Epsteina, ani nie doprowadziła do żadnych nowych aresztowań czy śledztw. Funkcjonowała raczej jako kontrolowany upust powietrza z wentyla, który na chwilę pozwolił opinii publicznej poczuć, że "sprawiedliwości stało się zadość", podczas gdy faktyczne struktury władzy pozostały nietknięte.

Skupienie uwagi na Trumpie czy Clintonie to teatr dla mas. Rywalizacja między tymi dwiema figurami została skonstruowana jako centralna oś amerykańskiego dyskursu politycznego, jakby los narodu zależał od tego, który z nich jest bardziej skorumpowany, bardziej powiązany z Epsteinem, bardziej godny moralnego potępienia. A przecież Trump i Clinton reprezentują tę samą klasę, służą tym samym strukturom kapitału finansowego i uczestniczyli w tym samym systemie przemocy i ekstrakcji! Trump, deweloper i spekulant finansowy, zbudował swój majątek na wykorzystywaniu luk podatkowych i publicznych dotacjach dla prywatnych projektów. Clinton, jako prezydent, kontynuował deregulację Wall Street, demontował instytucje ułatwiające życie klasie pracującej, podpisał Północnoamerykański Układ o "Wolnym Handlu" (NAFTA) i masowo wsadzał do więzień biednych Afroamerykanów poprzez "tough on crime" ustawodawstwo. Obaj są produktami tego samego systemu, a ich spór jest teatrem, który odwraca uwagę od faktu, że żadna z głównych partii nie kwestionuje fundamentów kapitalistycznej akumulacji. Dyskusja o tym, które nazwisko pojawia się częściej w "aktach/plikach Epsteina" wykorzystuje nasze słuszne oburzenie ogromem krzywdy wyrządzonej przez Epsteina dla zastąpienia systemowej analizy obsesją na punkcie jednostek, jakby usunięcie ich z obiegu mogło rozwiązać problem.

Publikacja "akt/plików Epsteina" celowo rzuca "na pożarcie" opinii publicznej postacie epizodyczne, takie jak Larry Summers czy Elon Musk, aby chronić aktualnie kluczowe aktywa systemu. Larry Summers, były sekretarz skarbu za Clintona, były prezes Harvardu i architekt deregulacji finansowej, był wielokrotnie fotografowany z Epsteinem i przyznał, że spotkał się z nim wiele razy, nawet po jego skazaniu w 2008 roku. W aktach Epsteina pojawia się także wzmianka o Elonie Musku. Media chwyciły się tych nazwisk, generując cykl oburzenia, które wyczerpało się w ciągu paru dni, podczas gdy obie te postaci kontynuują swoje kariery bez większych konsekwencji. Summers nadal "doradza" i zasiada w zarządach funduszy, a Musk nadal kieruje kilkoma największymi korporacjami świata i cieszy się statusem ikony technologicznej. Ich "obnażenie" funkcjonuje jako mechanizm rozproszenia: system oferuje publicznie kilka nazwisk do publicznego potępienia, jakby oddając je w ofierze, podczas gdy prawdziwe centra władzy, banki, które przetwarzały miliardy w nielegalnych transakcjach, służby wywiadowcze, korporacje, które czerpiały zyski z jego sieci, pozostają w cieniu, chronione przed jakąkolwiek kontrolą.

Od kontrolowanego skandalu po normalizację i zapomnienie. W erze mediów społecznościowych każdy skandal przebiega według tej samej trajektorii: media podchwytują temat generując nagłówki, użytkownicy Twittera i Facebooka* amplifikują oburzenie, następuje krótka intensyfikacja debaty publicznej, po czym algorytmy platform społecznościowych kierują uwagę na kolejny temat, a poprzedni znika z pola uwagi zbiorowej świadomości. W przypadku Epsteina widzieliśmy tę trajektorię kilkukrotnie: pierwszy raz po jego aresztowaniu w 2019 roku, potem po jego śmierci w celi, następnie po procesie Ghislaine Maxwell w 2021 roku, a ostatnio po publikacji akt/plików. Mechanizm ten jest kluczowy dla utrzymania status quo, ponieważ zapobiega przekształceniu się chwilowego oburzenia w trwałą mobilizację polityczną. Ludzie czują, że "coś się dzieje", że system reaguje, ale ponieważ nic się faktycznie nie zmienia, oburzenie zamienia się w cynizm i rezygnację, co dodatkowo umacnia poczucie bezsilności wobec władzy.

Jeffrey Epstein był tylko jedną z wielu twarzy systemu, a jego upadek nie zmienił niczego w fundamentalnych mechanizmach dominacji. Jego śmierć w celi, oficjalnie samobójstwo, choć okoliczności wzbudzają uzasadnione wątpliwości, była momentem intensywnej spekulacji i teorii spiskowych. Jednak niezależnie od tego, czy Epstein rzeczywiście popełnił samobójstwo, czy został "wyciszony" przez tych, którzy mieli najwięcej do stracenia na jego zeznaniach, jego śmierć, ostatnio też kwestionowana, niczego nie rozwiązała. Struktury, które umożliwiły jego działalność, banki, które przetwarzały jego transakcje, służby wywiadowcze, które wykorzystywały go jako "operatora", elity, które czerpały przyjemność i korzyści z jego sieci, pozostały zasadniczo nietknięte. System przystosował się, pochłonął chwilowy wstrząs i działa jak gdyby nigdy nic. To ilustruje fundamentalną prawdę marksistowskiej analizy: kapitalizm nie zależy od żadnej pojedynczej jednostki, nie może być obalony przez usunięcie kilku "złych aktorów". Jest systemem, który reprodukuje się poprzez institutcje, prawa, relacje własnościowe i aparaty przemocy, które funkcjonują niezależnie od tego, kto je obsługuje.

Prawdziwa walka nie toczy się o to, które nazwisko zostanie ujawnione w kolejnej partii zredagowanych akt/plików, lecz o to, kto kontroluje środki produkcji. Obsesja medialna na punkcie nazwisk, czy to Trump, Clinton, F.K.A. książę Andrew, czy ktokolwiek inny, jest formą fetyszyzmu, który zastępuje rzeczywistą analizę systemową fascynacją personaliami. To odwrócenie uwagi od kwestii fundamentalnej: relacji między kapitałem a władzą. Dopóki środki produkcji, fabryki, ziemia, technologie, infrastruktura,  pozostają w rękach klasy kapitalistycznej, dopóty system będzie produkować nierówność, wyzysk i przemoc. Nie ma znaczenia, czy CEO danej korporacji to osoba A czy B, jeśli struktura własności pozostaje niezmieniona. Nie ma znaczenia, czy prezydentem jest demokrata czy republikanin, jeśli obaj służą interesom Wall Street i aparatu militarno-przemysłowo-wywiadowczego. Prawdziwa transformacja wymaga nie zmiany osób na szczycie hierarchii, lecz zniesienia samej hierarchii, przejęcia kontroli nad środkami produkcji przez klasę pracującą. To jest esencja socjalistycznego projektu: demokratyzacja ekonomii, przekształcenie produkcji z działalności nastawionej na prywatny zysk w działalność służącą zbiorowym potrzebom.

Kiedy banki spekulują i wygrywają, zyski trafiają do prywatnych akcjonariuszy. Kiedy spekulują i przegrywają, straty są socjalizowane. Kiedy korporacje chcą budować infrastrukturę, dostają publiczne dotacje i ulgi podatkowe. Kiedy infrastruktura zaczyna przynosić zyski, zyski są prywatyzowane. Osoby pracujące, tymczasem, żyją w najbardziej brutalnej wersji wolnego rynku: żadnych gwarancji zatrudnienia, żadnej ochrony przed zwolnieniami, pełna odpowiedzialność za swoje przetrwanie w warunkach, gdzie płace nie nadążają za kosztami życia. To właśnie tę asymetrię Epstein i jemu podobni chronią: ich funkcją jest upewnienie się, że system pozostanie niezachwiany, że elity polityczne będą kontynuować przekazywanie publicznych zasobów do prywatnych rąk, że żaden ruch masowy nie zagrozi tej grabieży.

Logika dominacji kapitału nad demokracją czyni istnienie postaci takich jak Epstein nie tylko możliwym, ale wręcz niezbędnym. Kapitalizm nie jest w stanie zapewnić rosnącego poziomu życia dla większości ludności, nie może rozwiązać kryzysów ekologicznych, które sam wygenerował, nie potrafi zaoferować kolejnym pokoleniom perspektywy godnej przyszłości. Zamiast tego oferuje prywatyzację zysków i socjalizację strat, rosnące nierówności, prekarność zatrudnienia, zniszczenie planety i faszystowską politykę jako "odpowiedź" na rosnącą desperację mas. Demontaż tej logiki oznacza zbudowanie społeczeństwa opartego na wspólnej własności środków produkcji, demokratycznej kontroli nad ekonomią i produkcji dla potrzeb ludzkich, a nie dla zysku, społeczeństwa, w którym żadna klasa nie będzie mogła eksploatować innej, a mechanizmy przemocy i szantażu, które służyły ochronie przywileju, staną się reliktami mrocznej przeszłości.


* Założyłem sobie niedawno konto na UpScrolled i myślę, że jeśli czytacie mojego bloga, też powinniście


Posted on: 2026-02-07

Post 34. Czytając Chiny

Cóż tam, panie, w polityce?
Chińcyki trzymają się mocno!?
S. Wyspiański, "Wesele"

Kilka lat temu, gdy pracowałem w Nadrenii-Westfalii jako opiekun (betreuer), mój niemiecki osiągnął taki poziom, że mogłem już dość swobodnie czytać gazety i dyskutować o polityce przy kolacji, mimo że moja "niemiecka osobowość" jest nieco bardziej płaska od "polskiej" i "angielskiej", a w mówieniu robię błędy.

W czasie lockdownów kowidowych postanowiłem rozpocząć naukę nowego języka i zdecydowałem, że nie będzie to język europejski. Europa to niewielka część świata, a w jej kulturze jestem na tyle rozeznany, że niewiele rzeczy robi na mnie takie wrażenie, jak rzeczy, które odkrywam w innych częściach świata.

Po kilku tygodniach prób z arabskim utknąłem w miejscu. Zapamiętywanie znaków szło mi wyjątkowo źle i stanąłem przed wyborem: dalej się męczyć czy zmienić język. Wybrałem to drugie i zacząłem uczyć się chińskiego. Od tamtej pory niejednokrotnie miałem wrażenie, że stoję w miejscu, ale przy nim zostałem, a gdy tylko osiągnę w chińskim poziom pozwalający na swobodne czytanie gazet i rozmowy o polityce, wrócę do nauki arabskiego.

Wraz z nauką chińskiego zacząłem się głębiej interesować polityką i kulturą Chin. Szybko też zauważyłem, jak płytkie i powierzchowne są relacje o Chinach w głównych mediach korporacyjnych.

Obserwując relacje zachodnich mediów korporacyjnych, można odnieść wrażenie, że istnieją tylko dwa scenariusze dla Chińskiej Republiki Ludowej. Pierwszy, malowany w ponurych barwach, wieszczy nieuchronny upadek reżimu, paraliż gospodarczy i wewnętrzną implozję. Drugi, równie uproszczony, przedstawia Chiny jako monolitycznego hegemona, który lada moment zdominuje świat, narzucając swoją wolę każdemu, kto stanie mu na drodze. Ta spolaryzowana narracja, choć z pewnością generuje kliknięcia, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ostatnie opisywane dramatycznymi nagłówkami wydarzenia w chińskiej Armii Ludowo-Wyzwolenczej, gdzie od 2012 roku usunięto ponad 80 wysokich rangą oficerów, z czego ponad 50 od 2023 roku, są doskonałym przykładem tego medialnego zniekształcenia. Przedstawiane jako zwiastun chaosu lub dowód na absolutną, paranoiczną władzę, w rzeczywistości są kulminacją złożonego procesu, który w większym stopniu dotyczy sporu o przyszłość doktryny wojskowej i instytucjonalnego rozwoju, niż konsolidacji władzy.

Zrozumienie medialnego przekazu o Chinach wymaga pewnej wrażliwości na język. Słowa, z pozoru neutralne, niosą ze sobą ładunek emocjonalny i ideologiczny, kształtując percepcję odbiorców, zanim jeszcze zdążą oni zapoznać się z faktami.

Zachodnie media, opisując dymisje w chińskim dowództwie, niemal jednogłośnie sięgnęły po słowo "czystka" (purge). Termin ten, obciążony historycznymi konotacjami z epoki stalinowskiej, natychmiast przywołuje obrazy arbitralnej przemocy, paranoi i bezprawia. Tymczasem podobne przetasowania na szczytach władzy w Waszyngtonie czy Londynie określane są neutralnymi, niemal biurokratycznymi terminami, takimi jak "reorganizacja" (reshuffle), "usunięcie" (ousting) czy "zwolnienie" (sacking). Wygląda na to, że korporacyjny leksykon rezerwuje swoje najbardziej biznesowe określenia dla własnych dramatów politycznych, zachowując słownictwo stalinowskiego terroru na każdą próbę rozliczeń decydentów w Pekinie. Ten lingwistyczny, orientalizujący zabieg od samego początku ustawia wydarzenia w Chinach w złowieszczym świetle, sugerując, że nie podlegają one racjonalnej analizie.

Oficjalna narracja Pekinu przedstawia te wydarzenia jako kulminację bezkompromisowej kampanii antykorupcyjnej, prowadzonej pod hasłem "zero tolerancji". Zgodnie z komunikatami, walka z korupcją obejmuje wszystkie szczeble władzy, bez względu na zajmowaną pozycję. Usunięcie generała Zhang Youxia, wiceprzewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej i wieloletniego sojusznika Xi Jinpinga, ma być tego dowodem, podważającym tezy o wybiórczym charakterze kampanii. Oczywiście, korporacyjne media wolą przedstawiać tę narrację jako cyniczną zasłonę dymną. Demonizowanie chińskiej walki z korupcją jest wygodnym sposobem na odwrócenie uwagi od systemowej zgnilizny i paraliżu, które trawią zachodnie systemy polityczne. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby w Stanach Zjednoczonych czy Europie zastosowano podobnie rygorystyczne standardy, tamtejsze elity polityczne mogłyby ulec znacznemu przetrzebieniu. Nie zmienia to faktu, że za walką z łapówkarstwem kryje się też głębszy, bardziej fundamentalny spór polityczny.

W systemach, gdzie mechanizmy demokratycznej kontroli są ograniczone, walka z korupcją niezmiennie służy jako potężne narzędzie polityczne. Widzieliśmy to także w Polsce w szczytowym okresie "IV RP". Walka z korupcją umożliwia eliminację rywali, konsolidację władzy i forsowanie agendy, która w innych warunkach napotkałaby opór. Zrozumienie tych ukrytych celów jest kluczowe dla prawidłowej oceny strategicznych intencji przywództwa, które często ukrywają się za publicznie deklarowanymi hasłami.

Wydarzenia w Armii Ludowo-Wyzwoleńczej to nie tylko kwestia finansowej uczciwości generałów. Sednem konfliktu jest fundamentalny i brutalny spór o doktrynę wojskową oraz strategię modernizacji sił zbrojnych. Nie jest to, jak chcieliby niektórzy komentatorzy, przejaw irracjonalnej paranoi, lecz racjonalna, choć bezwzględna, walka o kierunek rozwoju militarnego mocarstwa. To polityka, w której ścierają się dwie sprzeczne wizje przyszłości chińskiej armii.

Z jednej strony mamy ambicję Xi Jinpinga, który postawił sobie za cel zbudowanie do 2027 roku siły militarnej gotowej na potencjalną konfrontację wojskową o Tajwan. Niewątpliwie jednym z impulsów są tu porażki Rosji w Ukrainie. "Druga armia świata" od czterech lat nie jest w stanie zająć nawet terytorium Donbasu, nie mówiąc już o "neutralizacji" Ukrainy. Wizja Xi Jinpinga zakłada szybką rozbudowę armii w granicach relatywnie powściągliwej alokacji zasobów (mniej niż 2% PKB), priorytetyzując wielkość, liczebność i efekt odstraszający. Z drugiej strony stali profesjonalni wojskowi, na czele z generałem Zhang Youxia, jednym z niewielu chińskich dowódców z realnym doświadczeniem bojowym, zdobytym podczas wojny z Wietnamem. Ta frakcja opowiadała się za wolniejszym, ale bardziej zaawansowanym technologicznie i skupionym na realnych zdolnościach bojowych rozwojem. Ich perspektywa opierała się na prostej logice: odkładanie kluczowych decyzji technologicznych na jak najpóźniejszy moment jest strategicznie mądre. Inwestowanie we wczesnym etapie w konkretne rozwiązania gwarantuje, że w momencie prawdziwego konfliktu sprzęt będzie już przestarzały. Zamiast budować armię, która wygląda na potężną, chcieli stworzyć siłę, która jest potężna. Ten spór to nic innego jak przejaw normalnej dla każdego mocarstwa rywalizacji o priorytety strategiczne. Jest to dowód na istnienie wewnętrznej debaty i walki o wpływy, a nie symptom nieuchronnego rozkładu państwa.

Popularna na Zachodzie teza o Chinach jako nieprzeniknionej "czarnej skrzynce" jest tyleż wygodna, co myląca. Owszem, dostęp do informacji jest kontrolowany, a system polityczny pozostaje nieprzejrzysty. Jednak twierdzenie, że procesy decyzyjne w Pekinie są całkowicie niezrozumiałe, jest wyrazem analitycznego lenistwa i orientalizmu zachodnich "china watchers". Jeśli "czytamy" Chiny tak jak "czytamy" Francję, Brazylię, czy Indie, szybko zauważamy, że są one dużo bardziej "normalnym" i przewidywalnym podmiotem politycznym, niż chcieliby to widzieć zwolennicy teorii o chaosie i dworskich intrygach.

Kluczem do zrozumienia każdej polityki jest uważna lektura i interpretacji oficjalnych komunikatów. Nudne, pełne biurokratycznego żargonu dokumenty partyjne kryją w sobie odpowiedzi, których zbyt często szukamy w "chłopskim rozumie" i psychologii. Doskonałym przykładem są różnice w sformułowaniach oskarżeń kierowanych pod adresem zdymisjonowanych generałów. Pozwalają one zidentyfikować, czy zarzut dotyczy "zwykłej" korupcji, czy bezpośredniego zagrożenia dla władzy Xi. Oskarżenie o "zatruwanie politycznej ekologii Armii Ludowo-Wyzwoleńczej" lub "poważne niszczenie wizerunku armii" to jedno. Czymś innym jest zarzut "poważnego podważania wizerunku i autorytetu armii", a jeszcze cięższym grzechem politycznym jest "deptanie systemu odpowiedzialności przewodniczącego". Te rozróżnienia pozwalają zarysować podziały w elicie władzy i zrozumieć intencje stojące za danymi decyzjami, demaskując mit o monolicie.

Ostatnie roszady w chińskim dowództwie wojskowym nie są ani początkiem końca systemu, ani kolejnym krokiem na drodze do globalnej dominacji. Są elementem procesu, w którym przeplatają się autentyczna, choć politycznie użyteczna, walka z korupcją, konsolidacja władzy przez Xi Jinpinga oraz głęboki, merytoryczny spór o strategiczny kierunek modernizacji sił zbrojnych. Sprowadzenie tych wydarzeń do jednego, sensacyjnego wymiaru jest fundamentalnym błędem analitycznym.

Jestem daleko od znajomości chińskiego w stopniu, który pozwoli mi swobodnie czytać gazety i gadać o polityce, ale znajomość angielskiego i skromne kompetencje w zakresie korzystania z funkcji przeglądarek internetowych oraz odrobina ciekawości intelektualnej wystarczają często do przebicia się przez bezużyteczność korporacyjnych mediów. Dobrym początkiem jest odrzucenie źródeł forsujących uproszczoną dychotomię "upadek kontra dominacja", która od lat kształtuje zachodnią debatę o Chinach. Jako mocarstwo w fazie dynamicznej transformacji, Chiny zmagają się z potężnymi napięciami wewnętrznymi, strategicznymi dylematami i poważnymi wyzwaniami. Czyni je to bardziej "normalnym" graczem na arenie międzynarodowej, niż chcieliby to widzieć autorzy medialnych uproszczeń. Zrozumienie ich ewolucji wymaga rezygnacji z poszukiwania prostych odpowiedzi i zaakceptowania złożoności, która nie mieści się w krzykliwych nagłówkach. Mam świadomość, że moja analiza dostarczy czytelniczkom dużo mniej dopaminy, niż nagłówki o rychłym przewrocie w Chinach i nie spodziewam się zaproszeń do podkastów, ani zapytań od mediów o opinię, ale solidna analiza wymaga odrobiny niuansu, choćby za cenę ideologicznej pewności i klikalności.
Posted on: 2026-02-03

Post 33. Słuchane (styczeń)

1. Council Estate Electronics - Kitsland
2. Art Bears - Winters Songs
3. Autechre - Incunabula
4. Roland Kirk Quartet with Tete Montoliu - Copenhagen
5. Eric Dolphy - Out to Lunch!
6. Napalm Death - From Enslavement to Obliteration
7. Sun Ra - Ra to the Rescue
8. Immortal Technique - The 3rd World
9. Sonny Sharrock - Ask the ages
10. Mos Def - Black on Both Sides
11. Sammy Davis Jr. - Yes I Can! The Sammy Davis Jr Story
12. Betty Davis - They Say I'm Different
13. Godflesh - In All Languages
14. Vizzion - Propaganda
15. 攬佬 - 捌方來財之江船入海
16. Arca - Baron Foyel
17. Jesu - Jesu
18. The Sea and Cake - The Fawn
19. THCulture - PSYOP
20. Robert Wyatt - EPs
21. Sonic Youth - A Thousand Leaves
22. Godflesh - A World Lit Only By Dub
23. Nate57 - Stress Aufm Kiez
24. Nadeem Din-Gabisi - OFFSHORE
25. Kinski - Stumbletown Terrace
26. Blind Lemon Jefferson - Complete Recorded Works In Chronological Order Volume 1. 1925-1926
27. Blind Lemon Jefferson - Complete Recorded Works In Chronological Order Volume 2. 1925-1927
28. Blind Lemon Jefferson - Complete Recorded Works In Chronological Order Volume 3. 1928
29. Blind Lemon Jefferson - Complete Recorded Works In Chronological Order Volume 4. 1929
30. David Grubbs - A Guess At The Riddle
31. Muslimgauze - Return of Black September
32. Szelest Spadających Papierków - Płyta Redlowska
33. Charlie Haden - Liberation Music Orchestra
34. Material - Memory Serves
35. Sleaford Mods - The Demise of Planet X
36. Bessie Smith - The Chronological Classics: Bessie Smith 1923
37. Immortal Technique - Black Cargo
38. Mats Gustafsson - This Is from the Mouth
39. Mary Halvorson - About Ghosts
40. The Ex + Tom Cora - And the Weathermen Shrug Their Shoulder
41. Carla Bley and Paul Haines - Escalator over the Hill
42. Syndicate - Deathtrap
43. Skeleton Crew - Learn To Talk / The Country Of Blinds
44. Zoviet France - Norsch
45. Shortparis - Так Закалялась Сталь
46. David Grubbs - An Optimist Notes The Dusk
47. Mos Def - Black on  Both Sides
48. Maciej Maleńczuk - Pan Maleńczuk
49. Iannis Xenakis - Chamber Music 1950-1990
50. 2 8 1 4 - Rain Temple
51. Chico Buarque - Meus Caros
52. Chinese Hackers - ( wiretap )
53. The Curse of the Golden Vampire - The Curse of the Golden Vampire
54. Sonic Youth - SYR1: Anagrama
55. Sonic Youth - SYR2: Slaapkamers met slagroom
56. Sonic Youth - SYR3: Invito al ĉielo
57. A.J.K.S - 0048666
58. Alice Coltrane - Journey In Satchidananda
59. The Pop Group - For How Much Longer Do We Tolerate Mass Murder?
60. Le Butcherettes - Sin Sin Sin
61. Ewa Braun - Sea Sea
62. Paktofonika - Kinematografia
Posted on: 2026-01-31

Post 32. Imperialny bumerang. Przemoc na ulicach USA.

Sceny przemocy, której dopuszczają się agenci ICE, których świadkami jesteśmy na ulicach miast USA, wywołują oburzenie, jakiego nie wywołują dużo gorsze obrazy "zawieszenia broni" w Strefie Gazy. Liberalny komentariat próbuje je interpretować jako szokujące anomalie, pęknięcia w tkance "cywilizowanego" społeczeństwa. Ale jeśli przyjrzymy się im z jakąkolwiek uważnością, dostrzeżemy w nich echo głębszego, historycznego wzorca nawiedzającego naszą teraźniejszość. Akty państwowej przemocy we "własnych" granicach są symptomami choroby o długiej, mrocznej historii.
 
Korporacyjne media i liberalne elity zupełnie nie radzą sobie z diagnozą tej choroby. Słynny influektualista Scott Galloway jednym tchem wzywa do "interwencji" USA w Iranie i ubolewa bezradnie nad słabością "umiarkowanych" sił politycznych. A przecież od dawna mamy narzędzia pojęciowe, które z łatwością opisują i wyjaśniają szokujące zjawiska czy to na ulicach amerykańskich miast, czy na pograniczu polsko-białoruskim. Myśliciel i poeta z Martyniki, Aimé Césaire ukuł pojęcie "imperialnego bumerangu”, czy też choc en retour ("szoku zwrotnego"). Pojęcie to pozwala opisać patologie nowoczesnych państw i ujawnić, w jaki sposób przemoc, niegdyś "zarezerwowana" dla odległych kolonii, zatruwa ostatecznie samą metropolię.
 
Główna teza Césaire’a jest równie prosta, co przerażająca: brutalne i odhumanizowane metody, które kolonizatorzy rozwijali i doskonalili w celu kontrolowania poddanych im ludów, nieuchronnie powracają do "centrum" imperium. Z czasem te same taktyki, usprawiedliwione niegdyś rasistowską logiką wyższości, zostają zastosowane wobec własnych obywateli, mniejszości, dysydentów czy grup uznanych za "obce". Césaire z argumentował, że kolonizacja nie jest procesem jednokierunkowym. Jej niszczycielskie skutki uderzają w samego agresora.
 
Kolonizacja oddziałuje na kolonizatora. Brutalizuje go i degraduje. Budzi instynkty chciwolści, przemocy, rasizmu i relatywizmu moralnego. Kolonizacja to uprzedmiotowienie (thingification). Kolonializm sprowadza skolonizowanego człowieka do roli rzeczy, narzędzia produkcji, obiektu bez woli i godności. Ta dehumanizacja jest jednak obosieczna! Uprzedmiotowienie staje się nawykiem myślowym, który sprawia, że kolonizator, "aby uspokoić swoje sumienie, przyzwyczaja się do postrzegania drugiego człowieka jako zwierzęcia, przywyka do traktowania go jak zwierzę i obiektywnie skłania się ku temu, by samemu przekształcić się w zwierzę". W ten sposób degraduje jego własna integralność moralna, a przemoc staje się odruchowym, znormalizowanym narzędziem, które z łatwością można przenieść z powrotem do domu.
 
