Post 36. Techno"feudalizm". Czytając Warufakisa
“A jak będziecie
niegrzeczni to się wam wyłączy mamonę,
Nic nie sprzedacie, nic nie kupicie” (THCulture)
Pogłoski o śmierci kapitalizmu okazały się przedwczesne, ale
miło je znów słyszeć. Mdli mnie od marudzenia o tym, że łatwiej sobie
wyobrazić koniec świata, niż koniec kapitalizmu.
Janisa Warufakisa czytałem po raz pierwszy w Niemczech. Za pieniądze
zarobione pracą opiekuńczą kupiłem sobie “Globalnego Minotaura” w
niemieckim tłumaczeniu. Tekst był nieco zbyt ambitny na na mój ówczesny
poziom znajomości języka i ostatecznie przeczytałem większą część
książki po angielsku. Kilka lat później Warufakis był w grupie, która
założyła Progressive International, międzynarodówkę, której jestem dziś
członkiem wraz z Akcją Socjalistyczną. W ostatnim czasie jego nazwisko
pojawia się najczęściej przed moimi oczami w postach znajomych
socjalistów śmieszkujących z jego tezy o śmierci kapitalizmu.
“Kapitalizm umarł, możemy się rozejść”. Nauczony the hard way*, że w
metodologii czytania tekstów założenie, że autor nie jest idiotą jest
dużo bardziej produktywne niż założenie odwrotne, postanowiłem
przeczytać “Technofeudalizm: co zabiło kapitalizm”. Poniższy tekst to
moje notatki z odrobiną komentarza politycznego.
Z Warufakisem zgadzam się często, ale nierzadko rzeczy które mówi jawią
mi się jako nieco przypadkowe, a czasami, szczególnie kiedy mówi o
polityce międzynarodowej, niestety, trafiają obok sedna. Ale do
“Technofeudalizmu…” podszedłem z optymizmem. Nie sądziłem, że o śmierci
kapitalizmu mówi się w książce dosłownie, bo przecież wiadomo, że nie
umarł, ale zarazem nie trzeba mieć doktoratu z ekonomii, żeby zauważyć,
że kapitał się zmienia i że zmiany te mają skutki polityczne. Zarazem
miałem drobne obawy, że chęć odświeżenia aparatu pojęciowego lewicowej
ekonomii politycznej może okazać się kolejnym nieco jałowym ćwiczeniem,
pokazem konceptualnej kulturystyki. Takie obawy rzadko mnie
zniechęcają, bo propozycja teoretyczna nie musi być przecież udana,
żeby jej wyrazem była dobra książka. I odwrotnie, dobra teoria bywa
fatalną literaturą.
Warufakis uderza z grubej rury. Twierdzi, że: kapitalizm został
zgładzony. Nie przez rewolucję, nie przez opór świadomych klasowo mas,
lecz przez własną mutację, która przekształciła go w system o
fundamentalnie odmiennej strukturze władzy i mechanizmie ekstrakcji
wartości dodatkowej. Kapitał, niczym "nadgorliwy" wirus, doprowadził do
śmierci swojego gospodarza. Technofeudalizm nie jest fazą rozwoju
kapitalizmu, lecz jego negacją, nowym sposobem organizacji wyzysku,
który wyłonił się z podwójnego procesu: prywatyzacji internetu przez
korporacje oraz reakcji banków centralnych na kryzys 2008 roku.
Według autora kapitał zmutował i pożarł własnego gospodarza.
“Tradycyjne” rynki, rozumiane jako zdecentralizowane przestrzenie
wymiany, które burżuazyjna ekonomia przedstawia jako naturalny porządek
rzeczy, zostały wchłonięte przez cyfrowe platformy handlowe. Rynki
przestały być sercem systemu, zostały pożarte przez infrastrukturę
chmurową, która jedynie symuluje wolną wymianę, w rzeczywistości będąc
hierarchicznym systemem algorytmicznego dowodzenia.
Takie postawienie sprawy oczywiście mi się nie podoba i niespecjalnie
widzę w jaki sposób miałoby być produktywne. Nawet pomijając to na ile
rynki są przestrzenią "wolnej wymiany" (nie są), wystarczy choćby
pobieżne przeglądnięcie niewielkiej liczby artykułów w Wikipedii o
gospodarkach poszczególnych państw, by dostrzec, że kapitalizm, jako
system akumulacji oparty na wyzysku pracy najemnej może funkcjonować w
oparciu o różną infrastrukturę polityczną, a zmiana formy koordynacji z
rynkowej na platformową nie oznacza w żadnym razie negacji systemu,
lecz co najwyżej jego reorganizację.
Warufakis opisuje jak na platformie Amazon mechanizmy rynkowe zastąpił
algorytmicznie sterowany system, w którym właściciel kontroluje każdy
parametr interakcji między sprzedającymi i kupującymi. Nie ma tu
konkurencji w sensie, jaki znaliśmy z klasycznej ekonomii politycznej.
Jest tylko renta, pobierana za sam dostęp do cyfrowego lenna. Każdy
użytkownik znajduje się w algorytmicznie skonstruowanej izolacji, widzi
wersję rynku dopasowaną indywidualnie do jego słabości i skłonności do
zapłacenia najwyższej możliwej ceny. Zysk, wypracowywany w procesie
konkurencji między kapitalistami, przestał być centralnym motorem
systemu. Jego miejsce zajęła renta chmurowa, ekstrahowana przez
właścicieli infrastruktury cyfrowej od wszystkich uczestników systemu:
od tradycyjnych kapitalistów, którzy musieli stać się wasalami,
oraz od użytkowników, którzy przekształcili się w cyfrowych “chłopów
pańszczyźnianych” (serfs).
Metafora feudalna jest wygodnym skrótem myślowym, a analiza Warufakisa
zmiany funkcji rynków w epoce wielkich technologicznie zaawansowanych
monopoli jest dużej mierze poprawna, ale platformy nie tyle eliminują
konkurencję, ile przenoszą ją w obręb platformy. Strategia akumulacji
przyjęta przez platformę bardziej "reguluje" konkurencję wewnątrz
platformy. Można powiedzieć, że megakorporacje nabywają wraz z postępem
akumulacji kapitału, a z nim władzy zdolności, które tradycyjnie były
kojarzone z państwem. Renta, o której pisze Warufakis też nie jest w
żaden sposób "niekapitalistyczna".
Warufakis opisuje rolę państwa w technofeudalizmie. System ten nie
przetrwałby bez masowej interwencji państwowej. Luzowanie ilościowe
(quantitative easing) po 2008 roku, ten "druk pieniądza" na
niespotykaną dotąd skalę, nie trafił do rąk pracowników ani nie
sfinansował produkcyjnych inwestycji. Zamiast tego napompował nowy
rodzaj kapitału kosztem "realnej" gospodarki.
Warufakis argumentuje, że luzowanie ilościowe było kluczowym momentem
przejścia od kapitalizmu do technofeudalizmu. Luzowanie ilościowe było
narzędziem stabilizacji systemu, ale przede wszystkim strukturalnym
transferem władzy. Banki centralne umożliwiły platformom
technologicznym oderwanie się od presji produktywności. Kapitał
przestał potrzebować inwestycji w produkcję, a zaczął inwestować w
infrastrukturę kontroli.
Tutaj znowu, o ile zgadzam się z analizą to nie widzę w jaki sposób
wymyka się ona postępującej przez dekady tendencji do wzrostu znaczenia
finansów w gospodarkach państw i w globalnej gospodarce. Reakcja
systemu na kryzys w 2008 roku jedynie wzmocniła istniejącą tendencję.
Pieniądz jeszcze bardziej przestał pełnić funkcję pośrednika wymiany, a
stał się narzędziem architektury władzy. W świecie technofeudalnym
wartość nie krąży już między równorzędnymi podmiotami rynkowymi. Jest
zasysana ku górze przez właścicieli chmury, którzy kontrolują kanały
dostępu do konsumpcji, pracy i widzialności. Diagnoza jest trafna, ale
kapitalizm zawsze działał w oparciu o nierówny dostęp do
infrastruktury, a wzrost tych nierówności jest "prostą" funkcją
kapitalistycznej logiki akumulacji.
Szczególną rolę w tej transformacji odgrywa praca użytkowników.
Warufakis podkreśla, że ogromna część wartości generowanej dziś w
gospodarce cyfrowej nie pochodzi z klasycznej relacji pracy najemnej,
lecz z nieodpłatnej aktywności miliardów ludzi: kliknięć, danych,
nawyków, afektów. Użytkownik nie sprzedaje swojej siły roboczej, lecz
oddaje ją, często nieświadomie. Nieodpłatna praca użytkowników
funkcjonuje w ramach kapitalistycznych modeli biznesowych, które
monetyzują uwagę poprzez reklamę, predykcję i spekulację. W
technofeudalizmie nie ma już granicy między produkcją a konsumpcją.
Każdy akt uczestnictwa jest jednocześnie aktem pracy. Każdy gest
zostaje przetworzony w sygnał, a każdy sygnał w potencjalną rentę.
Podmiotowość zostaje skolonizowana przez infrastrukturę. Kolonializm
kapitału cyfrowego na naszych umysłach to moim zdaniem jedna z
kluczowych sprzeczności naszych czasów. Zarazem, znowu, nie widzę w
jaki sposób miałoby to oznaczać wyjście poza kapitalizm.
Warufakis zauważa, że państwo w tej konfiguracji nie zanika.
Przeciwnie: staje się cichym współudziałowcem. Od zamówień publicznych,
przez kontrakty wojskowe, po regulacje pisane pod dyktando platform.
Aparat państwowy stabilizuje nowy reżim akumulacji, jednocześnie udając
bezradność. W efekcie powstaje system, w którym opór staje się
trudniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Nie ma już fabryki, którą można
zablokować, ani rynku, który można przejąć. Jest tylko infrastruktura,
a dostęp do niej jest warunkowy. W kolejnych rozdziałach Warufakis
przesuwa ciężar analizy na poziom polityki międzynarodowej.
Technofeudalizm nie jest, jego zdaniem, zjawiskiem jednolitym
globalnie, lecz strukturą spolaryzowaną wokół dwóch centrów chmurowej
władzy: Stanów Zjednoczonych i Chin. USA dominują w warstwie
infrastruktury platformowej i finansowej, Chiny zaś w integracji
danych, państwa i produkcji. Europa pozostaje peryferium, rynkiem zbytu
i polem regulacyjnych eksperymentów. Warufakis wyzłośliwia się na
Europę, ale nie mam serca mieć o to do niego pretensji. Żałosna jest. W
modelu amerykańskim władza chmurowa splata się z dolarem i Wall Street.
Platformy technologiczne funkcjonują jako prywatne banki centralne,
emitujące własne quasi-waluty w postaci kredytu, widzialności i
dostępu. Państwo amerykańskie gwarantuje im globalny zasięg poprzez
siłę militarną, sankcje i kontrolę infrastruktury finansowej.
Po raz kolejny, poprawna analiza nie jest wystarczającą podstawą dla
wniosku o śmierci kapitalizmu i stosowania metafory feudalnej w stopniu
większym niż powierzchowny. Chiński wariant technofeudalizmu jawi się
Warufakisowi jako bardziej spójny i stabilny. Państwo zachowuje
bezpośrednią kontrolę nad platformami, integrując je z polityką
przemysłową, planowaniem i nadzorem społecznym. W przeciwieństwie do
Zachodu, nie ma tu fikcji wolnego rynku. Zamiast niej jest jawna
hierarchia.
Obraz globalnej polityki jest u Warufakisa nieco uproszczony, ale nie
robiłbym z tego powodu zarzutu, gdyby nie to, że nawet ten uproszczony
obraz pozwala dostrzec, że polityczna infrastruktura kapitalizmu może
mieć wiele kształtów i żaden z nich nie jest niekapitalizmem.
Warufakis wyciąga ze swojej analizy wniosek polityczny: tradycyjne
narzędzia polityczne lewicy, jak redystrybucja, regulacja rynku pracy,
czy progresywne podatki tracą skuteczność w świecie, gdzie władza
ulokowana jest w infrastrukturze, a nie w punktach produkcji. Potrzebna
jest nowa strategia: demokratyzacja chmury, wspólna własność danych,
rozbicie cyfrowych lenn. W tym sensie spór o technofeudalizm nie jest
sporem o nazwę epoki, lecz o zdolność lewicy do zachowania ostrości
analitycznej w warunkach przyspieszenia technologicznego. Pytanie nie
brzmi: czy kapitalizm umarł, ale jak zmieniły się warunki jego
reprodukcji i jakie nowe formy oporu są wobec nich możliwe.
O ile postawienie kwestii zmian w obrębie władzy/kapitału jest
rzeczywiście kluczowe, o tyle ogłoszenie przy tej okazji śmierci
kapitalizmu i nastania technofeudalizmu jest wylewaniem dziecka z
kąpielą. Dostajemy metaforę o wątpliwej produktywności politycznej,
nawet jeśli mocno memicznej, a tracimy narzędzia pozwalające
politycznie interpretować i identyfikować centra i przepływy władzy.
Technologia nie jest autonomicznym podmiotem historii. Algorytmy nie
rządzą same z siebie, a chmura nie unosi się ponad stosunkami
społecznymi. Każda platforma ma właścicieli, każda infrastruktura ma
sponsorów, a każda linia kodu, nawet ta napisana przez LLMy,
funkcjonuje w określonym reżimie prawnym i politycznym. Mówienie o
technofeudalizmie bywa wygodne, bo pozwala przesunąć ciężar
odpowiedzialności z relacji klasowych na bezosobową "technologię", ale
odpolitycznienie analizy jest ceną, której nie warto płacić za wygodę.
Jeśli jednak potraktować technofeudalizm nie jako opis rzeczywistości,
lecz jako ostrzeżenie, wtedy projekt Warufakisa jest interesujący.
Ostrzeżenie przed światem, w którym infrastruktura staje się prywatnym
dobrem, a dostęp do życia społecznego, subskrypcją. Przed światem, w
którym konflikt klasowy nie znika, lecz zostaje coraz bardziej ukryty w
architekturze systemów.
W tym ujęciu zadanie lewicy pozostaje niezmienne: odzyskać kontrolę nad
środkami produkcji, dziś w coraz większym stopniu cyfrowymi. Nie przez
fetyszyzację nowej epoki, lecz przez precyzyjne rozpoznanie wroga.
Pytanie, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem pozostaje kluczowym
pytaniem.
* Na pierwszym roku studiów odkryłem, że może nie znam łaciny i mam
dużo mniejszą "wiedzę ogólną" (=w tematach, które interesują
profesorstwo) to całkiem nieźle czytam. To w połączeniu z
doświadczeniem bycia traktowanym inaczej niż jak idiota przez
nauczycieli dodało mi pewności siebie z krótką korektą na
zarozumiałość. Na pierwsze ćwiczenia z ontologii przyszedłem z
referatem o IV księdze "Metafizyki" Arystotelesa, który znalazłem
stwierdzeniem, że znalazłem w tekście nieścisłości, które sprawiają, że
cały projekt filozoficzny Stagiryty trzeba rozumieć jako dotkliwą
porażkę, a zatem można postawić go obok astrologii i alchemii.
Wyrozumiały prowadzący ćwiczenia powiedział mi, żebym poczekał z
publikacją moich wyników do drugiego, trzeciego roku studiów, a póki
co, żebym postarał się czytać teksty z założeniem, że ich autorzy
wiedzieli, co robią. Lessons learned.
Posted
on: 2026-02-11
Post 35. Dyskursywny smog i ekonomia polityczna
Jeffreya Epsteina.
Oglądam za dużo
wiadomości, stary. To mój problem. Dlatego cały czas jestem taki
przygnębiony! Rozgryzłem to! Oglądam za dużo CNN, człowieku. Nie wiem,
czy kiedykolwiek oglądałeś CNN dłużej niż, powiedzmy, 20 godzin jednego
dnia... Nie polecam tego.
Bill Hicks
Chociaż Hicks umarł w 1994 roku, krótko przed powszechną
adaptacją
internetu w bogatych częściach świata i na dziesięć lat przed tym jak
pierwsze platformy społecznościowe osiągnęły milion użytkowników,
opisywane przez niego doświadczenie przeciążenia zmysłów i intelektu
nadmiarem bodźców, które domagają się interpretacji, ale dla których
zawsze mamy za mało kontekstu było znane co najmniej od
rozpowszechnienia się prasy. Migotliwość i polifonia cyklu medialnego
jest jednym z czynników rozpraszających uwagę opinii publicznej i
pacyfikujących zdolność społeczeństw do skupienia się na chwilę
wystarczająco długą, by wkurwić się i zbuntować. I choć kapitalizm
można odpalić na wielu politycznych infrastrukturach, liberalne
"demokracje" i illiberalne "despocje" wytwarzają równie gęsty
dyskursywny smog, który zakrywa elementarne antagonizmy tego samego
politycznego rdzenia.
W ostatnim czasie klasa panująca pozwoliła sobie na jeszcze jedną
artykulację tego, co długo pozostawało niewypowiedziane. Mówię o tak
zwanych "plikach/aktach Epsteina". W ostatnich dniach udało mi się co
prawda dokończyć "Ekonomię polityczną" Oskara Langego, "Wkurwione
kobiety w leju po Polsce" Mai Staśko, "Wyjście awaryjne" Rafała Matyi i
"Człowieka. Państwo. Wojnę": Kennetha N. Waltza, oraz' odgrzać sobie
manifesty polskich "futurystów" (tak naprawdę byli bardziej
eklektycznymi awangardzistami), ale zdecydowanie za dużą z perspektywy
mojego zdrowia psychicznego ilość uwagi poświęciłem przeglądaniu
"plików/akt Epsteina". Forma i treść opublikowanych plików jest
oczywistą manipulacją elit odpowiedzialnych za opisane w nich zbrodnie,
ale przelewa się w nich prawda o prawdziwej naturze konfliktu, który
strukturyzuje nasze zbiorowe istnienie.
Historia Jeffreya Epsteina w korporacyjnych mediach głównego nurtu
nadal bywa redukowana do sensacyjnego reportażu o patologii jednostki.
Nie lubię psychologii i staram się jej unikać. W tym przypadku
psychologizująca rama interpretacyjna byłaby też aktem mistyfikacji,
izolujującym Epsteina od sieci strukturalnych powiązań, które
umożliwiły jego działalność, finansowały ją i chroniły przez dekady.
Media oferują nam detale służące wytworzeniu spektaklu moralnego
potępienia, który zarazem utrudnia zrozumienie systemowej logiki
stojącej za tym wszystkim. Kiedy skandal zostaje zredukowany do kwestii
indywidualnej deprawacji lub wynaturzenia jakiegoś małego podzbioru
elit, system, który go wyprodukował, pozostaje nietknięty, a nawet
wzmocniony przez rytualną "ofiarę".
A przecież do zrozumienia mechanizmu, który musiał doprowadzić do
eskalacji wynaturzenia wystarczy prosta ekstrapolacja tego, co wszyscy
wiedzą. Każdy wie, że jeśli mamy więcej pieniędzy, możemy więcej. Każdy
wie, że jeśli ma się bardzo dużo pieniędzy, można robić rzeczy, które
biednym nie uchodzą i że konsekwencje wykroczeń zawsze zależą od
szczebla na społecznej drabinie, na którym się stoi. A jeśli choć
trochę interesujemy się polityką, wiemy, że międzynarodowe elity
funkcjonują w przestrzeni eksterytorialnej, gdzie prawo jest elastyczną
zmienną, dostosowaną do wymagań akumulacji.
Nawet jeśli pedofilia i gwałty nie są wśród tej klasy normą to Epstein
był organicznym produktem tej klasy, postacią, która zrozumiała, że w
epoce późnego kapitalizmu finansowego tradycyjne rozróżnienie między
legalnością a nielegalnością jest jedynie powierzchowną fasadą. Jego
kariera ilustruje fundamentalną dialektykę współczesnego porządku: im
bardziej system przybiera pozory przejrzystości, rządów prawa,
"demokratycznej" kontroli i "business as usual", tym bardziej wymaga on
istnienia operatorów zdolnych do funkcjonowania w szarej strefie, gdzie
owe pozory są zawieszane.