Ten schemat myślowy, raz ukształtowany jest tragiczną, powtarzalną prawidłowością wpisaną w historię nowoczesnych imperiów. Historia pełna jest konkretnych przypadków, w których przemoc kolonialna powróciła do swojego źródła. Każdy z nich ukazuje inny aspekt tego samego procesu: konstruowania przez państwo "wewnętrznego wroga", co usprawiedliwia zastosowanie wobec niego technik pierwotnie zarezerwowanych dla wroga "zewnętrznego". Od nazistowskich Niemiec po współczesne strategie "antyterrorystyczne" ta sama niszczycielska logika przybierała różne formy na przestrzeni dekad.
 
Dla Aimé Césaire’a nazizm nie był historyczną aberracją ani tragicznym wyjątkiem w dziejach Europy. Był on ostatecznym i logicznym skutkiem cywilizacji, która przez wieki usprawiedliwiała i praktykowała kolonializm. Césaire argumentował, że Hitler zastosował w Europie te same strategie kolonialne, które wcześniej były zarezerwowane wyłącznie dla ludności pozaeuropejskiej. Okrucieństwo, masowa dehumanizacja i ludobójstwo wstrząsnęły sumieniem Zachodu dopiero wtedy, gdy ich ofiarami stali się biali Europejczycy. Przez stulecia te same metody stosowano bezkarnie wobec mieszkańców Afryki, Ameryki i Indii. Nazizm był więc niczym innym jak bumerangiem imperialnym, który z całą siłą uderzył w kontynent, który go stworzył.
 
Współczesne strategie "antyterrorystyczne" również noszą piętno kolonialnej przeszłości. Doskonałym tego przykładem jest historia brytyjskich "administratorów" z XIX wieku, którzy w Indiach skonstruowali tzw. "Thagów" jako dziedziczną, z natury kryminalną sektę. Ta konstrukcja pozwoliła na stworzenie prawnego stanu wyjątkowego, w którym członkowie tej grupy byli postrzegani jako z definicji działający poza zakresem prawa. Ustanowiono dla nich osobną kategorię, dla której nie obowiązywały normalne procedury prawne, co usprawiedliwiało nadzwyczajne środki represji. Dziś w podobny sposób traktowani są Palestyńczycy, Libańczycy i Jemeńczycy. Są oni konstruowani jako grupa z natury podatna na "radykalizację", co usprawiedliwia prewencyjną inwigilację i interwencje państwa oparte nie na popełnionych czynach, lecz na postrzeganej "podatności". Kilka dni temu Siły Okupacyjne Izraela zabiły trójkę palestyńskich dziennikarzy. Pretekstem miało być to, że jeden z nich używał drona do filmowania, co zostało zintepretowane jako "zagrożenie".
 
Brutalny lincz czternastoletniego Emmetta Tilla w Mississippi w 1955 roku był dla Césaire’a dowodem na to, że kolonialna logika uprzedmiotowienia jest głęboko zakorzeniona w historii Ameryki. Mordercy mogli dokonać tak potwornego czynu, ponieważ w ich oczach Emmett Till nie był w pełni człowiekiem. Césaire wskazuje, że ta zbrodnia dotyka znacznie głębokiego wzorca dehumanizacji, który współczesna Ameryka odziedziczyła i z którym nigdy się nie rozliczyła.

Te historyczne echa dowodzą istnienia politycznej prawidłowości, której nieuniknione i mrożące krew w żyłach zastosowanie obserwujemy dzisiaj na ulicach amerykańskich miast.

Wzorzec bumerangu imperialnego to solidne narzędzie analityczne, które pozwala nam interpretować bieżące wydarzenia i dostrzec w nich kontynuację historycznych procesów. Gdy przyjrzymy się przez ten pryzmat działaniom agentów ICE w Minnesocie, pozornie odizolowany incydent nabiera znacznie głębszego, systemowego znaczenia.
 
Przemoc państwowa rzadko jest przypadkowa. Jej legitymizacja opiera się na skonstruowaniu celu jako wewnętrznego "innego", grupy, która rzekomo nie pasuje do narodowej wspólnoty, zagraża jej wartościom lub stanowi zagrożenie dla porządku ("Najpierw przyszli po komunistów..."). Podobnie jak skolonizowane ludy w przeszłości, migranci i osoby o innym kolorze skóry mogą być przedstawiani jako zagrożenie, które należy zneutralizować za pomocą wyjątkowych środków.
 
Metody kontroli, inwigilacji i bezpośredniej przemocy fizycznej stosowane przez agencje takie jak ICE odzwierciedlają praktyki doskonalone w innych kontekstach, podczas interwencji zagranicznych, militaryzacji granic czy operacji przeciwko populacjom uznawanym za "zewnętrzne" wobec państwa apartheidu jak w tzw. Izraelu. Technologie nadzoru i taktyki siłowe, które testowano na "wrogach" za granicą z łatwością przenikają do sfery wewnętrznej, gdy tylko pojawi się odpowiednio zdefiniowany cel.
 
U podstaw każdej skrajnej brutalności leży logika uprzedmiotowienia. Aby funkcjonariusz mógł z zimną krwią stosować przemoc wobec drugiego człowieka, musi najpierw przestać postrzegać go jako równego sobie. Musi, świadomie lub nie, dokonać aktu degradacji, sprowadzając ofiarę do roli obiektu, zagrożenia lub statystyki. To ten sam mechanizm psychologiczny, który pozwalał kolonizatorom popełniać niewyobrażalne okrucieństwa, usprawiedliwiając je rzekomą niższością skolonizowanych.
 
Rozpoznanie tego wzorca w dzisiejszych wydarzeniach jest pierwszym, kluczowym krokiem na drodze do jego przełamania.
 
Przemoc, której jesteśmy świadkami na ulicach USAńskich miast jest wyrazem długu, jest dziedzictwem. Jest to choc en retour, szokujący odwet za historię przemocy kolonialnej i imperialnej, o której nasze społeczeństwa wolałyby nie pamiętać. Brutalność, którą niegdyś eksportowano do odległych krain, powraca dziś jako imperialny dług do spłacenia, by nawiedzać domy, miasta i sumienia uśpione bogactwem i medialnym kociokwikiem. To bumerang, który, raz rzucony, zawsze wraca.
 
Stawienie czoła tej przemocy wymaga czegoś więcej niż tylko potępienia pojedynczych aktów. Wymaga głębokiego i uczciwego rozrachunku z historią, która stworzyła ten bumerang i systemowego, politycznego ujęcia państwa i kapitalizmu jako problemu do rozwiązania. Dopóki nie zrozumiemy i nie rozliczymy się z dziedzictwem, które ukształtowało nasze państwa i ich aparaty przymusu, będziemy skazani na wieczne spłacanie tego samego, krwawego długu.

Posted on: 2026-01-26

Post 31. "Rewolucja" na Twitterze - wojna hybrydowa w Iranie.

Gdyby wierzyć trendom w mediach społecznościowych i nagłówkom popularnych korporacyjnych portali informacyjnych, w Iranie jest rewolucja, a społeczeństwo domaga się upadku Islamskiej Republiki i przywrócenia monarchii na czele z typem, który dość otwarcie mówi, że dobrze mu się żyje na wygnaniu. Medialna narracja najczęściej taktownie pomija, a w najlepszym razie ledwo wspomina fakt, że Iran od dziesiątków lat jest teatrem złożonej hybrydowej wojny. Nawet lewicowe media co najwyżej wzmiankują, że "autorytarny reżim jest produktem zachodnich interwencji" bez wspominania o dekadach sankcji, wyrafinowanych operacjach psychologicznych za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz celowym podsycaniu i wykorzystywaniu wewnętrznych napięć społecznych.

O sankcjach ekonomicznych mówi się niekiedy, że są humanitarną alternatywą dla wojny, ale są co najwyżej alternatywą cichą i mniej gwałtowną. Celem sankcji jest zadanie społeczeństwu bólu, by wzmocnić wewnętrzne sprzeczności i wymusić na rządzie zmianę polityki. Nie mam oporów przed popieraniem sankcji przeciwko państwom prowadzącym aktywną agresywną wojnę. Ale Iran niczego takiego nie robi, a sankcje zabijają. Po cichu, z daleka od kamer i nie zakłócając dobrego samopoczucia dobrych mieszczan w naszej części świata. W Iraku w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku sankcje doprowadziły do śmierci pół miliona dzieci, a w Wenezueli w zaledwie dwa lata do czterdziestu tysięcy zgonów. Również w przypadku Iranu przeszło cztery dekady nieustannej presji ekonomicznej wywołały katastrofalne skutki. Presja ekonomiczna dewastuje infrastrukturę, prowadzi do „drenażu mózgów", obniża jakość usług publicznych i systematycznie zubaża społeczeństwo. Cokolwiek mówimy o polityce Iranu, nieuwzględnienie przy tym niszczycielskiego wpływu sankcji ekonomicznych całkowicie niweczy pozory rzetelności w naszej analizie sytuacji. Nie jestem historykiem, ale nie znalazłem dowodów na dobroczynny wpływ sankcji ekonomicznych na rozwój demokracji i rozszerzenie wolności politycznych w jakimkolwiek miejscu na świecie. Przeciwnie, sankcje często wzbogacają skorumpowane elity, które czerpią zyski z mechanizmów ich omijania, pogłębiając nierówności społeczne.

Richard Nephew, jeden z głównych architektów amerykańskich sankcji, otwarcie przyznał, że "na poziomie strategicznym, ból zadawany przez sankcje ma na celu wywołanie u przeciwnika tych samych impulsów, co ból zadawany siłą militarną". Jednym z głównych elementów tej strategii jest możliwość wiarygodnego zaprzeczenia, że w ogóle prowadzi się wojnę. Pozwala to państwom nakładającym sankcje zrzucać winę za kryzys humanitarny na złe zarządzanie gospodarcze rządu w Teheranie. W ten sposób maskują własną odpowiedzialność za śmierć i cierpienie cywilów, przedstawiając je jako wewnętrzny problem Iranu. Ta cicha wojna ekonomiczna jest podstawą, na której opierają się kolejne, bardziej bezpośrednie narzędzia wojny hybrydowej, takie jak operacje destabilizacyjne.

Równolegle do sankcji ekonomicznych przeciwko Iranowi prowadzone są aktywne operacje destabilizacyjne, których celem jest przekształcenie autentycznych wewnętrznych sprzeczności w otwarty konflikt, delegitymizacja państwa i stworzenie warunków do zmiany reżimu. Działania te to skoordynowany wysiłek, by wykorzystać każde pęknięcie w irańskim społeczeństwie jako pretekst dla zewnętrznej interwencji (jedynym chyba plusem obecnej administracji USA jest to, że otwarcie o tym mówi, podczas gdy wcześniejsze rządy umiały lepiej lub gorzej sprzedawać swoją brutalność jako propagowanie demokracji i praw człowieka).
Media i politycy promują syna obalonego szacha, Rezę Pahlaviego, jako lidera na uchodźstwie. Jednak w samym Iranie, który doskonale pamięta szacha i jego rodzinę, społeczne poparcie dla Pahlaviego jest marginalne. Autentyczne, oddolne protesty społeczne są przejmowane, wzmacniane i manipulowane przez zagraniczne media oraz grupy, z których wiele ma bezpośrednie powiązania z agencjami wywiadowczymi, takimi jak CIA, Mossad czy MI6, które instrumentalizują uzasadnione niezadowolenie Irańczyków dla własnych celów politycznych. Zbrodniarz wojenny, były sekretarz stanu i dyrektor CIA na emeryturze Mike Pompeo powiedział głośno cichą część i życzył szczęśliwego nowego roku Irańczykom na ulicach i „każdemu agentowi Mossadu idącemu przy nich". W tweecie oznaczył prezydenta USA, oraz obecnego sekretarza stanu i dyrektora CIA.

Kluczem do zrozumienia współczesnego Iranu jest zdolność do rozróżnienia między autentycznymi, oddolnymi ruchami społecznymi, wyrastającymi z realnych problemów, a protestami instrumentalizowanymi i promowanymi przez siły zewnętrzne. Ignorowanie tej fundamentalnej różnicy prowadzi do błędnych analiz i wspierania działań, które mają co najwyżej przygodną zbieżność z interesem społeczeństwa. Niestety medialna kanonada niskokalorycznych, często wprost fałszywych informacji sprawia, że z zewnątrz często trudno je w praktyce rozróżnić. Irańskie społeczeństwo boryka się z realnymi i głębokimi problemami, które są źródłem autentycznych protestów. Galopująca inflacja, wysokie ceny podstawowych produktów i bezrobocie, które są bezpośrednio i w dużej mierze spowodowane przez niszczycielskie sankcje ekonomiczne, tworzą trudną sytuację ekonomiczną. Działania aparatu państwowego wywołują słuszny gniew i sprzeciw, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Irańczycy wychodzą na ulice, domagając się praw politycznych i reform w takich obszarach jak ochrona środowiska, prawa pracownicze czy walka z korupcją.

Aby zobaczyć, jak odmienną formę przybiera rdzenny, suwerenny ruch społeczny, wystarczy przeanalizować masowy protest pracowników rafinerii gazowej South Pars w Asaluyeh. Ruch ten demaskuje fałsz narracji o "rewolucji" dążącej do przywrócenia monarchii. Żądania pracowników koncentrowały się na prawach pracowniczych (godne płace, bezpieczeństwo zatrudnienia, ludzkie warunki pracy). Swoją walkę przedstawiali jako obronę suwerenności, a wyzysk ekonomiczny postrzegali jako formę sabotażu "kradzież pensji robotnika to zdrada kraju". Liderzy protestów świadomie obrali strategię unikania przemocy i siłowej konfrontacji. Lider związku zawodowego, Alireza Mirghaffari, wyjaśnił, że przemoc służyłaby jedynie podmiotom zewnętrznym dążącym do przejęcia ruchu dla celów zmiany reżimu oraz krajowym siłom pragnącym stłumić walkę pracowniczą pod pretekstem zagrożenia bezpieczeństwa.

Ważnym frontem wojny hybrydowej przeciwko Iranowi są media korporacyjne. Ich celem jest kształtowanie percepcji w sposób, który sprzyja imperialistycznej agendzie. Poprzez selektywne kadrowanie, dezinformację i powielanie kolonialnych stereotypów media te stają się narzędziem operacji psychologicznej, której zadaniem jest delegitymizacja państwa irańskiego i przygotowanie gruntu pod zewnętrzną interwencję. Media masowo udostępniają klipy wideo z protestów, które miały miejsce wiele lat temu lub w zupełnie innych krajach, z fałszywym twierdzeniem, że pokazują one bieżące wydarzenia w Teheranie. Przy każdej fali protestów (2009, 2017, 2019 i 2022) media ogłaszają "punkt zwrotny" i "bliski upadek reżimu". Ta powtarzająca się i póki co niezmiennie fałszywa prognoza ma na celu stworzenie wrażenia nieuchronności zmiany i osłabienie morale.

Media systematycznie pomijają związek przyczynowo-skutkowy między sankcjami a problemami społecznymi, takimi jak ubóstwo czy brak dostępu do leków, które są realnymi przyczynami protestów. W ten sposób utrwalają fałszywą narrację, że jedynym winowajcą trudnej sytuacji Irańczyków jest ich własny rząd, a nie dekady zewnętrznej agresji ekonomicznej. W tym kontekście krytyczna ocena źródeł medialnych staje się formą antyimperialistycznego oporu, który pozwala przebić się przez mgłę propagandy, nawet jeśli efektem jest słaba w porównaniu z heroiczną narracją mediów korporacyjnych opowieść o złożonej politycznej sytuacji i nakładających się na siebie sprzecznościach osadzonych w historii i teraźniejszości Iranu. Jeśli sprzeczności te mają się kiedykolwiek rozwiązać, musimy też unikać antyimperialistycznego antyintelektualistycznego "samograja", który z automatu przypisuje odpowiedzialność za wszelkie wydarzenia spiskowi międzynarodowych elit. Ale dopóki Iran będzie oblężony, pierwszym słowem odpowiedzialnej, pryncypialnej postawy wobec wydarzeń w tym państwie musi być: nie dla sankcji, nie dla interwencji, a kolejnym - wsparcie dla demokratycznych aspiracji Irańczyków.

Posted on: 2026-01-13

Post 30. Słuchane (grudzień)

1. Godflesh - Selfless
2. Kapela Gacoki - Polish Folk Music vol. 02
3. David Grubbs - Banana Cabbage, Potato Lettuce, Onion Orange
4. FKA Twigs - Magdalene
5. Shellac - Terraform
6. Noel Akchote's Green Trane - Plays the Music of John Coltrane
7. Nurse With Wound - Soliloquy for Lilith
8. Coil - ...and the Ambulance Died in his Arms
9. The Bug - Angels & Devils
10. Blonde Redhead - Fake Can Be Just as Good
11. Baccara - Baccara
12. Lolina - The Smoke
13. Elliott Sharp - Interference
14. Adrian Sherwood - Survival & Resistance
15. Assück - Antikapital
16. Zavoloka - Promeni
17. Brujeria - ¡Demoniaco!
18. Chris & Cosey - Heartbeat
19. VA - Motown Chartbusters, Volume 6
20. VA - Motown Chartbusters, Volume 12
21. The Jesus Lizard - Goat
22. FKA Twigs - EUSEXEUA
23. FKA Twigs - EUSEXEUA Afterglow
24. The Supremes - High Energy
25. Son House - Original Delta Blues
26. Anaal Nathrakh - Endarkenment
27. AJJ - Andrew Jackson Jihad / Flaspar / Golden Boots
28. Bill Laswell - Aftermathematics Instrumental: Rhythm and Recurrence
29. Dj Spanis Fly - Oh Word
30. VA - Deep Detroit Techno Soul Vol. 1 (Tresor)
31. 100 gecs - 100 gecs
32. Laibach – Occupied Europe NATO Tour 1994-95
33. John Lee Hooker - House of the Blues
34. Le Butcherettes - Kiss & Kill
35. Tackhead - Strange Things
36. King Tubby - In A World Of Dub
37. Lucille Bogan - Complete Recorded Works in Chronological Order Volume 1
38. Lady Gaga - The Fame
39. Chico Buarque - Construção
40. Zoviet France - What Is Not True
41. Antônio Carlos Jobim - Stone Flower
42. Z'EV - Face The Wound
43. Tackhead - Friendly
44. VA - Serial Experiments LAin Soundtrack: Cyberia Mix
45. Shellac - At ActionPark
46. Animals As Leaders - Weightless
47. Henry Cow - Peel Sessions
48. Charles Mingus - The Black Saint and the Sinner Lady
49. Phoebe Snow - Phoebe Snow
50. Robert Wyatt - Comicopera
51. The Mars Volta - Amputechture
52. Kate Bush - The Whole Story
53. Kendrick Lamar - Untitled Unmastered
54. Fugazi - The Argument
55. Billie Holiday - Last Recording
56. Head of David - Dustbowl
57. Zenker Brothers - Lion In Mars
58. VA - American Folk Songs
59. Allen - System Collapse
60. Last Exit - Headfirst Into The Flames - Live In Europe
61. Whipping Boy - The Sound Of No Hands Clapping
62. Harry Belafonte & Miriam Makeba - An Evening With Belafonte/Makeba
63. Primus - Animals Should Not Try To Act Like People
64. Paktofonika - Archiwum Kinematografii
65. Whipping Boy - Muru Muru
66. Sun Ra - Sound Sun Pleasure
67. Enon - High Society
68. Tomahawk - Anonymous
69. The Gerogerigegege - 45 RPM Performance
70. Kobong - Chmury nie było
71. A$AP Rocky - TESTING
72. KAT - Ballady
73. Whipping Boy - Dysillusion (A Muru Muru Remix)
74. Z'EV - My Favorite Things
75. David Bowie - Blackstar
76. Mary Halvorson - About Ghosts
77. Noël Akchoté - Carlo Gesualdo: Madrigals For Five Guitars
78. Godflesh - Slavestate
79. Fela Kuti - The Best Of The Black President
80. Armand Hammer & Alchemist - Mercy
81. Leonie Klein - Gathering Thunders
82. Adrian Sherwood - Sherwood At The Controls: Volume 2 1985-1990
83. Vizzion - Propaganda
84. Bill Frisell - History, Mystery

Posted on: 2025-12-31

Post 29. "Zawieszenie broni", lewica i granice wyobraźni burżuazyjnego humanizmu.

Termin "zawieszenie broni", jakim posługuje się nadal w kontekście sytuacji w okupowanej Palestynie większa część opinii publicznej wskazuje na pokój i ma prawniczy koloryt, ale jest jedynie etykietą, przyczepioną do kontynuacji tego samego procesu eksterminacyjnego, co wcześniej. Zmieniły się jedynie niektóre metody i taktyki.

Każda analiza obecnej fazy ludobójstwa w Strefie Gazy musi przebić się przez gęstą zasłonę mistyfikacji ideologicznej, którą korporacyjne media, ze "społecznościowymi" na czele, zasnuwa rzeczywistość. Dane wskazują na oczywisty fałsz ideologicznej konstrukcji "zawieszenia broni". Od dziesiątego października siły okupacyjne państwa izraelskiego zamordowały kolejne setki Palestyńczyków. Tak zwana „żółta linia",  ruchoma granica wyznaczana betonowymi blokami, oddzieliła Palestyńczyków od większości terytorium Strefy Gazy. Trwa systematyczne niszczenie infrastruktury warunków reprodukcji społecznej, a pomoc humanitarna jest ograniczana do absolutnego minimum. Głód pozostaje głównym narzędziem procesu wyniszczenia i jest stosowany z inżynieryjną precyzją jako broń masowego rażenia. Dwa dni po Powodzi Al-Aksa syjonistyczne państwo ogłosiło całkowitą blokadę dostaw żywności i wody. Jednocześnie Siły Okupacyjne Izraela zniszczyły system żywnościowy Strefy Gazy. Okupant zniszczył piekarnie, młyny i infrastrukturę rybołówstwa, która dawała utrzymanie przeszło stu tysiącom osób. Ziemie uprawne, podstawa lokalnej produkcji żywnościowej, skażone przez materiały wybuchowe, zostały też wchłonięte przez strefę okupowaną. Decyzje ta nie były żadną militarną koniecznością. Podobnie jak cała kampania zbrodni, były decyzjami politycznymi, mającymi na celu biologiczne wyniszczenie populacji. Wyniszczone głodem ciało dziesięcioletniego Yazana al-Kafarneha stało się symbolem tej tragedii. Dzieci umierają z głodu w dwudziestym pierwszym wieku, w epoce bezprecedensowej nadprodukcji żywności. Ta sprzeczność obnaża fundamentalną prawdę kapitalistycznego sposobu produkcji: nędza nie wynika z niedoboru, lecz z relacji społecznych.

Ranny nastoletni chłopiec zmiażdżony buldożerem, niemowlę umierające z wychłodzenia i zbombardowane wesele, to tylko niektóre szokujące izraelskie zbrodnie, o jakich świat prawie w ogóle nie mówił w ostatnich dniach. O każdym takim wydarzeniu, gdyby miało miejsce gdziekolwiek indziej, pisałyby z oburzeniem portale i gazety. Ale nie w okupowanej Palestynie. Barbarzyństwo przybiera formy, które przekraczają granice wyobraźni burżuazyjnego humanizmu, dlatego burżuazyjny humanizm taktownie odwraca wzrok i milczy, mówi zdawkowo, albo kłamie.

Oczywiście naiwnym byłoby liczyć, że humanitarne apele i świadectwa palestyńskiego cierpienia coś zmienią. Nie tylko z powodu znieczulicy i przebodźcowania globalnego komentariatu. Zmiana politycznej sytuacji wymaga organizacji, a ta z kolei, politycznej analizy, a więc spojrzenia na sytuację polityczną przez pryzmat społecznej całości. Odizolowane w przekazach medialnych zjawiska są w rzeczywistości momentami jednej całości. Palestyna nie nigdy nie była wyłącznie regionalnym konfliktem i od dawna jest laboratorium, w którym globalne elity testują i udoskonalają metody dominacji.

Architektura geopolityczna podtrzymująca to ludobójstwo wyrasta z materialnych sprzeczności współczesnego kapitalizmu. Wspierany przez Stany Zjednoczone plan podziału Strefy Gazy na strefy (niech nie umyka nam ironia podziału strefy na strefy ani to, że rymuje się świetnie z historią gettoizacji na przestrzeni wieków) realizuje strategię tworzenia enklaw bezpośredniej kolonialnej kontroli. Dyskutowane "plany pokojowe", takie jak plan Trumpa, ujawniają swoją prawdziwą naturę jako kolonialne projekty całkowitego ignorowania rzeczywistych stosunków sił i praw narodu palestyńskiego. Marks pisał w “Osiemnastym brumaire'a Ludwika Bonaparte”, że historia powtarza się dwukrotnie: raz jako tragedia, drugi raz jako farsa. Plany te są farsą kolonializmu dziewiętnastowiecznego, pozbawioną jednak nawet tego minimum realizmu, które charakteryzowało imperializm "klasyczny". Równocześnie obserwujemy gnicie Organizacji Narodów Zjednoczonych jako instytucji mającej rzekomo stać na straży suwerenności narodów i ogólnego międzynarodowego ładu. Kiedy izraelski ambasador publicznie niszczy Kartę Organizacji Narodów Zjednoczonych w miniaturowej niszczarce, gest ten ma wymiar symboliczny. Prawdziwym unicestwieniem ONZ jest jednak uchwalenie rezolucji przywracających de facto kolonialny system mandatowy z epoki Ligi Narodów. Instytucja stworzona jako negacja starego porządku kolonialnego została przekształcona w narzędzie jego restauracji na wyższym poziomie rozwoju sił wytwórczych.

Ludobójstwo w Strefie Gazy ujawnia fundamentalne zasady współczesnego imperializmu z klarownością, której nie oferuje żaden podręcznik ekonomii politycznej. U podstaw systemu leży nierówna wymiana między “metropolią” a peryferiami, mechanizm transferu wartości dodatkowej z Globalnego Południa na Północ. Ta nierówna wymiana jest strukturalną koniecznością kapitalizmu. Przemoc pełni funkcję systematycznego tłumienia oporu wobec eksploatacji. Każda próba suwerennego rozwoju, każde dążenie do kontroli nad własnymi zasobami spotyka się z bezwzględną represją. Korporacyjne media realizują swoją funkcję ideologiczną przez demonizowanie ruchów oporu w Palestynie, Jemenie, Libanie. Celem tej operacji ideologicznej jest odczłowieczenie walczących o wyzwolenie, przedstawienie ich jako irracjonalnych fanatyków, którzy sami są winni swojego losu. Mechanizm ten opisywał już Marks w analizie kwestii irlandzkiej: burżuazyjna opinia publiczna przedstawia uciskanych jako niezdolnych do cywilizacji barbarzyńców, aby uzasadnić ich dalsze uciskanie. I tu znowu opinia publiczna dość skutecznie odwraca uwagę, choć ta makrostrukturalna przemoc imperializmu działa przecież nie tylko na poziomie stosunków międzynarodowych, lecz penetruje świadomość klas podporządkowanych w samej imperialnej "metropolii".