Kariera Epsteina była możliwa i konieczna, bo kapitał finansowy w fazie
schyłkowej wymaga pośredników zdolnych do obsługi mrocznych przepływów
i dyscyplinowania decydentów. Gdy "tradycyjne" źródła zysku, wyzysk
pracy w sferze produkcji i nowoczesna "ekonomia uwagi", w której część
z nas (Warufakis) doszukuje się niesłusznie przekroczenia kapitalizmu,
natrafiają na granice wyznaczone przez nasycenie rynków i opór
społeczny, kapitał musi szukać nowych terytoriów ekspansji. Znajduje je
w eksploatacji kryzysów, spekulacji finansowej, drapieżnej ekstrakcji
rent z monopolistycznej kontroli nad zasobami, a także w zarządzaniu
tym, co David Harvey nazywa "akumulacją przez wywłaszczenie", procesem,
który wymaga stałej bezpośredniej i sturkturalnej przemocy. Epstein był
mistrzem tego właśnie typu operacji: jego biznes (zarządzanie aktywami
bogatyc; samo istnienie tego typu firm jest oskarżeniem wystarczającym
do wydania najsurowszego wyroku przeciwko systemowi) działał jako
węzeł, przez który przepływały strumienie kapitału pochodzącego z
najbardziej nieprzejrzystych źródeł. Część ludzi w orbicie Epsteina
próbowała się bronić, wskazując na "usługowy" charakter tego typu
pośrednictwa, ale funkcja tych pośredników nie ogranicza się do prania
pieniędzy czy optymalizacji podatkowej Są oni także narzędziami
dyscyplinowania elit politycznych i gospodarczych, zapewniającymi, że
każdy aktor systemowy jest w jakiś sposób uwikłany, skompromitowany i
przez to kontrolowalny.
Epstein był tkanką łączną w organizmie globalnego kapitału, spajającą
arkusze kalkulacyjne Wall Street z mechanizmami państwowej przemocy.
Tkanka łączna utrzymuje razem organy pozornie od siebie odległe. Bez
niej ciało rozpada się w chaos. Podobnie Epstein ułatwiał cyrkulację
kapitału, wpływów, patronatu i szantażu między sferami formalnie
rozdzielnymi, Wall Street, Waszyngtonem, wywiadami państwowymi (dark
arts, jak to określił Norman Finkelstein), a korporacjami, między
magnatami finansowymi a akademią. Na liście uwikłanych w jego życie są
nazwiska ludzi sprawujących władzę w każdym z tych sektorów, a jego
rezydencje, od manhattańskiego pałacu po wyspę Little Saint James,
funkcjonowały jako węzły, gdzie te sfery się przecinały, zawierały się
nieformalne pakty i wymieniane były kompromitujące sekrety.
Zrozumienie mechanizmu władzy, której wyrazem było życie Epsteina i
który funkcjonuje po jego śmierci wymaga wyjścia poza voyeurystyczną
fascynację luksusem. Voyeuryzm, fascynacja bogactwem, ekscentrycznością
i zbrodnią jest epistemologicznym sabotażem, który uniemożliwia
zrozumienie strukturalnej roli Epsteina. Kiedy koncentrujemy się na
tym, ile metrów kwadratowych miał jego apartament, dzieła jakich
artystów kolekcjonował czy jak wyglądały wnętrza jego prywatnego
samolotu, tracimy z oczu to, co naprawdę istotne: mechanizmy władzy,
które umożliwiły mu akumulację takiego bogactwa oraz funkcję, jaką
pełnił w ramach operacji wywiadowczych swoich mocodawców. Epstein nie
był bowiem tylko pedofilem, który przypadkiem był też bogaty. Był
operatorem systemu, w którym przemoc była jedynie jednym z narzędzi
wywierania i gromadzenia wpływu. Jego powiązania z aparatami
wywiadowczymi, zarówno amerykańskimi, jak i izraelskimi były integralną
częścią jego działalności. Świadinie takie jak Maria Farmer czy
Virginia Giuffre opisywały obecność kamer w każdym pomieszczeniu jego
rezydencji, sugerując systematyczne dokumentowanie aktów seksualnych z
udziałem prominentnych gości.
Strategiczne znaczenie powiązań Epsteina z aparatami wywiadowczymi
wykracza daleko poza sferę "klasycznego" szpiegostwa, stając się
wyrafinowanym narzędziem dyscyplinowania elit poprzez operacje szantażu
i "zarządzanego dostępu". "Klasyczne" szpiegostwo czasów pierwszej
zimnej wojny światowej koncentrowało się na pozyskiwaniu tajnych
informacji wojskowych czy technologicznych, infiltrowaniu grup
dysydenckich i "eliminowaniu" ideologicznych wrogów. W erze późnego
kapitalizmu, kiedy główne ośrodki władzy nie dzieli już żadna istotna
ideologiczna przepaść, a jedynie konkurencja o kontrolę nad przepływami
kapitału, rola wywiadu ulega transformacji. Służby specjalne działają
jako strażnicy interesów klasy kapitalistycznej, zapewniając, że rządy
przyjazne korporacyjnym interesom pozostają u władzy, a ci politycy,
którzy mogliby zagrozić akumulacji, zostają skutecznie
"zneutralizowani". Szantaż seksualny jest tu narzędziem bardziej
efektywnym niż "tradycyjna" korupcja finansowa, ponieważ działa na
poziomie głębokiego upokorzenia i trwałego strachu przed publicznym
ujawnieniem. Zarządzany dostęp do kompromitujących materiałów pozwala
na precyzyjne dozowanie presji: obiekt szantażu wie, że pewne decyzje
polityczne czy gospodarcze mogą skutkować upublicznieniem jego
tajemnic, podczas gdy inna postawa gwarantuje milczenie, dalszą
protekcjęm, a może nawet udział w podziale łupów z wyzysku ludzkości.
Obejrzałem jedynie fragment wywiadu Steve'a Bannona z Epsteinem, nie
mam cierpliwości do oglądania czegokolwiek, ale przeczytałem całą
transkrypcję. Bannon, sam żonglujący rolami stratega Trumpa,
rasistowskiego ideologa i byłego bankiera Goldman Sachs, przyznał, że
Epstein był powiązany z wywiadem, a jego rezydencje były miejscami
gromadzenia kompromatów. Wywiad rzuca światło na mechanizm, który
korporacyjne media starannie pomijają: Epstein działał z pełną
świadomością, że jego operacje są tolerowane, a nawet wspierane przez
aparaty państwowe, ponieważ służyły one strategicznym interesom. Jego
archiwa nie były wyłącznie prywatną kolekcją dewianta, lecz skarbnicą
politycznego kapitału, który można było wykorzystać w kluczowych
momentach do wymuszenia poparcia dla danej ustawy, zneutralizowania
niewygodnego śledztwa czy zapewnienia, że dany polityk nie odchyli się
od zadanej linii politycznej. System ten tworzy coś w rodzaju wtórnej
struktury władzy, działającej w cieniu formalnych instytucji
demokratycznych: niewidzialny "senat" złożony z tych, którzy wiedzą
zbyt wiele i mogą w każdej chwili uruchomić mechanizmy szantażu.
W tej układance szczególne miejsce zajmuje relacja między Stanami
Zjednoczonymi a "Izraelem", w którym Mossad (Instytut do spraw Wywiadu
i Zadań Specjalnych "Izraela") jawi się jako formacja wykonująca
operacje, których amerykański kapitał nie może oficjalnie firmować ze
względu na konieczność zachowania liberalnego decorum. Relacja ta nie
jest symetryczna, jak chciałyby tego narracje o "szczególnej więzi" czy
"strategicznym partnerstwie". Jest raczej podziałem pracy w ramach
globalnego imperium, w którym "Izrael", jako okupacyjne "państwo"
apartheidu w permanentnym stanie wyjątkowym, może pozwolić sobie na
działania, które naruszają wszelkie normy prawa międzynarodowego i
humanitaryzmu. Mossad jest kojarzony jako jeden z najbardziej
efektywnych aparatów wywiadowczych świata. Secjalizuje się w
operacjach, które wymagają bezwzględności przekraczającej to liberalne
instytucje mogą oficjalnie zaakceptować: zabójstwa, porwania i szantaż
na skalę globalną. Epstein, utrzymujący bliskie relacje z prominentnymi
osobistościami izraelskimi, w tym Ehudem Barakiem (premier "Izraela" na
przełomie wieków), był częścią tego swoistego ekosystemu, w którym
operacje wywiadowcze służą zabezpieczeniu interesów kapitału
finansowego i militarno-przemysłowego.
W stadium kapitalizmu finansowego, gdzie zysk w coraz większym stopniu
jest generowany nie przez produkcję, lecz przez spekulację i drapieżną
ekstrakcję, granica między "legalną" działalnością bankową a
zorganizowaną zbrodnią ulega zatarciu. Klasyczna ekonomia polityczna
Marksa analizowała kapitalizm jako system oparty na wyzysku siły
roboczej: kapitaliści kupowali pracę robotników poniżej wartości, którą
ta praca wytwarza, a różnica, wartość dodatkowa, stawała się źródłem
zysku. W tej logice produkcja przemysłowa była sercem akumulacji, a
banki pełniły funkcję pomocniczą, ułatwiając cyrkulację kapitału.
Jednak w ostatnich dziesięcioleciach, szczególnie po neoliberalnej
kontrrewolucji zapoczątkowanej w latach 70. dwudziestego wieku,
kapitalizm przeszedł transformację: produkcja została wyeksportowana do
peryferii, gdzie siła robocza jest tańsza i pozbawiona ochrony
związkowej, podczas gdy ośrodki metropolii, Wall Street, Londyn,
Frankfurt, stały się centrami spekulacji finansowej. Zyski nie pochodzą
już z wytwarzania rzeczy, lecz z manipulacji wspomaganymi komputerowo
instrumentami finansowymi, tworzenia coraz bardziej abstrakcyjnych
"derywatów", nabijania baniek spekulacyjnych i organizowania kryzysów,
które pozwalają na dalsze uwłaszczenie tych, którzy są "zbyt wielcy, by
upaść". Banki nigdy nie były wyłącznie neutralnymi pośrednikami, ale z
czasem stały się jednymi z głównych aktoróœ drapieżnej ekstrakcji,
często w symbiozie z sektorami, które formalnie klasyfikuje się jako
"kryminalne", od handlu narkotykami i bronią, po pranie pieniędzy i
handel ludźmi.
JP Morgan i Deutsche Bank przez lata przetwarzały transakcje Epsteina
mimo jego statusu skazanego przestępcy seksualnego. Po pierwszym
skazaniu Epsteina w 2008 roku za przestępstwa seksualne wobec
nieletnich, które zakończyło się skandalicznie łagodnym wyrokiem
(trzynaście miesięcy w minimalnym reżimie więziennym z możliwością
wychodzenia "do pracy") jego status był znany wszystkim głównym
instytucjom finansowym. A jednak JP Morgan Chase kontynuował obsługę
jego kont jeszcze przez pięć lat, aż do 2013 roku, przetwarzając
transakcje opiewające na setki milionów dolarów, w tym podejrzane
transfery do młodych kobiet i fasadowych firm. Deutsche Bank przejął
jego konta po JP Morgan i kontynuował tę relację aż do 2018 roku!
Wewnętrzne dokumenty, które wyciekły w ramach dochodzeń, ujawniły, że
pracownicy obu banków wielokrotnie podnosili alarm, wskazując na
podejrzane wzorce transakcji, regularne płatności na rzecz młodych
kobiet, transfery do rajów podatkowych, nietypowe struktury
własnościowe. Jednak za każdym razem, kiedy te ostrzeżenia docierały do
wyższych szczebli zarządzania, były one ignorowane lub aktywnie
tłumione, ponieważ Epstein był klientem generującym duże zyski i
przyciągającym innych ultrabogatych klientów.
Epstein przynosił bankom miliardowe zyski. Jak pokazują raporty Oxfamu,
większość bogactwa wytworzonego przez całą ludzkość w ostatnich latach
przypada w udziale bardzo małej liczbie osób. Populacja miliarderów na
całym świecie jest równa populacji Kazimierza Dolnego. Konkurencja
między bankami o ultrabogatych klientów jest zacięta, każdy klient
zdolny przynieść sieć miliardowych kont staje się aktywem, którego
wartość znacznie przewyższa potencjalne koszty prawne czy reputacyjne
wynikające z obsługi nielegalnych transakcji. Epstein spełniał
dokładnie tę funkcję. Jego kontakty obejmowały technooligarchów
(Thiel!), dynastie naftowe, oligarchów postsowieckich i władców krajów
trzeciego świata. Dla banku obsługa takiego klienta oznaczała dostęp do
sieci kapitałowej, której wartość można zmierzyć nie tylko w miliardach
dolarów depozytów, ale także w dostępie do informacji, które pozwalają
na zawieranie zyskownych transakcji insiderskich, przewidywanie ruchów
rynkowych i uzyskiwanie dostępu do prywatyzacji zasobów państwowych w
krajach peryferyjnych. Działy compliance, odpowiedzialne za
przestrzeganie przepisów przeciwdziałających praniu pieniędzy i
finansowaniu terroryzmu są jedynie fasadą. Przestrzeganie tych
przepisów jest opcjonalne. Gdy stawka jest wystarczająco wysoka
przestaje się to robić. Banki zatrudniają całe departamenty prawników i
lobbystów, których zadaniem jest nie tyle zapobieganie łamaniu prawa,
ile zarządzanie ryzykiem prawnym w sposób, który maksymalizuje zysk
przy minimalnych konsekwencjach.
Kryzys finansowy 2008 roku powinien był doprowadzić do upadku znacznej
części sektora finansowego. Jednak banki uznane za "zbyt duże by upaść"
zostały uratowane zastrzykami publicznych pieniędzy, podczas gdy
miliony zwykłych ludzi straciły swoje domy, oszczędności i miejsca
pracy. W tym samym czasie, gdy kapitał "legalny" kurczył się w wyniku
kryzysu zaufania i spadku konsumpcji, kapitał nielegalny, pochodzący z
handlu narkotykami, korupcji, prania pieniędzy, nadal przepływał przez
system, zapewniając bankom desperacko potrzebną płynność. Antonio Maria
Costa, ówczesny szef Biura Narodów Zjednoczonych do spraw Narkotyków i
Przestępczości, otwarcie stwierdził, że znaczna część nielegalnych
pieniędzy została "wchłonięta przez system finansowy" i że bez tych
przepływów, liczonych w setkach miliardów dolarów, wiele banków
upadłoby. To przyznanie, choć szybko zapomniane przez opinię publiczną
okadzaną dyskursywnym smogiem przez korporacyjne media, ujawnia
fundamentalną prawdę: system kapitalistyczny nie dzieli się na sferę
legalną i nielegalną. Te sfery wzajemnie się przenikają i wspierają, a
kategorie prawa służą jedynie jako narzędzia selekcji, które
przestępstwa będą karane, a które tolerowane w zależności od klasowej
przynależności sprawców.
W tym systemie kary są jedynie kosztem operacyjnym. Ugoda JP Morgan z
2018 roku, choć opiewająca na setki milionów dolarów, stanowiła
zaledwie 1,5% rocznych zarobków banku. W 2020 roku JP Morgan Chase
zapłacił 920 milionów dolarów kary za manipulację rynkami metali
szlachetnych i obligacji skarbowych, operację, która trwała prawie
dekadę i przyniosła bankowi wielomiliardowe zyski. W 2013 roku ten sam
bank zapłacił rekordową grzywnę 13 miliardów dolarów za oszukiwanie
inwestorów w sprawie wartości derywatów kredytów hipotecznych, które
doprowadziły do kryzysu 2008 roku. Deutsche Bank, podobnie, zapłacił
łącznie dziesiątki miliardów dolarów kar za różne naruszenia, od
manipulacji stopą LIBOR (referencyjna wysokość oprocentowania depozytów
i kredytów na rynku międzybankowym) po pranie pieniędzy dla rosyjskich
oligarchów. Jednak ani jeden członek zarządów tych banków nie trafił do
więzienia za te przestępstwa. Grzywny, choć nominalnie wysokie, są
rozłożone na lata i są ułamkiem zysków generowanych przez nielegalne
praktyki. Co więcej, koszty tych kar są często przerzucane na klientów
w formie wyższych opłat lub na podatników, ponieważ banki korzystają z
ulg podatkowych pozwalających im wpisywać grzywny w koszta. System kar
funkcjonuje jako licencja na łamanie prawa: dopóki zysk przewyższa
grzywnę, a osoby fizyczne nie ponoszą odpowiedzialności karnej,
przestępczość korporacyjna staje się racjonalną strategią biznesową.
Napisałem wyżej, że publikacja "plików/akt Epsteina" jest manipulacją.
Rzeczy, o których tu piszę to tylko wierzchołek góry lodowej. Większość
powiązań pozostaje dla mnie niejasna, co zresztą próbują wykorzystywać
politycy (np. Donald Tusk mówiący, że Epstein był rosyjskim szpiegiem).
System zarządza informacją w taki sposób, by zapobiec pojawieniu się
realnej świadomości klasowej poprzez mechanizm kontrolowanych
przecieków. Informacja, podobnie jak kapitał, nie cyrkuluje swobodnie.
Jej przepływ jest regulowany przez instytucje medialne, aparaty
państwowe i same elity, które są przedmiotem potencjalnych ujawnień. W
przypadku Epsteina mechanizm ten był szczególnie widoczny: przez lata
plotki o jego działalności krążyły w kręgach elit, a dziennikarze
śledczy gromadzili materiały dowodowe. Jednak każda próba publikacji
była blokowana przez departamenty prawne mediów, które bały się pozwów,
albo przez interwencje osób wysoko postawionych w strukturach władzy.
Alexander Acosta, prokurator federalny, który w 2008 roku
"wynegocjował" skandalicznie łagodny wyrok dla Epsteina, później
przyznał, że otrzymał instrukcje, by "odpuścić", ponieważ Epstein
"należał do wywiadu". Dopiero po tym, jak ofiary zaczęły występować
publicznie (kiedyś w miastach będą skwery i ulice imienia "Ofiar
Epsteina"), sprawa ponownie trafiła na pierwsze strony, jednak nawet
wtedy kontrola nad narracją była widoczna. Media skupiły się na
aspektach sensacyjnych, personalizując skandal wokół postaci Epsteina i
spekulacji dotyczących jego śmierci w celi, podczas gdy strukturalne
powiązania z bankami, wywiadem i elitami były systematycznie
marginalizowane.
Niedawna publikacja "plików/akt Epsteina" nie jest triumfem
przejrzystości, lecz cynicznym kompromisem mającym na celu podtrzymanie
naszej wiary w liberalną demokrację. W styczniu 2024 roku, w odpowiedzi
na nakaz sądowy, opublikowano tysiące stron dokumentów związanych z
pozwem cywilnym przeciwko Ghislaine Maxwell, najbliższej
współpracownicy Epsteina. Media ogłosiły to jako moment prawdy, rzekome
"odtajnienie wszystkiego", które miało ujawnić pełną skalę przestępstw
i nazwiska wszystkich osób zamieszanych. Jednak każdy, kto poświęcił
choćby odrobinę czasu na przeanalizowanie tych dokumentów, zdaje sobie
sprawę, że większość informacji była znana z wcześniejszych dochodzeń i
publikacji medialnych. Nazwiska, które pojawiły się w nagłówkach Bill
Clinton, Donald Trump, Alan Dershowitz, F.K.A książę Andrew, były od
dawna znane jako osoby powiązane z Epsteinem. Co więcej, dokumenty
zostały zredagowane w sposób, który usunął najbardziej kompromitujące
detale, a zeznania ofiar zostały przedstawione w formie, która
minimalizowała ich wpływ. Publikacja nie ujawniła żadnych nowych
mechanizmów władzy, nie wskazała instytucji finansowych czy
wywiadowczych, które umożliwiły działalność Epsteina, ani nie
doprowadziła do żadnych nowych aresztowań czy śledztw. Funkcjonowała
raczej jako kontrolowany upust powietrza z wentyla, który na chwilę
pozwolił opinii publicznej poczuć, że "sprawiedliwości stało się
zadość", podczas gdy faktyczne struktury władzy pozostały nietknięte.
Skupienie uwagi na Trumpie czy Clintonie to teatr dla mas. Rywalizacja
między tymi dwiema figurami została skonstruowana jako centralna oś
amerykańskiego dyskursu politycznego, jakby los narodu zależał od tego,
który z nich jest bardziej skorumpowany, bardziej powiązany z
Epsteinem, bardziej godny moralnego potępienia. A przecież Trump i
Clinton reprezentują tę samą klasę, służą tym samym strukturom kapitału
finansowego i uczestniczyli w tym samym systemie przemocy i ekstrakcji!