Reprodukcja stosunków wyzysku wymaga nie tylko przemocy fizycznej, lecz także hegemonii ideologicznej. Gramsci uczył, że trwała dominacja opiera się na zdolności klasy panującej do przedstawienia swoich partykularnych interesów jako interesu powszechnego, do uzyskania aktywnej zgody klas podporządkowanych na własne podporządkowanie. Utrzymanie globalnego systemu imperialistycznego wymaga zatem strategicznej produkcji bierności i milczenia, szczególnie wśród populacji "metropolii". Normalizacja okrucieństw, której jesteśmy świadkami w kontekście Strefy Gazy, realizuje świadomy projekt polityczny neutralizacji potencjalnej opozycji i moralnego oburzenia, zanim przekształci się ono w skuteczną (rewolucyjną) praktykę polityczną.

Mechanizmy manipulacji są wielorakie i wszechobecne. Palestyńczycy w Strefie Gazy raz za razem wyrażają głębokie poczucie opuszczenia, a proces eksterminacji trwa, nawet jeśli w formach mniej spektakularnych, a przez to łatwiejszych do zignorowania przez burżuazyjną opinię publiczną. Kluczową rolę w tej produkcji milczenia odgrywa figura „neutralnego" intelektualisty, krytykowana choćby przez Stuarta Halla. Akademik zamknięty w murach uniwersytetu, odmawiający politycznego zaangażowania, przez swoją "apolityczną" postawę reprodukuje istniejące stosunki dominacji. Pretensja do neutralności, wyrażająca się w figurze "obserwatora" jest ideologiczną maską służącą ukryciu klasowego charakteru produkcji wiedzy. Intelektualista odmawiający nazwania ludobójstwa po imieniu staje się jego obiektywnym wspólnikiem, niezależnie od swoich subiektywnych intencji i tego co poza nienazywaniem ludobójstwa po imieniu robi, jak choćby bardzo popularny w ostatnim czasie influektualista (nauczyłem się ostatnio nowego słowa) Scott Galloway, który potrafi przenikliwie, jak na umiarkowanie progresywnego liberała, analizować amerykańską oligarchię epoki międzynarodowych korporacji i kryzys męskości, który przyniósł światu subkulturę inceli, a jednocześnie sztorcować bezlitośnie ruch solidarności z Palestyną i obwiniać go za działania Państwa Islamskiego (!). Populacje "metropolii" są systematycznie oswajane z coraz większymi pokładami deprawacji. Mechanizm ten działa poprzez stopniowe przesuwanie granic tego, co uchodzi za normalne i akceptowalne. Akty ludobójstwa zaczynają być postrzegane jako niechciany, ale nieunikniony aspekt międzynarodowej polityki, jako cena, którą trzeba zapłacić za rzekome bezpieczeństwo i stabilność. Marks pisał w "Osiemnastym brumaire'a", że ludzie tworzą swoją historię, ale nie czynią jej dowolnie, w wybranych przez siebie okolicznościach, lecz w okolicznościach zastanych, danych i odziedziczonych z przeszłości. Tradycja zmarłych pokoleń, nad którą czuwa akademia, ciąży na umysłach żywych. W tym przypadku tradycją tą jest kolonializm i imperializm, które wytworzyły w świadomości mas "metropolii" przekonanie o "naturalności" hierarchii rasowych i prawa silniejszego.

Przełamanie tego milczenia wymaga ogromnej odwagi moralnej i gotowości do podjęcia ryzyka politycznego. Jednym ze wzorów rewolucyjnej praktyki intelektualnej może być Walter Rodney. Jego świadoma decyzja wyjścia z krytycznymi ideami do mas, opuszczenia bezpiecznej przestrzeni akademii i zaangażowania się w walkę klas, sprawiła, że został uznany za wroga państwa. Rodney rozumiał to, czego nie nie rozumie wielu współczesnych jemu i nam akademików: wiedza teoretyczna pozbawiona związku z praktyką rewolucyjną jest jałowa, a intelektualista odmawiający zaangażowania staje się sługą systemu, który udaje, że krytykuje. Centralna rola w produkcji zgody przypada ideologii burżuazyjnej, która przedstawia nędzę Globalnego Południa jako wynik jego własnej nieprawidłowości, podczas gdy bogactwo “metropolii” ma być dowodem jej kulturowej i cywilizacyjnej wyższości. Ta ideologiczna mistyfikacja służy ukryciu tego, że nierówna wymiana i przemoc są konstytutywnymi elementami kapitalistycznego sposobu produkcji.

Dobrobyt jednych wyrasta bezpośrednio z wyzysku i cierpienia drugich. Kapitał przychodzi na świat ociekający krwią i brudem z każdego poru. Współczesny imperializm kontynuuje proces akumulacji przez wywłaszczenie, tyle że na skalę globalną i z użyciem nowych środków technicznych. Obecny moment historyczny obnaża głęboką porażkę tradycyjnych ruchów solidarności z Palestyną w metropoliach imperialistycznych. Ta porażka domaga się trzeźwej, wolnej od sentymentalizmu i szukania fałszywej pociechy analizy. Kontrast między różnymi formami solidarności ujawnia fundamentalne ograniczenia dominujących praktyk. W Wielkiej Brytanii aktywiści z Palestine Action ponoszą rzeczywiste koszty swojej praktyki politycznej: są przetrzymywani w areszcie na czas nieokreślony, pozbawiani opieki medycznej, głodujący. Ich pokojowe akcje bezpośrednie państwo burżuazyjne nazywa terroryzmem. Siostra jednej z uwięzionych działaczek, T. Hawki, formułuje filozofię strajku głodowego w kategoriach przypominających analizy Foucaulta dotyczące biopolityki: kiedy państwo odbiera ci wszystko, kiedy nie masz już żadnej autonomii ani wyboru, jedyne co pozostaje to twoje ciało, nad którym sprawujesz jeszcze pełną kontrolę i którego używasz jako broni przeciwko systemowi. Ta ucieleśniona, ryzykowna solidarność stoi w jaskrawej opozycji do postawy znacznej części zachodniej lewicy, ale współgra z walką globalnej większości, w tym Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu. Porażka lewicy nie jest kwestią taktyki czy strategii w ścisłym sensie. Jej korzenie sięgają fundamentalnej odmowy zaangażowania się w konfrontację z państwem imperialistycznym i jego klasowymi podstawami. Lukács pisał o konieczności uświadomienia totalności stosunków społecznych jako warunku skutecznej praktyki politycznej. Lewica w naszej części świata i w wielu podobnych miejscach pozostaje najczęściej uwięziona w skupieniu na fragmentach spektrum systemu i wąskich zbiorach objawów jego gnicia. Często odmawia nazwania całości po imieniu i wyciągnięcia konsekwencji praktycznych z tej diagnozy. Od Palestyńczyków oczekuje, że jak to ujął autor The Thorn and The Carnation z brutalną jasnością: będą „grzecznymi ofiarami", które będą umierać bez stawiania oporu, bo tylko taka śmierć nie zagraża komfortowi burżuazyjnego sumienia w “metropolii”.

Ruch solidarności z Palestyną w “metropolii” boryka się też z potężną kontrofensywą ideologiczną prawicowego populizmu, któremu udaje się skutecznie przedstawić międzynarodową solidarność jako bezpośredni koszt ponoszony przez krajową klasę pracującą. Narracja ta wykorzystuje rzeczywiste frustracje wynikające z degradacji ich warunków życia, ale kanalizuje je w kierunku ksenofobii i nacjonalizmu, zamiast przeciwko rzeczywistemu źródłu nędzy. Przeciwstawienie się tej narracji wymaga sformułowania klarownego argumentu: Imperializm szkodzi proletariatowi na całym świecie, włączając w to proletariat "metropolii". Kolonialne wojny, prowadzone rzekomo w imię bezpieczeństwa narodowego, przynoszą zyski jedynie koncernom zbrojeniowym i energetycznym, podczas gdy ich koszty ponoszą masy w postaci podatków i degradacji instytucji państwa opiekuńczego. Migracje, będące produktem kapitalistycznej nekropolityki na peryferiach, są instrumentalnie wykorzystywane przez burżuazję do dzielenia klasy pracującej i osłabiania jej siły przetargowej przez tworzenie armii rezerwowej pracy gotowej pracować za głodowe płace.

Marks uczył, że proletariat angielski nigdy nie będzie wolny, dopóki trwa ucisk Irlandii, bo burżuazja angielska używa tego ucisku do dzielenia klasy pracującej i odwracania jej uwagi od rzeczywistego źródła jej eksploatacji. Ta sama logika obowiązuje dziś w odniesieniu do imperializmu globalnego: proletariat “metropolii” nie może się wyzwolić, dopóki trwa imperialny wyzysk peryferii, bo ten wyzysk służy burżuazji do korumpowania arystokracji robotniczej i utrzymywania hegemonii ideologicznej nad masami. Krytyka obecnych strategii musi prowadzić do identyfikacji fundamentalnych wyzwań stojących przed każdą skuteczną polityką antyimperialistyczną w nadchodzącym okresie.

Analiza obecnej koniunktury historycznej prowadzi do paradoksalnego wniosku mimo niewyobrażalnego cierpienia zadanego Strefie Gazy, strategiczne cele imperializmu poniosły klęskę. Zniszczenie Strefy Gazy nie zniszczyło palestyńskiego oporu, a model rządów opartych na czystym terrorze okazuje się niemożliwy do utrzymania. Ta porażka nie wynika z moralnych skrupułów globalnych mocarstw, lecz ze sprzeczności samego systemu kapitalistycznego na jego obecnym etapie rozwoju. Dowody tej klęski są niepodważalne. Frakcje palestyńskiego ruchu oporu jasno deklarują, że wyszły z bitwy z bronią w ręku i nie złożą jej na warunkach okupanta. Wspierany przez Stany Zjednoczone plan zainstalowania międzynarodowych sił stabilizacyjnych, które miały przejąć kontrolę nad Strefą Gazy i rozbić struktury oporu, upadł całkowicie. Żadne państwo nie jest gotowe wysłać swoich żołnierzy do walki, której nie potrafił wygrać Izrael dysponujący bezprecedensową przewagą technologiczną i nieograniczonym wsparciem ze strony głównego mocarstwa imperialistycznego.

Powódź Al-Aksa miała konkretny cel polityczno-militarny: uwolnienie tysięcy palestyńskich więźniów torturowanych na śmierć w izraelskich kazamatach. Palestyńczycy nigdy nie twierdzili, że to jest ich ostatnia wojna! Mimo przerażającej ceny, jakiej domagał się imperializm za realizację tego celu, cel został osiągnięty, nawet jeśli tylko częściowo i chwilowo. Ludobójcza odpowiedź Izraela nie była demonstracją siły, lecz paniczną i ostatecznie nieudaną próbą uniknięcia spełnienia tego fundamentalnego żądania ruchu oporu. Terror, który miał złamać wolę oporu Palestyńczyków odsłonił jedynie prawdziwą naturę syjonistycznego projektu przed światową opinią publiczną. Syjonistyczny przyczółek był gotów zniszczyć całą Strefę Gazy, zdemaskować całą swoją siatkę wpływów w mediach i wśród elit politycznych i biznesowych i wejść w fazę głębokiego permanentnego politycznego kryzysu, byle tylko uniknąć uwolnienia tysięcy palestyńskich zakładników. To ujawnia głęboką strukturalną słabość projektu kolonialnego: koszt wiecznej represji, żądanie całkowitego poddania się zamiast poszukiwania jakiejkolwiek formy historycznego kompromisu, jest w dłuższej perspektywie nie do udźwignięcia nawet dla najbardziej zaawansowanych technologicznie potęg.

Kapitalizm rozwija siły wytwórcze do momentu, w którym stają się one sprzeczne ze stosunkami produkcji. Imperializm rozwija środki przemocy i kontroli do punktu, w którym ich użycie generuje sprzeczności nie do opanowania. Każdy akt terroru rodzi nowych bojowników oporu. Każda demonstracja siły ujawnia głęboką słabość systemu, który musi sięgać po coraz bardziej ekstremalne środki, aby utrzymać swoje panowanie.

Ostateczna wojna wyzwoleńcza jeszcze nie nadeszła. Obecna chwila wyznacza jednak horyzont nadchodzących zmagań z klarownością, której nie widzieliśmy od dawna. Zadaniem rewolucyjnego intelektualisty w tej sytuacji jest podjęcie konkretnej pracy teoretycznej rozumianej jako demaskowanie porażek systemu imperialistycznego, wykazywanie jego wewnętrznych sprzeczności, budowanie nowego internacjonalizmu opartego nie na abstrakcyjnej nadziei czy moralnym oburzeniu, lecz na uważnej analizie stosunków sił i strategicznych i taktycznych warunków sukcesu oporu.

Droga naprzód wymaga odważnego mówienia prawdy o systemie, który produkuje ludobójstwo jako logiczną konsekwencję swoich wewnętrznych sprzeczności. Wymaga łączenia lokalnych walk z walką z globalną machiną wyzysku, pokazywania, że nędza i niepewność życia w "metropolii" i nędza Palestyńczyków w Strefie Gazy mają wspólne źródło w kapitalistycznym sposobie produkcji i jego imperialistycznym charakterze. Wymaga przekształcania wspólnego, sprawiedliwego gniewu w zdyscyplinowaną siłę zdolną do zmiany historii.

Marks kończył "Osiemnasty brumaire'a" stwierdzeniem, że rewolucja społeczna dziewiętnastego wieku nie może czerpać swojej poezji z przeszłości, lecz tylko z przyszłości. Nie może rozpocząć realizacji swojego zadania, zanim nie oderwie się od wszelkiego przesądnego kultu przeszłości. Rewolucja XXI wieku musi czerpać swoją poezję z analizy rzeczywistości i świadomej walki o wyzwolenie od kapitalistycznego wyzysku i imperialnej przemocy. Strefa Gazy nie jest odizolowaną tragedią. Jest laboratorium, w którym testowane są formy przyszłej dominacji, ale także miejscem, gdzie ta dominacja napotyka na opór odsłaniający jej fundamentalne słabości. Historia nie jest skończona. Walka trwa.

Posted on: 2025-12-22

Post 28. Słuchane (listopad)

1. Crank Sturgeon - Lasting Whip
2. Mary Halvorson - Cracklenob
3. Sun Ra - A Quiet Place in the Universe
4. People Like Us - Recyclopaedia Britannica
5. Eiko Ishibashi - For McCoy
6. Saul Williams - Amethyst Rock Star
7. Anna von Hausswolff - ICONOCLASTS
8. Glenn Branca - The Ascension
9. Glenn Branca - The Ascension. The Sequel
10. John Coltrane - Giant Steps
11. The Residents - Duck Stab
12. Gastr Del Sol - We Have Dozens of Titles
13. Henry Threadgill Zoid - Poof
14. Steve Lacy - Plays Monk
15. Thelonius Monk - Brilliant Corners
16. Olivier Messiaen - Quator Pour La Fin Du Temps (Luben Yordanoff)
17. Joy Division - Unknown Pleasures
18. Charles Mingus - Mingus Ah Um
19. Steve Lacy - More Monk
20. Olivier Messiaen - Quator Pour La Fin Du Temps (Daniel Barenboim 1979)
21. Abu Obaida Hassan & His Tambour - The Shaigiya Sound of Sudan
22. Annie Hardy - Rules
23. VA - Killer Instrumentals Of The 50s & 60s
24. Danny Brown - Stardust
25. Mary Halvorson - About Ghosts
26. Aesop Rock - I heard It's a Mess There Too
27. VA - Rough Guide to African Blues (first edition)
28. The Sugarcubes - Stick Around For Joy
29. Ashnikko - Smoochies
30. Jimi Hendrix - The Baggy's Rehearsal Sessions
31. Syd Barrett - Barrett
32. Батюшка - Литоургиiа
33. Lol Coxhill & Michel Doneda - Sitting on Your Stairs
34. Sonic Youth - Sonic Nurse
35. King Gizzard & The Lizard Wizard - Flying Microtonal Banana
36. Батюшка - Панихида
37. Saul Williams - Amethyst Rock Star
38. Derek Bailey - Ballads
39. Yasunao Tone - Musica Iconologos
40. Yasunao Tone - Solo for Wounded CD
41. Saul Williams - Not In My Name
42. clipping. - Visions of Bodies Being Burned
43. VA - Meeting At Off Site Vol. 1.
44. Sonic Youth - Hold That Tiger
45. Z'EV - Production and Decay of Spacial Relations vs. Reproduction and Decay of Spatial Relations
46. Yasunao Tone - Musica Iconologos
47. Maxim - Hell's Kitchen
48. The Residents - Roadworms: The Berlin Sessions
49. Blonde Redhead - Blonde Redhead
50. ROSALÍA - LUX
51. The Residents - Mark Of The Mole
52. Sun Ra - When Spaceships Appear
53. Thelonious Monk - Brilliant Corners
54. Aesop Rock - I Heard It's a Mess There Too
55. Betty Davis - Betty Davis
56. JK Flesh - Posthuman
57. Syndicate - Realms of Darkness
58. Fred McDowell - Mississippi Delta Blues
59. Hedonist - Landlord EP
60. Boards Of Canada - A Few Old Tunes
61. Howlin' Wolf - The Howlin' Wolf Album
62. JPEGMAFIA - LP! Offline!
63. AJKS - ...A Mówili, Że Nie Dożyje Zimy
64. God - Breach Birth
65. Sonic Youth - Murray Street
66. Blonde Redhead - La Mia Vita Violenta
67. Leadbelly - Lead Belly's Last Sessions
68. Fred Frith Trio with Jason Hoopes & Jordan Glenn - Another day in fucking paradise
69. Goldie - Timeless
70. Howlin' Wolf - His Best
71. Nina Simone - Sings The Blues
72. Ice - Under The Skin
73. Bo Diddley - The Black Gladiator
74. John Coltrane - A Love Supreme
75. Kaki King - Legs To Make Us Longer
76. Olivier Messiaen - Vingt Regards Sur L'enfant-jesus
77. The Beta Band - The Three E.P.'s
78. The Miracles - You Can Depend On Them 1959-1962
79. Steve Lacy - The Beat Suite
Posted on: 2025-12-01

Post 27. Słuchane (październik).

1. Stock, Hausen & Walkman - Empty Box
2. Henry Cowell - Orchestal Works
3. Abdel Halim Hafez - Kady El Belag
4. Mary Halvorson - Illusionary Sea
5. Charlie Haden - Liberation Music Orchestra
6. Lee Ranaldo - In Virus Times
7. Shabaka - Perceive Its Beauty, Acknowledge Its Grace
8. Elliott Sharp & Reinhold Friedl - Anostalgia
9. Georgia Anne Muldrow - A Thoughtiverse Unmarred
10. Black Mountain Transmitter - Theory & Practice
11. Gastr del Sol - We Have Dozens of Titles
12. Luigin Nono - La lontananza nostalgica utopica futura
13. VA - Soul Jazz Records Presents - Black Fire! New Spirits! Radical And Revolutionary Jazz In The USA 1957 - 1982
14. Nasebluten / Syndicate - Undesended Testicles
15. Kelli Hand - Detroit History Part 1
16. Shifted Phases - The Cosmic Memoirs Of The Late Great Rupert J. Rosinthrope
17. aespa - Armageddon
18. Stock, Hausen and Walkman - Ventilating Deer
19. Stock, Hausen & Walkman - Stop!
20. YHWH Nailgun - 45 Pounds
21. The Third Eye Foundation - Little Lost Soul
22. Geordia Anne Muldrow - Umsindo
23. VA - Pi (OST)
24. Tsegué-Maryam Guèbrou - Éthiopiques 21: Ethiopia Song
25. Moor Mother - The Great Bailout
26. Kapela Gacoki - Polish Folk Music vol. 02
27. Miley Cyrus - Miley Cyrus & Her Dead Petz
28. Angela Davis - The Prison-Industrial Complex
29. Snooks Eaglin - Heavy Juice
30. Miriam Makeba - The Guinea Years
31. VA - Honeybeat: Groovy 60s Girl-Pop
32. VA - Sound Unbound: Excerpts and Allegories from the Sub Rosa Catalog
33. VA - Music for Pussycats
34. Ewa Braun - Esion
35. Molly Nilsson - Un-American Activities
36. Molly Nilsson - Extreme
37. Mołr Drammaz - Boazeria
38. VA - Tresor Compilation Volume 7
39. John Coltrane - Africa/Brass
40. Alva Noto - Transform
41. Dwoogie - Secrets of the 80s: The Power Ballad
42. DJ Bubble-B - Bubblemix vol. 1
43. Godflesh - Purge
44. Coil - Musick To Play In The Dark²
45. Muslimgauze - Beirut Transister
46. Niski Szum - Songs From The Woods
47. Aesop Rock - Black Hole Superette
48. Dark Morph - Dark Morph
49. 周杰倫 - Jay
50. Iga Cembrzyńska & Session 72 - Four Dialogues with Consciensce
51. Oval - Wohnton
52. Retro Sex Galaxy - Le Bootlegoue Parisien
53. Anthony Braxton - Time Zones
54. Max i Kelner - Tehno Terror
55. Godflesh - Messiah
56. Siksa - Stabat Mater Dolorosa
57. Velvet Underground - Peel Slowly and See
58. Dub Syndicate - The Pounding System (Ambience in Dub)
59. Tyondai Braxton - HIVE1
60. Ornette Coleman - Body Meta
61. VA - Heavenly Éthiopiques
62. Eiko Ishibashi and Jim O'Rourke - Pareidolia
63. Annie Hardy - Rules
64. 52UM - SUPEREGO
65. Iannis Xenakis - Works for large orchestra, Volume 1.
66. Snooks Eaglin - Live in Japan
67. Apteka - Apteka
68. Apteka - Menda
69. Elliott Sharp with Mary Halvorson and Marc Ribot - Err Guitar
70. Eiko Ishibashi - Antigone
71. Ornette Coleman - Dancing in Your Head
72. Luc Ferrari - Cellule 75
73. Henri Chopin - la plaine des respires
74. Eiko Ishibashi - I'm Armed
75. Shellac - At Action Park
76. Godflesh - Songs Of Love And Hate
77. Cattle Decapitation - The Anthropocene Extinction
78. Jim O'Rourke - Simple Songs
79. The Lounge Lizards - The Lounge Lizards
80. Sonic Youth - NYC Ghosts & Flowers
81. THCulture - Trance Human Culture
82. Psychic TV - Beyond Thee Infinite Beat
83. Ornette Coleman, Jordan McLean, Amir Ziv, Adam Holzman – New Vocabulary
84. Von Spar, Eiko Ishibashi, Joe Talia, Tatsuhisa Yamamoto - Album I
85. Neneh Cherry - Broken Politics
86. Ornette Coleman - On Human Feelings
87. Luc Ferrari - Atelier De Libération De La Musique
88. Bill Frisell / Vernon Reid - Smash & Scatteration
89. Cattle Decapitation - Monolith of Inhumanity
90. Philippe Besombes - Libra
91. Mary Halvorson - Away With You
92. Eiko Ishibashi - Imitation of Life
93. Maryanne Amacher - Sound Characters (Making The Third Ear)
94. Hildegard of Bingen - A Feather On The Breath Of God
95. Rinus van Alebeek & Michał Libera - Populista presents... Chambers
96. Zbigniew Karkowski & Lin Zhiying - Switch
97. Aespa - MY WORLD
98. Hildegard of Bingen - Laudes De Sainte Ursule
99. Oval - RINGTONES II
100. Brutal Truth - Need to control
101. David Grubbs - Creep Mission
102. Karate - The Bed Is in the Ocean
103. Gastr del sol - The serpentine similar
104. David Grubbs - Prismrose
105. Apteka - Od pacyfizmu do ludobójstwa
106. Apteka - Psychedelic Underground
107. Keith Rowe - Harsh
108. Tsege Mariam Gebru - Spielt Eigene Kompositionen
109. John Coltrane - Africa/Brass
110. Eiko Ishibashi - Carapace
111. Yvette Young - Acoustics EP
112. Jesu - Conqueror
113. Morphine - Yes
114. Cristian Vogel - Busca Invisibles
115. Neurosis - Through Silver in Blood
116. 2814 - Rain Temple
117. Sleep Token - Even in Arcadia
118. Fred Frith Guitar Quartet - Upbeat
119. Gérard Grisey - Quatre chants pour franchir le seuil
120. Primus - Brown Album
121. Eiko Ishibashi - Evil Does Not Exist
122. VA - Concrete Poetry (Stedelijk Museum, Amsterdam, 1970)
123. Fred Frith - Guitar Solos
124. Mary Halvorson - Artlessly Falling
125. Sarin Assault - Da Police Da Beast
126. 鄧紫棋 - T.I.M.E
127. Maurizio Pollini - Bach, The Well-Tempered Klavier I
128. 2814 - 新しい日の誕生
Posted on: 2025-11-01

Post 26. Słuchane (wrzesień).

1. Muslimgauze - Fedayeen
2. Zoviet France - Just an Illusion
3. Tinariwen - The Radio Tisdas Sessions
4. Georgia Anne Muldrow - A Thoughtiverse Unmarred
5. Kaki King - Dreaming of Revenge
6. Gabriele Emde - Die Natur der Klänge - Neue Musik für Harfe
7. Elliott Sharp - The Velocity Of Hue
8. Rongwrong - The Story of Alfons Czahor
9. Captain Beefheart And The Magic Band - Clear Spot
10. VA - Classic Delta and Deep South Blues from Smithsonian Folkways
11. Mary Halvorson, Reuben Radding, Nate Wooley - Crlacklenob
12. Miriam Makeba - A Promise
13. KEN Mode - NULL
14. Meshuggah - I
15. Cibo Matto - Super Relax EP
16. Genesis P. Orridge & Stan Bingo - What's History
17. Chelsea Wolfe - She Reaches Out To She Reaches Out To She
18. Grimes - Visions
19. aespa - Armageddon
20. Albert Ayler - Spiritual Unity
21. Thelonious Monk - The Transformer
22. Chico Buarque - Construção
23. Miasto Nie Spało - Pieśni Żałobne I-VII
24. Björk - Post
25. Scott Walker - Scott 3
26. Shellac - To All Trains
27. Cornelius Cardew - Works 1960-70
28. modest by default - Hegumen (服務和保護)
29. VA - Dreamy Harbor (Tresor)
30. VA - The Best of Frenchcore 3
31. Manuel Mota - Quartets
32. Godflesh - Pure
33. Surgeon - Tresor '97 CD1: Basictonalvocabulary
34. Surgeon - Tresor '97 CD2: Balance
35. Surgeon - Tresor '97 CD3: Force + Form
36. Octave One Feat. Random Noise Generation - Off The Grid
37. David Grubbs - An Optimist Notes The Dusk
38. Nicolas Jaar - Nymphs
39. Kae Tempest - Everybody Down
40. Immortal Technique - Revolutionary Vol 2
41. zdechły osa - and destroy
42. Arditti Quartet - Brian Ferneyhough - Complete Works For String Quartet & Trio
43. Henry Threadgill's Zooid - Pop Start The Tape, Stop
44. VA - Rough Guide to African Guitar Legends

Posted on: 2025-10-01

Post 25. Słuchane (sierpień).

1. modest by default - APLOMB (للعدو: ولا حتى العدل)
2. Robert Wyatt - Radio Experiment, Rome February 1981
3. VA - Music for Pussycats
4. Martyna Basta - Making Eye Contact With Solitude
5. Judee Sill - Heart Food
6. Miriam Makeba - Homeland
7. Dagmar Krause - Tank Battles - The Music of Hanns Eisler
8. Pigeons du Sable - Gnawa Chants from Morocco
9. Skowyt duszy psa - Urdoxa
10. Cibo Matto - Viva! La Woman
11. Mooe Mother & billy woods - BRASS
12. 52UM - SUPEREGO
13. Mr. Bungle - The Raging Wrath of the Easter Bunny Demo
14. Dagmar Krause - Supply and Demand
15. Aesop Rock - Black Hole Superette
16. Henry Cow - Western Culture
17. Kaki King - Dreaming of revenge
18. Shanghai Philharmonic Chorus - Phoon: Symphonic Works
19. Anthony Braxton - Elements Of Surprise
20. Cristian Vogel - Body Mapping
21. Future Beat Alliance - Beginner's Mind
22. Genital Shame - Chronic Illness Wish
23. VA - The African Guitar Box LP1
24. VA - The African Guitar Box LP2
25. VA - The African Guitar Box LP3
26. VA - The African Guitar Box LP4
27. VA - The African Guitar Box LP5
28. Diamanda Galás - The Sporting Life
29. Ella Jenkins - You'll Sing a Song and I'll Sing a Song
30. VA - Artificial Intelligence (Warp)
31. Fred Frith - Step Across The Border
32. Tim Minchin - Apart Together
33. Smar SW - Samobójstwo
34. Mastodon - Cold Dark Place
35. Fred Frith - Cheap At Half The Price
36. Covet - technicolor
37. Ivo Perelman & Elliott Sharp - Artificial Intelligence
38. Ensemble Of The Bulgarian Republic - Music of Bulgaria
39. David Grubbs - Primrose
40. Bill Frisell - The Intercontinentals
41. Mary Halvorson - Meltframe
42. Katarzyna Krakowiak - Making the walls quake as if they were dilating
43. Karolina Ossowska, Mikołaj Pałosz, Ralf Meinz - La sonata in sol minore al terzo suono
44. Henry Cow - Leg End
45. Kim Gordon - No Home Record
46. Madonna - Confessions On A Dance Floor
47. Mos Def & Talib Kweli - Mos Def & Talib Kweli Are Black Star
48. Sun Ra and his Arkestra - Cosmo Sun Connection
49. Gastr del Sol - We have Dozens of Titles
50. Cristian Vogel - Rescate 137
51. God - The Anatomy Of Addiction
52. Coil - Horse Rotorvator
53. Carla Bley - Big Band Theory
54. Godflesh - In Al Languages
55. JPEGMAFIA - I LAY DOWN MY LIFE FOR YOU
56. Dieb13 - Restructuring
57. Shellac - Dude Incredible
58. THCulture - PSYOP
59. Godflesh - Messiah
60. Mac Quayle - Mr. Robot - Volume 2 (Original Television Series Soundtrack)
61. Chelsea Wolfe - Apokalypsis
62. Mołr Drammaz - W Koncu!
63. Karate - Unsolved
64. Liturgy - H.A.Q.Q.
65. Skeleton Crew - Learn to Talk / The Country of Blinds
Posted on: 2025-09-21

Post 24. Słuchane (lipiec).

1. Billie Holiday - The Complete Billie Holiday
2. Lisa Streich - Augenlider
3. Aesop Rock - Float
4. VA - Music from Saharan Cellphones Vol. 1
5. Anna Von Hausswolff - Singing From The Grave
6. Coil - CSO 14, City Hall, Dublin, 2004-10-23
7. Aesop Rock - Black Hole Superette
8. David Grubbs - Rickets and Scurvy
9. Godflesh - Purge
10. Napalm Death - Smear Campaign
11. Amirtha Kidambi & Lea Bartucci - Phase Eclipse
12. Against All Logic - 2012-2017
13. Against All Logic - 2017-2019
14. DARKSIDE - Nothing
15. Muslimgauze - Speaking With Hamas
16. Fugazi - End Hits
17. Future Beat Alliance - Disconnected
18. Cut Hands - Afro Noise I (Volume 3)
19. David Byrne - American Utopia
20. Ewa Braun - Sea Sea
21. Extra Life - Dream Seeds
22. Homomilitia - Homomilitia
23. Curse Of The Golden Vampire - Mass Destruction
24. Anton Webern - Complete Works
25. Biosphere - Substrata
26. Prince - Purple Rain
27. Third Eye Foundation - I Poo Poo on Your Joo Joo
28. Autechre - Amber
29. modest by default - THE CURSE OF COLONIALISM I
30. Maurizio Pollini - Notturni
31. Grimes - Art Angels
32. VA - Digitalhut Noisecore Vol. 1
33. Cornelius Cardew - Consciously
34. Karate - Karate
35. VA - Tresor Compilation Volume 12 (Illumination)
36. Kristen - Stiff Upper Worlds
37. Henry Cowell - The Piano Music of Henry Cowell
38. Gavin Bryars - Jesus' Blood Never Failed Me Yet
39. William S Burroughs - Nothing Here Now But The Recordings
40. Siekiera - Nowa Aleksandria
41. Smar SW - Samobójstwo
42. Fugazi - 13 Songs
43. Psychic TV - Force The Hand Of Chance
44. Xiangyu - A Single Spark
45. Xiangyu - Bombard the Headquarters
46. Kneecap - Fine Art
47. Godflesh - Slavestate
48. Autechre - Sign
49. Tyler, The Creator - DON'T TAP THE GLASS
50. Lupe Fiasco - Tetsuo & Youth
51. Skeleton Crew - Learn To Talk / The Country Of Blind
52. Plant43 - Live at Tresor 14.03.2025
53. Talking Heads - More Songs About Buildings And Food
54. Noel Akchote - Alike Joseph
55. Nick Drake - Pink Moon
56. John Fahey - The Transfiguration Of Blind Joe Death
57. Lupe Fiasco - DROGAS Light
58. Godflesh - Streetcleaner
59. Noel Akchote - So Lucky
60. Immortal Technique - Revolutionary Vol 1.
61. Lupe Fiasco - Lasers
62. X-102 - Discovers the rings of Saturn
63. modest by default - SEMIOTICS (幽灵是巨大的)
Posted on: 2025-07-31

Post 23. Inżynieria głodu - od niedoboru do ludobójstwa. Izraelska wojna kaloryczna przeciwko Palestyńczykom.

Coraz częściej rozmawiam z bliskimi osobami o psychologicznych skutkach życia w czasach streamowanego 24/7 ludobójstwa. Ludobójstwo nie jest zaskakujące dla nikogo, kto wie cokolwiek o projekcie politycznym Izraela i jego historii. Ale skala, bezczelność, przemoc, perfidia  i samobójcza uporczywość ludobójstwa są szokujące. Opieszałość reakcji tak wielu społeczeństw na całym świecie też szokuje, nawet jeśli wziąć poprawkę na to, że media ciężko na nią pracują. Szokuje też postawa elit politycznych, nie dlatego, że można się po nich spodziewać czegokolwiek dobrego, ale dlatego, że nawet ich atletyczna hipokryzja nie wystarcza, by zmusić większość z nich do przeciwstawienia się izraelskiej machinie śmierci, a często nawet do mówienia o największej zbrodni naszych czasów.

Systematyczne zagładzanie Gazy to jeden z najdokładniej udokumentowanych przypadków zbrodni głodowych w nowożytnej historii. Alex de Waal w tekście „Jak mierzyć głód” opisuje, jak Izrael wykorzystuje brak bezpieczeństwa żywnościowego jako broń w ramach „humanitarnego” paradygmatu kontroli, przekształcając głód z klęski naturalnej w narzędzie ludobójstwa.

Opracowana w Somalii na początku XXI wieku Zintegrowana Klasyfikacja Bezpieczeństwa Żywnościowego klasyfikuje kryzysy w pięciu fazach. Faza 3 (kryzys) zaczyna się, gdy pojawia się ostre niedożywienie. Kolejne fazy to już tylko śmierć i coraz więcej śmierci.

Obecna klęska jest kontynuacją prowadzonej od dekad polityki głodowej. Doradca premiera Olmerta zalecał w 2006 roku by „Wsadzić Palestyńczyków na dietę, ale nie dopuścić, by umierali z głodu”. Po Powodzi Al-Aksa Izrael stopniowo eskalował swoją politykę głodu.

Izraelski protokół głodowy działa poprzez cztery powiązane ze sobą mechanizmy

1. Precyzja kaloryczna: Od 2007 izraelska agencja COGAT egzekwowała politykę „czerwonych linii”, obliczając minimalne zapotrzebowanie kaloryczne (2279 kcal/dzień), by utrzymać Palestyńczyków przy życiu, jednocześnie ograniczając wartości odżywcze. Import żywności ograniczano do produktów jak zwykły hummus (wersje z dodatkami zakazane) poprzez celowo niejasne dyrektywy.

2. Architektura blokady: Po październiku 2023 r. Izrael zastąpił to całkowitą blokadą. Dostawy pomocy spadły do <20% poziomu sprzed wojny, niszcząc system żywnościowy UNRWA, który żywił 80% mieszkańców. Do grudnia 2023 93% mieszkańców Strefy Gazy dotknęła faza 3+ braku bezpieczeństwa żywnościowego. De Waal opisuje to jako "rekord świata".
 
3. Tuszowanie danych: Gdy badania IPC w listopadzie 2023 wykazały 17% populacji w Fazie 5 („katastrofa”), Izrael i USA zablokowały raporty. Urzędnicy USAID ukryli dane wykazujące przekroczenie progów głodowych, a Izrael zlikwidował resort zdrowia w Gazie – jedyną instytucję monitorującą śmiertelność.

4. Militaryzacja pomocy: W 2025 r. Izrael zastąpił dystrybucję ONZ (400 punktów wydawania żywności) „Fundacją Humanitarną Gazy” (GHF) – czterema zmilitaryzowanymi centrami otwartymi 10 minut dziennie. Zdjęcia satelitarne pokazują, że ośrodki GHF są zintegrowane z infrastrukturą IDF, tworząc śmiertelne wąskie gardła. Palestyńczycy giną dziesiątkami każdego dnia, próbując dostać się do GHF. Ponad połowa populacji Strefy Gazy jest w czwartej fazie głodu, a prognoza na najbliższe dni szacuje, że wskaźnik podniesie się do ponad 80%.

De Waal stawia tezę, że głód to coś, co ludzie sobie wzajemnie robią i opisuje szerokie spektrum dowodów na ludobójcze zamiary Izraela

Blokada Izraela eliminuje alternatywy przetrwania dostępne w innych klęskach głodu. Palestyńczycy nie mają dostępu do "dzikiej" żywności" bo Izrael systematycznie zniszczył tereny rolnicze. Palestyńczycy nie mają pieniędzy, bo przelewy do nich są blokowane. Palestyńczycy nie mogą uciec w poszukiwaniu żywności z powodu oblężenia. Tworzy to "laboratorium głodu".

De Waal opisuje izraelską zbrodnię jako najprecyzyjniej zaplanowany głód w nowożytnej historii "drobiazgowo monitorowane, matematycznie skalibrowane masowe zagładzanie".

Posted on: 2025-07-23

Post 22. Powaga oporu.

Powódź Al-Aksa w październiku 2023 roku nie tylko dokonała wyłomu w murze getta, lecz także na trwałe naruszyła globalny system relacji politycznych, zdominowany przez hegemonię Stanów Zjednoczonych. Mimo aktywnego tłumienia głosów domagających się wyzwolenia Palestyny – a w szerszym kontekście, wyzwolenia całej ludzkości – na całym świecie rośnie liczba osób poważnie zaangażowanych w walkę z globalnym systemem wyzysku i zbrodni. Z każdą demonstracją, z każdą inicjatywą organizowaną przez coraz szersze grono organizacji socjalistycznych i grup politycznych ciążących ku socjalizmowi przybywa poważnych osób aktywistycznych. Coraz więcej osób rozumie, że „stałą podstawą naszej walki politycznej pozostaje całokształt naszych żądań” (Róża Luksemburg).

Palestyński opór jest pod wieloma względami bezprecedensowy. Jego heroiczna walka toczy się na oczach całego świata – o ile tylko nie odwracamy wzroku. Jednocześnie ma on swoje historyczne analogie: czy to w zmaganiach Chińczyków z japońską okupacją w latach 30. i 40. XX wieku, czy w antykolonialnych powstaniach w Indiach i Afryce. Przymusowe wysiedlenia, masowe mordy, przemoc osadnicza – świat otrzymuje dziś przyspieszony (choć wciąż zbyt powolny!) kurs oporu wobec systematycznego wymazywania całych społeczności w imię rasistowskiej ideologii dominacji.

Syjonistyczna doktryna Żabotyńskiego, zakorzeniona głęboko w historii europejskiego kolonializmu, stanowi kolejne odzwierciedlenie tej samej tradycji: militarystycznej hegemonii i cynicznego wykorzystywania kolaborantów w celu łamania oporu oraz narzucania siłą podporządkowania.

W autobiograficznej powieści "The Thorn and the Carnation" Yahya Sinwar, jeden z przywódców Hamasu, opisywał gruzy Strefy Gazy jako symbol oporu i nieugiętości. Ponad 60 tysięcy ofiar izraelskiej kampanii eksterminacyjnej to jedynie liczba ciał, które przeszły przez kostnice. Jeśli chodzi o rzeczywistą skalę śmiertelności, bardziej wiarygodne są szacunki z analizy opublikowanej w The Lancet w lipcu 2024 roku. Podczas gdy oficjalne dane Ministerstwa Zdrowia Strefy Gazy mówiły wówczas o 37,4 tysiącach ofiar, badanie wskazywało, że rzeczywista liczba zabitych może sięgać 186 tysięcy.

Nawet te dane należy jednak uznać za konserwatywne, ponieważ od czasu publikacji izraelska machina śmierci znacząco zintensyfikowała swoje działania. Przyjmując ostrożne szacunki osób autorskich badania, można mówić o blisko 320 tysiącach ofiar. To tak, jakby z populacji Lublina pozostało jedynie 28 tysięcy osób - tyle, ile obecnie mieszka w Łowiczu. W rzeczywistości liczba ofiar jest znacznie wyższa, po prostu nie mamy lepszej metodologii jej szacowania.

Skala zniszczeń materialnych również szokuje i bywa określana jako "niespotykana w historii". Strefa Gazy jest bardziej zniszczona niż Mariupol, bardziej niż Aleppo, bardziej niż Drezno pod koniec drugiej wojny światowej, porównywalnie jedynie z Hiroszimą i Nagasaki, na które alianci zrzucili bomby atomowe.

Gdy piszę te słowa toczą się rozmowy o zawieszeniu broni, ale nikt rozsądny nie wierzy dziś, że Izrael prowadzi je w dobrej wierze.

Mimo niewyobrażalnej skali zbrodni, która wstrząsnęła każdym, kto nie podjął decyzji pozostania obojętnym przechodniem, oraz mimo zabicia niemal wszystkich znanych przywódców Hamasu, Izrael nie osiągnął swoich celów militarnych ani nie zbliżył się do ich realizacji. Oficjalne cele izraelskiej kampanii wojennej były jasno określone: likwidacja Hamasu oraz powrót jeńców wojennych do domów. Żaden z tych celów nie został zrealizowany.

Rząd izraelski deklarował również chęć zapobieżenia przyszłym atakom ze strony Strefy Gazy oraz rozwiązanie kwestii palestyńskiej. Tymczasem palestyński ruch oporu nadal prowadzi działania przeciwko okupantowi. Każda operacja jest drobiazgowo zaplanowana i wykonana z precyzją, a bojownicy, wycofują się do tuneli i dokumentują swoje akcje, tworząc materiały, które kiedyś staną się kanwą filmowych scenariuszy.

Izraelska kampania militarna, wraz z eskalacją ataków na coraz więcej państw regionu, nie tylko nie przyczyniła się do rozwiązania konfliktu palestyńskiego, ale pogłębiła destabilizację polityczną w regionie i na świecie.

O niemożności osiągnięcia strategicznych celów Izraela analitycy mówili od pierwszych dni ludobójczej kampanii. Sami Izraelczycy (jak np. Ilan Pappé) od dawna wskazują, że syjonistyczny projekt polityczny zawiera w sobie zalążek samozniszczenia. Doktryna Żabotyńskiego, przedstawiona w eseju "O żelaznym murze" z 1923 roku, zakłada, że "kolonizacja syjonistyczna musi albo ustać, albo trwać niezależnie od ludności tubylczej - za żelaznym murem, którego ludność tubylcza nie może przełamać".

Ta koncepcja całkowitego militarnego i politycznego podporządkowania sąsiadów, podobnie jak inne hegemoniczne doktryny ekspansywne w historii, stoi, jak ujęła to Progressive International w rezolucji z października 2023 roku, "w sprzeczności z historyczną tendencją ku postępowi i wyzwoleniu". Żabotyński wprost wzywał do zniszczenia wszelkich nadziei Arabów związanych z uniknięciem przekształcenia historycznej Palestyny w "państwo żydowskie".

Powódź Al-Aksa zrobiła wyłom w murze izraelskiej hegemonii, a brutalna kampania odwetowa – będąca odpowiedzią na powstanie w palestyńskim getcie – jedynie poszerza tę szczelinę. Izrael uparcie trwa przy rozwiązaniach militarnych, odrzucając możliwość dyplomatycznego wyjścia z narastającego kryzysu.

Źródłem tego kryzysu nie są Arabowie, lecz sam syjonizm, który podobnie jak niegdyś nazistowska ideologia "przestrzeni życiowej" nosi w sobie zarzewie własnego zniszczenia. Mimo spektakularnych sukcesów taktycznych (zabójstwo przywódcy Hezbollahu Hassana Nasrallaha, masakra pagerowa, likwidacja dziesiątek jeśli nie setek dowódców regionalnego ruchu oporu) wizja Netanjahu dotycząca całkowitej przemiany politycznego krajobrazu Bliskiego Wschodu wydaje się dziś bardziej odległa niż kiedykolwiek.

Dążenie do osiągnięcia absolutnego bezpieczeństwa poprzez absolutną dominację spełzło na niczym. Kampania irańska pokazała słabość obrony przeciwrakietowej Izraela. Jemeńczycy z Ansarallah, a nawet palestyńska partyzantka nadal strzelają rakietami w stronę ziem okupowanych. 

Kolonialna strategia, zapożyczona z europejskiej tradycji, polegająca na otaczaniu się buforowym pierścieniem słabych, kontrolowanych państw, powtarza cykl życia swoich poprzedników. Ta polityczna konstrukcja jest fundamentalnie niestabilna, a nieustanne wojny i represje nieuchronnie prowadzą do upadku reżimów kolonialnych.

Palestyna dziś żyje w sercach i umysłach milionów ludzi na całym świecie. Tej globalnej solidarności nie są w stanie złamać kolejne próby pacyfikacji globalnego ruchu oporu i solidarności: czy to przez uznanie Palestine Action za "organizację terrorystyczną" w Wielkiej Brytanii (przypomnijmy, że Nelson Mandela przez dziesięciolecia figurował na podobnych listach), brutalne tłumienie protestów w Niemczech, zatrzymanie "Marszu do Gazy" przez rząd Egiptu, czy systematyczną penalizację palestyńskiej tożsamości przez technologicznych gigantów.

Wydarzenia takie jak ostatnio usunięcie konta Mosaby Abu Tohy na Substacku i aktywne, systematyczne tłumienie narracji propalestyńskich w mediach społecznościowych pokazują pilną potrzebę przyspieszenia migracji globalnej internetowej wioski na niezależne platformy technologiczne. Prowadzenie propagandy wyzwoleńczej na forach kontrolowanych przez przeciwników wyzwolenia całej ludzkości zawsze było trudne. Akcja Socjalistyczna w szczytowym momencie osiągała blisko milion interakcji na Twitterze przy połowie obecnej liczby obserwujących. Dziś, dzięki systematycznemu tłumieniu progresywnych treści przez technooligarchów dziś mamy jedynie ułamek zasięgów z epoki przed Elonem Muskiem.

Niepokoi mnie, że w zalewie medialnego szumu i w migotliwości algorytmów społecznościowych, możemy stracić z oczu fundamentalny (polityczny!) cel naszego ruchu. Jednak równocześnie dostrzegam powody do nadziei.

Nasza zdolność do pielęgnowania kultury politycznego dialogu stale rośnie. Zaangażowanie w działania charytatywne czy performatywne formy aktywności politycznej nie odciągają nas od sedna sprawy, lecz stanowią jej uzupełnienie.

Trwajmy w krytycznej czujności, ale nie dawajmy się pesymizmowi. Odpowiadajmy na palestyńskie apele o solidarność z powagą, na jaką zasługują i z powagą, jaką sami Palestyńczycy pokazują światu. Militarna, finansowa, technologiczna i kulturowa machina dominacji i tłamszenia demokratycznych aspiracji ludzkości musi zostać rozmontowana. W jej miejsce musi powstać zorganizowana sieć solidarności i troski. Palestyna BĘDZIE wolna!

Posted on: 2025-07-06

Post 21. Słuchane (czerwiec).

1. Krzak Owocowy - Selected Works - Volume I
2. Martin Küchen - Utopia
3. Immortal Technique - Revolutionary Vol. 2
4. Dwoogie - Ortolan Masticatrix
5. VA - Fluxus Anthology: A Collection of Music and Sound Events
6. Carla Bley - Big Band Theory
7. Zdechły Osa - and destroy
8. John Cale, Tony Conrad, Angus MacLise, Sterling Morrison, Terry Jennings, New York Fire Department - Inside the Dream Syndicate Volume III: Stainless Gamelan
9. The Third Eye Foundation - Ghost
10. Marianne Faithfull - Strange Weather
11. Little Simz - Thief
12. Wu Tang Clan - Black Samson, the Bastard Swordsman
13. Miley Cyrus - Something Beautiful
14. Noel Akchote - Alike Joseph
15. Ergo Phizmiz - Illegal Art Compilation
16. Placebo - Without you I'm nothing
17. Khanate - Things Viral
18. Ścianka - Statek Kosmiczny
19. Brutal Truth - Extreme Conditions Demand Extreme Responses
20. Godflesh - Pure
21. Cattle Decapitation - Terrasite
22. Final - 2
23. Flanger - Outer Space/Inner Space
24. God - The Anatomy of Addiction
25. DJ Spooky & The Freight Elevator Quartet - File Under Futurism
26. Can - Landed
27. Syndicate - Prisoners of War
28. Sarin Assault - Sarin Assault EP
29. Techno Animal - Ghosts
30. Elliott Sharp - Velocity of Hue
31. Mary Halvorson Septet - Illusionary Sea
32. Coil - The Ape Of Naples
33. Lê Quan Ninh - Le Ventre Negatif
34. Alice Coltrane - World Galaxy
35. Olivier Messiaen - Turangalila
36. Trans Am - Trans Am
37. Mold Drammaz - "Tu!" (silesian familijo plądrofono)
Posted on: 2025-07-01

Post 20. Słuchane (maj).

1. Anthony Braxton - For Alto
2. Amirtha Kidambi's Elder Ones - From Untruth
3. Kim Gordon - The Collective
4. Chelsea Wolfe - Unknown Rooms: A Collection of Acoustic Songs
5. Stock, Hausen & Walkman - Hairballs
6. Cristian Vogel - Specific Momentific
7. Mdou Moctar - Funeral for Justice
8. Little Simz - NO THANK YOU
9. Genital Shame - Gathering My Wits
10. Clara Maïda - In Corpore Vili
11. Clara Iannotta - A failed entertainment werke 2009-2014
12. The Ex & Brass Unbound - Enormous Door
13. Stare Taśmy - Kryzys Czytelnictwa
14. Extra Life - Secular Works
15. Mdou Moctar - Afelan
16. The Ex - If Your Mirror Breaks
17. Mary Halvorson - Away With You
18. Anna von Hausswolff - Singing From The Grave
19. Maryanne Amacher - Sound Characters (Making The Third Ear)
20. Z'EV - Heads & Tales
21. Gil Scott-Heron & Brian Jackson - Winter in America
22. VA - Annex 3 (Tresor)
23. The Third Eye Foundation - Little Lost Soul
24. Zoviet France - Just an Illusion
25. Biosphere - Substrata
26. Joey Beltram - Classics
27. N.W.A - Greatest Hits
28. Robert Johnson - Red Hot Blues (The Blues Collection Vol. 6)
29. SIKSA - Stabat Mater Dolorosa
30. Psalm Zero - The Drain
31. Dorota - Wolne
32. Cristian Vogel - Fase Montuno
33. Bomba w torcie - Anarchia 666
34. Cut Hands - Festival Of The Dead
35. THCulture - Trance Noise Voice
36. Amirtha Kidambi's Elder Ones - New Monuments
37. Chelsea Wolfe - She Reaches Out To She Reaches Out To She
38. Księżyc - Księżyc
39. God - Possession
40. Backxwash - Only Dust Remains
41. Yoko Ono - Onobox
42. Stereolab - Instant Holograms On Metal Film
43. Nurse With Wound - Who Can I Turn to Stereo
44. Gastr Del Sol - Camoufleur
45. A Perfect Circle - Eat The Elephant
46. Stereolab - Instant Holograms On Metal Film
47. Marc Ribot - Map of a Blue City
48. Gortky's Zygotic Mynci - Barafundle
49. Noël Akchoté - All I have to say
50. Sonic Youth - NYC Ghosts & Flowers
51. Ashnikko - DEMIDEVIL
52. JPEGMAFIA - Black Ben Carson
53. Anthony Braxton - Beyond Quantum
54. Beyoncé - Lemonade
55. VA - Guitarrorists
56. Püdelsi - Narodziny Zbigniewa: Püdelsi grają Düpą
57. Seun Kuti & Egypt 80 - Heavier Yet (Lays The Crownless Head)
58. Miley Cyrus - Something Beautiful
59. Mac Quayle - Mr. Robot - Volume 1 (Original Television Series Soundtrack)
60. Blonde Redhead - Melody of Certain Damaged Lemons
61. Pochwalone - Czarny War

Posted on: 2025-06-01

Post 19. Demonstracja "STOP izraelskiemu ludobójstwu w Palestynie" (przemówienie)

Byłem dziś na demonstracji "STOP izraelskiemu ludobójstwu w Palestynie". Miałem okazję powiedzieć kilka słów. Mówiłem z głowy, więc tekst wygłoszony odpowiada temu, co sobie napisałem w większości, ale nie dokładnie.

Przyjaciele wolnej Palestyny, to nie jest czas na milczenie. Izrael realizuje swoją próbę ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej. To nie jest moment na powściągliwość i takt. To jest godzina prawdy, godzina gniewu, godzina działania.

W Strefie Gazy dzieci umierają od bomb, ale też z głodu. Z głodu! W XXI wieku, przy globalnych łańcuchach dostaw, w epoce nadmiaru i technologii, dzieci są głodzone na śmierć. Nie przez przypadek. Nie przez błąd. Nie przez klęski żywiołowe. Izrael używa głodu jako broni masowej eksterminacji! To jest zorganizowana eksterminacja całego narodu.

Nadal bezczelni pytają, a co z "zakładnikami"? Co z nimi? Od 7 października w samych izraelskich więzieniach zginęło 70 więźniów. Szpitale, piekarnie, magazyny z żywnością i lekami zamienione w ruiny. Izrael zupełnie otwarcie buduje obozy koncentracyjne. Czy nie słyszycie echa historii? W Jeninie – dyplomaci uciekają przed izraelskimi kulami. W Libanie – cywile giną od dronów. Izrael zupełnie otwarcie mówi o okupacji Syrii. To jest polityka lebensraumu, niczym istotnym nieróżniąca się od nazistowskiej!