Trump, deweloper i spekulant finansowy, zbudował swój majątek na
wykorzystywaniu luk podatkowych i publicznych dotacjach dla prywatnych
projektów. Clinton, jako prezydent, kontynuował deregulację Wall
Street, demontował instytucje ułatwiające życie klasie pracującej,
podpisał Północnoamerykański Układ o "Wolnym Handlu" (NAFTA) i masowo
wsadzał do więzień biednych Afroamerykanów poprzez "tough on crime"
ustawodawstwo. Obaj są produktami tego samego systemu, a ich spór jest
teatrem, który odwraca uwagę od faktu, że żadna z głównych partii nie
kwestionuje fundamentów kapitalistycznej akumulacji. Dyskusja o tym,
które nazwisko pojawia się częściej w "aktach/plikach Epsteina"
wykorzystuje nasze słuszne oburzenie ogromem krzywdy wyrządzonej przez
Epsteina dla zastąpienia systemowej analizy obsesją na punkcie
jednostek, jakby usunięcie ich z obiegu mogło rozwiązać problem.
Publikacja "akt/plików Epsteina" celowo rzuca "na pożarcie" opinii
publicznej postacie epizodyczne, takie jak Larry Summers czy Elon Musk,
aby chronić aktualnie kluczowe aktywa systemu. Larry Summers, były
sekretarz skarbu za Clintona, były prezes Harvardu i architekt
deregulacji finansowej, był wielokrotnie fotografowany z Epsteinem i
przyznał, że spotkał się z nim wiele razy, nawet po jego skazaniu w
2008 roku. W aktach Epsteina pojawia się także wzmianka o Elonie Musku.
Media chwyciły się tych nazwisk, generując cykl oburzenia, które
wyczerpało się w ciągu paru dni, podczas gdy obie te postaci kontynuują
swoje kariery bez większych konsekwencji. Summers nadal "doradza" i
zasiada w zarządach funduszy, a Musk nadal kieruje kilkoma największymi
korporacjami świata i cieszy się statusem ikony technologicznej. Ich
"obnażenie" funkcjonuje jako mechanizm rozproszenia: system oferuje
publicznie kilka nazwisk do publicznego potępienia, jakby oddając je w
ofierze, podczas gdy prawdziwe centra władzy, banki, które przetwarzały
miliardy w nielegalnych transakcjach, służby wywiadowcze, korporacje,
które czerpiały zyski z jego sieci, pozostają w cieniu, chronione przed
jakąkolwiek kontrolą.
Od kontrolowanego skandalu po normalizację i zapomnienie. W erze mediów
społecznościowych każdy skandal przebiega według tej samej trajektorii:
media podchwytują temat generując nagłówki, użytkownicy Twittera i
Facebooka* amplifikują oburzenie, następuje krótka intensyfikacja
debaty publicznej, po czym algorytmy platform społecznościowych kierują
uwagę na kolejny temat, a poprzedni znika z pola uwagi zbiorowej
świadomości. W przypadku Epsteina widzieliśmy tę trajektorię
kilkukrotnie: pierwszy raz po jego aresztowaniu w 2019 roku, potem po
jego śmierci w celi, następnie po procesie Ghislaine Maxwell w 2021
roku, a ostatnio po publikacji akt/plików. Mechanizm ten jest kluczowy
dla utrzymania status quo, ponieważ zapobiega przekształceniu się
chwilowego oburzenia w trwałą mobilizację polityczną. Ludzie czują, że
"coś się dzieje", że system reaguje, ale ponieważ nic się faktycznie
nie zmienia, oburzenie zamienia się w cynizm i rezygnację, co dodatkowo
umacnia poczucie bezsilności wobec władzy.
Jeffrey Epstein był tylko jedną z wielu twarzy systemu, a jego upadek
nie zmienił niczego w fundamentalnych mechanizmach dominacji. Jego
śmierć w celi, oficjalnie samobójstwo, choć okoliczności wzbudzają
uzasadnione wątpliwości, była momentem intensywnej spekulacji i teorii
spiskowych. Jednak niezależnie od tego, czy Epstein rzeczywiście
popełnił samobójstwo, czy został "wyciszony" przez tych, którzy mieli
najwięcej do stracenia na jego zeznaniach, jego śmierć, ostatnio też
kwestionowana, niczego nie rozwiązała. Struktury, które umożliwiły jego
działalność, banki, które przetwarzały jego transakcje, służby
wywiadowcze, które wykorzystywały go jako "operatora", elity, które
czerpały przyjemność i korzyści z jego sieci, pozostały zasadniczo
nietknięte. System przystosował się, pochłonął chwilowy wstrząs i
działa jak gdyby nigdy nic. To ilustruje fundamentalną prawdę
marksistowskiej analizy: kapitalizm nie zależy od żadnej pojedynczej
jednostki, nie może być obalony przez usunięcie kilku "złych aktorów".
Jest systemem, który reprodukuje się poprzez institutcje, prawa,
relacje własnościowe i aparaty przemocy, które funkcjonują niezależnie
od tego, kto je obsługuje.
Prawdziwa walka nie toczy się o to, które nazwisko zostanie ujawnione w
kolejnej partii zredagowanych akt/plików, lecz o to, kto kontroluje
środki produkcji. Obsesja medialna na punkcie nazwisk, czy to Trump,
Clinton, F.K.A. książę Andrew, czy ktokolwiek inny, jest formą
fetyszyzmu, który zastępuje rzeczywistą analizę systemową fascynacją
personaliami. To odwrócenie uwagi od kwestii fundamentalnej: relacji
między kapitałem a władzą. Dopóki środki produkcji, fabryki, ziemia,
technologie, infrastruktura, pozostają w rękach klasy
kapitalistycznej, dopóty system będzie produkować nierówność, wyzysk i
przemoc. Nie ma znaczenia, czy CEO danej korporacji to osoba A czy B,
jeśli struktura własności pozostaje niezmieniona. Nie ma znaczenia, czy
prezydentem jest demokrata czy republikanin, jeśli obaj służą interesom
Wall Street i aparatu militarno-przemysłowo-wywiadowczego. Prawdziwa
transformacja wymaga nie zmiany osób na szczycie hierarchii, lecz
zniesienia samej hierarchii, przejęcia kontroli nad środkami produkcji
przez klasę pracującą. To jest esencja socjalistycznego projektu:
demokratyzacja ekonomii, przekształcenie produkcji z działalności
nastawionej na prywatny zysk w działalność służącą zbiorowym potrzebom.
Kiedy banki spekulują i wygrywają, zyski trafiają do prywatnych
akcjonariuszy. Kiedy spekulują i przegrywają, straty są socjalizowane.
Kiedy korporacje chcą budować infrastrukturę, dostają publiczne dotacje
i ulgi podatkowe. Kiedy infrastruktura zaczyna przynosić zyski, zyski
są prywatyzowane. Osoby pracujące, tymczasem, żyją w najbardziej
brutalnej wersji wolnego rynku: żadnych gwarancji zatrudnienia, żadnej
ochrony przed zwolnieniami, pełna odpowiedzialność za swoje przetrwanie
w warunkach, gdzie płace nie nadążają za kosztami życia. To właśnie tę
asymetrię Epstein i jemu podobni chronią: ich funkcją jest upewnienie
się, że system pozostanie niezachwiany, że elity polityczne będą
kontynuować przekazywanie publicznych zasobów do prywatnych rąk, że
żaden ruch masowy nie zagrozi tej grabieży.
Logika dominacji kapitału nad demokracją czyni istnienie postaci takich
jak Epstein nie tylko możliwym, ale wręcz niezbędnym. Kapitalizm nie
jest w stanie zapewnić rosnącego poziomu życia dla większości ludności,
nie może rozwiązać kryzysów ekologicznych, które sam wygenerował, nie
potrafi zaoferować kolejnym pokoleniom perspektywy godnej przyszłości.
Zamiast tego oferuje prywatyzację zysków i socjalizację strat, rosnące
nierówności, prekarność zatrudnienia, zniszczenie planety i
faszystowską politykę jako "odpowiedź" na rosnącą desperację mas.
Demontaż tej logiki oznacza zbudowanie społeczeństwa opartego na
wspólnej własności środków produkcji, demokratycznej kontroli nad
ekonomią i produkcji dla potrzeb ludzkich, a nie dla zysku,
społeczeństwa, w którym żadna klasa nie będzie mogła eksploatować
innej, a mechanizmy przemocy i szantażu, które służyły ochronie
przywileju, staną się reliktami mrocznej przeszłości.
* Założyłem sobie niedawno konto na UpScrolled i myślę, że jeśli
czytacie mojego bloga, też powinniście
Posted
on: 2026-02-07
Post 34. Czytając Chiny
Cóż tam, panie, w polityce?
Chińcyki trzymają się mocno!?S.
Wyspiański, "Wesele"
Kilka lat temu, gdy pracowałem w Nadrenii-Westfalii jako opiekun
(betreuer), mój niemiecki osiągnął taki poziom, że mogłem już dość
swobodnie czytać gazety i dyskutować o polityce przy kolacji, mimo że
moja "niemiecka osobowość" jest nieco bardziej płaska od "polskiej" i
"angielskiej", a w mówieniu robię błędy.
W czasie lockdownów kowidowych postanowiłem rozpocząć naukę nowego
języka i zdecydowałem, że nie będzie to język europejski. Europa to
niewielka część świata, a w jej kulturze jestem na tyle rozeznany, że
niewiele rzeczy robi na mnie takie wrażenie, jak rzeczy, które odkrywam
w innych częściach świata.
Po kilku tygodniach prób z arabskim utknąłem w miejscu. Zapamiętywanie
znaków szło mi wyjątkowo źle i stanąłem przed wyborem: dalej się męczyć
czy zmienić język. Wybrałem to drugie i zacząłem uczyć się chińskiego.
Od tamtej pory niejednokrotnie miałem wrażenie, że stoję w miejscu, ale
przy nim zostałem, a gdy tylko osiągnę w chińskim poziom pozwalający na
swobodne czytanie gazet i rozmowy o polityce, wrócę do nauki arabskiego.
Wraz z nauką chińskiego zacząłem się głębiej interesować polityką i
kulturą Chin. Szybko też zauważyłem, jak płytkie i powierzchowne są
relacje o Chinach w głównych mediach korporacyjnych.
Obserwując relacje zachodnich mediów korporacyjnych, można odnieść
wrażenie, że istnieją tylko dwa scenariusze dla Chińskiej Republiki
Ludowej. Pierwszy, malowany w ponurych barwach, wieszczy nieuchronny
upadek reżimu, paraliż gospodarczy i wewnętrzną implozję. Drugi, równie
uproszczony, przedstawia Chiny jako monolitycznego hegemona, który lada
moment zdominuje świat, narzucając swoją wolę każdemu, kto stanie mu na
drodze. Ta spolaryzowana narracja, choć z pewnością generuje
kliknięcia, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ostatnie opisywane
dramatycznymi nagłówkami wydarzenia w chińskiej Armii
Ludowo-Wyzwolenczej, gdzie od 2012 roku usunięto ponad 80 wysokich
rangą oficerów, z czego ponad 50 od 2023 roku, są doskonałym przykładem
tego medialnego zniekształcenia. Przedstawiane jako zwiastun chaosu lub
dowód na absolutną, paranoiczną władzę, w rzeczywistości są kulminacją
złożonego procesu, który w większym stopniu dotyczy sporu o przyszłość
doktryny wojskowej i instytucjonalnego rozwoju, niż konsolidacji władzy.
Zrozumienie medialnego przekazu o Chinach wymaga pewnej wrażliwości na
język. Słowa, z pozoru neutralne, niosą ze sobą ładunek emocjonalny i
ideologiczny, kształtując percepcję odbiorców, zanim jeszcze zdążą oni
zapoznać się z faktami.
Zachodnie media, opisując dymisje w chińskim dowództwie, niemal
jednogłośnie sięgnęły po słowo "czystka" (purge). Termin ten, obciążony
historycznymi konotacjami z epoki stalinowskiej, natychmiast przywołuje
obrazy arbitralnej przemocy, paranoi i bezprawia. Tymczasem podobne
przetasowania na szczytach władzy w Waszyngtonie czy Londynie określane
są neutralnymi, niemal biurokratycznymi terminami, takimi jak
"reorganizacja" (reshuffle), "usunięcie" (ousting) czy "zwolnienie"
(sacking). Wygląda na to, że korporacyjny leksykon rezerwuje swoje
najbardziej biznesowe określenia dla własnych dramatów politycznych,
zachowując słownictwo stalinowskiego terroru na każdą próbę rozliczeń
decydentów w Pekinie. Ten lingwistyczny, orientalizujący zabieg od
samego początku ustawia wydarzenia w Chinach w złowieszczym świetle,
sugerując, że nie podlegają one racjonalnej analizie.
Oficjalna narracja Pekinu przedstawia te wydarzenia jako kulminację
bezkompromisowej kampanii antykorupcyjnej, prowadzonej pod hasłem "zero
tolerancji". Zgodnie z komunikatami, walka z korupcją obejmuje
wszystkie szczeble władzy, bez względu na zajmowaną pozycję. Usunięcie
generała Zhang Youxia, wiceprzewodniczącego Centralnej Komisji
Wojskowej i wieloletniego sojusznika Xi Jinpinga, ma być tego dowodem,
podważającym tezy o wybiórczym charakterze kampanii. Oczywiście,
korporacyjne media wolą przedstawiać tę narrację jako cyniczną zasłonę
dymną. Demonizowanie chińskiej walki z korupcją jest wygodnym sposobem
na odwrócenie uwagi od systemowej zgnilizny i paraliżu, które trawią
zachodnie systemy polityczne. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby
w Stanach Zjednoczonych czy Europie zastosowano podobnie rygorystyczne
standardy, tamtejsze elity polityczne mogłyby ulec znacznemu
przetrzebieniu. Nie zmienia to faktu, że za walką z łapówkarstwem kryje
się też głębszy, bardziej fundamentalny spór polityczny.
W systemach, gdzie mechanizmy demokratycznej kontroli są ograniczone,
walka z korupcją niezmiennie służy jako potężne narzędzie polityczne.
Widzieliśmy to także w Polsce w szczytowym okresie "IV RP". Walka z
korupcją umożliwia eliminację rywali, konsolidację władzy i forsowanie
agendy, która w innych warunkach napotkałaby opór. Zrozumienie tych
ukrytych celów jest kluczowe dla prawidłowej oceny strategicznych
intencji przywództwa, które często ukrywają się za publicznie
deklarowanymi hasłami.
Wydarzenia w Armii Ludowo-Wyzwoleńczej to nie tylko kwestia finansowej
uczciwości generałów. Sednem konfliktu jest fundamentalny i brutalny
spór o doktrynę wojskową oraz strategię modernizacji sił zbrojnych. Nie
jest to, jak chcieliby niektórzy komentatorzy, przejaw irracjonalnej
paranoi, lecz racjonalna, choć bezwzględna, walka o kierunek rozwoju
militarnego mocarstwa. To polityka, w której ścierają się dwie
sprzeczne wizje przyszłości chińskiej armii.
Z jednej strony mamy ambicję Xi Jinpinga, który postawił sobie za cel
zbudowanie do 2027 roku siły militarnej gotowej na potencjalną
konfrontację wojskową o Tajwan. Niewątpliwie jednym z impulsów są tu
porażki Rosji w Ukrainie. "Druga armia świata" od czterech lat nie jest
w stanie zająć nawet terytorium Donbasu, nie mówiąc już o
"neutralizacji" Ukrainy. Wizja Xi Jinpinga zakłada szybką rozbudowę
armii w granicach relatywnie powściągliwej alokacji zasobów (mniej niż
2% PKB), priorytetyzując wielkość, liczebność i efekt odstraszający. Z
drugiej strony stali profesjonalni wojskowi, na czele z generałem Zhang
Youxia, jednym z niewielu chińskich dowódców z realnym doświadczeniem
bojowym, zdobytym podczas wojny z Wietnamem. Ta frakcja opowiadała się
za wolniejszym, ale bardziej zaawansowanym technologicznie i skupionym
na realnych zdolnościach bojowych rozwojem. Ich perspektywa opierała
się na prostej logice: odkładanie kluczowych decyzji technologicznych
na jak najpóźniejszy moment jest strategicznie mądre. Inwestowanie we
wczesnym etapie w konkretne rozwiązania gwarantuje, że w momencie
prawdziwego konfliktu sprzęt będzie już przestarzały. Zamiast budować
armię, która wygląda na potężną, chcieli stworzyć siłę, która jest
potężna. Ten spór to nic innego jak przejaw normalnej dla każdego
mocarstwa rywalizacji o priorytety strategiczne. Jest to dowód na
istnienie wewnętrznej debaty i walki o wpływy, a nie symptom
nieuchronnego rozkładu państwa.
Popularna na Zachodzie teza o Chinach jako nieprzeniknionej "czarnej
skrzynce" jest tyleż wygodna, co myląca. Owszem, dostęp do informacji
jest kontrolowany, a system polityczny pozostaje nieprzejrzysty. Jednak
twierdzenie, że procesy decyzyjne w Pekinie są całkowicie
niezrozumiałe, jest wyrazem analitycznego lenistwa i orientalizmu
zachodnich "china watchers". Jeśli "czytamy" Chiny tak jak "czytamy"
Francję, Brazylię, czy Indie, szybko zauważamy, że są one dużo bardziej
"normalnym" i przewidywalnym podmiotem politycznym, niż chcieliby to
widzieć zwolennicy teorii o chaosie i dworskich intrygach.
Kluczem do zrozumienia każdej polityki jest uważna lektura i
interpretacji oficjalnych komunikatów. Nudne, pełne biurokratycznego
żargonu dokumenty partyjne kryją w sobie odpowiedzi, których zbyt
często szukamy w "chłopskim rozumie" i psychologii. Doskonałym
przykładem są różnice w sformułowaniach oskarżeń kierowanych pod
adresem zdymisjonowanych generałów. Pozwalają one zidentyfikować, czy
zarzut dotyczy "zwykłej" korupcji, czy bezpośredniego zagrożenia dla
władzy Xi. Oskarżenie o "zatruwanie politycznej ekologii Armii
Ludowo-Wyzwoleńczej" lub "poważne niszczenie wizerunku armii" to jedno.
Czymś innym jest zarzut "poważnego podważania wizerunku i autorytetu
armii", a jeszcze cięższym grzechem politycznym jest "deptanie systemu
odpowiedzialności przewodniczącego". Te rozróżnienia pozwalają
zarysować podziały w elicie władzy i zrozumieć intencje stojące za
danymi decyzjami, demaskując mit o monolicie.
Ostatnie roszady w chińskim dowództwie wojskowym nie są ani początkiem
końca systemu, ani kolejnym krokiem na drodze do globalnej dominacji.
Są elementem procesu, w którym przeplatają się autentyczna, choć
politycznie użyteczna, walka z korupcją, konsolidacja władzy przez Xi
Jinpinga oraz głęboki, merytoryczny spór o strategiczny kierunek
modernizacji sił zbrojnych. Sprowadzenie tych wydarzeń do jednego,
sensacyjnego wymiaru jest fundamentalnym błędem analitycznym.
Jestem daleko od znajomości chińskiego w stopniu, który pozwoli mi
swobodnie czytać gazety i gadać o polityce, ale znajomość angielskiego
i skromne kompetencje w zakresie korzystania z funkcji przeglądarek
internetowych oraz odrobina ciekawości intelektualnej wystarczają
często do przebicia się przez bezużyteczność korporacyjnych mediów.
Dobrym początkiem jest odrzucenie źródeł forsujących uproszczoną
dychotomię "upadek kontra dominacja", która od lat kształtuje zachodnią
debatę o Chinach. Jako mocarstwo w fazie dynamicznej transformacji,
Chiny zmagają się z potężnymi napięciami wewnętrznymi, strategicznymi
dylematami i poważnymi wyzwaniami. Czyni je to bardziej "normalnym"
graczem na arenie międzynarodowej, niż chcieliby to widzieć autorzy
medialnych uproszczeń. Zrozumienie ich ewolucji wymaga rezygnacji z
poszukiwania prostych odpowiedzi i zaakceptowania złożoności, która nie
mieści się w krzykliwych nagłówkach. Mam świadomość, że moja analiza
dostarczy czytelniczkom dużo mniej dopaminy, niż nagłówki o rychłym
przewrocie w Chinach i nie spodziewam się zaproszeń do podkastów, ani
zapytań od mediów o opinię, ale solidna analiza wymaga odrobiny
niuansu, choćby za cenę ideologicznej pewności i klikalności.
Posted
on: 2026-02-03
Post 33. Słuchane (styczeń)
1. Council Estate Electronics - Kitsland
2. Art Bears - Winters Songs
3. Autechre - Incunabula
4. Roland Kirk Quartet with Tete Montoliu - Copenhagen
5. Eric Dolphy - Out to Lunch!
6. Napalm Death - From Enslavement to Obliteration
7. Sun Ra - Ra to the Rescue
8. Immortal Technique - The 3rd World
9. Sonny Sharrock - Ask the ages
10. Mos Def - Black on Both Sides
11. Sammy Davis Jr. - Yes I Can! The Sammy Davis Jr Story
12. Betty Davis - They Say I'm Different
13. Godflesh - In All Languages
14. Vizzion - Propaganda
15. 攬佬 - 捌方來財之江船入海
16. Arca - Baron Foyel
17. Jesu - Jesu
18. The Sea and Cake - The Fawn
19. THCulture - PSYOP
20. Robert Wyatt - EPs
21. Sonic Youth - A Thousand Leaves
22. Godflesh - A World Lit Only By Dub
23. Nate57 - Stress Aufm Kiez
24. Nadeem Din-Gabisi - OFFSHORE
25. Kinski - Stumbletown Terrace
26. Blind Lemon Jefferson - Complete Recorded Works In Chronological
Order Volume 1. 1925-1926
27. Blind Lemon Jefferson - Complete Recorded Works In Chronological
Order Volume 2. 1925-1927
28. Blind Lemon Jefferson - Complete Recorded Works In Chronological
Order Volume 3. 1928
29. Blind Lemon Jefferson - Complete Recorded Works In Chronological
Order Volume 4. 1929
30. David Grubbs - A Guess At The Riddle
31. Muslimgauze - Return of Black September
32. Szelest Spadających Papierków - Płyta Redlowska
33. Charlie Haden - Liberation Music Orchestra
34. Material - Memory Serves
35. Sleaford Mods - The Demise of Planet X
36. Bessie Smith - The Chronological Classics: Bessie Smith 1923
37. Immortal Technique - Black Cargo
38. Mats Gustafsson - This Is from the Mouth
39. Mary Halvorson - About Ghosts
40. The Ex + Tom Cora - And the Weathermen Shrug Their Shoulder
41. Carla Bley and Paul Haines - Escalator over the Hill
42. Syndicate - Deathtrap
43. Skeleton Crew - Learn To Talk / The Country Of Blinds
44. Zoviet France - Norsch
45. Shortparis - Так Закалялась Сталь
46. David Grubbs - An Optimist Notes The Dusk
47. Mos Def - Black on Both Sides
48. Maciej Maleńczuk - Pan Maleńczuk
49. Iannis Xenakis - Chamber Music 1950-1990
50. 2 8 1 4 - Rain Temple
51. Chico Buarque - Meus Caros
52. Chinese Hackers - ( wiretap )
53. The Curse of the Golden Vampire - The Curse of the Golden Vampire
54. Sonic Youth - SYR1: Anagrama
55. Sonic Youth - SYR2: Slaapkamers met slagroom
56. Sonic Youth - SYR3: Invito al ĉielo
57. A.J.K.S - 0048666
58. Alice Coltrane - Journey In Satchidananda
59. The Pop Group - For How Much Longer Do We Tolerate Mass Murder?
60. Le Butcherettes - Sin Sin Sin
61. Ewa Braun - Sea Sea
62. Paktofonika - Kinematografia
Posted
on: 2026-01-31
Post 32. Imperialny bumerang. Przemoc na ulicach USA.
Sceny przemocy, której dopuszczają się agenci ICE, których
świadkami jesteśmy na ulicach miast USA, wywołują oburzenie, jakiego
nie wywołują dużo gorsze obrazy "zawieszenia broni" w Strefie Gazy.
Liberalny komentariat próbuje je interpretować jako szokujące anomalie,
pęknięcia w tkance "cywilizowanego" społeczeństwa. Ale jeśli przyjrzymy
się im z jakąkolwiek uważnością, dostrzeżemy w nich echo głębszego,
historycznego wzorca nawiedzającego naszą teraźniejszość. Akty
państwowej przemocy we "własnych" granicach są symptomami choroby o
długiej, mrocznej historii.
Korporacyjne media i liberalne elity zupełnie nie radzą sobie z
diagnozą tej choroby. Słynny influektualista Scott Galloway jednym
tchem wzywa do "interwencji" USA w Iranie i ubolewa bezradnie nad
słabością "umiarkowanych" sił politycznych. A przecież od dawna mamy
narzędzia pojęciowe, które z łatwością opisują i wyjaśniają szokujące
zjawiska czy to na ulicach amerykańskich miast, czy na pograniczu
polsko-białoruskim. Myśliciel i poeta z Martyniki, Aimé Césaire ukuł
pojęcie "imperialnego bumerangu”, czy też choc en retour ("szoku
zwrotnego"). Pojęcie to pozwala opisać patologie nowoczesnych państw i
ujawnić, w jaki sposób przemoc, niegdyś "zarezerwowana" dla odległych
kolonii, zatruwa ostatecznie samą metropolię.
Główna teza Césaire’a jest równie prosta, co przerażająca: brutalne i
odhumanizowane metody, które kolonizatorzy rozwijali i doskonalili w
celu kontrolowania poddanych im ludów, nieuchronnie powracają do
"centrum" imperium. Z czasem te same taktyki, usprawiedliwione niegdyś
rasistowską logiką wyższości, zostają zastosowane wobec własnych
obywateli, mniejszości, dysydentów czy grup uznanych za "obce". Césaire
z argumentował, że kolonizacja nie jest procesem jednokierunkowym. Jej
niszczycielskie skutki uderzają w samego agresora.
Kolonizacja oddziałuje na kolonizatora. Brutalizuje go i degraduje.
Budzi instynkty chciwolści, przemocy, rasizmu i relatywizmu moralnego.
Kolonizacja to uprzedmiotowienie (thingification). Kolonializm
sprowadza skolonizowanego człowieka do roli rzeczy, narzędzia
produkcji, obiektu bez woli i godności. Ta dehumanizacja jest jednak
obosieczna! Uprzedmiotowienie staje się nawykiem myślowym, który
sprawia, że kolonizator, "aby uspokoić swoje sumienie, przyzwyczaja się
do postrzegania drugiego człowieka jako zwierzęcia, przywyka do
traktowania go jak zwierzę i obiektywnie skłania się ku temu, by samemu
przekształcić się w zwierzę". W ten sposób degraduje jego własna
integralność moralna, a przemoc staje się odruchowym, znormalizowanym
narzędziem, które z łatwością można przenieść z powrotem do domu.
Ten schemat myślowy, raz ukształtowany jest tragiczną, powtarzalną
prawidłowością wpisaną w historię nowoczesnych imperiów. Historia pełna
jest konkretnych przypadków, w których przemoc kolonialna powróciła do
swojego źródła. Każdy z nich ukazuje inny aspekt tego samego procesu:
konstruowania przez państwo "wewnętrznego wroga", co usprawiedliwia
zastosowanie wobec niego technik pierwotnie zarezerwowanych dla wroga
"zewnętrznego". Od nazistowskich Niemiec po współczesne strategie
"antyterrorystyczne" ta sama niszczycielska logika przybierała różne
formy na przestrzeni dekad.
Dla Aimé Césaire’a nazizm nie był historyczną aberracją ani tragicznym
wyjątkiem w dziejach Europy. Był on ostatecznym i logicznym skutkiem
cywilizacji, która przez wieki usprawiedliwiała i praktykowała
kolonializm. Césaire argumentował, że Hitler zastosował w Europie te
same strategie kolonialne, które wcześniej były zarezerwowane wyłącznie
dla ludności pozaeuropejskiej. Okrucieństwo, masowa dehumanizacja i
ludobójstwo wstrząsnęły sumieniem Zachodu dopiero wtedy, gdy ich
ofiarami stali się biali Europejczycy. Przez stulecia te same metody
stosowano bezkarnie wobec mieszkańców Afryki, Ameryki i Indii. Nazizm
był więc niczym innym jak bumerangiem imperialnym, który z całą siłą
uderzył w kontynent, który go stworzył.
Współczesne strategie "antyterrorystyczne" również noszą piętno
kolonialnej przeszłości. Doskonałym tego przykładem jest historia
brytyjskich "administratorów" z XIX wieku, którzy w Indiach
skonstruowali tzw. "Thagów" jako dziedziczną, z natury kryminalną
sektę. Ta konstrukcja pozwoliła na stworzenie prawnego stanu
wyjątkowego, w którym członkowie tej grupy byli postrzegani jako z
definicji działający poza zakresem prawa. Ustanowiono dla nich osobną
kategorię, dla której nie obowiązywały normalne procedury prawne, co
usprawiedliwiało nadzwyczajne środki represji. Dziś w podobny sposób
traktowani są Palestyńczycy, Libańczycy i Jemeńczycy. Są oni
konstruowani jako grupa z natury podatna na "radykalizację", co
usprawiedliwia prewencyjną inwigilację i interwencje państwa oparte nie
na popełnionych czynach, lecz na postrzeganej "podatności". Kilka dni
temu Siły Okupacyjne Izraela zabiły trójkę palestyńskich dziennikarzy.
Pretekstem miało być to, że jeden z nich używał drona do filmowania, co
zostało zintepretowane jako "zagrożenie".
Brutalny lincz czternastoletniego Emmetta Tilla w Mississippi w 1955
roku był dla Césaire’a dowodem na to, że kolonialna logika
uprzedmiotowienia jest głęboko zakorzeniona w historii Ameryki.
Mordercy mogli dokonać tak potwornego czynu, ponieważ w ich oczach
Emmett Till nie był w pełni człowiekiem. Césaire wskazuje, że ta
zbrodnia dotyka znacznie głębokiego wzorca dehumanizacji, który
współczesna Ameryka odziedziczyła i z którym nigdy się nie rozliczyła.
Te historyczne echa dowodzą istnienia politycznej prawidłowości, której
nieuniknione i mrożące krew w żyłach zastosowanie obserwujemy dzisiaj
na ulicach amerykańskich miast.
Wzorzec bumerangu imperialnego to solidne narzędzie analityczne, które
pozwala nam interpretować bieżące wydarzenia i dostrzec w nich
kontynuację historycznych procesów. Gdy przyjrzymy się przez ten
pryzmat działaniom agentów ICE w Minnesocie, pozornie odizolowany
incydent nabiera znacznie głębszego, systemowego znaczenia.
Przemoc państwowa rzadko jest przypadkowa. Jej legitymizacja opiera się
na skonstruowaniu celu jako wewnętrznego "innego", grupy, która rzekomo
nie pasuje do narodowej wspólnoty, zagraża jej wartościom lub stanowi
zagrożenie dla porządku ("Najpierw przyszli po komunistów...").
Podobnie jak skolonizowane ludy w przeszłości, migranci i osoby o innym
kolorze skóry mogą być przedstawiani jako zagrożenie, które należy
zneutralizować za pomocą wyjątkowych środków.
Metody kontroli, inwigilacji i bezpośredniej przemocy fizycznej
stosowane przez agencje takie jak ICE odzwierciedlają praktyki
doskonalone w innych kontekstach, podczas interwencji zagranicznych,
militaryzacji granic czy operacji przeciwko populacjom uznawanym za
"zewnętrzne" wobec państwa apartheidu jak w tzw. Izraelu. Technologie
nadzoru i taktyki siłowe, które testowano na "wrogach" za granicą z
łatwością przenikają do sfery wewnętrznej, gdy tylko pojawi się
odpowiednio zdefiniowany cel.
U podstaw każdej skrajnej brutalności leży logika uprzedmiotowienia.
Aby funkcjonariusz mógł z zimną krwią stosować przemoc wobec drugiego
człowieka, musi najpierw przestać postrzegać go jako równego sobie.
Musi, świadomie lub nie, dokonać aktu degradacji, sprowadzając ofiarę
do roli obiektu, zagrożenia lub statystyki. To ten sam mechanizm
psychologiczny, który pozwalał kolonizatorom popełniać niewyobrażalne
okrucieństwa, usprawiedliwiając je rzekomą niższością skolonizowanych.
Rozpoznanie tego wzorca w dzisiejszych wydarzeniach jest pierwszym,
kluczowym krokiem na drodze do jego przełamania.
Przemoc, której jesteśmy świadkami na ulicach USAńskich miast jest
wyrazem długu, jest dziedzictwem. Jest to choc en retour, szokujący
odwet za historię przemocy kolonialnej i imperialnej, o której nasze
społeczeństwa wolałyby nie pamiętać. Brutalność, którą niegdyś
eksportowano do odległych krain, powraca dziś jako imperialny dług do
spłacenia, by nawiedzać domy, miasta i sumienia uśpione bogactwem i
medialnym kociokwikiem. To bumerang, który, raz rzucony, zawsze wraca.
Stawienie czoła tej przemocy wymaga czegoś więcej niż tylko potępienia
pojedynczych aktów. Wymaga głębokiego i uczciwego rozrachunku z
historią, która stworzyła ten bumerang i systemowego, politycznego
ujęcia państwa i kapitalizmu jako problemu do rozwiązania. Dopóki nie
zrozumiemy i nie rozliczymy się z dziedzictwem, które ukształtowało
nasze państwa i ich aparaty przymusu, będziemy skazani na wieczne
spłacanie tego samego, krwawego długu.
Posted
on: 2026-01-26
Post 31. "Rewolucja" na Twitterze - wojna hybrydowa w
Iranie.
Gdyby
wierzyć trendom w mediach społecznościowych i nagłówkom popularnych
korporacyjnych portali informacyjnych, w Iranie jest rewolucja, a
społeczeństwo domaga się upadku Islamskiej Republiki i przywrócenia
monarchii na czele z typem, który dość otwarcie mówi, że dobrze mu się
żyje na wygnaniu. Medialna narracja najczęściej taktownie pomija, a w
najlepszym razie ledwo wspomina fakt, że Iran od dziesiątków lat jest
teatrem złożonej hybrydowej wojny. Nawet lewicowe media co najwyżej
wzmiankują, że "autorytarny reżim jest produktem zachodnich
interwencji" bez wspominania o dekadach sankcji, wyrafinowanych
operacjach psychologicznych za pośrednictwem mediów społecznościowych
oraz celowym podsycaniu i wykorzystywaniu wewnętrznych napięć
społecznych.
O sankcjach ekonomicznych mówi się niekiedy, że są humanitarną
alternatywą dla wojny, ale są co najwyżej alternatywą cichą i mniej
gwałtowną. Celem sankcji jest zadanie społeczeństwu bólu, by wzmocnić
wewnętrzne sprzeczności i wymusić na rządzie zmianę polityki. Nie mam
oporów przed popieraniem sankcji przeciwko państwom prowadzącym aktywną
agresywną wojnę. Ale Iran niczego takiego nie robi, a sankcje zabijają.
Po cichu, z daleka od kamer i nie zakłócając dobrego samopoczucia
dobrych mieszczan w naszej części świata. W Iraku w latach
dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku sankcje doprowadziły do śmierci
pół miliona dzieci, a w Wenezueli w zaledwie dwa lata do czterdziestu
tysięcy zgonów. Również w przypadku Iranu przeszło cztery dekady
nieustannej presji ekonomicznej wywołały katastrofalne skutki. Presja
ekonomiczna dewastuje infrastrukturę, prowadzi do „drenażu mózgów",
obniża jakość usług publicznych i systematycznie zubaża społeczeństwo.
Cokolwiek mówimy o polityce Iranu, nieuwzględnienie przy tym
niszczycielskiego wpływu sankcji ekonomicznych całkowicie niweczy
pozory rzetelności w naszej analizie sytuacji. Nie jestem historykiem,
ale nie znalazłem dowodów na dobroczynny wpływ sankcji ekonomicznych na
rozwój demokracji i rozszerzenie wolności politycznych w jakimkolwiek
miejscu na świecie. Przeciwnie, sankcje często wzbogacają skorumpowane
elity, które czerpią zyski z mechanizmów ich omijania, pogłębiając
nierówności społeczne.
Richard Nephew, jeden z głównych architektów amerykańskich sankcji,
otwarcie przyznał, że "na poziomie strategicznym, ból zadawany przez
sankcje ma na celu wywołanie u przeciwnika tych samych impulsów, co ból
zadawany siłą militarną". Jednym z głównych elementów tej strategii
jest możliwość wiarygodnego zaprzeczenia, że w ogóle prowadzi się
wojnę.
Pozwala to państwom nakładającym sankcje zrzucać winę za kryzys
humanitarny na złe zarządzanie gospodarcze rządu w Teheranie. W ten
sposób maskują własną odpowiedzialność za śmierć i cierpienie cywilów,
przedstawiając je jako wewnętrzny problem Iranu. Ta cicha wojna
ekonomiczna jest podstawą, na której opierają się kolejne, bardziej
bezpośrednie narzędzia wojny hybrydowej, takie jak operacje
destabilizacyjne.
Równolegle do sankcji ekonomicznych przeciwko Iranowi prowadzone są
aktywne operacje destabilizacyjne, których celem jest przekształcenie
autentycznych wewnętrznych sprzeczności w otwarty konflikt,
delegitymizacja państwa i stworzenie warunków do zmiany reżimu.
Działania te to skoordynowany wysiłek, by wykorzystać każde pęknięcie w
irańskim społeczeństwie jako pretekst dla zewnętrznej interwencji
(jedynym chyba plusem obecnej administracji USA jest to, że otwarcie o
tym mówi, podczas gdy wcześniejsze rządy umiały lepiej lub gorzej
sprzedawać swoją
brutalność jako propagowanie demokracji i praw człowieka).
Media i politycy promują syna obalonego szacha, Rezę Pahlaviego, jako
lidera na uchodźstwie. Jednak w samym Iranie, który doskonale pamięta
szacha i jego rodzinę, społeczne poparcie dla Pahlaviego jest
marginalne. Autentyczne,
oddolne protesty społeczne są przejmowane, wzmacniane i manipulowane
przez zagraniczne media oraz grupy, z których wiele ma
bezpośrednie powiązania z agencjami wywiadowczymi, takimi
jak CIA, Mossad czy MI6, które instrumentalizują uzasadnione
niezadowolenie Irańczyków dla własnych celów politycznych. Zbrodniarz
wojenny, były sekretarz stanu i dyrektor CIA na emeryturze Mike Pompeo
powiedział
głośno cichą część i życzył szczęśliwego nowego roku Irańczykom na
ulicach i „każdemu agentowi Mossadu idącemu przy nich". W tweecie
oznaczył prezydenta USA, oraz obecnego sekretarza stanu i dyrektora CIA.
Kluczem do zrozumienia współczesnego Iranu jest zdolność do
rozróżnienia między autentycznymi, oddolnymi ruchami społecznymi,
wyrastającymi z realnych problemów, a protestami instrumentalizowanymi
i promowanymi przez siły zewnętrzne. Ignorowanie tej fundamentalnej
różnicy prowadzi do błędnych analiz i wspierania działań, które mają co
najwyżej przygodną zbieżność z interesem społeczeństwa. Niestety
medialna kanonada niskokalorycznych, często wprost fałszywych
informacji sprawia, że z zewnątrz często trudno je w praktyce
rozróżnić.
Irańskie społeczeństwo boryka się z realnymi i głębokimi problemami,
które są źródłem autentycznych protestów. Galopująca inflacja, wysokie
ceny podstawowych produktów i bezrobocie, które są bezpośrednio i w
dużej mierze spowodowane przez niszczycielskie sankcje ekonomiczne,
tworzą trudną sytuację ekonomiczną. Działania aparatu państwowego
wywołują słuszny gniew i sprzeciw, zwłaszcza wśród młodego pokolenia.
Irańczycy wychodzą na ulice, domagając się praw politycznych i reform w
takich obszarach jak ochrona środowiska, prawa pracownicze czy walka z
korupcją.