Dzisiejsza zagłada też ma swoich sprawiedliwych wśród narodów świata. Jemeńska blokada rzuca wyzwanie izraelskiej arogancji.

W Strefie Gazy dzieci i dorośli, całe rodziny umierają, a świat patrzy i milczy. Ale my – my nie będziemy milczeć! Nie możemy oddać tej sprawy organizacjom międzynarodowym, które przeliczyły ludzkie życie na dolary. Nie możemy ufać rządom, które udają neutralność, gdy finansują zbrodnie. Nie możemy czekać!

Musimy się organizować. Masowo. Politycznie. Musimy wychodzić na ulice, okupować instytucje globalnego systemu zbrodni i protestować przeciwko nim, tworzyć instytucje masowej polityki, solidarności i oporu. Musimy mówić jednym głosem, że ludobójstwo nie przejdzie!

Jemen pokazał, że nawet mały naród może rzucić rękawicę kolonialnej potędze, jeśli ma wiarę, moralność, honor i masową organizację polityczną. Świat nie zmieni się przez samotne sumienia. Zmieni się tylko przez masowy opór. Przez kolektywną siłę.

Nie uratują nas jednostki. Nie uratuje nas moralny gest z kanapy. Nie uratuje nas mniejszościowa akcja bezpośrednia. Uratuje nas skuteczna organizacja. Masowa. Uparta. Z odwagą mówiąca prawdę. Bezlitosna dla obojętności.

Bo wolność nie przychodzi do samotnych. Wolność przychodzi do zorganizowanych. Stań ramię w ramię z innymi! Krzycz, działaj, twórz struktury oporu! Jeśli jeszcze nie jesteście w jakiejś demokratycznej antysystemowej organizacji dołączcie do jakiejś demokratycznej antysystemowej organizacji albo, jeśli żadna z istniejących Wam się nie podoba, załóżcie swoją. Jeśli będziemy z powagą praktykować opór przeciwko systemowi i demokrację, spotkamy się. Precz z systemem, który karmi się cierpieniem i zbrodnią! Niech żyje ruch oporu! Niech żyje wolna Palestyna!

Posted on: 2025-05-25

Post 18. Dekryminalizacja, destygmatyzacja i uznanie zamiast kar: dlaczego modele francuski i nordycki zawodzą osoby pracujące seksualnie?

Debata na temat regulacji pracy seksualnej w Polsce wciąż marginalizuje głos samych osób wykonujących tę pracę oraz ignoruje wnioski płynące z badań społecznych. Już ćwierć wieku temu prof. Marian Filar, kierownik Katedry Prawa Karnego i Polityki Kryminalnej UMK w Toruniu, zwracał uwagę, że komisja kodyfikacyjna od lat lekceważy głos ekspertów. Stwierdził wówczas: Sprawa jest dość prosta – należy zlikwidować nieżyciowy artykuł kodeksu karnego, który penalizuje sutenerstwo.

13 maja br. kandydatka Nowej Lewicy w wyborach prezydenckich, Magdalena Biejat, w rozmowie radiowej z Tomaszem Terlikowskim (kiedy ten katolicki konserwatysta awansował do roli "centrowego publicysty", nie zmieniając przy tym swoich poglądów?) opowiedziała się za legalizacją pracy seksualnej. Niestety, jednocześnie wyraziła poparcie dla modelu francuskiego i zasugerowała, że warto rozważyć także model nordycki. Tego typu stanowisko – ignorujące nauki społeczne i postulaty środowisk walczących o prawa osób wykonujących pracę seksualną – pozostaje, niestety, dość powszechne wśród części polskiej lewicy.

Model francuski penalizuje tzw. sutenerstwo i inne formy pośrednictwa, pozostawiając – przynajmniej teoretycznie – same osoby świadczące usługi seksualne poza zakresem odpowiedzialności karnej. Z kolei model nordycki kryminalizuje klientów. Choć oba rozwiązania przedstawiane są często jako kompromisowe czy wręcz „postępowe”, w rzeczywistości, z perspektywy polityki pracowniczej, nie tylko nie rozwiązują kluczowych problemów branży, ale wręcz je zaostrzają. Łączy je wspólny mianownik: wzmacnianie roli państwa i aparatu przymusu w obszarze, gdzie niezbędne są przede wszystkim realne prawa pracownicze i zabezpieczenia socjalne. Dodatkowo oba modele utrwalają stygmatyzujący i moralizatorski dyskurs, który upupia osoby wykonujące pracę seksualną – i tak już zmagające się ze społeczną stygmatyzacją.

Penalizacja tzw. sutenerstwa odbiera osobom pracującym seksualnie możliwość legalnego zatrudnienia, z umową o pracę, ubezpieczeniem społecznym czy prawem do urlopu i emerytury. W efekcie są one zmuszone do funkcjonowania w szarej strefie, skazane na niepewność ekonomiczną i całkowitą zależność od łaski właścicieli lokali czy platform internetowych.

Nie mam nic dobrego do powiedzenia ani o zyskojadach, ani o klientach. Jednak ani francuski model zakazujący pośrednictwa, ani nordycka kryminalizacja popytu nie służą rzeczywistej ochronie praw pracowniczych. Wręcz przeciwnie - oba rozwiązania systemowo pogłębiają prekaryzację całego sektora.

Jak wynika z analizy Na celowniku wszystkich stron. Wpływ policji na dostęp osób pracujących seksualnie do wymiaru sprawiedliwości (European Sex Workers' Rights Alliance, ESWA) z października 2024 roku, penalizacja zachowań związanych z pracą seksualną nieuchronnie prowadzi do policyjnych nalotów, kontroli dokumentów i nakładania prewencyjnych grzywien. Na podstawie obszernego materiału badawczego oraz licznych wywiadów z osobami dotkniętymi skutkami kryminalizacji, autorki dowodzą, że system prawny staje się narzędziem kontroli społecznej. Służy dyscyplinowaniu, nadzorowaniu i monitorowaniu grup społecznych, praktyk oraz tożsamości.

Przedstawianie problemów społecznych w kategoriach zagrożeń, a nie wyzwań wymagających kompleksowych rozwiązań politycznych, skutkuje pogłębianiem marginalizacji, zaostrzaniem nierówności oraz ograniczaniem dostępu do opieki zdrowotnej, wymiaru sprawiedliwości i innych podstawowych usług.

Lewica, która tak chętnie oburza się na policyjną brutalność i domaga się ograniczenia uprawnień mundurowych – w kwestii pracy seksualnej nagle odkrywa w sobie duszę prawicowego moralisty. Jej paternalistyczne, głęboko patriarchalne podejście ("my wiemy lepiej, co dla was dobre") prowadzi do kuriozalnej sytuacji: w imię "ochrony" osób pracujących seksualnie z lubością ceduje się odpowiedzialność na policję. Bo przecież ktoś musi ścigać klientów, przeszukiwać mieszkania pod pretekstem "walki z sutenerstwem" (czytaj: inwigilować) oraz wystawiać grzywny. Jakże wygodne to rozwiązanie dla lewicowych purytan: można udawać troskę, nie proponując żadnych realnych rozwiązań, jednocześnie zapewniając sobie poklask konserwatywnej części komentariatu.

Problemem nigdy nie była sama praca seksualna! Prawdziwym zagrożeniem jest system, który pod pozorem "ochrony" czy "walki z handlem ludźmi" zmusza osoby wykonujące tę pracę do nieustannych kontaktów z policją – instytucją, która w tej relacji odgrywa rolę oprawcy, a nie obrońcy.

Funkcjonariusze, oczywiście, zamiast realnie chronić przed przemocą, sami stają się jej głównym źródłem:

Najbardziej perwersyjne w tym całym układzie jest to, że im bardziej państwo utrudnia legalne wykonywanie tej pracy, tym większą władzę oddaje w ręce policji. Strach przed odwetem skutecznie zniechęca do zgłaszania przestępstw – w końcu kto uwierzy „zwykłej prostytutce”? W ten sposób system sam generuje atmosferę bezkarności dla prawdziwych przestępców: handlarzy ludźmi i klientów-stosujących-przemoc. I koło się zamyka.

Kryminalizacja pracy seksualnej nie tylko utrwala stygmatyzację, ale aktywnie cementuje społeczny ostracyzm. Francuski model "walki z sutenerstwem" reprodukuje szkodliwy stereotyp sex workerki jako bezrefleksyjnej "ofiary mafii" - pozbawionej podmiotowości, której zeznań nie można traktować poważnie. Z kolei model nordycki, kreując klienta na "przestępcę z urzędu", wzmacnia patriarchalne sytuowanie osób kupujących usługi seksualne w pozycji dominującej w relacji z pracownicami.

W obu przypadkach osoby świadczące usługi seksualne są sprowadzane do roli biernych przedmiotów prawa karnego - pozbawionych głosu w dyskusji o regulacjach, które bezpośrednio ich dotyczą. Pora skończyć z moralizatorstwem i uznać osoby pracujące seksualnie za pełnoprawne podmioty życia społecznego! Już dziś są przecież często świetnie zorganizowane (kolektywy sex workerskie) i bardzo świadome swoich potrzeb.

Najbardziej uderza jednak selektywność tego wykluczenia: podczas gdy białe, cisgenderowe kobiety mogą liczyć na pewną (choć paternalistyczną) ochronę, to już migrantki, osoby trans i osoby używające substancji psychoaktywnych zostają zupełnie pozbawione jakiejkolwiek ochrony prawnej. Stają się idealnymi ofiarami systemu: bez dokumentów, bez sieci wsparcia, bez możliwości zgłoszenia przemocy na policję - bo przecież "same się o to prosiły" (pamiętacie wypowiedź Leppera?). W ten sposób kryminalizacja eskaluje: im bardziej stygmatyzuje się pracę seksualną, tym bardziej naraża się osoby pracujące na realne niebezpieczeństwo.

Obowiązujące regulacje prawne, oparte na logice policyjno-karnej, skutecznie utrudniają – a niekiedy wręcz uniemożliwiają – budowanie sieci wzajemnego wsparcia oraz tworzenie związków zawodowych osób wykonujących pracę seksualną. Strach przed konsekwencjami prawnymi działa jak hamulec dla wszelkich publicznych inicjatyw mających na celu negocjowanie lepszych warunków pracy czy organizowanie działań zbiorowych.

pTymczasem doświadczenia krajów, które wprowadziły pełną dekryminalizację (jak Nowa Zelandia), wyraźnie pokazują, że gdy tylko znika miecz Damoklesa w postaci karalności, osoby pracujące seksualne:

Polityka wobec pracy seksualnej nie może być moralną krucjatą – powinna stać się częścią spójnej polityki społecznej. Zamiast zakazów i policyjnych nalotów potrzeba realnego wsparcia: ubezpieczeń społecznych, regulacji minimalnych stawek, dostępu do specjalistycznej opieki zdrowotnej etc. Bo czy ktokolwiek jeszcze wierzy, że można "wyeliminować prostytucję" zakazami, skoro nie udało się tego osiągnąć przez ostatnie kilka tysięcy lat?

Jedyną rozsądną drogą jest pełna dekryminalizacja dobrowolnej pracy seksualnej z prawem do pisemnych umów, zakładania związków zawodowych i pełni zabezpieczeń socjalnych. To nie rewolucja, a zwykła przyzwoitość: fryzjerzy, masażyści i seksworkerzy zasługują na takie same prawa pracownicze. Zamiast narażać osoby świadczące usługi seksualne na przemoc i wyzysk, państwo powinno inwestować w edukację, mieszkalnictwo i kompleksowe wsparcie dla osób w kryzysie.

Ani model francuski, ani nordycki nie sięgają sedna problemu – czyli systemowej prekaryzacji i marginalizacji osób pracujących seksualnie. Obie koncepcje opierają się na dobrze znanej mieszance: moralnej paniki, policyjnej pałki i politycznej hipokryzji. Zamiast wzmacniać prawa pracownicze i oferować realne wsparcie socjalne, fundują represje w nowym opakowaniu i nazywają to „postępem”.

Jeśli naprawdę zależy nam na poprawie sytuacji osób świadczących usługi seksualne, porzućmy iluzję, że więcej zakazów oznacza więcej bezpieczeństwa. Zamiast karać klientów i ścigać pośredników, czas uznać pracę seksualną za to, czym jest – formę pracy. A osoby ją wykonujące – za pracowników z pełnym pakietem praw, ochrony i dostępu do instytucji, z których inni korzystają bez wstydu i strachu. Inaczej dekryminalizacja pozostanie jedynie sloganem – głośnym, ale pustym.

Posted on: 2025-05-16

Post 17. Marek Chołoniewski nie służy imperializmowi.

Koncertom i innym wydarzeniom artystycznym organizowanym przez Marka Chołoniewskiego daleko do bycia większością koncertów i wydarzeń artystycznych, w jakich miałem okazję brać udział, ale na pewno są jednym z większych podzbiorów tego zbioru, mniejszym jedynie od zupełnie spontanicznych sytuacji typu granie u siebie albo u kogoś w mieszkaniu, albo busking. Awangarda ma złą prasę wśród ludzi politycznie zaangażowanych i z dobrych powodów. Już w 1974 roku Cornelius Cardew demaskował mit neutralności politycznej awangardowej muzyki, dowodząc, że kompozytorzy utrwalali ideologię i struktury imperializmu przez apolityczny mistycyzm i formalistyczną abstrakcję. Wczoraj byłem na koncercie zorganizowanym z okazji 20-lecia Polskiego Stowarzyszenia Muzyki Elektroakustycznej (PSeME). W tym poście postaram się pokazać, że droga artystyczna Marka Chołoniewskiego jest przeciwieństwem imperialistycznej produkcji kulturowej i choć nie ma etycznej produkcji, konsumpcji i dystrybucji w kapitalizmie, można o niej mówić jako o zaczątku niekapitalistycznego sposobu robienia muzyki i szerzej sztuki w sposób analogiczny do tego, w jaki produkcja towarowa czy merkantylizm były zalążkiem kapitalizmu w epoce, która go poprzedzała. 

Cardew krytykował Karlheinza Stockhausena jako "burżuazyjną ekstrawagancję" oderwaną od materialnych realiów klasy pracującej i służącą mistyfikacji struktur władzy. "Gesang der Jünglinge" (1955–56) Stockhausena, z jego ezoterycznymi eksperymentami elektronicznymi, ucieleśniał ten rozdźwięk, traktując innowację jako cel sam w sobie, a nie narzędzie wyzwolenia. Projekty instytucjonalne i artystyczne Marka Chołoniewskiego nie są gadatliwe w swojej politycznej wymowie, ale w przeciwieństwie do nurtu awangardy krytykowanego przez Cardewa kładą bardzo solidny nacisk na demokratyzację tworzenia dźwięków choćby przez integrację otwartego oprogramowania, otwartych licencji, partycypacyjnych form sztuki i wreszcie, bardzo swobodnego traktowania tytułów i hierarchii akademickich i artystycznych, bez złudzeń, że jest się gdzieś poza nimi, ale w krytycznym półdystansie od nich. Ogromna część wydarzeń organizowanych przez Marka Chołoniewskiego jest darmowa, a prawie wszystkie są w jakiś sposób dostępne niepłacącej publiczności w formie wysokiej jakości transmisji. Wszystkie te gesty wraz z ich stanowczością i uporem podważają ekskluzywność praktyk awangardowych, co odpowiada wezwaniu Cardewa, by sztuka służyła społeczeństwu, a nie imperialistycznym hierarchiom.

Cardew potępiał kult „genialnego kompozytora”, dowodząc, że postacie takie jak Stockhausen wzmacniały indywidualizm, by osłabić zbiorowy opór. Praktyka Chołoniewskiego burzy ten paradygmat. Jego zespoły, ale też samo PSeME rozmywają hierarchie między kompozytorem a wykonawcą, kompozytorem, a publicznością i kompozytorem a wykonawcą, a wiele jego inicjatyw włącza artystów z Globalnego Południa nie na zasadzie festiwalowego tokenizmu, ale w duchu równości, wzajemnej pomocy i solidarności wbrew imperialistycznej logice dominacji kulturowej.

Krytyka Cardewa wobec „inscenizowanego anarchizmu” Cage’a znajduje odbicie w odrzuceniu przez Chołoniewskiego zachodniej hegemonii kulturowej. "4'33"" Cage'a stało się symbolem eurocentrycznego postmodernizmu, tymczasem koncerty PSeME, czy projekty takie jak GrupLab są tak udaną jak to tylko możliwe po tej stronie historii próbą wyobrażenia sobie nowych sposobów bycia razem w graniu i słuchaniu. Centrując marginalizowane historie i gesty, gdy rola słuchaczki na widowni, czy pomocy technicznej nie jest podrzędna wobec roli kompozytora i wykonawcy, artystyczny i instytucjonalny output Marka Chołoniewskiego jest odwrotnością kulturowej akumulacji odpadów i bałwochwalstwa typowych dla imperialistycznych przemysłów kulturowych.

Cardew porzucił awangardowy eksperyment w latach 70., by tworzyć świadome klasowo pieśni ludowe, głosząc, że „rewolucyjna sztuka musi mówić jasno”. Nie wszystkie efekty tego zwrotu były dobre. Antyintelektualizm nie jest rozwiązaniem! Antonio Gramsci w "Notatnikach więziennych" wskazywał na jałowość myślenia o intelektualistkach jako oderwanych od walk klasowych. Twórcy i myśliciele nie są neutralnymi obserwatorami, lecz aktywnymi uczestnikami procesów społecznych. Hegemonia kulturowa klasy panującej nie opiera się wyłącznie na przymusie, ale także na zdolności do wytwarzania zgody. Jej ideologie są opakowywane jako organiczne i uniwersalne, maskując rzeczywiste relacje władzy. Ale odpowiedzią na to nie może i nie powinna być chłopomania i antyintelektualizm, ale demaskowanie i krytyka ideologii, oraz budowa alternatywnej świadomości klasowej wraz z właściwymi jej praktykami i instytucjami. Twórczość w tym ujęciu, szczególnie rozumiana jako praktyka tocząca się na przestrzeni dekad to element klasowej wojny pozycyjnej, długotrwałej walki przeciwko dominacji w sferze kulturowej, w odróżnieniu od klasowej wojny manewrowej o obalenie państwa, tego komitetu zarządzającego interesami elit.

Inicjatywy Marka Chołoniewskiego to krytyczna pedagogika, która wykracza poza uczenie technicznych umiejętności, pedagogika, która tworzy społeczne instytucje edukacyjne konkurujące z systemem szkolnym i wspierające budowę kontr-hegemonii przez integrację wiedzy w służbie celów innych niż reprodukcja władzy. Gdy Stockhausen egzotyzował hymny narodowe ("Hymnen") Chołoniewski w duchu współpracy na zasadach równości i przyjaźni (która nie wyklucza sporu i sprzeczki, zniecierpliwienia i nie-dehumanizujących form konfliktu) realizuje rewolucyjny potencjał sztuki, którego poszukiwał, czasem po omacku, Cardew.

7 maja 2025 roku w krakowskim Bunkrze Sztuki odbył się koncert z okazji 20-lecia Polskiego Stowarzyszenia Muzyki Elektroakustycznej (PSeME). Koncert zaczął się krótko po 19 i skończył przed 21:30 (to nie jest rock and roll). Koncert nie był jedynie retrospektywą, jeśli już to żartobliwą i krytyczną transformacją retrospektywy. Etyka zakorzeniona w dostępności i współpracy pozwala muzyce wyjść poza burżuazyjny formalizm, nawet jeśli gra się turboserialistyczne utwory, o których możemy czytać w książkach akademickich, jak "Etiuda na jedno uderzenie w talerz" Włodziemierza Kotońskiego z 1959 roku. Kompozycja powstała z pojedynczego uderzenia w talerz, a jego serialistyczny, seriożny rygor odzwierciedlał co prawda swoistą dla epoki zimnej wojny innowacyjność, ale jego surowa materialność odrzucała kosmiczną abstrakcję krytykowaną przez Cardewa i zapowiadała późniejszą demokratyzację tworzenia muzyki przy użyciu technologii.

Dekonstrukcja nostalgii w kompozycji Krzysztofa Knittla z dźwiękami uszkodzonej płyty CD z nagraniem bossa novy, a nawet powierzchownie ultrapretensjonalne gesty Stanisława Krupowicza w "Tako rzecze Bosch" (włącznie z doszczętnie frywolnymi próbami dystansowania się od samego siebie w życiorysie projektowanym na ekranie w czasie wykonania) zapowiadają wolność, która będzie naszym udziałem po drugiej stronie kapitalizmu. Percepcyjną kulminacją koncertu było wykonanie "Like Breathing" samego Marka Chołoniewskiego, która podobnie jak cały koncert decentralizuje autorstwo i burzy ekskluzywność imperialistycznej produkcji kulturowej.

Historyczny łuk koncertu — od wczesnych eksperymentów taśmowych Kotońskiego po interaktywność QR-kodów odsłania genealogię oporu, ale bez cienia nostalgii. Krupowicz mówi co prawda, że "Nic nie poprzedza niczego. Porządek to iluzja", ale wskazanie na rozbicie świata widzianego z Pałacu Kultury i Empire State Building nie pozostawia wątpliwości co do jak najdalszego od stockhausenowskiej wczuwy sprzeciwu wobec kulturowej homogenizacji. Cardew pisał, że awangarda albo utrwala, albo burzy system imperializmu. Dźwiękowo wizualny samizdat Chołoniewskiego i PSeME wybiera burzenie i skutecznie pokazuje, że sztuka nie musi służyć imperium. Kreatywność nie należy do mecenasów samotnego geniusza, jest głęboko społeczna i krytyczna. Rozwiewa nadzieje imperium.

Być może rewolucja zostanie skomponowana (na taśmę).Posted on: 2025-05-08

Post 16. Słuchane (kwiecień).

1. OutKast - Southernplayalisticadillacmuzik
2. Snooks Eaglin - The Complete Imperial Recordings
3. zoviet france - Misfits, Loony Tunes and Squalid Criminals
4. VA - Tresor Compilation Volume 12 (Illumination)
5. Wirkus - Discours Amoureux
6. Cassetteboy - Dead Horse
7. Mouse on Mars - Idiology
8. Snooks Eaglin - New Orleans Street Singer
9. Elliott Sharp - Songs from a Rogue State
10. clipping. - Dead Channel Sky
11. Elliott Sharp (with Mary Halvorson and Marc Ribot) – Err Guitar
12. Cristian Vogel - Fase Montuno
13. Snooks Eaglin - The sonet blues story
14. Ornette Coleman - Science Fiction
15. Snooks Eaglin - Rural Blues
16. Deafheaven - Lonely People With Power
17. clipping - Dead Channel Sky
18. Yuka Honda - Memories are my only witness
19. VA - Congo Revolution: Revolutionary and Evolutionary Sounds from the Two Congos 1955-62
20. VA - Classic Delta and Deep South Blues from Smithsonian Folkways
21. Joni Mitchell - Mingus
22. Cut Hands - Afro Noise (Volume 4)
23. Horațiu Rădulescu, European Lucero Ensemble - Clepsydra; Astray
24. David Grubbs - Primrose
25. Godflesh - Songs of Love and Hate
26. Crass - The Feeding of the 5000
27. Skeleton Crew - Learn To Talk / The Country Of Blinds
28. Brion Gysin - Recordings 1960-1981
29. David Sylvian - Blemish
30. Ekko Astral - Pink Balloons
31. Robert Wyatt - Nothing Can Stop US
32. Judee Sill - Heart Food
33. Prurient - Shipwrecker's Diary
34. The Lounge Lizards - The Lounge Lizards
35. Judy Garland - At Canergie Hall
36. Tanya Tagaq - Sinaa
37. THCulture - Trance Human Culture
38. Godflesh - Streetcleaner
39. Alice Coltrane - World Galaxy
40. VA - Dreamy Harbor (Tresor)
41. VA - Jukebox Girls, Vol. 38
42. VA - Tresor Compilation Volume 7
43. Aphex Twin - Syro
44. Miriam Makeba - Mama Africa. The Best of Miriam Makeba
45. Miriam Makeba - Sangoma
46. Scott Walker - Scott
47. VA - Yoruba Drums From Benin, West
48. VA - Chinese Rocks - 60's Garage, Surf, Trash Rock & Roll A Go Go from Southeast Asia
49. Lydia Lunch - Universal Infiltrators
50. Brion Gysin - Mektoub: Recordings 1960-1981
51. Lydia Lunch - Honeymoon in Red
52. Zoviet France - Ω℧
53. VA - Tresor II - Berlin/Detroit: A Techno Alliance
54. Derek Bailey - Ballads
55. ISIS - Panopticon
56. ISIS - Wavering Radiant
57. Talking Heads - Fear of Music
58. Prodigy - Experience: Expanded: Remixes & B-Sides
59. Fred Frith - Freedom in Fragments
60. Shirley Ellis - The Name Game
61. Joni Mitchell - Don Juan’s Reckless Daughter
62. Mia Zabelka & Giselher Smekal - Somateme

Posted on: 2025-05-03

Post 15. Strefa niepokonana. Dlaczego Izrael przegrywa wojnę?

Zbrodniarz wojenny Netanjahu twierdzi, że gdyby wojna w Strefie Gazy skończyła się teraz, Izrael przegrałby ją. Co ma na myśli? Po powodzi Al-Aksa Izrael zapowiadał odbicie jeńców, całkowite zniszczenie palestyńskiego ruchu oporu i sprawienie, że Strefa Gazy już nigdy nie będzie dla Izraela zagrożeniem. 568 dni od rozpoczecia swojej kampanii zbrodni Izrael nie jest blisko osiągnięcia żadnego z tych celów. Sytuacja w Strefie Gazy pozostaje krytyczna i pogarsza się. Bezlitosne bombardowania i ścisła blokada doprowadziły do zniszczeń na historyczną skalę i równie historycznego kryzysu humanitarnego. 92% palestyńskich dzieci nie zaspokaja swoich podstawowych potrzeb żywieniowych. 70% Strefy Gazy to strefy buforowe lub strefy zakaazane. Od 18 marca Siły Okupacyjne Izraela zmusiły do przesiedlenia pół miliona osób.

Strona izraelsko-amerykańska otwarcie mówi o wykorzystywaniu głodu jako metody nacisku politycznego. Strefa Gazy jest całkowicie odcięta od dostaw podstawowych produktów od prawie 60 dni. Dwa miliony osób głodują. Izrael i jego sojusznicy zniszczyli ponad 80% terenów uprawnych i szkladni, ponad 2/3 floty rybackiej, wybili prawie całe bydło, zniszczyli 70% studni i 450 tysięcy mieszkań, oraz prawie 90% budynków szkolnych, a także prawie 90% budynków handlowych i przemysłowych oraz sieci drogowej. Tylko w ostatnich tygodniach izraelski okupant zbombardował 37 punktów dystrybucji pomocy humanitarnej i 28 kuchni społecznych. Od 18 marca, dnia masakry, w której Izrael zabił 400 osób, w tym 170 dzieci syjonistyczny reżim przeprowadził ponad 1400 nalotów bombowych.