Aby zobaczyć, jak odmienną formę przybiera rdzenny, suwerenny ruch
społeczny, wystarczy przeanalizować masowy protest pracowników
rafinerii gazowej South Pars w Asaluyeh. Ruch ten demaskuje fałsz
narracji o "rewolucji" dążącej do przywrócenia monarchii. Żądania
pracowników koncentrowały się na prawach pracowniczych (godne płace,
bezpieczeństwo zatrudnienia, ludzkie warunki pracy). Swoją walkę
przedstawiali jako obronę suwerenności, a wyzysk ekonomiczny
postrzegali jako formę sabotażu "kradzież pensji robotnika to zdrada
kraju". Liderzy protestów świadomie obrali strategię unikania przemocy
i siłowej konfrontacji. Lider związku zawodowego, Alireza Mirghaffari,
wyjaśnił, że przemoc służyłaby jedynie podmiotom zewnętrznym dążącym do
przejęcia ruchu dla celów zmiany reżimu oraz krajowym siłom pragnącym
stłumić walkę pracowniczą pod pretekstem zagrożenia bezpieczeństwa.
Ważnym frontem wojny hybrydowej przeciwko Iranowi są media
korporacyjne. Ich celem jest kształtowanie percepcji w sposób, który
sprzyja imperialistycznej agendzie. Poprzez selektywne kadrowanie,
dezinformację i powielanie kolonialnych stereotypów media te stają się
narzędziem operacji psychologicznej, której zadaniem jest
delegitymizacja państwa irańskiego i przygotowanie gruntu pod
zewnętrzną interwencję. Media masowo udostępniają klipy wideo z
protestów, które miały miejsce wiele lat temu lub w zupełnie innych
krajach, z fałszywym twierdzeniem, że pokazują one bieżące wydarzenia w
Teheranie. Przy każdej fali protestów (2009, 2017, 2019 i 2022) media
ogłaszają "punkt zwrotny" i "bliski upadek reżimu". Ta powtarzająca się
i póki co niezmiennie fałszywa prognoza ma na celu stworzenie wrażenia
nieuchronności zmiany i osłabienie morale.
Media systematycznie pomijają związek przyczynowo-skutkowy między
sankcjami a problemami społecznymi, takimi jak ubóstwo czy brak dostępu
do leków, które są realnymi przyczynami protestów. W ten sposób
utrwalają fałszywą narrację, że jedynym winowajcą trudnej sytuacji
Irańczyków jest ich własny rząd, a nie dekady zewnętrznej agresji
ekonomicznej. W tym kontekście krytyczna ocena źródeł medialnych staje
się formą antyimperialistycznego oporu, który pozwala przebić się przez
mgłę propagandy, nawet jeśli efektem jest słaba w porównaniu z
heroiczną narracją mediów korporacyjnych opowieść o złożonej
politycznej sytuacji i nakładających się na siebie sprzecznościach
osadzonych w historii i teraźniejszości Iranu. Jeśli sprzeczności te
mają się kiedykolwiek rozwiązać, musimy też unikać
antyimperialistycznego antyintelektualistycznego "samograja", który z
automatu przypisuje odpowiedzialność za wszelkie wydarzenia spiskowi
międzynarodowych elit. Ale dopóki Iran będzie oblężony, pierwszym
słowem odpowiedzialnej, pryncypialnej postawy wobec wydarzeń w tym
państwie musi być: nie dla sankcji, nie dla interwencji, a kolejnym -
wsparcie dla demokratycznych aspiracji Irańczyków.
Posted
on: 2026-01-13
Post 30. Słuchane (grudzień)
1.
Godflesh - Selfless
2. Kapela Gacoki - Polish Folk Music vol. 02
3. David Grubbs - Banana Cabbage, Potato Lettuce, Onion Orange
4. FKA Twigs - Magdalene
5. Shellac - Terraform
6. Noel Akchote's Green Trane - Plays the Music of John Coltrane
7. Nurse With Wound - Soliloquy for Lilith
8. Coil - ...and the Ambulance Died in his Arms
9. The Bug - Angels & Devils
10. Blonde Redhead - Fake Can Be Just as Good
11. Baccara - Baccara
12. Lolina - The Smoke
13. Elliott Sharp - Interference
14. Adrian Sherwood - Survival & Resistance
15. Assück - Antikapital
16. Zavoloka - Promeni
17. Brujeria - ¡Demoniaco!
18. Chris & Cosey - Heartbeat
19. VA - Motown Chartbusters, Volume 6
20. VA - Motown Chartbusters, Volume 12
21. The Jesus Lizard - Goat
22. FKA Twigs - EUSEXEUA
23. FKA Twigs - EUSEXEUA Afterglow
24. The Supremes - High Energy
25. Son House - Original Delta Blues
26. Anaal Nathrakh - Endarkenment
27. AJJ - Andrew Jackson Jihad / Flaspar / Golden Boots
28. Bill Laswell - Aftermathematics Instrumental: Rhythm and Recurrence
29. Dj Spanis Fly - Oh Word
30. VA - Deep Detroit Techno Soul Vol. 1 (Tresor)
31. 100 gecs - 100 gecs
32. Laibach – Occupied Europe NATO Tour 1994-95
33. John Lee Hooker - House of the Blues
34. Le Butcherettes - Kiss & Kill
35. Tackhead - Strange Things
36. King Tubby - In A World Of Dub
37. Lucille Bogan - Complete Recorded Works in Chronological Order
Volume 1
38. Lady Gaga - The Fame
39. Chico Buarque - Construção
40. Zoviet France - What Is Not True
41. Antônio Carlos Jobim - Stone Flower
42. Z'EV - Face The Wound
43. Tackhead - Friendly
44. VA - Serial Experiments LAin Soundtrack: Cyberia Mix
45. Shellac - At ActionPark
46. Animals As Leaders - Weightless
47. Henry Cow - Peel Sessions
48. Charles Mingus - The Black Saint and the Sinner Lady
49. Phoebe Snow - Phoebe Snow
50. Robert Wyatt - Comicopera
51. The Mars Volta - Amputechture
52. Kate Bush - The Whole Story
53. Kendrick Lamar - Untitled Unmastered
54. Fugazi - The Argument
55. Billie Holiday - Last Recording
56. Head of David - Dustbowl
57. Zenker Brothers - Lion In Mars
58. VA - American Folk Songs
59. Allen - System Collapse
60. Last Exit - Headfirst Into The Flames - Live In Europe
61. Whipping Boy - The Sound Of No Hands Clapping
62. Harry Belafonte & Miriam Makeba - An Evening With
Belafonte/Makeba
63. Primus - Animals Should Not Try To Act Like People
64. Paktofonika - Archiwum Kinematografii
65. Whipping Boy - Muru Muru
66. Sun Ra - Sound Sun Pleasure
67. Enon - High Society
68. Tomahawk - Anonymous
69. The Gerogerigegege - 45 RPM Performance
70. Kobong - Chmury nie było
71. A$AP Rocky - TESTING
72. KAT - Ballady
73. Whipping Boy - Dysillusion (A Muru Muru Remix)
74. Z'EV - My Favorite Things
75. David Bowie - Blackstar
76. Mary Halvorson - About Ghosts
77. Noël Akchoté - Carlo Gesualdo: Madrigals For Five Guitars
78. Godflesh - Slavestate
79. Fela Kuti - The Best Of The Black President
80. Armand Hammer & Alchemist - Mercy
81. Leonie Klein - Gathering Thunders
82. Adrian Sherwood - Sherwood At The Controls: Volume 2 1985-1990
83. Vizzion - Propaganda
84. Bill Frisell - History, Mystery
Posted
on: 2025-12-31
Post 29. "Zawieszenie broni", lewica i granice
wyobraźni burżuazyjnego humanizmu.
Termin
"zawieszenie broni", jakim posługuje się nadal w
kontekście sytuacji w okupowanej Palestynie większa część
opinii publicznej wskazuje na pokój i ma prawniczy koloryt,
ale jest jedynie etykietą, przyczepioną do kontynuacji tego
samego procesu eksterminacyjnego, co wcześniej. Zmieniły się
jedynie niektóre metody i taktyki.
Każda analiza obecnej fazy ludobójstwa w Strefie Gazy musi
przebić się przez gęstą zasłonę mistyfikacji ideologicznej,
którą korporacyjne media, ze "społecznościowymi" na czele,
zasnuwa rzeczywistość. Dane wskazują na oczywisty fałsz
ideologicznej konstrukcji "zawieszenia broni". Od
dziesiątego października siły okupacyjne państwa
izraelskiego zamordowały kolejne setki Palestyńczyków. Tak
zwana „żółta linia", ruchoma granica wyznaczana
betonowymi blokami, oddzieliła Palestyńczyków od większości
terytorium Strefy Gazy. Trwa systematyczne niszczenie
infrastruktury warunków reprodukcji społecznej, a pomoc
humanitarna jest ograniczana do absolutnego minimum. Głód
pozostaje głównym narzędziem procesu wyniszczenia i jest
stosowany z inżynieryjną precyzją jako broń masowego
rażenia. Dwa dni po Powodzi Al-Aksa syjonistyczne państwo
ogłosiło całkowitą blokadę dostaw żywności i wody.
Jednocześnie Siły Okupacyjne Izraela zniszczyły system
żywnościowy Strefy Gazy. Okupant zniszczył piekarnie, młyny
i infrastrukturę rybołówstwa, która dawała utrzymanie
przeszło stu tysiącom osób. Ziemie uprawne, podstawa
lokalnej produkcji żywnościowej, skażone przez materiały
wybuchowe, zostały też wchłonięte przez strefę okupowaną.
Decyzje ta nie były żadną militarną koniecznością. Podobnie
jak cała kampania zbrodni, były decyzjami politycznymi,
mającymi na celu biologiczne wyniszczenie populacji.
Wyniszczone głodem ciało dziesięcioletniego Yazana
al-Kafarneha stało się symbolem tej tragedii. Dzieci
umierają z głodu w dwudziestym pierwszym wieku, w epoce
bezprecedensowej nadprodukcji żywności. Ta sprzeczność
obnaża fundamentalną prawdę kapitalistycznego sposobu
produkcji: nędza nie wynika z niedoboru, lecz z relacji
społecznych.
Ranny nastoletni chłopiec zmiażdżony buldożerem, niemowlę
umierające z wychłodzenia i zbombardowane wesele, to tylko
niektóre szokujące izraelskie zbrodnie, o jakich świat
prawie w ogóle nie mówił w ostatnich dniach. O każdym takim
wydarzeniu, gdyby miało miejsce gdziekolwiek indziej,
pisałyby z oburzeniem portale i gazety. Ale nie w okupowanej
Palestynie. Barbarzyństwo przybiera formy, które
przekraczają granice wyobraźni burżuazyjnego humanizmu,
dlatego burżuazyjny humanizm taktownie odwraca wzrok i
milczy, mówi zdawkowo, albo kłamie.
Oczywiście naiwnym byłoby liczyć, że humanitarne apele i
świadectwa palestyńskiego cierpienia coś zmienią. Nie tylko
z powodu znieczulicy i przebodźcowania globalnego
komentariatu. Zmiana politycznej sytuacji wymaga
organizacji, a ta z kolei, politycznej analizy, a więc
spojrzenia na sytuację polityczną przez pryzmat społecznej
całości. Odizolowane w przekazach medialnych zjawiska są w
rzeczywistości momentami jednej całości. Palestyna nie nigdy
nie była wyłącznie regionalnym konfliktem i od dawna jest
laboratorium, w którym globalne elity testują i udoskonalają
metody dominacji.
Architektura geopolityczna podtrzymująca to ludobójstwo
wyrasta z materialnych sprzeczności współczesnego
kapitalizmu. Wspierany przez Stany Zjednoczone plan podziału
Strefy Gazy na strefy (niech nie umyka nam ironia podziału
strefy na strefy ani to, że rymuje się świetnie z historią
gettoizacji na przestrzeni wieków) realizuje strategię
tworzenia enklaw bezpośredniej kolonialnej kontroli.
Dyskutowane "plany pokojowe", takie jak plan Trumpa,
ujawniają swoją prawdziwą naturę jako kolonialne projekty
całkowitego ignorowania rzeczywistych stosunków sił i praw
narodu palestyńskiego. Marks pisał w “Osiemnastym brumaire'a
Ludwika Bonaparte”, że historia powtarza się dwukrotnie: raz
jako tragedia, drugi raz jako farsa. Plany te są farsą
kolonializmu dziewiętnastowiecznego, pozbawioną jednak nawet
tego minimum realizmu, które charakteryzowało imperializm
"klasyczny". Równocześnie obserwujemy gnicie Organizacji
Narodów Zjednoczonych jako instytucji mającej rzekomo stać
na straży suwerenności narodów i ogólnego międzynarodowego
ładu. Kiedy izraelski ambasador publicznie niszczy Kartę
Organizacji Narodów Zjednoczonych w miniaturowej niszczarce,
gest ten ma wymiar symboliczny. Prawdziwym unicestwieniem
ONZ jest jednak uchwalenie rezolucji przywracających de
facto kolonialny system mandatowy z epoki Ligi Narodów.
Instytucja stworzona jako negacja starego porządku
kolonialnego została przekształcona w narzędzie jego
restauracji na wyższym poziomie rozwoju sił wytwórczych.
Ludobójstwo w Strefie Gazy ujawnia fundamentalne zasady
współczesnego imperializmu z klarownością, której nie
oferuje żaden podręcznik ekonomii politycznej. U podstaw
systemu leży nierówna wymiana między “metropolią” a
peryferiami, mechanizm transferu wartości dodatkowej z
Globalnego Południa na Północ. Ta nierówna wymiana jest
strukturalną koniecznością kapitalizmu. Przemoc pełni
funkcję systematycznego tłumienia oporu wobec eksploatacji.
Każda próba suwerennego rozwoju, każde dążenie do kontroli
nad własnymi zasobami spotyka się z bezwzględną represją.
Korporacyjne media realizują swoją funkcję ideologiczną
przez demonizowanie ruchów oporu w Palestynie, Jemenie,
Libanie. Celem tej operacji ideologicznej jest
odczłowieczenie walczących o wyzwolenie, przedstawienie ich
jako irracjonalnych fanatyków, którzy sami są winni swojego
losu. Mechanizm ten opisywał już Marks w analizie kwestii
irlandzkiej: burżuazyjna opinia publiczna przedstawia
uciskanych jako niezdolnych do cywilizacji barbarzyńców, aby
uzasadnić ich dalsze uciskanie. I tu znowu opinia publiczna
dość skutecznie odwraca uwagę, choć ta makrostrukturalna
przemoc imperializmu działa przecież nie tylko na poziomie
stosunków międzynarodowych, lecz penetruje świadomość klas
podporządkowanych w samej imperialnej "metropolii".
Reprodukcja stosunków wyzysku wymaga nie tylko przemocy
fizycznej, lecz także hegemonii ideologicznej. Gramsci
uczył, że trwała dominacja opiera się na zdolności klasy
panującej do przedstawienia swoich partykularnych interesów
jako interesu powszechnego, do uzyskania aktywnej zgody klas
podporządkowanych na własne podporządkowanie. Utrzymanie
globalnego systemu imperialistycznego wymaga zatem
strategicznej produkcji bierności i milczenia, szczególnie
wśród populacji "metropolii". Normalizacja okrucieństw,
której jesteśmy świadkami w kontekście Strefy Gazy,
realizuje świadomy projekt polityczny neutralizacji
potencjalnej opozycji i moralnego oburzenia, zanim
przekształci się ono w skuteczną (rewolucyjną) praktykę
polityczną.
Mechanizmy manipulacji są wielorakie i wszechobecne.
Palestyńczycy w Strefie Gazy raz za razem wyrażają głębokie
poczucie opuszczenia, a proces eksterminacji trwa, nawet
jeśli w formach mniej spektakularnych, a przez to
łatwiejszych do zignorowania przez burżuazyjną opinię
publiczną. Kluczową rolę w tej produkcji milczenia odgrywa
figura „neutralnego" intelektualisty, krytykowana choćby
przez Stuarta Halla. Akademik zamknięty w murach
uniwersytetu, odmawiający politycznego zaangażowania, przez
swoją "apolityczną" postawę reprodukuje istniejące stosunki
dominacji. Pretensja do neutralności, wyrażająca się w
figurze "obserwatora" jest ideologiczną maską służącą
ukryciu klasowego charakteru produkcji wiedzy.
Intelektualista odmawiający nazwania ludobójstwa po imieniu
staje się jego obiektywnym wspólnikiem, niezależnie od
swoich subiektywnych intencji i tego co poza nienazywaniem
ludobójstwa po imieniu robi, jak choćby bardzo popularny w
ostatnim czasie influektualista (nauczyłem się ostatnio
nowego słowa) Scott Galloway, który potrafi przenikliwie,
jak na umiarkowanie progresywnego liberała, analizować
amerykańską oligarchię epoki międzynarodowych korporacji i
kryzys męskości, który przyniósł światu subkulturę inceli, a
jednocześnie sztorcować bezlitośnie ruch solidarności z
Palestyną i obwiniać go za działania Państwa Islamskiego
(!). Populacje "metropolii" są systematycznie oswajane z
coraz większymi pokładami deprawacji. Mechanizm ten działa
poprzez stopniowe przesuwanie granic tego, co uchodzi za
normalne i akceptowalne. Akty ludobójstwa zaczynają być
postrzegane jako niechciany, ale nieunikniony aspekt
międzynarodowej polityki, jako cena, którą trzeba zapłacić
za rzekome bezpieczeństwo i stabilność. Marks pisał w
"Osiemnastym brumaire'a", że ludzie tworzą swoją historię,
ale nie czynią jej dowolnie, w wybranych przez siebie
okolicznościach, lecz w okolicznościach zastanych, danych i
odziedziczonych z przeszłości. Tradycja zmarłych pokoleń,
nad którą czuwa akademia, ciąży na umysłach żywych. W tym
przypadku tradycją tą jest kolonializm i imperializm, które
wytworzyły w świadomości mas "metropolii" przekonanie o
"naturalności" hierarchii rasowych i prawa silniejszego.
Przełamanie tego milczenia wymaga ogromnej odwagi moralnej i
gotowości do podjęcia ryzyka politycznego. Jednym ze wzorów
rewolucyjnej praktyki intelektualnej może być Walter Rodney.
Jego świadoma decyzja wyjścia z krytycznymi ideami do mas,
opuszczenia bezpiecznej przestrzeni akademii i zaangażowania
się w walkę klas, sprawiła, że został uznany za wroga
państwa. Rodney rozumiał to, czego nie nie rozumie wielu
współczesnych jemu i nam akademików: wiedza teoretyczna
pozbawiona związku z praktyką rewolucyjną jest jałowa, a
intelektualista odmawiający zaangażowania staje się sługą
systemu, który udaje, że krytykuje. Centralna rola w
produkcji zgody przypada ideologii burżuazyjnej, która
przedstawia nędzę Globalnego Południa jako wynik jego
własnej nieprawidłowości, podczas gdy bogactwo “metropolii”
ma być dowodem jej kulturowej i cywilizacyjnej wyższości. Ta
ideologiczna mistyfikacja służy ukryciu tego, że nierówna
wymiana i przemoc są konstytutywnymi elementami
kapitalistycznego sposobu produkcji.
Dobrobyt jednych wyrasta bezpośrednio z wyzysku i cierpienia
drugich. Kapitał przychodzi na świat ociekający krwią i
brudem z każdego poru. Współczesny imperializm kontynuuje
proces akumulacji przez wywłaszczenie, tyle że na skalę
globalną i z użyciem nowych środków technicznych. Obecny
moment historyczny obnaża głęboką porażkę tradycyjnych
ruchów solidarności z Palestyną w metropoliach
imperialistycznych. Ta porażka domaga się trzeźwej, wolnej
od sentymentalizmu i szukania fałszywej pociechy analizy.
Kontrast między różnymi formami solidarności ujawnia
fundamentalne ograniczenia dominujących praktyk. W Wielkiej
Brytanii aktywiści z Palestine Action ponoszą rzeczywiste
koszty swojej praktyki politycznej: są przetrzymywani w
areszcie na czas nieokreślony, pozbawiani opieki medycznej,
głodujący. Ich pokojowe akcje bezpośrednie państwo
burżuazyjne nazywa terroryzmem. Siostra jednej z uwięzionych
działaczek, T. Hawki, formułuje filozofię strajku głodowego
w kategoriach przypominających analizy Foucaulta dotyczące
biopolityki: kiedy państwo odbiera ci wszystko, kiedy nie
masz już żadnej autonomii ani wyboru, jedyne co pozostaje to
twoje ciało, nad którym sprawujesz jeszcze pełną kontrolę i
którego używasz jako broni przeciwko systemowi. Ta
ucieleśniona, ryzykowna solidarność stoi w jaskrawej
opozycji do postawy znacznej części zachodniej lewicy, ale
współgra z walką globalnej większości, w tym Palestyńczyków
w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu. Porażka lewicy nie
jest kwestią taktyki czy strategii w ścisłym sensie. Jej
korzenie sięgają fundamentalnej odmowy zaangażowania się w
konfrontację z państwem imperialistycznym i jego klasowymi
podstawami. Lukács pisał o konieczności uświadomienia
totalności stosunków społecznych jako warunku skutecznej
praktyki politycznej. Lewica w naszej części świata i w
wielu podobnych miejscach pozostaje najczęściej uwięziona w
skupieniu na fragmentach spektrum systemu i wąskich zbiorach
objawów jego gnicia. Często odmawia nazwania całości po
imieniu i wyciągnięcia konsekwencji praktycznych z tej
diagnozy. Od Palestyńczyków oczekuje, że jak to ujął autor
The Thorn and The Carnation z brutalną jasnością: będą
„grzecznymi ofiarami", które będą umierać bez stawiania
oporu, bo tylko taka śmierć nie zagraża komfortowi
burżuazyjnego sumienia w “metropolii”.
Ruch solidarności z Palestyną w “metropolii” boryka się też
z potężną kontrofensywą ideologiczną prawicowego populizmu,
któremu udaje się skutecznie przedstawić międzynarodową
solidarność jako bezpośredni koszt ponoszony przez krajową
klasę pracującą. Narracja ta wykorzystuje rzeczywiste
frustracje wynikające z degradacji ich warunków życia, ale
kanalizuje je w kierunku ksenofobii i nacjonalizmu, zamiast
przeciwko rzeczywistemu źródłu nędzy. Przeciwstawienie się
tej narracji wymaga sformułowania klarownego argumentu:
Imperializm szkodzi proletariatowi na całym świecie,
włączając w to proletariat "metropolii". Kolonialne wojny,
prowadzone rzekomo w imię bezpieczeństwa narodowego,
przynoszą zyski jedynie koncernom zbrojeniowym i
energetycznym, podczas gdy ich koszty ponoszą masy w postaci
podatków i degradacji instytucji państwa opiekuńczego.
Migracje, będące produktem kapitalistycznej nekropolityki na
peryferiach, są instrumentalnie wykorzystywane przez
burżuazję do dzielenia klasy pracującej i osłabiania jej
siły przetargowej przez tworzenie armii rezerwowej pracy
gotowej pracować za głodowe płace.
Marks uczył, że proletariat angielski nigdy nie będzie
wolny, dopóki trwa ucisk Irlandii, bo burżuazja angielska
używa tego ucisku do dzielenia klasy pracującej i odwracania
jej uwagi od rzeczywistego źródła jej eksploatacji. Ta sama
logika obowiązuje dziś w odniesieniu do imperializmu
globalnego: proletariat “metropolii” nie może się wyzwolić,
dopóki trwa imperialny wyzysk peryferii, bo ten wyzysk służy
burżuazji do korumpowania arystokracji robotniczej i
utrzymywania hegemonii ideologicznej nad masami. Krytyka
obecnych strategii musi prowadzić do identyfikacji
fundamentalnych wyzwań stojących przed każdą skuteczną
polityką antyimperialistyczną w nadchodzącym okresie.
Analiza obecnej koniunktury historycznej prowadzi do
paradoksalnego wniosku mimo niewyobrażalnego cierpienia
zadanego Strefie Gazy, strategiczne cele imperializmu
poniosły klęskę. Zniszczenie Strefy Gazy nie zniszczyło
palestyńskiego oporu, a model rządów opartych na czystym
terrorze okazuje się niemożliwy do utrzymania. Ta porażka
nie wynika z moralnych skrupułów globalnych mocarstw, lecz
ze sprzeczności samego systemu kapitalistycznego na jego
obecnym etapie rozwoju. Dowody tej klęski są niepodważalne.
Frakcje palestyńskiego ruchu oporu jasno deklarują, że
wyszły z bitwy z bronią w ręku i nie złożą jej na warunkach
okupanta. Wspierany przez Stany Zjednoczone plan
zainstalowania międzynarodowych sił stabilizacyjnych, które
miały przejąć kontrolę nad Strefą Gazy i rozbić struktury
oporu, upadł całkowicie. Żadne państwo nie jest gotowe
wysłać swoich żołnierzy do walki, której nie potrafił wygrać
Izrael dysponujący bezprecedensową przewagą technologiczną i
nieograniczonym wsparciem ze strony głównego mocarstwa
imperialistycznego.
Powódź Al-Aksa miała konkretny cel polityczno-militarny:
uwolnienie tysięcy palestyńskich więźniów torturowanych na
śmierć w izraelskich kazamatach. Palestyńczycy nigdy nie
twierdzili, że to jest ich ostatnia wojna! Mimo
przerażającej ceny, jakiej domagał się imperializm za
realizację tego celu, cel został osiągnięty, nawet jeśli
tylko częściowo i chwilowo. Ludobójcza odpowiedź Izraela nie
była demonstracją siły, lecz paniczną i ostatecznie nieudaną
próbą uniknięcia spełnienia tego fundamentalnego żądania
ruchu oporu. Terror, który miał złamać wolę oporu
Palestyńczyków odsłonił jedynie prawdziwą naturę
syjonistycznego projektu przed światową opinią publiczną.
Syjonistyczny przyczółek był gotów zniszczyć całą Strefę
Gazy, zdemaskować całą swoją siatkę wpływów w mediach i
wśród elit politycznych i biznesowych i wejść w fazę
głębokiego permanentnego politycznego kryzysu, byle tylko
uniknąć uwolnienia tysięcy palestyńskich zakładników. To
ujawnia głęboką strukturalną słabość projektu kolonialnego:
koszt wiecznej represji, żądanie całkowitego poddania się
zamiast poszukiwania jakiejkolwiek formy historycznego
kompromisu, jest w dłuższej perspektywie nie do udźwignięcia
nawet dla najbardziej zaawansowanych technologicznie potęg.
Kapitalizm rozwija siły wytwórcze do momentu, w którym stają
się one sprzeczne ze stosunkami produkcji. Imperializm
rozwija środki przemocy i kontroli do punktu, w którym ich
użycie generuje sprzeczności nie do opanowania. Każdy akt
terroru rodzi nowych bojowników oporu. Każda demonstracja
siły ujawnia głęboką słabość systemu, który musi sięgać po
coraz bardziej ekstremalne środki, aby utrzymać swoje
panowanie.
Ostateczna wojna wyzwoleńcza jeszcze nie nadeszła. Obecna
chwila wyznacza jednak horyzont nadchodzących zmagań z
klarownością, której nie widzieliśmy od dawna. Zadaniem
rewolucyjnego intelektualisty w tej sytuacji jest podjęcie
konkretnej pracy teoretycznej rozumianej jako demaskowanie
porażek systemu imperialistycznego, wykazywanie jego
wewnętrznych sprzeczności, budowanie nowego
internacjonalizmu opartego nie na abstrakcyjnej nadziei czy
moralnym oburzeniu, lecz na uważnej analizie stosunków sił i
strategicznych i taktycznych warunków sukcesu oporu.
Droga naprzód wymaga odważnego mówienia prawdy o systemie,
który produkuje ludobójstwo jako logiczną konsekwencję
swoich wewnętrznych sprzeczności. Wymaga łączenia lokalnych
walk z walką z globalną machiną wyzysku, pokazywania, że
nędza i niepewność życia w "metropolii" i nędza
Palestyńczyków w Strefie Gazy mają wspólne źródło w
kapitalistycznym sposobie produkcji i jego imperialistycznym
charakterze. Wymaga przekształcania wspólnego,
sprawiedliwego gniewu w zdyscyplinowaną siłę zdolną do
zmiany historii.
Marks kończył "Osiemnasty brumaire'a" stwierdzeniem, że
rewolucja społeczna dziewiętnastego wieku nie może czerpać
swojej poezji z przeszłości, lecz tylko z przyszłości. Nie
może rozpocząć realizacji swojego zadania, zanim nie oderwie
się od wszelkiego przesądnego kultu przeszłości. Rewolucja
XXI wieku musi czerpać swoją poezję z analizy rzeczywistości
i świadomej walki o wyzwolenie od kapitalistycznego wyzysku
i imperialnej przemocy. Strefa Gazy nie jest odizolowaną
tragedią. Jest laboratorium, w którym testowane są formy
przyszłej dominacji, ale także miejscem, gdzie ta dominacja
napotyka na opór odsłaniający jej fundamentalne słabości.
Historia nie jest skończona. Walka trwa.
Posted
on: 2025-12-22
Post 28. Słuchane (listopad)
1.
Crank Sturgeon - Lasting Whip
2. Mary Halvorson - Cracklenob
3. Sun Ra - A Quiet Place in the Universe
4. People Like Us - Recyclopaedia Britannica
5. Eiko Ishibashi - For McCoy
6. Saul Williams - Amethyst Rock Star
7. Anna von Hausswolff - ICONOCLASTS
8. Glenn Branca - The Ascension
9. Glenn Branca - The Ascension. The Sequel
10. John Coltrane - Giant Steps
11. The Residents - Duck Stab
12. Gastr Del Sol - We Have Dozens of Titles
13. Henry Threadgill Zoid - Poof
14. Steve Lacy - Plays Monk
15. Thelonius Monk - Brilliant Corners
16. Olivier Messiaen - Quator Pour La Fin Du Temps (Luben
Yordanoff)
17. Joy Division - Unknown Pleasures
18. Charles Mingus - Mingus Ah Um
19. Steve Lacy - More Monk
20. Olivier Messiaen - Quator Pour La Fin Du Temps (Daniel
Barenboim 1979)
21. Abu Obaida Hassan & His Tambour - The Shaigiya Sound
of Sudan
22. Annie Hardy - Rules
23. VA - Killer Instrumentals Of The 50s & 60s
24. Danny Brown - Stardust
25. Mary Halvorson - About Ghosts
26. Aesop Rock - I heard It's a Mess There Too
27. VA - Rough Guide to African Blues (first edition)
28. The Sugarcubes - Stick Around For Joy
29. Ashnikko - Smoochies
30. Jimi Hendrix - The Baggy's Rehearsal Sessions
31. Syd Barrett - Barrett
32. Батюшка - Литоургиiа
33. Lol Coxhill & Michel Doneda - Sitting on Your Stairs
34. Sonic Youth - Sonic Nurse
35. King Gizzard & The Lizard Wizard - Flying Microtonal
Banana
36. Батюшка - Панихида
37. Saul Williams - Amethyst Rock Star
38. Derek Bailey - Ballads
39. Yasunao Tone - Musica Iconologos
40. Yasunao Tone - Solo for Wounded CD
41. Saul Williams - Not In My Name
42. clipping. - Visions of Bodies Being Burned
43. VA - Meeting At Off Site Vol. 1.
44. Sonic Youth - Hold That Tiger
45. Z'EV - Production and Decay of Spacial Relations vs.
Reproduction and Decay of Spatial Relations
46. Yasunao Tone - Musica Iconologos
47. Maxim - Hell's Kitchen
48. The Residents - Roadworms: The Berlin Sessions
49. Blonde Redhead - Blonde Redhead
50. ROSALÍA - LUX
51. The Residents - Mark Of The Mole
52. Sun Ra - When Spaceships Appear
53. Thelonious Monk - Brilliant Corners
54. Aesop Rock - I Heard It's a Mess There Too
55. Betty Davis - Betty Davis
56. JK Flesh - Posthuman
57. Syndicate - Realms of Darkness
58. Fred McDowell - Mississippi Delta Blues
59. Hedonist - Landlord EP
60. Boards Of Canada - A Few Old Tunes
61. Howlin' Wolf - The Howlin' Wolf Album
62. JPEGMAFIA - LP! Offline!
63. AJKS - ...A Mówili, Że Nie Dożyje Zimy
64. God - Breach Birth
65. Sonic Youth - Murray Street
66. Blonde Redhead - La Mia Vita Violenta
67. Leadbelly - Lead Belly's Last Sessions
68. Fred Frith Trio with Jason Hoopes & Jordan Glenn -
Another day in fucking paradise
69. Goldie - Timeless
70. Howlin' Wolf - His Best
71. Nina Simone - Sings The Blues
72. Ice - Under The Skin
73. Bo Diddley - The Black Gladiator
74. John Coltrane - A Love Supreme
75. Kaki King - Legs To Make Us Longer
76. Olivier Messiaen - Vingt Regards Sur L'enfant-jesus
77. The Beta Band - The Three E.P.'s
78. The Miracles - You Can Depend On Them 1959-1962
79. Steve Lacy - The Beat Suite
Posted
on: 2025-12-01
Post 27. Słuchane (październik).
1.
Stock, Hausen & Walkman - Empty Box
2. Henry Cowell - Orchestal Works
3. Abdel Halim Hafez - Kady El Belag
4. Mary Halvorson - Illusionary Sea
5. Charlie Haden - Liberation Music Orchestra
6. Lee Ranaldo - In Virus Times
7. Shabaka - Perceive Its Beauty, Acknowledge Its Grace
8. Elliott Sharp & Reinhold Friedl - Anostalgia
9. Georgia Anne Muldrow - A Thoughtiverse Unmarred
10. Black Mountain Transmitter - Theory & Practice
11. Gastr del Sol - We Have Dozens of Titles
12. Luigin Nono - La lontananza nostalgica utopica futura
13. VA - Soul Jazz Records Presents - Black Fire! New
Spirits! Radical And Revolutionary Jazz In The USA 1957 -
1982
14. Nasebluten / Syndicate - Undesended Testicles
15. Kelli Hand - Detroit History Part 1
16. Shifted Phases - The Cosmic Memoirs Of The Late Great
Rupert J. Rosinthrope
17. aespa - Armageddon
18. Stock, Hausen and Walkman - Ventilating Deer
19. Stock, Hausen & Walkman - Stop!
20. YHWH Nailgun - 45 Pounds
21. The Third Eye Foundation - Little Lost Soul
22. Geordia Anne Muldrow - Umsindo
23. VA - Pi (OST)
24. Tsegué-Maryam Guèbrou - Éthiopiques 21: Ethiopia Song
25. Moor Mother - The Great Bailout
26. Kapela Gacoki - Polish Folk Music vol. 02
27. Miley Cyrus - Miley Cyrus & Her Dead Petz
28. Angela Davis - The Prison-Industrial Complex
29. Snooks Eaglin - Heavy Juice
30. Miriam Makeba - The Guinea Years
31. VA - Honeybeat: Groovy 60s Girl-Pop
32. VA - Sound Unbound: Excerpts and Allegories from the Sub
Rosa Catalog
33. VA - Music for Pussycats
34. Ewa Braun - Esion
35. Molly Nilsson - Un-American Activities
36. Molly Nilsson - Extreme
37. Mołr Drammaz - Boazeria
38. VA - Tresor Compilation Volume 7
39. John Coltrane - Africa/Brass
40. Alva Noto - Transform
41. Dwoogie - Secrets of the 80s: The Power Ballad
42. DJ Bubble-B - Bubblemix vol. 1
43. Godflesh - Purge
44. Coil - Musick To Play In The Dark²
45. Muslimgauze - Beirut Transister
46. Niski Szum - Songs From The Woods
47. Aesop Rock - Black Hole Superette
48. Dark Morph - Dark Morph
49. 周杰倫 - Jay
50. Iga Cembrzyńska & Session 72 - Four Dialogues with
Consciensce
51. Oval - Wohnton
52. Retro Sex Galaxy - Le Bootlegoue Parisien
53. Anthony Braxton - Time Zones
54. Max i Kelner - Tehno Terror
55. Godflesh - Messiah
56. Siksa - Stabat Mater Dolorosa
57. Velvet Underground - Peel Slowly and See
58. Dub Syndicate - The Pounding System (Ambience in Dub)
59. Tyondai Braxton - HIVE1
60. Ornette Coleman - Body Meta
61. VA - Heavenly Éthiopiques
62. Eiko Ishibashi and Jim O'Rourke - Pareidolia
63. Annie Hardy - Rules
64. 52UM - SUPEREGO
65. Iannis Xenakis - Works for large orchestra, Volume 1.
66. Snooks Eaglin - Live in Japan
67. Apteka - Apteka
68. Apteka - Menda
69. Elliott Sharp with Mary Halvorson and Marc Ribot - Err
Guitar
70. Eiko Ishibashi - Antigone
71. Ornette Coleman - Dancing in Your Head
72. Luc Ferrari - Cellule 75
73. Henri Chopin - la plaine des respires
74. Eiko Ishibashi - I'm Armed
75. Shellac - At Action Park
76. Godflesh - Songs Of Love And Hate
77. Cattle Decapitation - The Anthropocene Extinction
78. Jim O'Rourke - Simple Songs
79. The Lounge Lizards - The Lounge Lizards
80. Sonic Youth - NYC Ghosts & Flowers
81. THCulture - Trance Human Culture
82. Psychic TV - Beyond Thee Infinite Beat
83. Ornette Coleman, Jordan McLean, Amir Ziv, Adam Holzman –
New Vocabulary
84. Von Spar, Eiko Ishibashi, Joe Talia, Tatsuhisa Yamamoto
- Album I
85. Neneh Cherry - Broken Politics
86. Ornette Coleman - On Human Feelings
87. Luc Ferrari - Atelier De Libération De La Musique
88. Bill Frisell / Vernon Reid - Smash & Scatteration
89. Cattle Decapitation - Monolith of Inhumanity
90. Philippe Besombes - Libra
91. Mary Halvorson - Away With You
92. Eiko Ishibashi - Imitation of Life
93. Maryanne Amacher - Sound Characters (Making The Third
Ear)
94. Hildegard of Bingen - A Feather On The Breath Of God
95. Rinus van Alebeek & Michał Libera - Populista
presents... Chambers
96. Zbigniew Karkowski & Lin Zhiying - Switch
97. Aespa - MY WORLD
98. Hildegard of Bingen - Laudes De Sainte Ursule
99. Oval - RINGTONES II
100. Brutal Truth - Need to control
101. David Grubbs - Creep Mission
102. Karate - The Bed Is in the Ocean
103. Gastr del sol - The serpentine similar
104. David Grubbs - Prismrose
105. Apteka - Od pacyfizmu do ludobójstwa
106. Apteka - Psychedelic Underground
107. Keith Rowe - Harsh
108. Tsege Mariam Gebru - Spielt Eigene Kompositionen
109. John Coltrane - Africa/Brass
110. Eiko Ishibashi - Carapace
111. Yvette Young - Acoustics EP
112. Jesu - Conqueror
113. Morphine - Yes
114. Cristian Vogel - Busca Invisibles
115. Neurosis - Through Silver in Blood
116. 2814 - Rain Temple
117. Sleep Token - Even in Arcadia
118. Fred Frith Guitar Quartet - Upbeat
119. Gérard Grisey - Quatre chants pour franchir le seuil
120. Primus - Brown Album
121. Eiko Ishibashi - Evil Does Not Exist
122. VA - Concrete Poetry (Stedelijk Museum, Amsterdam,
1970)
123. Fred Frith - Guitar Solos
124. Mary Halvorson - Artlessly Falling
125. Sarin Assault - Da Police Da Beast
126. 鄧紫棋 - T.I.M.E
127. Maurizio Pollini - Bach, The Well-Tempered Klavier I
128. 2814 - 新しい日の誕生
Posted
on: 2025-11-01
Post 26. Słuchane (wrzesień).
1.