Mimo bezlitosnej ofensywy Izraela frakcje palestyńskiego ruchu oporu nadal nie wykazują spadku zdolności taktycznych i skutecznie wykorzystują swoje nieliczne atuty (odwaga, sieć tuneli, broń własnej produkcji, znajomość terenu) do uderzeń na siły izraelskie nawet w rejonach uznawanych za będące pod kontrolą przyczółku. W ostatnim czasie było nieco ciszej o działaniach palestyńskiego ruchu oporu, ale gdy tylko okupant wrócił do stref objętych obroną terytorialną Palestyny bojownicy ruchu oporu zaczęli znów skutecznie atakować izraelskie pojazdy wojskowe i stanowiska, także w tak zwanych strefach buforowych.

W ostatnich dniach w Tufie ruch oporu wykorzystał tunele do ataku na izraelski buldożer Caterpillar D9 (taki sam jaki w 2013 roku posłużył do zamordowania przez izraelską armię aktywistki Rachel Corrie), oraz transporter opancerzony. W Beit Hanoun ruch oporu dokonał skutecznej zasadzki na izraelski pojazd dowodzenia, a następnie, również skutecznie, zaatakował wezwane siły posiłkowe.

Jak zauważają analitycy Jon Elmer i Justin Podur, Palestyńczycy nadal używają adekwatnej dla każdej poszczególnej sytuacji broni, a szybkie publikowanie nagrań operacji wskazuje na dobrą koordynację dowodzenia i propagandy.

W trwających obecnie w Kairze, a wcześniej w Doha negocjacjach, w których nikt rozsądny nie ma wątpliwości, że są prowadzone z dobrą wolą wyłącznie przez stronę palestyńską, strona palestyńska obstaje przy żądaniach zakończenia wojny, całkowitego wycofania się Izraela ze Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu, otwarcia przejść granicznych i wymiany więźniów. Ruch oporu odrzuca absurdalne w świetle faktów z ostatnich 568 dni pomysły na częściowe porozumienie, czy rozbrojenie ruchu oporu bez jasnej, popartej wiarygodnymi międzynarodowymi gwarancjami politycznej ścieżki prowadzącej do zakończenia okupacji ("Nie oddamy ani jednego pocisku").

Strategia ruchu oporu bywa porównywana do "gotowania żaby". Już wczesną wiosną 2024 roku dowódca lotniskowca USS Eisenhower Chris Hill narzekał, że jego "ludzie potrzebują przerw, potrzebują wrócić do domu". W ostatnim czasie izraelska prasa donosiła o przeszło 100 tysiącach rezerwistów odmawiających wykonania rozkazów mobilizacyjnych, a świat obiegła wiadomość o rodzicach rekrutów wysłanych do Strefy Gazy domagających się ich wycofania z powodu niewystarczającego treningu. Rekruci mieli zostać wysłani do walki przed zakończeniem zaledwie czterotygodniowego szkolenia. Słabość armii wymienił wśród czynników zwiastujących upadek syjonistycznego projektu politycznego izraelski historyk Ilan Pappé już w czerwcu 2024 roku. Od tamtego czasu Izrael zabił mnóstwo ludzi i zniszczył mnóstwo infrastruktury, ale jego sytuacja strategiczna i polityczna tylko się pogarsza.

Ruch Ansar Allach z Jemenu, będący obecnie najsilniejszym węzłem oporu poza terenami okupowanej Palestyny, kontynuuje humanitarną blokadę morską na Morzu Czerwonym i odpiera ataki powietrzne USA przez notoryczne zestrzeliwanie amerykańskich dronów Reaper (Jemeńczycy zniszczyli 10% całej floty tych dronów, z których kazdy kosztuje co najmniej 30 milionów dolarów). W ostatnich nieco ponad 40 dniach USA dokonały ponad 1000 nalotów bombowych na Jemen. Bez autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, bez wypowiedzenia Jemenowi wojny. Tylko dlatego, że Jemeńczycy bronią Palestyny i poważnie traktują swoje zobowiązania międzynarodowe w kontekście trwającego ludobójstwa. Mimo bezlitosnych bombardowań Jemeńczycy nie wykazują spadku aktywności. Blokada trwa, podobnie jak sporadyczne ataki rakietowe na obiekty wojskowe w przyczółku. Ansar Allah rośnie w siłę, a każdego tygodnia w Jemenie odbywają się masowe, spektakularne demonstracje poparcia dla Palestyńczyków.

Powyższa analiza nie wyczerpuje tematu. Walki toczą się na Zachodnim Brzegu (Tulkarem, Dżanin), w Libanie Izrael kontynuuje zamachy przy użyciu dronów, rebrandowana Al-Kaida naciska na palestyńskie frakcje w Syrii, mnóstwo rzeczy dzieje się na froncie politycznym, także poza regionem. Analiza ma na celu pokazanie, że da się dostrzec wyraźne ograniczenia siły militarnej Izraela i jego sojuszników wobec zdeterminowanego, asymetrycznego oporu. Kryzys humanitarny w Strefie Gazy będzie miał długotrwałe konsekwencje, ale skuteczność ruchu oporu wzmacnia jego pozycję negocjacyjną. Dodatkową presję na Izrael i USA wywierają działania regionalne, zwłaszcza te prowadzone przez Ansar Allach, a odrzucenie przez ruch oporu idei rozbrojenia pokazuje na gotowość długoterminowej walki zborjnej do czasu osiągnięcia satysfakcjonującego rozwiązania politycznego.

Palestyna będzie wolna!

Źródła: Electronic Intifada, Anti-Empire Project, The Cradle, Machina Myśli, Mondoweis, Akcja Socjalistyczna.

Posted on: 2025-04-27

Post 14. Do nocnych marków.

"Aux Noctambules" Davida Grubbsa z udziałem Noëla Akchoté to jeden z tych albumów, do których wracam z pewną regularnością – przynajmniej dwa, trzy razy w roku. Rzadziej niż do niektórych moich ulubionych płyt z udziałem Grubbsa (jak "Camoufleur" Gastr del Sol) czy Akchoté (np. jego nagrania madrygałów Carlo Gesualdo na pięć gitar), ale ponowne odsłuchania zawsze są dla mnie wydarzeniem. Obaj muzycy mają zresztą na koncie olbrzymią liczbę znakomitych projektów – zarówno solowych, jak i współtworzonych z innymi artystami.

Muzyka nigdy nie doświadczała bardziej paradoksalnej epoki. W zamian za doszczętne utowarowienie i algorytmiczne spłaszczenie kultury zyskaliśmy rzeczywistość, w której wszystkie epoki stylistyczne i coraz więcej tych epok - od barokowych kontrapunktów po glitchowe eksperymenty - współistnieją w iluzorycznej wiecznej teraźniejszości. Iluzorycznej, ponieważ wrażenie jednoczesności wynika wyłącznie z naszego przebodźcowania, podczas gdy nie-do-ogarnięcia mnogość historii toczy się równolegle.

Roczne podsumowania "najlepszych albumów" dawno utraciły sens - nie z powodu braku wybitnych dzieł, ale dlatego że żadna pojedyncza świadomość nie jest w stanie ogarnąć tego kosmicznego rozproszenia. Nawet najbardziej hermetyczne nisze (jak atletyczny, melancholijny post-hardcore, czy post industrialny izolacjonistyczny illbient) rozpadają się na wewnętrzne frakcje i mutacje, każda z tuzinem albo większą liczbą zespołów/projektów, a to, co dziś funkcjonuje w undergroundzie, jutro staje się viralowym szablonem.

Ta kakofonia to nie chaos, to efekt zaniku centrum. Zjawiska, które witam poniekąd z radością. Muzyka nadal burzy i buntuje się, nawet jeśli awangarda walczy dziś najczęściej z własnymi duchami w algorytmicznym imadle (ile bym dał za większą proporcję nienostalgicznej awangardy w awangardzie!). W tej pozornej anarchii wzmocnionej łatwością nagrywania i publikowania kryje się pewnego rodzaju wolność. Może właśnie dlatego, mimo wszystko, to najlepszy czas, by być słuchaczem: nie trzeba wiele poświęcać, by dać się dotknąć muzyce.

Kocham dużo różnej muzyki i nie wyobrażam sobie, że miałbym próbować nadążyć za którąkolwiek z części rzeczy, którymi się interesuję. Jest sporo rzeczy, które czytam szybko, ale słuchanie "szybko" szybko stałoby się dla mnie pracą.

"Aux Noctambules" powstało w paryskim Xtralab w 1998 roku. Płyta została wydana w 1999 roku we współzałożonej przez Akchoté wytwórni Rectangle, ale poznałem ją nieco ponad 5 lat później. Podobno została nagrana w dwóch podejściach. Grubbs gra na fisharmonium, Akchoté na gitarze. Jedna ścieżka, nieco ponad kwadrans muzyki w stylu, który tak często nudzi doszczętnie, ale nie tym razem. 

Grubbs jest znany (niszowo i to nie przytyk) jako pionier interdyscyplinarny post rockowy/post punkowy notoryczny kolaborator, choć solowych nagrań też wyprodukował mnóstwo. Akchoté to twórca niewiarygodnie wielkiego katalogu projektów muzycznych od nagrań popowych standardów po eksperymentalne zgrzyty. "Aux Noctambules", ze swoją improwizowaną strukturą i odważną realizacją prostej, stanowczej koncepcji brzmieniowej, świetnie leży w katalogach obu muzyków

Utwór rozwija się powoli między liturgicznym dronem fisharmonii i strzępów melodii, flażoletów i mikrotonowych gitarowych interwencji, które minimalnie, ale zarazem stanowczo destabilizują harmoniczną bazę. Napięcie między stabilnością i dezintegracją rzadko działa tak dobrze i trudno uwierzyć, że utwór został nagrany za dwoma podejściami. 

"Aux Noctambules" znaczy "Do nocnych marków". Kościelne alikwoty prowadzą dyskusję abstrakcyjną gitarą. Dyskusję, która nie jest kłótnią, raczej filozoficzną przyjaźnią, której towarzyszy nieskończona, skupiona nieufność. Muzykom udało się stworzyć coś, co jest jednocześnie przyjazne i niepokojące. 

Płyta nie jest bardzo popularna, ale ma słuchaczy (co najmniej trzech). Jeśli nie słuchałaś muzyki Grubbsa i Akchoté, a podoba Ci się "Aux Noctambules" masz do wysłuchania setki (!) nagrań, z których zdecydowana większość jest co najmniej interesująca, a wiele dorównuje głębią i pięknem "Aux Noctambules". Wygodnymi skokami z "Aux Noctambules" w dyskografie obu muzyków będą odpowiednio "Camoufleur" Gastr del Sol (zespół Grubbsa) i "Rien" Akchoté. Po ponad ćwierć wieku od pierwszego wydania i kilkanaście lat po reedycji pozostaje arcydziełem współpracy i powściągliwości. Ta nieustępliwa eksploracja drona i dysonansu nagradza skupienie i sama, nawet nie poparta przepastnymi katalogami autorów wystarczyłaby do wrzucenia i Akchoté do grupy ważnych ludzi w muzyce. Posłuchajcie "Aux Noctambules".

Posted on: 2025-04-26


Post 13. Lenin zdetronizowany.

155 lat temu urodził się W. Lenin. Długo trzymałem się od Lenina z daleka bo kojarzył mi się głównie z ludźmi stawiającymi mu pomniki (fatalny fandom). Przełomem była lektura "Lenin Rediscovered" Larsa T. Liha.

Lih dowodzi, że "klasyczne" odczytanie "Co robić?" jako manifestu awangardowej partyjnej elity w oderwaniu od masowej samoorganizacji jest wynikiem błędnych tłumaczeń i braku znajomości kontekstu międzynarodowego, w jakim Lenin pisał swój tekst.

Lih pokazuje, że Lenin traktował pracowników jako aktywnych, ciekawych i zdolnych do samodzielnego działania. Książka Liha sięga do korzeni debaty, w której łączą się doświadczenia niemieckiej socjaldemokracji z ruchem rosyjskim, pokazując, że Lenin pisał i działał z pozycji przekonania o ścisłej współzależności i wzajemnym uzupełnianiu się naukowego socjalizmu i ruchu pracowniczego.

Lih wskazuje, że "Co robić?", które powstało w tzw. „okresie Iskry” (1900–1901), było odpowiedzią na wewnątrzpartyjne spory, a nie manifestem "nowego typu partii". Jego zdaniem Lenin korzystał przede wszystkim z doświadczeń niemieckiej socjaldemokracji, zwłaszcza koncepcji Karola Kautsky’ego.

Centralna w analizie Liha jest krytyka mitu o elitarnym charakterze bolszewizmu. Lih pokazuje, że fragmenty, które zbudowały ten mit miały charakter polemiczny. Lenin beształ przeciwników politycznych, "anarchistów" i „ekonomistów”, a nie sam ruch pracowniczy, podkreślając raczej jego potencjał i entuzjazm.

Według sporej części w większości doszczętnie nudnej literatury socjalistycznej (serio, masa tej bibuły jest potwornie przegadana i czyta się jak gdyby oglądało się mur z cegieł z napisem "postęp") Lenin jest autorem koncepcji "partii nowego typu". Partia ta miała być hiperzdyscyplinowana i scentralizowana. Lih pokazuje, że taki obraz wywodzi się z późniejszych komentarzy i przekładów, a sam Lenin postulował stworzenie czegoś w rodzaju sieci komórek dzielących się wiedzą teoretyczną i praktyczną.

Lih podkreśla ciągłość między naukową analizą kapitalizmu (teoretykami) a walką ekonomiczną pracowników – te dwie sfery miały się wzajemnie napędzać. Dlatego partia Lenina miała być miejscem spotkania obydwu grup, a nie elitarnym sztabem planistów i charyzmatycznych wodzirejów rewolucji.

Oczywiście nie twierdzę, że Lih całkowicie rozgrzesza Lenina z wszystkich przypałowych rzeczy. Dyktatura proletariatu szybko przerodziła się w aparat represji, kontrolowany przez biurokrację partyjną. Już w 1918 roku Róża Luksemburg ostrzegała przed ryzykiem biurokratyzacji, zauważając, że absolutyzm „aparatów państwowych” stanowi zagrożenie dla rewolucyjnych celów pracowników. Czytając teksty Lenina, szczególnie te późniejsze trudno też oprzeć się wrażeniu, że Lenin bardzo swobodnie poczynał sobie z teorią marksistowską w celu legitymizowania własnych dążeń i w celach polemicznych.

Postać Lenina pokazuje głębokie napięcia między idami demokracji pracowniczej a praktyką polityczną. Na jej tle można też pokazać spory o cele i metody rewolucji. Moje wnioski nt. Lenina nie są jakoś szczególnie głębokie, ani odkrywcze. Nie stawiajmy mu pomników, na pewno. Nie był i nie powinien być dla nikogo żadnym bóstwem. Spora część jego praktyki i teorii tej praktyki była sztukowana na bieżąco i czasami mocno naciągana.

Lenina warto czytać choćby po to, by zrozumieć, jak rodziły się i ewoluowały kluczowe koncepcje rewolucyjne XX wieku. Przez pryzmat „Co robić?” (w kontekście!) można dostrzec, że Lenin nie wymyślał od zera nowej religii politycznej, lecz starał się połączyć doświadczenia niemieckiej socjaldemokracji z żywiołowością rosyjskich pracowników.

To cenna lekcja o dynamice rewolucji, o zależności idei od kontekstu historycznego i o tym, jak wielkie plany mogą zderzać się z twardą codziennością.

Nie będę kłamał, sam nie bardzo rozumiem potrzebę bycia fanem. Paraspołeczne relacje z osobami twórczymi przeżywam jako podziw dla konkretnych rzeczy, które te osoby zrobiły, nic więcej. Może brakuje mi genu sentymentalizmu, ale jeśli potrzebujecie być fanami, bądźcie fanami, nie wiem, jakichś postaci z komiksów albo powieści science-fiction może? Serio, żadna książka, nie ważne jak bardzo przełomowa, nie usprawiedliwia kultu. Nie stawiajmy Lenina i jego tekstów na piedestale. Traktujmy je raczej jak laboratorium myśli – miejsce, gdzie można eksperymentować, porównywać, wyciągać wnioski i formułować własne hipotezy o tym, czym jest władza, rewolucja i solidarność. To właśnie w napięciu między podziwem dla błyskotliwej argumentacji a świadomością konsekwencji politycznych jego projektów kryje się prawdziwa wartość tej lektury.

155 lat od jego urodzin pamiętajmy, że historia myśli politycznej nie polega na wykuwaniu ludzi z kamienia. "Lenin Rediscovered" Larsa T. Liha to dowód, że nawet najbardziej znane teksty można czytać na nowo – bez klękania przed pomnikami, ale z otwartymi umysłami i zdrową dozą sceptycyzmu.


Posted on: 2025-04-22



Post 11. Moralizatorstwo gnijącej Europy. Kilka słów o neoidealizmie.

Instytut Macdonalda-Lauriera, noszący imiona prominentnych rasistów i kolonizatorów, należy do czołowych dostarczycieli intelektualnego zaplecza dla imperialistycznej polityki. Zapoznałem się z opracowaniem „Neo-Idealism: Grand Strategy for the Future of the Transatlantic Community” autorstwa Benjamina Tallisa, opublikowanym przez tę instytucję. Przyznaję, że nieraz natrząsałem się z autora, a lektura jego pracy nie poprawiła mojej opinii o nim..

„Neoidealizm” Tallisa przedstawia się jako nowatorskie, moralno-strategiczne ramy dla „wspólnoty transatlantyckiej” (czytaj: NATO i UE), lecz w istocie jest desperackim manewrem ideologicznym upadającego bloku imperialistycznego. Jego fetyszyzacja „wartości liberalnej demokracji” jako podstawy geopolityki służy tu maskowaniu rzeczywistych interesów elit. Retoryka „prymatu wartości” to oczywiście żadne zerwanie z realizmem – to jedynie nowy język uzasadniania imperialnego status quo. Gdy Tallis mówi o „wolnych społeczeństwach”, udaje, że „wspólnota transatlantycka” nie odpowiada za narzucanie globalnemu Południu neoliberalizmu poprzez instytucje finansowe, zamachy stanu i zniewolenie długiem. Nikt poważny (ani Tallisa, ani Anne Applebaum, ani Kaja Kallas, ani Radosław Sikorski nie są poważnymi ludźmi) nie traktuje dziś poważnie twierdzeń, jakoby ta „wspólnota” pielęgnowała demokrację we własnych granicach.

W Polsce demokracja przechodzi proces kontrolowanej dekompozycji. Elity polityczne PO-PiSu z przystawkami budują system hybrydowy – formalnie pluralistyczny, w praktyce oparty na przejmowaniu instytucji, nagonkach na opozycję i mniejszości, oraz instrumentalizacji prawa. "Reformy" Ziobry, "lex Tusk" czy zaostrzenie prawa aborcyjnego pokazują, że celem nie jest autorytaryzm w stylu XX-wiecznym, lecz systemowa dominacja bez całkowitego niszczenia fasady demokratycznej. Paradoksalnie, to właśnie ta fasada pozwala władzy utrzymywać międzynarodową legitymizację.

W Niemczech kryzys ma charakter milczącej erozji. Społeczeństwo, zmęczone dekadami polityki "braku alternatywy" (Alternativlosigkeit), traci zaufanie do establishmentu CDU-SPD. Wzrost poparcia dla AfD to symptom bankructwa niemieckiego modelu, który nie potrafi odpowiedzieć na nierówności pogłębione przez reformy Schrödera ani na frustracje wschodnich landów. Koalicje "świateł drogowych" podobnie jak polska koalicja rządząca przypominają próby gaszenia pożaru butelką wody – wszędzie brakuje wizji wykraczającej poza zarządzanie kryzysami.

Francja to przykład demokracji w stanie przedzawałowym. System V Republiki, zaprojektowany dla stabilizacji, dziś produkuje permanentny stan wyjątkowy – od żółtych kamizelek po protesty przeciwko reformie emerytalnej.

We Włoszech demokracja stała się laboratorium postpolityki. Kolejne rządy – od technokratów Montiego po prawicową Meloni – udowadniają, że włoski system to maszyna do produkcji tymczasowych konfiguracji bez zdolności do reform. Wzrost FDI (Fratelli d'Italia) to efekt pustki po upadku partii masowych.

Wspólny mianownik? Klasy polityczne w Polsce, Niemczech Francji i we Włoszech przypominają lekarzy, którzy nie potrafią zdiagnozować choroby, więc leczą objawy. Neoliberalna Europa stworzyła system, w którym demokracja ogranicza się do rytualnej rywalizacji bez wpływu na gospodarkę. Gdy partie głównego nurtu stają się menedżerami status quo, ich elektorat ucieka albo w populizm, albo w apatię. Niestety także w Polsce lewica po wybiciu się na niezależność rzadko wychodzi z inicjatywami wykraczającymi poza intencję lepszego zarządzania. Bez radykalnej redefinicji demokracji – która musi oznaczać społeczną kontrolę nad kapitałem – kryzys będzie się tylko pogłębiał. Europa albo stanie się prawdziwie demokratyczna albo będzie nadal gnić. Pomysły w rodzaju "neoidealizmu" na nic się nie zdarzą.

Tallis ubolewa nad „strategicznymi deficytami” Niemiec i Kanady, przedstawiając ich niechęć do ślepego podporządkowania się hegemonii USA jako porażkę. Nie dostrzega przy tym, że „rozłam” Niemiec nie wynika z nieudolności, lecz ze sprzeczności interesów różnych frakcji niemieckiego kapitału.

"Osiem filarów neoidealizmu" Tallisa to nie postępowa wizja, lecz projekt zaostrzonej imperialistycznej dyscypliny. To toksyczna rekonfiguracja zmilitaryzowanego neoliberalizmu. Kiedy Tallis ostrzega przed „wewnętrznymi słabościami”, które mogliby wykorzystać przeciwnicy, w istocie mówi o klasowym oporze i lewicowym sprzeciwie. Jego rozwiązanie? Nie materialne ustępstwa, lecz ideologiczna indoktrynacja i policyjna konsolidacja. Wezwanie do „lepszej kultury strategicznej” to nic innego jak apel o zintensyfikowanie propagandy, by społeczeństwa bezkrytycznie zaakceptowały imperialne cele.

Koncept „siły drużynowej” demaskuje prawdziwe oblicze neoidealizmu: to próba zdyscyplinowania rywalizujących frakcji burżuazji (niemieckich przemysłowców, francuskich gaullistów) w jednolity front przeciwko Globalnemu Południu i wschodzącym mocarstwom. To nie idealizm – to brutalny realizm upadającej hegemonii.

Projekt Tallisa, przybrany w „moralny” sztafaż, to nie wizja przyszłości, lecz nowe opakowanie dla agonii starego porządku. Prawdziwy internacjonalizm to walka klasowa przeciw imperialistycznej wojnie, solidarność z ruchami antykolonialnymi i budowa socjalizmu – nie odświeżanie burżuazyjnych frazesów. Neoidealizm to nie strategia na przyszłość – to requiem dla umierającego imperium.

Posted on: 2025-04-21

Post 10. Szela Inc. - "Żniwa Molocha" (recenzja)

Płyta (egzemplarz 7 z 23) zaczyna się dźwiękiem kosy. To nie sample, to manifest. Pierwszy cios w maszynę. "Żniwa Molocha" to cybernetyczna żakeria przeciwko władzy algorytmów. Szela Inc. (Korporacja Szela) wysadza tory muzyki. Ich utwory to pole bitwy między krwawiącym rewolucyjnym futurystycznym folkiem, a zimną illbientową elektroniką biurowych klitek.

Strona pierwsza - "Poczerniałe bruzdy".

"The Serf OS" zaczyna się od zniekształconego chóru, który mógłby śpiewać w bułgarskiej chacie 200 lat temu, gdyby nie to, ze jego głosy są przetwarzane przez koronkowo modulowany bitcrusher i pogłos zmieniający parametry z każdym ułamkiem sekundy. Rytm przypomina to stukot maszyn rolniczych, to zniekształcony dźwięk giełdy papierów wartościowych.

"Spal silikonowych panów" to hymn bez melodii rodem z karczmy-pixelblaze, w której wieśniacka furia łączy się z algorytmicznym chłodem. Syntezatory warczą jakby były zarazem głodne i wściekłe, a basowe częstotliwości orzą jak gdyby szykowały ziemię pod wirtualny zasiew. To nie industrial - to agrarny noise, dźwięk buntu zapisany w języku rodem z cyfrowego grymuaru, z którego przywołasz zdekompilowanego ducha Jakuba Szeli z towarzystwem botów-furii strajkujących w chmurze.

Strona druga - "Drukarka cyfrowa"

"Error 1648 (Guru meditation)" to dronowy tren, w którym archaiczne dzwony kościelne mieszają się z sygnałami błędów z maszyn, których przeznaczenie budzi grozę. Muzyka przywołuje krwawy bunt przeciwko technofeudalnej opresji. Chłopi mają co prawda zablokowane konta, ale zanim znikną z timeline'ów, wywołali niejeden incydent.

"Jesień algorytmów" to finał, ale bez rozwiązania. Sample układają się w modlitwy do zdezintegrowanych świętych. To "Pieśń ziemi naszej" epoki, w której miliardy internetowych parobków urabiają metadane po kilkanaście godzin w pracy i po pracy.

"Żniwa Molocha" to nie retrofuturyzm bo nie ma w nich krzty nostalgii. To muzyka, która wie, że postęp rośnie na kościach. Hakowanie mitu, ale kosą. Dźwięki Korporacji Szela to folktroniczne świadectwo epoki w której zmęczenie zmęczeniem przebodźcowaniem skutkuje próbą zakodowania muzyczno-tekstowej choroby prionowej i podania jej systemowi. Solidne af.

Posted on: 2025-04-20

Post. 9. Granice sarkazmu. Shitposting i odwaga do powagi.

Pod koniec XX wieku neoliberalizm ogłosił 'koniec historii', a lewica – po porażkach tzw. realnego socjalizmu i rozpadzie ruchów pracowniczych – pogrążyła się w głębokim kryzysie tożsamości. W tej próżni ironia stała się bezpieczną, domyślną formą sprzeciwu: pozwala krytykować system bez narażania się na zarzuty naiwności czy 'utopizmu'. Sarkazm stał się bronią przegranych – sposobem na zachowanie intelektualnej godności w świecie, który ogłosił, że nie ma alternatywy dla kapitalizmu.

Trudno wskazać wyczerpującą listę źródeł ironicznego przełomu w języku i myśleniu lewicy. Z pewnością istotną rolę odegrał tu postmodernizm, ze swoją nieufnością wobec 'wielkich narracji'. Lewica, zamiast budować własną wizję przyszłości, coraz częściej ograniczała się do demaskowania, które przecież jest zaledwie pierwszym krokiem myślenia. Kluczowe znaczenie dla ukształtowania epoki ironii miała również kultura internetowa – najpierw fora, a później media społecznościowe, które wyniosły sarkazm do rangi waluty. Ironia stała się sposobem na zdystansowanie się od rzeczywistości i uniknięcie zaangażowania.

W świecie, w którym każdy akt zaangażowania może w ciągu sekund zostać wyśmiany, zironizowany lub sprowadzony do kolejnego formatu do wypełnienia nieskończonego scrolla (memy), powaga stała się towarem deficytowym. Algorytmy promują to, co wywołuje natychmiastową reakcję: sarkazm, kontrowersję, mechanicznie wywoływane emocje. Nie trzeba nawet posiadać dużego profilu w mediach społecznościowych, by wokół osoby czy organizacji wyrosła sieć kont, których jedynym zadaniem jest ironiczne komentowanie, parodiowanie i robienie min. W rezultacie lewicowi aktywiści często stają przed wyborem posługiwać się ironią, która nikogo nie zrani, ale i niczego nie zmieni – albo ryzykować, że ich szczerość zostanie odebrana jako 'nietrafiony ton' i pozbawiona zasięgu.