Muslimgauze - Fedayeen
2. Zoviet France - Just an Illusion
3. Tinariwen - The Radio Tisdas Sessions
4. Georgia Anne Muldrow - A Thoughtiverse Unmarred
5. Kaki King - Dreaming of Revenge
6. Gabriele Emde - Die Natur der Klänge - Neue Musik für
Harfe
7. Elliott Sharp - The Velocity Of Hue
8. Rongwrong - The Story of Alfons Czahor
9. Captain Beefheart And The Magic Band - Clear Spot
10. VA - Classic Delta and Deep South Blues from Smithsonian
Folkways
11. Mary Halvorson, Reuben Radding, Nate Wooley -
Crlacklenob
12. Miriam Makeba - A Promise
13. KEN Mode - NULL
14. Meshuggah - I
15. Cibo Matto - Super Relax EP
16. Genesis P. Orridge & Stan Bingo - What's History
17. Chelsea Wolfe - She Reaches Out To She Reaches Out To
She
18. Grimes - Visions
19. aespa - Armageddon
20. Albert Ayler - Spiritual Unity
21. Thelonious Monk - The Transformer
22. Chico Buarque - Construção
23. Miasto Nie Spało - Pieśni Żałobne I-VII
24. Björk - Post
25. Scott Walker - Scott 3
26. Shellac - To All Trains
27. Cornelius Cardew - Works 1960-70
28. modest by default - Hegumen (服務和保護)
29. VA - Dreamy Harbor (Tresor)
30. VA - The Best of Frenchcore 3
31. Manuel Mota - Quartets
32. Godflesh - Pure
33. Surgeon - Tresor '97 CD1: Basictonalvocabulary
34. Surgeon - Tresor '97 CD2: Balance
35. Surgeon - Tresor '97 CD3: Force + Form
36. Octave One Feat. Random Noise Generation - Off The Grid
37. David Grubbs - An Optimist Notes The Dusk
38. Nicolas Jaar - Nymphs
39. Kae Tempest - Everybody Down
40. Immortal Technique - Revolutionary Vol 2
41. zdechły osa - and destroy
42. Arditti Quartet - Brian Ferneyhough - Complete Works For
String Quartet & Trio
43. Henry Threadgill's Zooid - Pop Start The Tape, Stop
44. VA - Rough Guide to African Guitar Legends
Posted
on: 2025-10-01
Post 25. Słuchane (sierpień).
1.
modest by default - APLOMB (للعدو: ولا حتى العدل)
2. Robert Wyatt - Radio Experiment, Rome February 1981
3. VA - Music for Pussycats
4. Martyna Basta - Making Eye Contact With Solitude
5. Judee Sill - Heart Food
6. Miriam Makeba - Homeland
7. Dagmar Krause - Tank Battles - The Music of Hanns Eisler
8. Pigeons du Sable - Gnawa Chants from Morocco
9. Skowyt duszy psa - Urdoxa
10. Cibo Matto - Viva! La Woman
11. Mooe Mother & billy woods - BRASS
12. 52UM - SUPEREGO
13. Mr. Bungle - The Raging Wrath of the Easter Bunny Demo
14. Dagmar Krause - Supply and Demand
15. Aesop Rock - Black Hole Superette
16. Henry Cow - Western Culture
17. Kaki King - Dreaming of revenge
18. Shanghai Philharmonic Chorus - Phoon: Symphonic Works
19. Anthony Braxton - Elements Of Surprise
20. Cristian Vogel - Body Mapping
21. Future Beat Alliance - Beginner's Mind
22. Genital Shame - Chronic Illness Wish
23. VA - The African Guitar Box LP1
24. VA - The African Guitar Box LP2
25. VA - The African Guitar Box LP3
26. VA - The African Guitar Box LP4
27. VA - The African Guitar Box LP5
28. Diamanda Galás - The Sporting Life
29. Ella Jenkins - You'll Sing a Song and I'll Sing a Song
30. VA - Artificial Intelligence (Warp)
31. Fred Frith - Step Across The Border
32. Tim Minchin - Apart Together
33. Smar SW - Samobójstwo
34. Mastodon - Cold Dark Place
35. Fred Frith - Cheap At Half The Price
36. Covet - technicolor
37. Ivo Perelman & Elliott Sharp - Artificial
Intelligence
38. Ensemble Of The Bulgarian Republic - Music of Bulgaria
39. David Grubbs - Primrose
40. Bill Frisell - The Intercontinentals
41. Mary Halvorson - Meltframe
42. Katarzyna Krakowiak - Making the walls quake as if they
were dilating
43. Karolina Ossowska, Mikołaj Pałosz, Ralf Meinz - La
sonata in sol minore al terzo suono
44. Henry Cow - Leg End
45. Kim Gordon - No Home Record
46. Madonna - Confessions On A Dance Floor
47. Mos Def & Talib Kweli - Mos Def & Talib Kweli
Are Black Star
48. Sun Ra and his Arkestra - Cosmo Sun Connection
49. Gastr del Sol - We have Dozens of Titles
50. Cristian Vogel - Rescate 137
51. God - The Anatomy Of Addiction
52. Coil - Horse Rotorvator
53. Carla Bley - Big Band Theory
54. Godflesh - In Al Languages
55. JPEGMAFIA - I LAY DOWN MY LIFE FOR YOU
56. Dieb13 - Restructuring
57. Shellac - Dude Incredible
58. THCulture - PSYOP
59. Godflesh - Messiah
60. Mac Quayle - Mr. Robot - Volume 2 (Original Television
Series Soundtrack)
61. Chelsea Wolfe - Apokalypsis
62. Mołr Drammaz - W Koncu!
63. Karate - Unsolved
64. Liturgy - H.A.Q.Q.
65. Skeleton Crew - Learn to Talk / The Country of Blinds
Posted
on: 2025-09-21
Post 24. Słuchane (lipiec).
1.
Billie Holiday - The Complete Billie Holiday
2. Lisa Streich - Augenlider
3. Aesop Rock - Float
4. VA - Music from Saharan Cellphones Vol. 1
5. Anna Von Hausswolff - Singing From The Grave
6. Coil - CSO 14, City Hall, Dublin, 2004-10-23
7. Aesop Rock - Black Hole Superette
8. David Grubbs - Rickets and Scurvy
9. Godflesh - Purge
10. Napalm Death - Smear Campaign
11. Amirtha Kidambi & Lea Bartucci - Phase Eclipse
12. Against All Logic - 2012-2017
13. Against All Logic - 2017-2019
14. DARKSIDE - Nothing
15. Muslimgauze - Speaking With Hamas
16. Fugazi - End Hits
17. Future Beat Alliance - Disconnected
18. Cut Hands - Afro Noise I (Volume 3)
19. David Byrne - American Utopia
20. Ewa Braun - Sea Sea
21. Extra Life - Dream Seeds
22. Homomilitia - Homomilitia
23. Curse Of The Golden Vampire - Mass Destruction
24. Anton Webern - Complete Works
25. Biosphere - Substrata
26. Prince - Purple Rain
27. Third Eye Foundation - I Poo Poo on Your Joo Joo
28. Autechre - Amber
29. modest by default - THE CURSE OF COLONIALISM I
30. Maurizio Pollini - Notturni
31. Grimes - Art Angels
32. VA - Digitalhut Noisecore Vol. 1
33. Cornelius Cardew - Consciously
34. Karate - Karate
35. VA - Tresor Compilation Volume 12 (Illumination)
36. Kristen - Stiff Upper Worlds
37. Henry Cowell - The Piano Music of Henry Cowell
38. Gavin Bryars - Jesus' Blood Never Failed Me Yet
39. William S Burroughs - Nothing Here Now But The
Recordings
40. Siekiera - Nowa Aleksandria
41. Smar SW - Samobójstwo
42. Fugazi - 13 Songs
43. Psychic TV - Force The Hand Of Chance
44. Xiangyu - A Single Spark
45. Xiangyu - Bombard the Headquarters
46. Kneecap - Fine Art
47. Godflesh - Slavestate
48. Autechre - Sign
49. Tyler, The Creator - DON'T TAP THE GLASS
50. Lupe Fiasco - Tetsuo & Youth
51. Skeleton Crew - Learn To Talk / The Country Of Blind
52. Plant43 - Live at Tresor 14.03.2025
53. Talking Heads - More Songs About Buildings And Food
54. Noel Akchote - Alike Joseph
55. Nick Drake - Pink Moon
56. John Fahey - The Transfiguration Of Blind Joe Death
57. Lupe Fiasco - DROGAS Light
58. Godflesh - Streetcleaner
59. Noel Akchote - So Lucky
60. Immortal Technique - Revolutionary Vol 1.
61. Lupe Fiasco - Lasers
62. X-102 - Discovers the rings of Saturn
63. modest by default - SEMIOTICS (幽灵是巨大的)
Posted on: 2025-07-31
Post 23. Inżynieria głodu - od niedoboru do
ludobójstwa. Izraelska wojna kaloryczna przeciwko
Palestyńczykom.
Coraz
częściej rozmawiam z bliskimi osobami o
psychologicznych skutkach życia w czasach streamowanego
24/7 ludobójstwa. Ludobójstwo nie jest zaskakujące dla
nikogo, kto wie cokolwiek o projekcie politycznym
Izraela i jego historii. Ale skala, bezczelność,
przemoc, perfidia i samobójcza uporczywość
ludobójstwa są szokujące. Opieszałość reakcji tak wielu
społeczeństw na całym świecie też szokuje, nawet jeśli
wziąć poprawkę na to, że media ciężko na nią pracują.
Szokuje też postawa elit politycznych, nie dlatego, że
można się po nich spodziewać czegokolwiek dobrego, ale
dlatego, że nawet ich atletyczna hipokryzja nie
wystarcza, by zmusić większość z nich do
przeciwstawienia się izraelskiej machinie śmierci, a
często nawet do mówienia o największej zbrodni naszych
czasów.
Systematyczne zagładzanie Gazy to jeden z najdokładniej
udokumentowanych przypadków zbrodni głodowych w
nowożytnej historii. Alex de Waal w tekście „Jak mierzyć
głód” opisuje, jak Izrael wykorzystuje brak
bezpieczeństwa żywnościowego jako broń w ramach
„humanitarnego” paradygmatu kontroli, przekształcając
głód z klęski naturalnej w narzędzie ludobójstwa.
Opracowana w Somalii na początku XXI wieku Zintegrowana
Klasyfikacja Bezpieczeństwa Żywnościowego klasyfikuje
kryzysy w pięciu fazach. Faza 3 (kryzys) zaczyna się,
gdy pojawia się ostre niedożywienie. Kolejne fazy to już
tylko śmierć i coraz więcej śmierci.
Obecna
klęska jest kontynuacją prowadzonej od dekad
polityki głodowej. Doradca premiera Olmerta zalecał w
2006 roku by „Wsadzić Palestyńczyków na dietę, ale nie
dopuścić, by umierali z głodu”. Po Powodzi Al-Aksa
Izrael stopniowo eskalował swoją politykę głodu.
Izraelski protokół głodowy działa poprzez cztery
powiązane ze sobą mechanizmy
1. Precyzja kaloryczna: Od 2007 izraelska agencja COGAT
egzekwowała politykę „czerwonych linii”, obliczając
minimalne zapotrzebowanie kaloryczne (2279 kcal/dzień),
by utrzymać Palestyńczyków przy życiu, jednocześnie
ograniczając wartości odżywcze. Import żywności
ograniczano do produktów jak zwykły hummus (wersje z
dodatkami zakazane) poprzez celowo niejasne dyrektywy.
2. Architektura blokady: Po październiku 2023 r. Izrael
zastąpił to całkowitą blokadą. Dostawy pomocy spadły do
<20% poziomu sprzed wojny, niszcząc system
żywnościowy UNRWA, który żywił 80% mieszkańców. Do
grudnia 2023 93% mieszkańców Strefy Gazy dotknęła faza
3+ braku bezpieczeństwa żywnościowego. De Waal opisuje
to jako "rekord świata".
3. Tuszowanie danych: Gdy badania IPC w listopadzie 2023
wykazały 17% populacji w Fazie 5 („katastrofa”), Izrael
i USA zablokowały raporty. Urzędnicy USAID ukryli dane
wykazujące przekroczenie progów głodowych, a Izrael
zlikwidował resort zdrowia w Gazie – jedyną instytucję
monitorującą śmiertelność.
4. Militaryzacja pomocy: W 2025 r. Izrael zastąpił
dystrybucję ONZ (400 punktów wydawania żywności)
„Fundacją Humanitarną Gazy” (GHF) – czterema
zmilitaryzowanymi centrami otwartymi 10 minut dziennie.
Zdjęcia satelitarne pokazują, że ośrodki GHF są
zintegrowane z infrastrukturą IDF, tworząc śmiertelne
wąskie gardła. Palestyńczycy giną dziesiątkami każdego
dnia, próbując dostać się do GHF. Ponad połowa populacji
Strefy Gazy jest w czwartej fazie głodu, a prognoza na
najbliższe dni szacuje, że wskaźnik podniesie się do
ponad 80%.
De Waal stawia tezę, że głód to coś, co ludzie sobie
wzajemnie robią i opisuje szerokie spektrum dowodów na
ludobójcze zamiary Izraela
Blokada Izraela eliminuje alternatywy przetrwania
dostępne w innych klęskach głodu. Palestyńczycy nie mają
dostępu do "dzikiej" żywności" bo Izrael systematycznie
zniszczył tereny rolnicze. Palestyńczycy nie mają
pieniędzy, bo przelewy do nich są blokowane.
Palestyńczycy nie mogą uciec w poszukiwaniu żywności z
powodu oblężenia. Tworzy to "laboratorium głodu".
De Waal opisuje izraelską zbrodnię jako najprecyzyjniej
zaplanowany głód w nowożytnej historii "drobiazgowo
monitorowane, matematycznie skalibrowane masowe
zagładzanie".
Posted on: 2025-07-23
Post 22. Powaga oporu.
Powódź
Al-Aksa
w październiku 2023 roku nie tylko dokonała wyłomu w murze
getta, lecz także na trwałe naruszyła globalny system
relacji politycznych, zdominowany przez hegemonię Stanów
Zjednoczonych. Mimo aktywnego tłumienia głosów
domagających się wyzwolenia Palestyny – a w szerszym
kontekście, wyzwolenia całej ludzkości – na całym świecie
rośnie liczba osób poważnie zaangażowanych w walkę z
globalnym systemem wyzysku i zbrodni. Z każdą
demonstracją, z każdą inicjatywą organizowaną przez coraz
szersze grono organizacji socjalistycznych i grup
politycznych ciążących ku socjalizmowi przybywa poważnych
osób aktywistycznych. Coraz więcej osób rozumie, że „stałą
podstawą naszej walki politycznej pozostaje
całokształt naszych żądań”
(Róża Luksemburg).
Palestyński
opór
jest
pod
wieloma
względami
bezprecedensowy.
Jego heroiczna walka toczy się
na oczach całego świata – o ile tylko nie odwracamy
wzroku. Jednocześnie ma on swoje historyczne analogie: czy
to w zmaganiach Chińczyków z japońską okupacją w latach
30. i 40. XX wieku, czy w antykolonialnych powstaniach w
Indiach i Afryce. Przymusowe wysiedlenia, masowe mordy,
przemoc osadnicza – świat otrzymuje dziś przyspieszony
(choć wciąż zbyt powolny!) kurs oporu wobec
systematycznego wymazywania całych społeczności w imię
rasistowskiej ideologii dominacji.
Syjonistyczna
doktryna
Żabotyńskiego,
zakorzeniona
głęboko
w
historii
europejskiego kolonializmu, stanowi kolejne
odzwierciedlenie tej samej tradycji: militarystycznej
hegemonii i cynicznego wykorzystywania kolaborantów w celu
łamania oporu oraz narzucania siłą podporządkowania.
W
autobiograficznej powieści "The
Thorn and the Carnation"
Yahya Sinwar, jeden z przywódców Hamasu, opisywał gruzy
Strefy Gazy jako symbol oporu i nieugiętości. Ponad 60
tysięcy ofiar izraelskiej kampanii eksterminacyjnej to
jedynie liczba ciał, które przeszły przez kostnice. Jeśli
chodzi o rzeczywistą skalę śmiertelności, bardziej
wiarygodne są szacunki z analizy opublikowanej w The
Lancet
w lipcu 2024 roku. Podczas gdy oficjalne dane Ministerstwa
Zdrowia Strefy Gazy mówiły wówczas o 37,4 tysiącach ofiar,
badanie wskazywało, że rzeczywista liczba zabitych może
sięgać 186 tysięcy.
Nawet
te
dane
należy
jednak
uznać
za
konserwatywne, ponieważ od czasu publikacji
izraelska machina śmierci znacząco zintensyfikowała swoje
działania. Przyjmując ostrożne szacunki osób autorskich
badania, można mówić o blisko 320 tysiącach ofiar. To tak,
jakby z populacji Lublina pozostało jedynie 28 tysięcy
osób - tyle, ile obecnie mieszka w Łowiczu. W
rzeczywistości liczba ofiar jest znacznie wyższa, po
prostu nie mamy lepszej metodologii jej szacowania.
Skala
zniszczeń
materialnych
również
szokuje
i
bywa
określana jako "niespotykana w historii". Strefa
Gazy jest bardziej zniszczona niż Mariupol, bardziej niż
Aleppo, bardziej niż Drezno pod koniec drugiej wojny
światowej, porównywalnie jedynie z Hiroszimą i Nagasaki,
na które alianci zrzucili bomby atomowe.
Gdy
piszę
te
słowa
toczą
się
rozmowy
o zawieszeniu broni, ale nikt rozsądny nie
wierzy dziś, że Izrael prowadzi je w dobrej wierze.
Mimo
niewyobrażalnej
skali
zbrodni,
która
wstrząsnęła
każdym,
kto nie podjął decyzji pozostania
obojętnym przechodniem, oraz mimo zabicia niemal
wszystkich znanych przywódców Hamasu, Izrael nie osiągnął
swoich celów militarnych ani nie zbliżył się do ich
realizacji. Oficjalne cele izraelskiej kampanii wojennej
były jasno określone: likwidacja Hamasu oraz powrót jeńców
wojennych do domów. Żaden z tych celów nie został
zrealizowany.
Rząd
izraelski
deklarował
również
chęć
zapobieżenia
przyszłym
atakom ze strony Strefy Gazy oraz
rozwiązanie kwestii palestyńskiej. Tymczasem palestyński
ruch oporu nadal prowadzi działania przeciwko okupantowi.
Każda operacja jest drobiazgowo zaplanowana i wykonana z
precyzją, a bojownicy, wycofują się do tuneli i
dokumentują swoje akcje, tworząc materiały, które kiedyś
staną się kanwą filmowych scenariuszy.
Izraelska
kampania
militarna,
wraz
z
eskalacją
ataków
na coraz więcej państw regionu, nie tylko
nie przyczyniła się do rozwiązania konfliktu
palestyńskiego, ale pogłębiła destabilizację polityczną w
regionie i na świecie.
O
niemożności osiągnięcia strategicznych celów Izraela
analitycy mówili od pierwszych dni ludobójczej kampanii.
Sami Izraelczycy (jak np. Ilan Pappé) od dawna wskazują,
że syjonistyczny projekt polityczny zawiera w sobie
zalążek samozniszczenia. Doktryna Żabotyńskiego,
przedstawiona w eseju "O żelaznym murze" z 1923 roku,
zakłada, że "kolonizacja syjonistyczna musi albo ustać,
albo trwać niezależnie od ludności tubylczej - za żelaznym
murem, którego ludność tubylcza nie może przełamać".
Ta
koncepcja
całkowitego
militarnego
i
politycznego
podporządkowania
sąsiadów, podobnie jak inne
hegemoniczne doktryny ekspansywne w historii, stoi, jak
ujęła to Progressive International w rezolucji z
października 2023 roku, "w sprzeczności z historyczną
tendencją ku postępowi i wyzwoleniu". Żabotyński wprost
wzywał do zniszczenia wszelkich nadziei Arabów związanych
z uniknięciem przekształcenia historycznej Palestyny w
"państwo żydowskie".
Powódź
Al-Aksa
zrobiła
wyłom
w
murze
izraelskiej
hegemonii, a brutalna kampania odwetowa
– będąca odpowiedzią na powstanie w palestyńskim getcie –
jedynie poszerza tę szczelinę. Izrael uparcie trwa przy
rozwiązaniach militarnych, odrzucając możliwość
dyplomatycznego wyjścia z narastającego kryzysu.
Źródłem
tego
kryzysu
nie
są
Arabowie,
lecz
sam syjonizm, który podobnie jak niegdyś
nazistowska ideologia "przestrzeni życiowej" nosi w sobie
zarzewie własnego zniszczenia. Mimo spektakularnych
sukcesów taktycznych (zabójstwo przywódcy Hezbollahu
Hassana Nasrallaha, masakra pagerowa, likwidacja
dziesiątek jeśli nie setek dowódców regionalnego ruchu
oporu) wizja Netanjahu dotycząca całkowitej przemiany
politycznego krajobrazu Bliskiego Wschodu wydaje się dziś
bardziej odległa niż kiedykolwiek.