„Tymczasem zaangażowanie wymaga czegoś, co współczesna kultura cyfrowa systematycznie osłabia: zdolności do utrzymania uwagi i gotowości do konsekwentnego działania. W świecie, w którym każdy problem musi zmieścić się w 280 znakach, a reakcje na kryzysy trwają krócej niż cykl trendów na tym, czy innym portalu społecznościowym, głęboka praca polityczna wydaje się anachronizmem. Ironia staje się nie tylko stylem komunikacji, ale mechanizmem obronnym – pozwala uczestniczyć w debacie bez zaangażowania i bez realnego ryzyka. Można krytykować wszystko, nie proponując niczego. Można żartować z władzy, nie naruszając jej rzeczywistych struktur. W ten sposób internetowa lewica często przypomina kabaretowego satyryka.

Oprócz postmodernizmu i internetu, wśród źródeł epoki shitpostingu należy wskazać także głęboką instytucjonalną bezradność lewicy. Związki zawodowe i partie lewicowe utraciły realny wpływ, a protesty uliczne raz za razem okazywały się nieskuteczne. Sarkazm stał się substytutem działania. Łatwiej żartować z porażek, niż zmierzyć się z ich przyczynami.


Pułapka krytycznego dystansu

„Nawet jeśli – choć to wątpliwe – ironia i szyderstwo początkowo skutecznie chroniły przed frustracją, to szybko przerodziły się w samozadowolenie z własnej przenikliwości. Tymczasem rozpoznanie sprzeczności systemu to tylko część świadomości klasowej. Bez woli walki o realną zmianę staje się ono jedynie fetyszem i narzędziem do budowania poczucia wyższości, mefedronem dla mas. W efekcie powstała kultura, w której poważne zaangażowanie uznaje się za naiwność, cynizm za oznakę inteligencji („oranie”), a dyskusja sprowadza się do rywalizacji o najbardziej zjadliwy komentarz.

Ruch socjalistyczny wciąż deklaruje chęć radykalnej zmiany świata, lecz coraz częściej jego domyślnym językiem stają się ironia i cynizm – intelektualne tiki, które zamiast wzmacniać opór, pogłębiają poczucie bezradności. Sarkazm potrafi demaskować absurdy systemu, ale gdy staje się główną formą politycznej ekspresji, zamienia walkę polityczną w spektakl dla wtajemniczonych. Kapitalizm świetnie radzi sobie z szyderą: potrafi ją rozbroić, przetworzyć na towar i sprzedać z powrotem, skutecznie neutralizując jej krytyczny potencjał. Nie istnieje taka liczba sarkastycznych tweetów, której system nie byłby w stanie przetrwać.

Kapitalizm – system oparty na przymusie, a zasłaniający się frazesami o wolności – jest absurdalny. Ironia potrafi to świetnie obnażyć: rozbraja propagandę, demaskuje hipokryzję, a nawet przynosi chwilowe wytchnienie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy sarkazm staje się alibi dla bezczynności – gdy zamiast organizować gniew, przekształca go w intelektualną rozrywkę. Czy można obalić system, nie wierząc ani w możliwość zmiany, ani w tych, którzy mieliby jej dokonać? Lewicowy dyskurs coraz częściej przypomina monolog rozczarowanego obserwatora, który woli drwić z ‘fałszywej świadomości’ mas, niż z nimi rozmawiać. A przecież kapitalizm nie runie tylko dlatego, że udało nam się go dowcipnie opisać.

Lewica, która udaje, że nie jest lewicą

Problemem staje się nie tylko cynizm, lecz także niechęć do jasnych deklaracji. Zamiast mówić wprost o konieczności obalenia kapitalizmu, część lewicowych komentatorów, a nawet całe formacje polityczne wolą 'bić wokół krzaka' i przemycać swoje postulaty w zawoalowanej formie. Obawiają się, że zbyt stanowcze słowa o klasie, wyzysku czy własności środków produkcji odstraszą ‘umiarkowanych’. Tymczasem polityka, która ukrywa swoje cele, nie mobilizuje – ona męczy. I, mówiąc szczerze, zwyczajnie nudzi. Czas, uwaga i inne zasoby poznawcze są zbyt cenne, by marnować je na gesty, które sprowadzają się do pokazywania języka. Centrystyczna retoryka nie buduje poparcia, lecz tylko pogłębia dezorientację. Ruch, który wstydzi się swojej tożsamości, sam siebie rozbraja.

Socjalizm nie stanie się bardziej strawny, jeśli opakujemy go w język konsultingu!

Siła tego, czego system nie może przełknąć

Ironia bywa skuteczna, ale jej skuteczność jest bardzo ograniczona. Gdy staje się domyślną formą myślenia zamienia bunt w towar, krytykę w content, a rewolucyjny etos w estetykę ("tożsamość towarowa subkultur odzieżowych"). Sarkazm, zamiast ranić system, często zaczyna go zasilać – jako kolejny produkt w ekonomii uwagi. Shitposting, który może nawet chciał być ciosem w neoliberalny absurd, coraz częściej okazuje się tylko retoryczną siłownią dla tych, którzy wolą prężyć swoje intelektualne muskuły, niż wziąć odpowiedzialność za zmianę. W najlepszym razie to pozór sprawczości – w najgorszym: elegancka forma kapitulacji, która pozwala zachować twarz, nawet jeśli już dawno straciło się wolę od walki, nie mówiąc już o wierze w zwycięstwo.

Lewica coraz częściej zamyka się w bańce wtajemniczonych, rozumiejących jej nawiązania i kod kulturowy ("lore"), traktując politykę jako intelektualną grę. Największym zagrożeniem płynącym z tej postawy nie jest nawet samo zamykanie się w elitarnym dyskursie, lecz paraliż woli zmiany. Gdy każda poważna propozycja zostaje natychmiast rozbrojona ironicznym komentarzem, a perspektywa transformacji społecznej uznana za naiwną utopię, jedynym logicznym wnioskiem staje się rezygnacja. Nie oszukujmy się, nie dokonamy przełomu inaczej, niż łącząc trzeźwą analizę, i odwagę mówienia prawdy z niezachwianą wiarą w możliwość zmiany. Prawdziwie rewolucyjna komunikacja nie może poprzestawać na demaskowaniu sprzeczności systemu – musi wskazywać konkretne drogi wyjścia i mobilizować do kolektywnego działania.

Nie zalecam odrzucenia ironii i sarkazmu w całości – śmiech może być narzędziem oporu, lecz drwina nie może stać się jedyną formą walki ani uniwersalną odpowiedzią na każdą niesprawiedliwość. Gdy lewica redukuje się do roli loży szyderców, traci zdolność realnego kwestionowania władzy. Jesteśmy przebodźcowani, ewolucja nie przygotowała nas do nieskończonej ilości informacji i kodów, ale nie dajmy sobie wmówić, że powaga jest nudna, a prostolinijność – trywialna. Mówienie prawdy jest czymś potężnym i niebezpiecznym, bez lukru i bez autocenzury. W połączeniu z konsekwentnym budowaniem struktur i infrastruktury oporu oraz w niezachwianym przekonaniem, że inny świat jest możliwy do wywalczenia otwierają ścieżkę do wynalezienia na nowo przyszłości, która nie będzie katastrofą.

Shitposterzy jedynie szydzili z systemu, idzie jednak o to, by go zmienić. Kluczowe jest przejście od krytyki jako intelektualnej rozrywki do krytyki jako praktyki zmiany. Socjalizm nie może być jedynie estetycznym gestem czy ironicznym komentarzem na marginesie systemu - to konkretny projekt przejęcia władzy i przebudowy stosunków społecznych. Ogromne zadanie, ale jeśli wyszliśmy z feudalizmu, dlaczego nie mielibyśmy wyjść z kapitalizmu? Prawdziwie rewolucyjna polityka nie kończy się na słowach; wymaga organizacji mas, i cierpliwej budowy instytucji klasy pracującej i nieustępliwej walki o realną władzę ekonomiczną i polityczną.

Wyjście z pułapki wiecznego ironizowania wymaga politycznej dojrzałości i odwagi do konsekwentnej powagi. Humor i sarkazmu mogą nadal pełnić rolę demaskatorską i integrującą. Ale muszą przestać być alibi dla bezsilności, a stać się jednym z wielu narzędzi wzmacniających wolę działania.

Posted on: 2025-04-17

Post. 8. Czy Rosja jest imperialistyczna?

W potocznym, medialnym rozumieniu imperializm oznacza agresywną ekspansję – politykę siły, zaborczości, dominacji. Dla wielu myślicielek i myślicieli marksistowskich to jednak coś więcej: nie "wybryk" polityczny, lecz konsekwencja rozwoju kapitalizmu. Z tej fundamentalnej różnicy wynika częste rozmijanie się w dyskusjach na temat współczesnych przejawów imperializmu – a zwłaszcza w ocenie miejsca, jakie zajmuje w tym pejzażu dzisiejsza Rosja. Czy rzeczywiście można ją uznać za państwo imperialistyczne?
Z perspektywy liberalnej, imperializm to dążenie do poszerzania stref wpływów za pomocą środków militarnych, gospodarczych oraz politycznych. Klasycznym wzorcem tej logiki pozostaje kolonializm XIX wieku – epoka, w której europejskie potęgi podporządkowywały sobie odległe terytoria, eksploatując ich zasoby i ludność. Choć formalny system kolonialny upadł, mechanizmy dominacji przetrwały – dziś występują w subtelniejszej, choć nie mniej skutecznej formie.
W tym sensie Rosja zdaje się idealnie wpisywać w schemat. Aneksja Krymu w 2014 roku, wojna w Ukrainie, zaangażowanie militarne w Syrii czy Afryce – to nie odosobnione epizody, lecz przejawy systemowej strategii ekspansji. Do tego dochodzą narzędzia ekonomicznego uzależnienia: kontrola dostaw energii, uzależniające kredyty, które z czasem przeradzają się w instrumenty politycznego nacisku. Warto przypomnieć, że Federacja Rosyjska odziedziczyła po ZSRR portfel wierzytelności opiewający na 145 miliardów dolarów – rozciągający się od Kuby po Wietnam, od Indii po Syrię. W liberalnym ujęciu taka mieszanka agresji militarnej i presji ekonomicznej to esencja współczesnego imperializmu.
Marksistowska teoria imperializmu opisuje imperializm jako zjawisko o konkretnych historycznych przyczynach i nie szuka jego źródeł w złych intencjach czy moralnej degeneracji. W tym ujęciu imperializm to  strukturalna konsekwencja rozwoju kapitalizmu na jego zaawansowanym etapie. To moment, w którym dominację przejmują monopole, kapitał finansowy, a ekspansja kapitału – bardziej niż towarów – staje się podstawowym mechanizmem reprodukcji systemu. Militaryzm pełni w tej logice rolę służebną: ochrania interesy oligarchii finansowej.
Czy Rosja pasuje do tej definicji? Wielu lewicowych komentatorów wciąż niechętnie posługuje się wobec niej terminem „imperialistyczna”, a niektórzy wręcz go odrzucają. Jednak jeśli spojrzymy chłodno, analitycznie – ich opór okazuje się nieprzekonujący. Mimo że rosyjska gospodarka jest relatywnie słabsza niż amerykańska to skala i logika jej działania noszą wyraźne cechy imperializmu. Giganci tacy jak Gazprom czy Rosnieft funkcjonują jak państwowe monopole – eksportując kapitał i budując zależność peryferii od centrum. Rosyjscy oligarchowie, choć formalnie podporządkowani Kremlowi, stanowią pasożytniczą elitę czerpiącą zyski z wyzysku – zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego.
Wojny prowadzone przez Rosję nie są więc jedynie wyrazem jej agresywnej "natury", ani nie są jakimś metafizycznym "źródłem zachowania" – są politycznym przejawem logiki akumulacji kapitału w warunkach kryzysu. Są wynikiem zderzenia politycznych ambicji z gospodarczym przymusem ekspansji. Odrzucenie moralizatorskiej, a niekiedy wręcz orientalizującej ("Rosja nigdy nie była Europą") narracji liberalnej pozwala dostrzec w tych działaniach coś więcej niż „zło” – dostrzec ich systemowe źródła.
Czy to oznacza, że Rosja jest tak samo imperialistyczna jak Stany Zjednoczone? Nie do końca. USA to centrum globalnego kapitalizmu – technologicznie zaawansowane, finansowo hegemoniczne. Rosja natomiast to potęga drugiego rzędu, ale to nie przekreśla jej aspiracji i praktyk imperialnych. Podobnie nietrudno zauważyć tendencję do bagatelizowania kompetencji Rosji w zakresie "wytwarzania zgody" na wojnę. Rosja stosuje te same techniki co USA – choć z mniejszą skutecznością i na bardziej ograniczoną skalę.
Spór o to, czy Rosję można nazwać imperialistyczną, nie jest akademicką ciekawostką. Ma on realne implikacje polityczne. Część lewicy – zwłaszcza na Zachodzie – widzi w Moskwie siłę antyhegemoniczną, przeciwwagę dla dominacji USA. To jednak błąd: Rosja nie jest alternatywą dla imperializmu, lecz jego wariantem. Jej działania w Ukrainie, Gruzji czy Afryce pokazują, że korzysta z tych samych instrumentów dominacji co zachodnie mocarstwa – choć czyni to mniej sprawnie.
Rosja jest państwem imperialistycznym – zarówno według liberalnych, jak i marksistowskich kryteriów. W ujęciu liberalnym to państwo ekspansywne, militarne, zaborcze. W marksistowskim – struktura zdominowana przez monopole, oligarchię i kapitał eksportowy. Różnice dotyczą jedynie stopnia i skuteczności. W globalnym świecie rywalizacji i przemocy Rosja pozostaje graczem drugiej ligi – lecz gra według tych samych brutalnych zasad, co liderzy.

Posted on: 2025-04-07

Post. 7. Od społeczeństwa dobrobytu do społeczeństwa bunkru.

Huzarów śmierci nigdy nie kochałem,
Ani moździerzy o wdzięcznych imionach,
Więc gdy się wielkie dni zbliżały do nas,
Nie czyniąc szumu prędko wyjechałem.
(Hugo Ball)

Od kilku lat Europa znów żyje w cieniu wojny. Polska kupuje czołgi i systemy rakietowe, Francja i Niemcy – te gospodarcze lokomotywy Unii Europejskiej – zwiększają wydatki na zbrojenia, porzucając nawet doktryny "fiskalnej odpowiedzialności". Nikt już nawet nie udaje, że państwo nie ma własnych pieniędzy, ale nie myślcie, że państwo ma je dla Was.

W mediach zamiast rzeczowej debaty o celach i kosztach militaryzacji dominuje wojenna panika. Podczas gdy każda złotówka i euro wydane na system opieki medycznej, edukację czy pomoc społeczną są skrupulatnie analizowane i przedstawiane jako "niepotrzebne obciążenie budżetu", na wojsko pieniądze płyną szerokim strumieniem. 

Militaryzacja nie podlega bowiem potocznej w liberalnych "demokracjach" logice zaciskania pasa – odbywa się w atmosferze społecznego przyzwolenia, bez podstawowych pytań: kto faktycznie czerpie zyski z tego wyścigu zbrojeń? Jakie będą długofalowe konsekwencje tej polityki dla naszego bezpieczeństwa i dobrobytu?

Dla elit wojna i strach przed wojną to przede wszystkim biznes. Nasz strach i poczucie zagrożenia skutecznie przekuwają na zyski akcjonariusze koncernów zbrojeniowych: niemieckiego Rheinmetall, amerykańskiego Lockheeda Martina, brytyjskiego BAE Systems i dziesiątek innych "graczy". Ich fabryki pracują pełną parą, a notowania giełdowe biją rekordy za każdym razem, gdy gdzieś na świecie wybucha kolejny kryzys dyplomatyczny lub ktoś zaczyna strzelać.

Ale to nie wszystko. Militaryzacja to także potężny mechanizm redystrybucji środków publicznych – miliardy z są transferowane do kieszeni wąskiej grupy dostawców broni, podczas gdy szpitale, szkoły i transport publiczny walczą o przetrwanie. 

Wojna i groźba wojny to nie tylko realne zagrożenia polityczne. To także wyjątkowo skuteczne narzędzia zarządzania społeczeństwem. Strach przed zewnętrznym wrogiem: 
- Usprawiedliwia utrzymywanie niskich wydatków socjalnych ("Nie stać nas na podwyżki dla nauczycieli, bo musimy kupić czołgi"),
- Legitymizuje ograniczanie praw pracowniczych ("W czasach zagrożenia musimy być konkurencyjni"),
- Poszerza uprawnienia służb kosztem wolności obywatelskich,
- Pozwala wycofywać się z międzynarodowych zobowiązań humanitarnych.

Polska już w 2022 roku, pod pretekstem "zagrożenia" (głodni ludzie), zawiesiła prawo do ubiegania się o azyl na granicy z Białorusią, a ostatnio władza, ówczesna "demokratyczna opozycja", przyklepała to zawieszenie ustawą. I nikt nawet nie ubolewa nad praworządnością. Teraz dyskutuje się o wycofaniu Polski z Konwencji Ottawskiej o zakazie min przeciwpiechotnych – wszystko w imię "elastyczności obronnej".

Tymczasem ta polityka ma konkretne, negatywne konsekwencje:
1. Odciąga zasoby od walki z kryzysem klimatycznym – podczas gdy potrzebujemy miliardów na transformację energetyczną, rządy przeznaczają je na broń,
2. Pogłębia nierówności społeczne – bo kto zapłaci za ten wyścig zbrojeń? Średnia i niższa klasa, oczywiście,
3. Przyspiesza degradację systemu opieki zdrowotnej – w Polsce już dziś brakuje lekarzy, a pieniądze idą na zakup dronów,
4. Utrwala toksyczną politykę wiecznego konfliktu – zamiast szukać rozwiązań dyplomatycznych, inwestujemy w eskalację,
5. Jest młynem na wodę dla prawicowej ekstremy, która w wielu państwach Europy jest coraz to bliżej realnej władzy.

Czy jest alternatywa? W obliczu przyspieszającego uwiądu pozycji USA w Europie i trudnej do oszacowania siły Rosji w stosunku do jej zapędów trudno sobie wyobrazić szybką i głęboką demilitaryzację Polski i Europy. Ale to nie znaczy, że nie ma alternatywy dla obecnego przyspieszenia wojennego bicia piany i bicia monet na potrzeby wydatków na broń. Lewica nie jest skazana na przytakiwanie militaryzmowi!

Europa nie stanie się bezpieczniejsza przez kolejne kontrakty zbrojeniowe. Bezpieczeństwo buduje się poprzez sprawiedliwość społeczną, niezależną dyplomację. Militarystyczna spirala służy wyłącznie wąskiej grupie interesów. Dobrym punktem wyjścia dla dyskusji są pytania o przejrzystość w zamówieniach wojskowych (Kto podejmuje decyzje i z jakich powodów?), publiczna debata o prawdziwych potrzebach obronnych (zamiast ślepego naśladowania amerykańskiej agendy) i połączenie postulatów bezpieczeństwa z socjalnymi, a przede wszystkim trzeźwa ocena zagrożeń.

Militaryzm jest dla elit politycznych ścieżką ucieczki od polityki. Gdy brakuje wizji rozwiązania kryzysów społecznych, gospodarczych czy ekologicznych, rządzący sięgają po prosty schemat zastąpienia społeczeństwo dobrobytu projektem społeczeństwa twierdzy. Militaryzm jest wygodny dla elit, bo kolejne "historyczne" zakupy czołgów i armat łatwo wpisać w rubryczce "sukcesy", przynajmniej do momentu, gdy wojna naprawdę nie wybuchnie. Militaryzm ujednolica dyskurs — gdy wszyscy stają "murem za mundurem" nie ma miejsca na dyskusje o podatkach, nierównościach i prawach pracowniczych, nie mówiąc już o ekologii czy kryzysie legitymizacji władzy.

Europa po 1945 roku chciała być projektem pokojowej współpracy. Dziś coraz bardziej staje się zbiorem uzbrojonych po zęby państw policyjnych, w których prawa socjalne i polityczne są ograniczane pod pretekstem "obronności". Jestem jak najdalszy od widocznej gdzieniegdzie na lewicy poczciwej wiary w to, że putinowska Rosja została "sprowokowana" do inwazji na Ukrainę, ale za równie wielką naiwność uważam wiarę, że militaryzm nie jest dla polskich i europejskich elit wygodną ścieżką ucieczki od odpowiedzialności.

Posted on: 2025-04-02

Post. 6. Nie mówić po prostu "nie". Szkic próby wprowadzenia do "Wstępu" do "Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa" (notatka na spotkanie grupy czytelniczej).

Dziś spieranie się z Heglem to najczęściej wyraz nieszkodliwej ekscentryczności, forma performatywnej sztuki życia. Ale jeśli chcemy się nauczyć czegoś od Marksa, a szczególnie jeśli chcemy spróbować pozwolić mówić mu głosem możliwie bliskim temu, jakim naprawdę mówił, dobrze zajrzeć do "Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa". Odniesienia tego typu wydają się odległe, ale odległość od Hegla i Marksa wydaje się dużo większa niż jest naprawdę za sprawą zwielokrotnienia intensywności produkcji kultury przez technologię. Marks miał 13 lat, gdy Hegel umarł, a gdy umierał sam Marks cztery lata miał Albert Einstein. We wcześniejszych epokach byliby sobie i nam bardzo bliscy.

"Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa" to jedyny większy tekst Marksa poświęcony Heglowi. W jego czasach filozofia Hegla była oczywistym punktem odniesienia w debatach intelektualnych. Choć Marks krytykował Hegla, to z młodym Heglem, zafascynowanym ideałami Rewolucji Francuskiej, z pewnością łączyło go niemało.

W "Zasadach filozofii prawa" z 1821 roku Hegel przeciwstawiał liberalnym, indywidualistycznym teoriom społeczeństwa swoją koncepcję "etyczności" rozumianej jako obiektywna sieć relacji społecznych, które kształtują jednostkę. Państwo było dla niego najwyższą formą pojednania wolności jednostkowej z prawem. 

Hegel pozostawił po sobie tysiące stron notatek do wykładów, a jego system filozoficzny wywarł ogromny wpływ na Marksa i Engelsa. Lubię czasem myśleć o Marksie jako o bardziej konsekwentnym i nowoczesnym hegliście – takim, który nie stetryczał, jak sam Hegel. Marksowskie (wtórne) gesty odwracania, zrywania i krytyki mają w dużej mierze charakter retoryczny i służą odcięciu się od heglowskiej apologii państwa pruskiego. Konkretność, odejście od idealizmu i eliminacja romantycznej egzaltacji w języku pozwalają na bardziej solidne i systematyczne podejście do krytycznego myślenia. 

We "Wstępie" do "Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa" Marks podejmuje próbę krytyki heglowskiej filozofii prawa poprzez analizę społecznych i politycznych uwarunkowań Niemiec w XIX wieku. To właśnie z tego tekstu pochodzi jeden z jego najbardziej znanych bon motów: religia jako „opium ludu”. Dla Marksa religia była zarówno wyrazem rzeczywistej nędzy, jak i protestem przeciwko niej. Krytyka religii staje się więc warunkiem koniecznym dostrzeżenia rzeczywistych źródeł cierpienia i konieczności ich przezwyciężenia. 

Określenie „opium ludu” często czyta się dziś w duchu Nancy Reagan, jak wezwanie, by nie myśleć i "po prostu powiedzieć nie". Marks nie zachęca po prostu, by powiedzieć „nie”. Nazywa religię „westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata” i „duszą bezdusznych stosunków”. Historia powinna zastąpić prawdy nadprzyrodzone prawdą ziemską, ale krytyka religii powinna prowadzić do krytyki prawa, a ta z kolei do krytyki polityki.

Marks uważał, że Niemcy doświadczyły restauracji dawnych porządków bez wcześniejszej rewolucji z powodu swojego historycznego zapóźnienia. Niemiecki system polityczny był skostniały i niezdolny do samodzielnego przekształcenia. Społeczeństwo niemieckie dzieliło się na kasty, które wzajemnie się tłumiły, uniemożliwiając jakąkolwiek walkę o prawdziwą wolność. Władcy Niemiec utrzymywali swoją władzę, podtrzymując archaiczne struktury społeczne i dbając o ich reprodukcję.

W tym politycznym i społecznym impasie filozofia powinna analizować rzeczywiste warunki społeczne, jednak niemiecka filozofia prawa – na czele z Heglem – wyprodukowała jedynie abstrakcyjną interpretację i apologię nowoczesnego państwa.

Marks zastanawia się, czy możliwa jest w Niemczech rewolucja, która nie tylko pozwoli im dogonić nowoczesne kraje, ale wręcz od razu przenieść je na wyższy poziom rozwoju społecznego. Jako siłę zdolną do tak radykalnej zmiany wskazuje proletariat – klasę, która nie ma nic do stracenia i która, by się wyzwolić, musi zakwestionować cały istniejący porządek. Wyzwolenie proletariatu oznacza wyzwolenie całego społeczeństwa. 

Jeśli niemiecka rewolucja ma się udać, musi być gruntowna i powszechna – częściowa zmiana polityczna nie wystarczy. Konieczne jest całkowite zniesienie istniejących stosunków politycznych i społecznych. Zdaniem Marksa proletariat potrzebuje filozofii jako przewodnika, ale jednocześnie filozofia nie może się urzeczywistnić bez proletariatu. Proletariat uzbrojony w filozofię miał stać się siłą zdolną do obalenia starego świata i stworzenia nowego – świata, w którym człowiek będzie naprawdę wolny.

Niektórzy hegliści zarzucają Marksowi, że krytykował Hegla, ale nigdy nie rozliczył się jasno z tym, co mu zawdzięczał. Marek Siemek – heglista-marksista, który mnie samego wprowadził do filozofii – uważał "Przyczynek do krytyki..." za tekst niedialektyczny, a nawet nietranscendentalny. Zarzucał Marksowi, że pod wpływem Feuerbacha jedynie odwrócił podmiot i orzecznik, omijając sedno problemu – heglowską filozofię prawa, rozumianą jako „próbę ujęcia samej przedmiotowości społecznej jako takiej w jej całościowej strukturze”.

Siemek twierdził, że „dojrzały Marks” pozostał „więźniem” swojej nieudanej krytyki Hegla, przez co „nie mógł pozostawić swoim uczniom i następcom żadnych jasnych i jednoznacznych sformułowań dotyczących typowo heglowskich zagadnień teorii państwa, prawa i władzy politycznej”. Konsekwencją tego niespłaconego długu wobec Hegla było, według Siemka, poświęcenie „samej przedmiotowości społecznej” oraz „międzypodmiotowej przestrzeni racjonalnego dyskursu”, która ustąpiła miejsca wszechobecnej przemocy. 

Zdaniem Siemka, gdyby Marks spłacił swój dług wobec Hegla, marksizmowi łatwiej byłoby zmierzyć się z problemem władzy politycznej i jej roli w społeczeństwie i być może nie wydarzyłby się stalinizm.

Przeczytałem tekst Stalina o dialektyce i nie wydaje mi się, by Marks był w stanie Stalina uratować. Nie interesuje mnie też szczególnie kwestia wzajemnych długów filozofów wobec siebie, a już tym bardziej ich „spłacania”. To akademickie kwestie, czasem przydatne do zrobienia porządnego przypisu. Marks krytykował Hegla, ale przejął od niego więcej, niż chciał przyznać – zwłaszcza w kwestii rozumienia świadomości, która, podobnie jak wszystko w marksizmie, jest niezrozumiała poza społeczeństwem.

Heglowska krytyka uwikłania świadomości w struktury społeczne i marksowska krytyka ekonomii politycznej to tak naprawdę ten sam projekt. Hegel nie traktował myślenia jako narzędzia – dla niego było ono częścią rzeczywistości. Świadomość rzadko zdaje sobie sprawę z własnych uwarunkowań i nigdy w pełni ich nie obejmuje.

Marksowska krytyka religii, prawa i państwa to nie tylko rozpoznanie ich funkcji ideologicznych, ale także próba zrozumienia, że nie są one neutralnym odbiciem rzeczywistości, lecz jej aktywnym kształtowaniem. Ideologia nie jest jedynie „fałszywą świadomością” – pełni również funkcję organizującą rzeczywistość społeczną. Dzięki temu podwójnemu rozumieniu krytyki przestaje ona być jedynie przedrzeźnianiem systemu, a staje się przyczynkiem do jego opisu i zmiany.

Posted on: 2025-03-25

Post 5. Nie kłamać - wyzwania lewicy w kontekście ludobójstwa w Gazie i uporczywego trwania nierówności między Północą a Południem.

Dziś przeczytałem, że Izrael zabił jednego z moich ulubionych reporterów ze Strefy Gazy – dwudziestoczteroletniego Hosama Szabata.

Po raz pierwszy zwróciłem na niego uwagę, oglądając nagranie, w którym palestyńska dziewczynka mówiła mu, jak bardzo się cieszy, że go widzi, bo myślała, że stał się męczennikiem. Nie wiem, czy ta dziewczynka jeszcze żyje. Od tamtego czasu Izrael zabił bardzo dużo dzieci.

W minioną niedzielę uczestniczyłem w demonstracji solidarności z Palestyną w Krakowie. Miałem okazję wygłosić krótkie przemówienie, które rozpocząłem od historii innego młodego Palestyńczyka. Jadąc rowerem przez dzielnicę Al-Tufah w pobliżu miasta Gaza, znalazł on martwe niemowlę wyrzucone na ulicę falą uderzeniową po izraelskiej bombie.

Według ostrożnych szacunków palestyńskiego Ministerstwa Zdrowia, w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy takich "tragicznych przypadków", jak zwykły mówić o tych wydarzeniach korporacyjne media, było ponad 50 000. Tymczasem bardziej wiarygodne dane z magazynu The Lancet wskazują, że liczba ofiar izraelskiego ludobójstwa już dawno przekroczyła 200 000.

Podczas wystąpienia mówiłem o nierozerwalnych związkach między kapitalizmem, imperializmem i oporem wobec nich. System, który produkuje izraelską nekropolitykę, to ten sam system, który wyzyskuje pracowników, niszczy środowisko naturalne i utrwala patriarchalne struktury władzy.

Na demonstracji obecnych było pół tuzina organizacji politycznych. Sprawa palestyńska stanowi punkt przecięcia licznych wątków krytyki systemowej. Refleksja o Palestynie nieuchronnie prowadzi do pytania, w jaki sposób imperializm i kapitalizm kształtują rzeczywistość społeczną na wszystkich jej poziomach - prawda ta jest zawsze blisko, nawet jeśli nie zawsze oczywista, zasłonięta bezpośrednią przemocą.

Kapitalistyczna logika zysku, ze swymi nieodłącznymi kryzysami, produkuje nie tylko materialne odpady, ale i ludzkie tragedie. Nie zawsze przybiera to tak drastyczne formy jak w Strefie Gazy czy na Zachodnim Brzegu - wystarczy wspomnieć, że gdyby NFZ był finansowany na poziomie europejskiej średniej, w Polsce co roku umierałoby o 10 000 osób mniej.

Choć stosunkowo łatwo wyobrazić sobie poprawę funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej w Polsce, to już wykorzenienie systemowo wytwarzanej przemocy w skali globalnej wymagałoby fundamentalnej przemiany całego światowego porządku politycznego.

Przemoc imperialistyczna odgrywa kluczową rolę w utrwalaniu globalnego systemu wyzysku. Jak trafnie - być może niechcący - zauważył wiceprezydent USA w przemówieniu na forum bogatych nerdów, pierwotny zamysł globalizacji zakładał utrwalenie istniejącej hierarchii: państwa peryferyjne miały na zawsze pozostać na niższych szczeblach globalnych łańcuchów wartości.

Ta nierówna wymiana gospodarcza i polityczna między Globalną Północą a Południem stanowi fundament kapitalistycznego systemu wyzysku. Nic więc dziwnego, że Północ nieustannie rewitalizuje kolonialne narracje i zwalcza wszelkie próby ich dekonstrukcji podejmowane przez rdzenne społeczności. To dlatego korporacyjne media demonizują palestyński, jemeński, libański opór tak jak dawniej demonizowały opór kenijski czy południowoafrykański.

Imperialistyczna przemoc służy systematycznemu tłumieniu oporu przeciwko wyzyskowi. Gdy opór okazuje się skuteczny, kapitał zmuszony jest zmierzyć się z rzeczywistymi kosztami produkcji, co z kolei zaostrza i przyspiesza nadejście kryzysów systemowych. To dlatego system tak bardzo upiera się przy trwaniu projektów politycznych w rodzaju izraelskiego, czy południowoafrykańskiego apartheidu.

Globalny kapitalizm kreuje iluzję zunifikowanego systemu wymiany, rzekomo opartego na wspólnych regułach to kapitalizm rodem z książek Fernanda Braudela - w którym elity Globalnej Północy nieprzerwanie utrzymują dominującą pozycję ale dzieje się to dzięki wolnemu handlowi czy też międzynarodowemu ładowi opartemu na regułach. W tym narracyjnym konstrukcie niedolę Globalnego Południa przedstawia się jako wynik nieudanej implementacji kapitalizmu, podczas gdy bogactwo Północy ma rzekomo świadczyć o jego sukcesie.

Ta ideologiczna zasłona celowo pomija fakt, że sama nierówna wymiana oraz imperialistyczna przemoc stanowią nieusuwalne elementy kapitalistycznego systemu produkcji w jego obecnej formie.

Przezwyciężenie tej nierównowagi wymaga przezwyciężenia imperializmu. Oczekiwanie, że kapitalistyczne elity i ich państwa zaakceptują rozwiązania, które zagrożą ich zyskom jest naiwnością. Dla państw Południa kluczowe dla przezwyciężenia imperializmu jest, jak to ujęli towarzysze z Progressive International w analizie koncepcji Nowego Międzynarodowego Porządku Ekonomicznego (NIEO) dekolonizacja i suwerenność gospodarcza, w ramach której uniezależnią się technologicznie od Północy, odzyskają kontrolę nad finansami i zmobilizują swoje zasoby wokół dobrobytu społeczeństw i rozwoju poprzez ustanowienie polityki przemysłowej skoncentrowanej na tych celach z uwzględnieniem kwestii ekologii.

Lewica w naszej części świata nadal albo wprost wspiera imperializm, militaryzm i neoliberalizm, a jej wizje zielonej przyszłości nie zawierają niezbędnego komponentu dystrybutywnego w odniesieniu do gospodarki i polityki, albo nie wprost przez bicie naokoło krzaka w kwestii socjalizmu i potrzeby głębokiej systemowej zmiany, a nawet samego faktu istnienia antagonizmu klasowego. Samo kontrowanie prawicowych narracji, szczególnie jeśli ogranicza się do postulatów lepszego zarządzania tym samym systemem czy też dolania jakiejś ilości zasobów w tym, czy innym miejscu jest skazane na porażkę, co widać doskonale na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat w całej Europie.

Spora część tych problemów wynika z lęku przed wyalienowaniem klas pracujących. Prawicy udaje się skutecznie pokazywać, że solidarność z Południem to "wyższe podatki" a lewicy słabo wychodzi pokazywanie, że imperializm i kapitalizm krzywdzi pracowników na całym świecie. Skuteczne zaatakowanie kapitalizmu na Północy wymaga zaadresowania nierówności między Południem a Północą przy jednoczesnym powodzeniu demokratycznej i ekologicznej transformacji systemu "w domu".

Dla przezwyciężenia tego lęku kluczowe jest zrozumienie, że imperializm i kapitalizm NAPRAWDĘ krzywdzą pracowników na całym świecie, a więc także "w domu"! Outsourcing pracy to wyścig na dno w kwestii standardów pracy. Naftowi prywaciarze czerpią zyski z wojen i kolonializmu, a więc publiczne odnawialne źródła energii obniżają koszta i przynoszą pokój. Migracje są spowodowane kapitalistyczną nekropolityką, a brak solidarności z osobami w drodze pozwala rządzącym dzielić nas i łatwiej nami rządzić...

Kluczowe dla powodzenia internacjonalistycznej polityki uniwersalnej pracowniczej solidarności są odwaga dociekania i mówienia prawdy o związkach naszych lokalnych zmagań z globalną machiną wyzysku, oraz budowanie ruchu na rzecz systemowej zmiany, a nie tylko lepszego zarządzania systemem.

Prawicowy populizm podrzuca łatwe do zrozumienia propozycje rozwiązań jak cła czy ksenofobia. Lewica musi umieć zaoferować klasie pracującej nie tylko lepsze propozycje, ale muszą one być równie łatwe do zrozumienia. To nie oznacza, że musimy kłamać albo uważać ludzi za głupków i mówić do nich jak do głupków! My też możemy pokazać gdzie jest wróg, ale możemy przy tym nie kłamać! Możemy mieć dobrą pracę na planecie, na której da się żyć! Nie możemy mieć dobrej pracy na planecie, na której da się żyć i jednocześnie prawie 3000 miliarderów. Naszej dumie i godności nie zagrażają uchodźcy, zagrażają jej dyrektorzy korporacji! Osadzenie internacjonalizmu w zmaganiach klasowych może pomóc zastąpić cynizm i resentyment solidarnością i wspólnotą gniewu.

Redystrybucja władzy na skalę globalną jest konieczna i nie wykonamy za Globalne Południe jego pracy, ale poprzez rzucenie wyzwania kapitałowi "u nas" możemy wesprzeć tę redystrybucję rozwiązując jednocześnie nasze własne problemy polityczne.
Posted on: 2025-03-24

Post 4. Miraż drugiej szansy. Czytając "Drugą szansę" Zbigniewa Brzezińskiego.

Przeczytałem "Drugą szansę" Zbigniewa Brzezińskiego. Jedną z najciekawszych cech tej książki jest to, że została napisana w 2007 roku, tuż przed kryzysem finansowym z 2008 roku (polskie tłumaczenie ukazało się w 2008 roku). Kryzys finansowy 2008 roku pokazał tym, którzy z różnych powodów jeszcze o tym nie wiedzieli, że kapitalizm jest niestabilny. Skutki kryzysu uderzyły przede wszystkim w klasę pracującą. Elity kapitalistyczne zostały osłonięte przez państwo. Okazało się, że państwo ma jednak swoje pieniądze /s – ale tylko dla bogatych. Kryzys ten zachwiał rolą USA jako globalnego hegemona.
Po pierwsze, osłabił zaufanie do dolara jako waluty rezerwowej i podważył system finansowy oparty na jego dominacji. Po drugie, wiele państw zaczęło kwestionować USAńską kontrolę nad instytucjami takimi jak Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To z kolei przyczyniło się do wzrostu znaczenia alternatywnych instytucji finansowych, takich jak Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych czy New Development Bank. Wreszcie, kryzys podważył rolę USA jako „globalnego policjanta”. Proces wycofywania się USAn z przewodnich, nie mówiąc o zwycięskich pozycjach w różnych konfliktach trwa długo, ale jest faktem. Od ponad półtora roku Stany Zjednoczone nie są w stanie złamać humanitarnej blokady morskiej jednego z najbiedniejszych państw świata – Jemenu.
Od kilku tygodni w Białym Domu po raz drugi rezyduje Donald Trump, który w czasach, gdy Brzeziński pisał Drugą szansę, komentował politykę i kulturę w programie radiowym Trumped!. Większość komentatorów życia politycznego analizuje jego postać w kategoriach psychologicznych lub snuje teorie spiskowe, jak gdyby obecne wydarzenia nie były kontynuacją tendencji, które opisywano z różnych perspektyw już wcześniej. Książka Brzezińskiego jest jednym z takich opisów.
Jak wszyscy liberałowie, autor Drugiej szansy przyjmuje w swojej analizie wiele arbitralnych założeń, a większość jego poprawnych wniosków to banały. Za punkt wyjścia przyjmuje upadek ZSRR i moment, gdy USA pozostały jedynym supermocarstwem. Opowiada historię trzech prezydentów – George’a H.W. Busha, Billa Clintona i George’a W. Busha.
Zdaniem Brzezińskiego prezydentura George’a H.W. Busha była przykładem kompetentnego zarządzania kryzysowego przy braku strategicznej wizji. Nie potrafił on przekuć sukcesów – takich jak przeprowadzenie USA przez okres rozpadu ZSRR i zwycięstwo w wojnie z Irakiem – w trwałą transformację globalnej polityki. Brzeziński obwinia go za brak zdecydowanych działań na rzecz demokratyzacji Rosji i „stabilizacji” Bliskiego Wschodu. Kolejny prezydent, Bill Clinton, również – zdaniem Brzezińskiego – nie wypracował spójnej strategii zapewniającej globalną stabilność. Najsurowszej krytyce poddany został jednak George W. Bush, którego militarne eskapady i ignorowanie sojuszników podważyły reputację USA i przyczyniły się do wzrostu antyUSAńskich nastrojów na świecie.
Najciekawsza jest końcówka książki. Spoglądając w przyszłość z niepokojem, Brzeziński wykazuje więcej historycznej perspektywy niż w rozdziałach poświęconych trzem prezydentom. Wskazuje, że za erozję pozycji USA odpowiadały strategiczna niecierpliwość, brak rozwagi w działaniach militarnych i ideologiczne zadufanie. Nie dostrzega jednak czegoś, co już w 2008 roku było oczywiste, a dziś stało się wręcz banalnym faktem – strukturalnego kryzysu imperialistycznego kapitalizmu.
Brzeziński ubolewa nad degradacją pozycji USA, sugerując, że lepsze zarządzanie mogłoby powstrzymać ten proces. W tym aspekcie przypomina dzisiejszą umiarkowaną lewicę, która pokłada nadzieję w sprawnym zarządzaniu jako remedium na kryzys klimatyczny, faszyzm czy konsolidację władzy w rękach technooligarchii. Nostalgia Brzezińskiego za „lepszym” przywództwem ignoruje fundamentalną sprzeczność leżącą u podstaw USAńskiej dominacji – dążenie do akumulacji kapitału odbywa się kosztem globalnej stabilności.
Idea, że USAńska potęga mogłaby kiedykolwiek służyć stabilizacji świata, jest burżuazyjną fantazją. Instytucje wychwalane przez Brzezińskiego – NATO, globalny ład finansowy, kompleks militarno-przemysłowy – nie są neutralnymi mechanizmami antykryzysowymi. Są narzędziami imperialistycznej eksploatacji. Brzeziński opisuje okres po upadku ZSRR jako szansę na oświecone USAńskie przywództwo. Dziś wiemy, że był to czas narastania sprzeczności kapitalizmu, które zachwiały systemem już rok po publikacji Drugiej szansy.
Brzeziński twierdzi, że polityka Busha podzieliła sojuszników USA i zjednoczyła jej wrogów, sugerując, że bardziej strategiczne (czytaj: sprytniejsze) użycie siły mogłoby temu zapobiec. Jednak jego analiza pomija materialne uwarunkowania USAńskiego interwencjonizmu – konieczność kontroli zasobów energetycznych, tłumienia ruchów wyzwoleńczych i utrzymania systemu kolaborujących elit.
Brzeziński błędnie określa wojnę w Iraku jako strategiczny błąd. W rzeczywistości była ona nieuniknioną konsekwencją systemu, w którym malejące korzyści z militaryzacji akumulacji kapitału prowadzą do erozji hegemonii USA.
Najbardziej niefrasobliwe w jego analizie są spekulacje o rosnącej potędze Chin. Brzeziński sugeruje, że dobrze zarządzany sojusz atlantycko-pacyficzny mógłby włączyć Chiny do USAńskiego porządku światowego i jednocześnie powstrzymać Rosję od destrukcyjnych działań. To podejście świadczy raz jeszcze o jego całkowitym niezrozumieniu sprzeczności systemu kapitalistycznego.
Brzeziński kończy swoją książkę apelując o „drugą szansę” dla USAńskiego przywództwa, opartego na konsensusie, strategicznej cierpliwości i „oświeconym” interesie własnym.
O socjalistycznej lewicy mówi się niekiedy, że często miewa rację zbyt wcześnie. Analizy i zalecenia Brzezińskiego były nie tylko naiwne, ale już w momencie ich formułowania przestarzałe.
Dekada po publikacji Drugiej szansy nie przyniosła żadnej „drugiej szansy” dla USA, lecz jedynie przyspieszenie ich upadku. Kryzys finansowy 2008 roku obnażył zgniliznę neoliberalnego porządku, a kolejne lata tylko potwierdziły, że USAński kapitalizm nie jest w stanie pokojowo rozwiązać własnych sprzeczności.
Upadek USA nie wynika z błędów przywódców, lecz z wyczerpania kapitalistyczno-imperialistycznego systemu. Sprzeczności, które Brzeziński próbował opisać, nie są chwilowymi potknięciami, lecz permanentnym kryzysem wpisanym w logikę imperialnej hegemonii.
Najbystrzejszy neolib zawsze będzie tępakiem przy średnio rozgarniętej marksistce.
Posted on: 2025-03-21

Post 3. Kraków po wyborach.

Frekwencja: 16,2%
Ewa Sładek: 7,98%

Bez przełomu w Krakowie – PO-PiS, dziadocen i liberalna mizeria w Senacie trwają. Przy niskiej frekwencji kandydatka Razem zdobyła solidne 7,98%. Obawiam się, że partia, skupiona na kampanii prezydenckiej, nie wyciągnie wniosków. Ewa Sładek nie przegrała z powodu braku kompetencji – to charyzmatyczna polityczka, której mandat byłby wartością dla Senatu i lewicy w parlamencie. Nie chodzi też o złe postulaty partii – większość jest dobra, choć są wyjątki, wspomnę o nich niżej. Problem leży głębiej: lewica dopiero buduje potencjał, a zwycięstwa to wciąż wyjątki, nie reguła. Poza tym dobre postulaty to za mało. Partia walcząca o władzę musi albo wpisać się w dominujące trendy, albo skutecznie je zmieniać. Razem próbowało tego pierwszego przez pięć lat – start z listy Nowej Lewicy reanimował eseldowskie zombie, a odklejenie się od NL zrobiło to ponownie (transfery z/do stowarzyszenia Wspólne Jutro a.k.a "biejatowcy").

Skończmy z nekromancją! Pora spalić za sobą mosty prowadzące do Czarzastego!

Liczyłem, że ten rozłam będzie szansą na solidny zwrot w lewo – w otwartą, antysystemową narrację. W kampanii do Senatu pojawiły się wątki klasowe, wskazywanie korporacji i bogaczy jako źródeł problemów, ale większość energii poszła w bezpieczne, choć słuszne postulaty. Razem ma ludzi z charyzmą i umiejętnościami, ale teoria polityczna musi porywać masy! A Polacy w zmianę nie wierzą – prawie 85% wyborców zostało w domach! Mam nadzieję, że Partia Razem przestanie być partią założoną przez socjalistów i partią, w której są socjalistki i stanie się partią realnej, systemowej zmiany.

Pewnie wrócimy do tej rozmowy po wyborach prezydenckich.

Teraz o błędach. Po pierwsze, „prawa mężczyzn”. Tak, system krzywdzi mężczyzn, ale nie w sposób symetryczny wobec kobiet! Lewica nie powinna budować fałszywej równowagi – problemy takie jak presja społeczna czy opieka psychiatryczna można ująć w ramach walki z patriarchatem. Po drugie, polityka. Jeśli Razem ma realnie walczyć z kryzysem klimatycznym, patriarchatem, kapitalizmem i imperializmem, nie zrobi tego półśrodkami typu „opodatkujmy bogatych”. To krok, ale nie cel. Potrzeba odwagi i konsekwencji. Chciałbym wrócić do partii, ale nie zrobię tego, jeśli nie zobaczę, że nie ma groźby powrotu do reanimacji eseldowskiego truchła i dopóki nie skończy się głaskanie facecików po główkach, oraz bicie wokół krzaka w kwestii krytyki systemu. Do tego czasu – kibicuję i będę się starał wspierać na ile mogę. Powodzenia! Gratuluję Ewie Sładek i krakowskim Razemkom BARDZO solidnej pracy w kampanii. Minimalnymi zasobami (kampania nie wyglądała na bogatą) udało się Wam zwrócić uwagę dużej liczby osób. Bądźcie z siebie dumne!

Posted on: 2025-03-18

Post 2. D. Serówka. Jak Europa wyeksportowała swój mózg do USA (i nie ma żadnego).

Przeczytałem książkę D. Serówki "Wielka piaskownica. Rola USA w europejskiej polityce bezpieczeństwa i obronności" z 2003 r. Sięgnąłem po nią ze względu na toczące się dyskusje i poczucie, że sporo z nich toczy się ad hoc i z perspektywą sięgającą paręnaście tygodni wstecz. Jako całość rzecz jest godna uwagi głównie ze względu na analizę dokumentów i streszczanie ich, dużo mniej ze względu na analizę polityczną, która pozostawia dużo do życzenia, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę autora i wydawnictwo (Arcana). Jeśli nie liczyć prawicowej perspektywy, widocznego w wielu miejscach braku zainteresowania autora światem niezachodnim i braku szerszej perspektywy, książka jest zrobiona porządnie. Nie będę referował całego tekstu. Można go przeczytać w jeden lub dwa wieczory. Chciałbym, żeby w toczących się obecnie dyskusjach o polityce bezpieczeństwa w naszej części świata nie brakowało kilku wątków, które da się z tej książki wyciągnąć. Tekst Serówki jest nie najgorszym przyczynkiem do odpowiedzi na pytanie "jak się tu znaleźliśmy?" w kwestiach bezpieczeństwa. Po pierwsze, historia negatywnie zweryfikowała tezę, że presja militarna może być gwarantem utrzymania liberalnego kursu Rosji. Część lewicy dość pochopnie wnioskuje stąd, że Rosja została do wojny w Ukrainie "sprowokowana", ale też inna część lewicy reaguje na poczucie zagrożenia ze strony Rosji przyjęciem rasistowskiej narracji o "orkach". Książka pozwala zobaczyć niedostatki obu tych podejść. Nie wiemy, czy Europa Zachodnia i byłe państwa Układu Warszawskiego mogły zaangażować się w kształtowanie relacji na kontynencie w wystarczająco konstruktywny dla uniknięcia obecnej wojny sposób. Wiemy, że mogły być bardziej konstruktywne. Głównym wnioskiem z analiz Serówki jest to, że na przestrzeni ostatnich kilku dekad Europa trwała w mylnym przeświadczeniu, że polityka bezpieczeństwa w Europie jest dla USA celem, a nie narzędziem do osiągania celów. Serówka słusznie zauważa, że USA nie weszły w swoją mocarstwową rolę na podstawie jakiegoś wielkiego planu. Gorzej, że Europa weszła w swoją rolę narzędzia realizacji USAńskich interesów z powodu mizerii własnej wizji politycznej. Europejska polityka bezpieczeństwa była kształtowana przez wypadkową interesów bogatych państw, potrzeby utrzymania Niemiec w ryzach i potrzebę USA utrzymania Europy na tyle silną, by była użytecznym narzędziem, na tyle słabą, by nie była zagrożeniem dla USAńskiej hegemonii. Europa nie chciała być zjednoczona i socjalistyczna, więc jest dzisiaj śmieszna i pokraczna. Mówi o wartościach, demokracji i solidarności, a jednocześnie jest pozbawiona strategicznej autonomii, które pozwalałyby te wartości realizować. Nawet jeśli wyda setki miliardów dolarów na zbrojenia Europa pozostanie śmieszna, pokraczna i pozbawiona strategicznej autonomii jeśli nie stanie się stabilnym i poważnym politycznym podmiotem. Europa nie stanie się stabilnym i poważnym politycznym podmiotem, dopóki nie będzie demokratyczna. Europa nie będzie demokratyczna, dopóki w poszczególnych państwach rządzić będą skupione na krótkowzrocznie definiowanym interesie liberalne elity. Chcecie bezpiecznej stabilnej Europy? Nie będzie nią "Europa ojczyzn" ze wspólnym rynkiem, nawet jeśli będzie to rynek uregulowany i z porządnymi instytucjonalnymi mechanizmami antykryzysowymi, projektowanymi przez najmądrzejsze keynesistki. Europa będzie bezpieczna i stabilna jeśli będzie rządzona zgodnie z interesem pracującej większości. Wtedy i tylko wtedy otworzą się też ścieżki do transformacji klimatycznej i budowy społeczeństwa spokojnego dobrobytu, o którym marzą lewicowe partie w naszej części Europy. Aby to osiągnąć nie wystarczy bicie wokół krzaka hasłami "zróbmy to po skandynawsku", "inwestujmy" i marzenia o "silnym państwie". Aparat państwowy musimy odebrać tym, którzy rządzą nim dzisiaj w interesie kapitału. To oni doprowadzili do absurdu konsekwencje zrodzonego z USAńskiej hegemonii złudzenia braku potrzeby interesowania się polityką w naszej części świata. Lewica, jeśli nie chce bohatersko powoli oddawać pola prawicowemu populizmowi musi mieć fajne postulaty, ale też musi umieć pokazywać kto jest wrogiem i myśleć poważnie o jego pokonaniu.

Posted on: 2025-03-18

Post 1. Wstęp

Ze względu na aktywność polityczną (Akcja Socjalistyczna) na co dzień zajmuję się komunikowaniem w mediach społecznościowych. Konwersacja w mediach społecznościowych bywa mało konstruktywna. Nawet fediwersum ma pamięć złotej rybki.

Nie mam złudzeń co do "etyki technologicznej". Nie ma etycznej konsumpcji w kapitalizmie. Nie ma etycznej produkcji w kapitalizmie. Nie ma etycznej dystrybucji w kapitalizmie. Mam też świadomość ograniczonej wartości gestu krytyki korporacyjnych platform, czy też wspierania "alternatywnych modeli". Nie omieszkam informować o postach tutaj także tam.

Nie czuję też nostalgii za "wczesnym internetem". Wybrałem Neocities jako miejsce na bloga z powodu dostępności i prostoty.

Kaustyk polski to blog dokumentujący interwencje, refleksje i notatki. Jego główny cel jest autodydaktyczny i archiwistyczny, ale jako miejsce publicznie dostępne jest też przestrzenią popularyzacji, krytyki i dialogu.

Posted on: 2025-03-18

Copyleft 2025. All rights are not all right. Copyleft. Poets don't own words. | Back to Top