Dążenie
do
osiągnięcia
absolutnego
bezpieczeństwa
poprzez
absolutną
dominację spełzło na niczym. Kampania
irańska pokazała słabość obrony przeciwrakietowej Izraela.
Jemeńczycy z Ansarallah, a nawet palestyńska partyzantka
nadal strzelają rakietami w stronę ziem okupowanych.
Kolonialna
strategia,
zapożyczona
z
europejskiej
tradycji,
polegająca
na otaczaniu się buforowym
pierścieniem słabych, kontrolowanych państw, powtarza cykl
życia swoich poprzedników. Ta polityczna konstrukcja jest
fundamentalnie niestabilna, a nieustanne wojny i represje
nieuchronnie prowadzą do upadku reżimów kolonialnych.
Palestyna
dziś
żyje
w
sercach
i
umysłach
milionów ludzi na całym świecie. Tej globalnej
solidarności nie są w stanie złamać kolejne próby
pacyfikacji globalnego ruchu oporu i solidarności: czy to
przez uznanie Palestine Action za "organizację
terrorystyczną" w Wielkiej Brytanii (przypomnijmy, że
Nelson Mandela przez dziesięciolecia figurował na
podobnych listach), brutalne tłumienie protestów w
Niemczech, zatrzymanie "Marszu do Gazy" przez rząd Egiptu,
czy systematyczną penalizację palestyńskiej tożsamości
przez technologicznych gigantów.
Wydarzenia
takie
jak
ostatnio
usunięcie
konta
Mosaby
Abu Tohy na Substacku i aktywne,
systematyczne tłumienie narracji propalestyńskich w
mediach społecznościowych pokazują pilną potrzebę
przyspieszenia migracji globalnej internetowej wioski na
niezależne platformy technologiczne. Prowadzenie
propagandy wyzwoleńczej na forach kontrolowanych przez
przeciwników wyzwolenia całej ludzkości zawsze było
trudne. Akcja Socjalistyczna w szczytowym momencie
osiągała blisko milion interakcji na Twitterze przy
połowie obecnej liczby obserwujących. Dziś, dzięki
systematycznemu tłumieniu progresywnych treści przez
technooligarchów dziś mamy jedynie ułamek zasięgów z epoki
przed Elonem Muskiem.
Niepokoi
mnie,
że
w
zalewie
medialnego
szumu
i w migotliwości algorytmów
społecznościowych, możemy stracić z oczu fundamentalny
(polityczny!) cel naszego ruchu. Jednak równocześnie
dostrzegam powody do nadziei.
Nasza
zdolność
do
pielęgnowania
kultury
politycznego
dialogu
stale rośnie. Zaangażowanie w
działania charytatywne czy performatywne formy aktywności
politycznej nie odciągają nas od sedna sprawy, lecz
stanowią jej uzupełnienie.
Trwajmy
w
krytycznej
czujności,
ale
nie
dawajmy
się pesymizmowi. Odpowiadajmy na palestyńskie
apele o solidarność z powagą, na jaką zasługują i z
powagą, jaką sami Palestyńczycy pokazują światu.
Militarna, finansowa, technologiczna i kulturowa machina
dominacji i tłamszenia demokratycznych aspiracji ludzkości
musi zostać rozmontowana. W jej miejsce musi powstać
zorganizowana sieć solidarności i troski. Palestyna BĘDZIE
wolna!
Posted on: 2025-07-06
Post 21. Słuchane (czerwiec).
1. Krzak Owocowy - Selected Works - Volume I
2. Martin Küchen - Utopia
3. Immortal Technique - Revolutionary Vol. 2
4. Dwoogie - Ortolan Masticatrix
5. VA - Fluxus Anthology: A Collection of Music and Sound
Events
6. Carla Bley - Big Band Theory
7. Zdechły Osa - and destroy
8. John Cale, Tony Conrad, Angus MacLise, Sterling Morrison,
Terry Jennings, New York Fire Department - Inside the Dream
Syndicate Volume III: Stainless Gamelan
9. The Third Eye Foundation - Ghost
10. Marianne Faithfull - Strange Weather
11. Little Simz - Thief
12. Wu Tang Clan - Black Samson, the Bastard Swordsman
13. Miley Cyrus - Something Beautiful
14. Noel Akchote - Alike Joseph
15. Ergo Phizmiz - Illegal Art Compilation
16. Placebo - Without you I'm nothing
17. Khanate - Things Viral
18. Ścianka - Statek Kosmiczny
19. Brutal Truth - Extreme Conditions Demand Extreme
Responses
20. Godflesh - Pure
21. Cattle Decapitation - Terrasite
22. Final - 2
23. Flanger - Outer Space/Inner Space
24. God - The Anatomy of Addiction
25. DJ Spooky & The Freight Elevator Quartet - File
Under Futurism
26. Can - Landed
27. Syndicate - Prisoners of War
28. Sarin Assault - Sarin Assault EP
29. Techno Animal - Ghosts
30. Elliott Sharp - Velocity of Hue
31. Mary Halvorson Septet - Illusionary Sea
32. Coil - The Ape Of Naples
33. Lê Quan Ninh - Le Ventre Negatif
34. Alice Coltrane - World Galaxy
35. Olivier Messiaen - Turangalila
36. Trans Am - Trans Am
37. Mold Drammaz - "Tu!" (silesian familijo plądrofono)
Posted on: 2025-07-01
Post 20. Słuchane (maj).
1. Anthony Braxton - For Alto
2. Amirtha Kidambi's Elder Ones - From Untruth
3. Kim Gordon - The Collective
4. Chelsea Wolfe - Unknown Rooms: A Collection of Acoustic
Songs
5. Stock, Hausen & Walkman - Hairballs
6. Cristian Vogel - Specific Momentific
7. Mdou Moctar - Funeral for Justice
8. Little Simz - NO THANK YOU
9. Genital Shame - Gathering My Wits
10. Clara Maïda - In Corpore Vili
11. Clara Iannotta - A failed entertainment werke 2009-2014
12. The Ex & Brass Unbound - Enormous Door
13. Stare Taśmy - Kryzys Czytelnictwa
14. Extra Life - Secular Works
15. Mdou Moctar - Afelan
16. The Ex - If Your Mirror Breaks
17. Mary Halvorson - Away With You
18. Anna von Hausswolff - Singing From The Grave
19. Maryanne Amacher - Sound Characters (Making The Third Ear)
20. Z'EV - Heads & Tales
21. Gil Scott-Heron & Brian Jackson - Winter in America
22. VA - Annex 3 (Tresor)
23. The Third Eye Foundation - Little Lost Soul
24. Zoviet France - Just an Illusion
25. Biosphere - Substrata
26. Joey Beltram - Classics
27. N.W.A - Greatest Hits
28. Robert Johnson - Red Hot Blues (The Blues Collection Vol.
6)
29. SIKSA - Stabat Mater Dolorosa
30. Psalm Zero - The Drain
31. Dorota - Wolne
32. Cristian Vogel - Fase Montuno
33. Bomba w torcie - Anarchia 666
34. Cut Hands - Festival Of The Dead
35. THCulture - Trance Noise Voice
36. Amirtha Kidambi's Elder Ones - New Monuments
37. Chelsea Wolfe - She Reaches Out To She Reaches Out To She
38. Księżyc - Księżyc
39. God - Possession
40. Backxwash - Only Dust Remains
41. Yoko Ono - Onobox
42. Stereolab - Instant Holograms On Metal Film
43. Nurse With Wound - Who Can I Turn to Stereo
44. Gastr Del Sol - Camoufleur
45. A Perfect Circle - Eat The Elephant
46. Stereolab - Instant Holograms On Metal Film
47. Marc Ribot - Map of a Blue City
48. Gortky's Zygotic Mynci - Barafundle
49. Noël Akchoté - All I have to say
50. Sonic Youth - NYC Ghosts & Flowers
51. Ashnikko - DEMIDEVIL
52. JPEGMAFIA - Black Ben Carson
53. Anthony Braxton - Beyond Quantum
54. Beyoncé - Lemonade
55. VA - Guitarrorists
56. Püdelsi - Narodziny Zbigniewa: Püdelsi grają Düpą
57. Seun Kuti & Egypt 80 - Heavier Yet (Lays The Crownless
Head)
58. Miley Cyrus - Something Beautiful
59. Mac Quayle - Mr. Robot - Volume 1 (Original Television
Series Soundtrack)
60. Blonde Redhead - Melody of Certain Damaged Lemons
61. Pochwalone - Czarny War
Posted on: 2025-06-01
Post 19. Demonstracja "STOP izraelskiemu
ludobójstwu w Palestynie" (przemówienie)
Byłem dziś na demonstracji "STOP izraelskiemu
ludobójstwu w Palestynie". Miałem okazję powiedzieć kilka
słów. Mówiłem z głowy, więc tekst wygłoszony odpowiada temu,
co sobie napisałem w większości, ale nie dokładnie.
Przyjaciele wolnej Palestyny, to nie jest czas na
milczenie. Izrael realizuje swoją próbę ostatecznego
rozwiązania kwestii palestyńskiej. To nie jest moment na
powściągliwość i takt. To jest godzina prawdy, godzina
gniewu, godzina działania.
W Strefie Gazy dzieci umierają od bomb, ale też z
głodu. Z głodu! W XXI wieku, przy globalnych łańcuchach
dostaw, w epoce nadmiaru i technologii, dzieci są głodzone
na śmierć. Nie przez przypadek. Nie przez błąd. Nie przez
klęski żywiołowe. Izrael używa głodu jako broni masowej
eksterminacji! To jest zorganizowana eksterminacja całego
narodu.
Nadal bezczelni pytają, a co z "zakładnikami"? Co z
nimi? Od 7 października w samych izraelskich więzieniach
zginęło 70 więźniów. Szpitale, piekarnie, magazyny z
żywnością i lekami zamienione w ruiny. Izrael zupełnie
otwarcie buduje obozy koncentracyjne. Czy nie słyszycie echa
historii? W Jeninie – dyplomaci uciekają przed izraelskimi
kulami. W Libanie – cywile giną od dronów. Izrael zupełnie
otwarcie mówi o okupacji Syrii. To jest polityka
lebensraumu, niczym istotnym nieróżniąca się od
nazistowskiej!
Dzisiejsza zagłada też ma swoich sprawiedliwych wśród
narodów świata. Jemeńska blokada rzuca wyzwanie izraelskiej
arogancji.
W Strefie Gazy dzieci i dorośli, całe rodziny umierają,
a świat patrzy i milczy. Ale my – my nie będziemy milczeć!
Nie możemy oddać tej sprawy organizacjom międzynarodowym,
które przeliczyły ludzkie życie na dolary. Nie możemy ufać
rządom, które udają neutralność, gdy finansują zbrodnie. Nie
możemy czekać!
Musimy się organizować. Masowo. Politycznie. Musimy
wychodzić na ulice, okupować instytucje globalnego systemu
zbrodni i protestować przeciwko nim, tworzyć instytucje
masowej polityki, solidarności i oporu. Musimy mówić jednym
głosem, że ludobójstwo nie przejdzie!
Jemen pokazał, że nawet mały naród może rzucić rękawicę
kolonialnej potędze, jeśli ma wiarę, moralność, honor i
masową organizację polityczną. Świat nie zmieni się przez
samotne sumienia. Zmieni się tylko przez masowy opór. Przez
kolektywną siłę.
Nie uratują nas jednostki. Nie uratuje nas moralny gest
z kanapy. Nie uratuje nas mniejszościowa akcja bezpośrednia.
Uratuje nas skuteczna organizacja. Masowa. Uparta. Z odwagą
mówiąca prawdę. Bezlitosna dla obojętności.
Bo wolność nie przychodzi do samotnych. Wolność
przychodzi do zorganizowanych. Stań ramię w ramię z innymi!
Krzycz, działaj, twórz struktury oporu! Jeśli jeszcze nie
jesteście w jakiejś demokratycznej antysystemowej
organizacji dołączcie do jakiejś demokratycznej
antysystemowej organizacji albo, jeśli żadna z istniejących
Wam się nie podoba, załóżcie swoją. Jeśli będziemy z powagą
praktykować opór przeciwko systemowi i demokrację, spotkamy
się. Precz z systemem, który karmi się cierpieniem i
zbrodnią! Niech żyje ruch oporu! Niech żyje wolna Palestyna!
Posted on: 2025-05-25
Post 18. Dekryminalizacja, destygmatyzacja i
uznanie zamiast kar: dlaczego modele francuski i nordycki
zawodzą osoby pracujące seksualnie?
Debata na temat regulacji pracy seksualnej w Polsce wciąż
marginalizuje głos samych osób wykonujących tę pracę oraz
ignoruje wnioski płynące z badań społecznych. Już ćwierć wieku
temu prof. Marian Filar, kierownik Katedry Prawa Karnego i
Polityki Kryminalnej UMK w Toruniu, zwracał uwagę, że komisja
kodyfikacyjna od lat lekceważy głos ekspertów. Stwierdził
wówczas: Sprawa jest dość prosta – należy zlikwidować
nieżyciowy artykuł kodeksu karnego, który penalizuje
sutenerstwo
.
13 maja br. kandydatka Nowej Lewicy w wyborach prezydenckich,
Magdalena Biejat, w rozmowie radiowej z Tomaszem Terlikowskim
(kiedy ten katolicki konserwatysta awansował do roli
"centrowego publicysty", nie zmieniając przy tym swoich
poglądów?) opowiedziała się za legalizacją pracy seksualnej.
Niestety, jednocześnie wyraziła poparcie dla modelu
francuskiego i zasugerowała, że warto rozważyć także model
nordycki. Tego typu stanowisko – ignorujące nauki społeczne i
postulaty środowisk walczących o prawa osób wykonujących pracę
seksualną – pozostaje, niestety, dość powszechne wśród części
polskiej lewicy.
Model francuski penalizuje tzw. sutenerstwo i inne formy
pośrednictwa, pozostawiając – przynajmniej teoretycznie – same
osoby świadczące usługi seksualne poza zakresem
odpowiedzialności karnej. Z kolei model nordycki kryminalizuje
klientów. Choć oba rozwiązania przedstawiane są często jako
kompromisowe czy wręcz „postępowe”, w rzeczywistości, z
perspektywy polityki pracowniczej, nie tylko nie rozwiązują
kluczowych problemów branży, ale wręcz je zaostrzają. Łączy je
wspólny mianownik: wzmacnianie roli państwa i aparatu przymusu
w obszarze, gdzie niezbędne są przede wszystkim realne prawa
pracownicze i zabezpieczenia socjalne. Dodatkowo oba modele
utrwalają stygmatyzujący i moralizatorski dyskurs, który
upupia osoby wykonujące pracę seksualną – i tak już zmagające
się ze społeczną stygmatyzacją.
Penalizacja tzw. sutenerstwa odbiera osobom pracującym
seksualnie możliwość legalnego zatrudnienia, z umową o pracę,
ubezpieczeniem społecznym czy prawem do urlopu i emerytury. W
efekcie są one zmuszone do funkcjonowania w szarej strefie,
skazane na niepewność ekonomiczną i całkowitą zależność od
łaski właścicieli lokali czy platform internetowych.
Nie mam nic dobrego do powiedzenia ani o zyskojadach, ani o
klientach. Jednak ani francuski model zakazujący pośrednictwa,
ani nordycka kryminalizacja popytu nie służą rzeczywistej
ochronie praw pracowniczych. Wręcz przeciwnie - oba
rozwiązania systemowo pogłębiają prekaryzację całego sektora.
Jak wynika z analizy Na celowniku wszystkich stron. Wpływ
policji na dostęp osób pracujących seksualnie do wymiaru
sprawiedliwości
(European Sex Workers' Rights Alliance,
ESWA) z października 2024 roku, penalizacja zachowań
związanych z pracą seksualną nieuchronnie prowadzi do
policyjnych nalotów, kontroli dokumentów i nakładania
prewencyjnych grzywien. Na podstawie obszernego materiału
badawczego oraz licznych wywiadów z osobami dotkniętymi
skutkami kryminalizacji, autorki dowodzą, że system prawny
staje się narzędziem kontroli społecznej. Służy
dyscyplinowaniu, nadzorowaniu i monitorowaniu grup
społecznych, praktyk oraz tożsamości.
Przedstawianie problemów społecznych w kategoriach zagrożeń,
a nie wyzwań wymagających kompleksowych rozwiązań
politycznych, skutkuje pogłębianiem marginalizacji,
zaostrzaniem nierówności oraz ograniczaniem dostępu do opieki
zdrowotnej, wymiaru sprawiedliwości i innych podstawowych
usług.
Lewica, która tak chętnie oburza się na policyjną brutalność
i domaga się ograniczenia uprawnień mundurowych – w kwestii
pracy seksualnej nagle odkrywa w sobie duszę prawicowego
moralisty. Jej paternalistyczne, głęboko patriarchalne
podejście ("my wiemy lepiej, co dla was dobre") prowadzi do
kuriozalnej sytuacji: w imię "ochrony" osób pracujących
seksualnie z lubością ceduje się odpowiedzialność na policję.
Bo przecież ktoś musi ścigać klientów, przeszukiwać mieszkania
pod pretekstem "walki z sutenerstwem" (czytaj: inwigilować)
oraz wystawiać grzywny. Jakże wygodne to rozwiązanie dla
lewicowych purytan: można udawać troskę, nie proponując
żadnych realnych rozwiązań, jednocześnie zapewniając sobie
poklask konserwatywnej części komentariatu.
Problemem nigdy nie była sama praca seksualna! Prawdziwym
zagrożeniem jest system, który pod pozorem "ochrony" czy
"walki z handlem ludźmi" zmusza osoby wykonujące tę pracę do
nieustannych kontaktów z policją – instytucją, która w tej
relacji odgrywa rolę oprawcy, a nie obrońcy.
Funkcjonariusze, oczywiście, zamiast realnie chronić przed
przemocą, sami stają się jej głównym źródłem:
- konfiskują zarobki pod byle pretekstem („zabezpieczenie
dowodów”),
- szantażują migrantki groźbą deportacji („pomożemy, jeśli
zostaniesz informatorką”),
- stosują przemoc fizyczną („kontrola osobista” w policyjnym
radiowozie),
- uprawiają wymuszenia seksualne („albo współpracujesz, albo
zgłosimy twoją działalność do opieki społecznej”).
Najbardziej perwersyjne w tym całym układzie jest to, że im
bardziej państwo utrudnia legalne wykonywanie tej pracy, tym
większą władzę oddaje w ręce policji. Strach przed odwetem
skutecznie zniechęca do zgłaszania przestępstw – w końcu kto
uwierzy „zwykłej prostytutce”? W ten sposób system sam
generuje atmosferę bezkarności dla prawdziwych przestępców:
handlarzy ludźmi i klientów-stosujących-przemoc. I koło się
zamyka.
Kryminalizacja pracy seksualnej nie tylko utrwala
stygmatyzację, ale aktywnie cementuje społeczny ostracyzm.
Francuski model "walki z sutenerstwem" reprodukuje szkodliwy
stereotyp sex workerki jako bezrefleksyjnej "ofiary mafii" -
pozbawionej podmiotowości, której zeznań nie można traktować
poważnie. Z kolei model nordycki, kreując klienta na
"przestępcę z urzędu", wzmacnia patriarchalne sytuowanie osób
kupujących usługi seksualne w pozycji dominującej w relacji z
pracownicami.
W obu przypadkach osoby świadczące usługi seksualne są
sprowadzane do roli biernych przedmiotów prawa karnego -
pozbawionych głosu w dyskusji o regulacjach, które
bezpośrednio ich dotyczą. Pora skończyć z moralizatorstwem i
uznać osoby pracujące seksualnie za pełnoprawne podmioty życia
społecznego! Już dziś są przecież często świetnie
zorganizowane (kolektywy sex workerskie) i bardzo świadome
swoich potrzeb.
Najbardziej uderza jednak selektywność tego wykluczenia:
podczas gdy białe, cisgenderowe kobiety mogą liczyć na pewną
(choć paternalistyczną) ochronę, to już migrantki, osoby trans
i osoby używające substancji psychoaktywnych zostają zupełnie
pozbawione jakiejkolwiek ochrony prawnej. Stają się idealnymi
ofiarami systemu: bez dokumentów, bez sieci wsparcia, bez
możliwości zgłoszenia przemocy na policję - bo przecież "same
się o to prosiły" (pamiętacie wypowiedź Leppera?). W ten
sposób kryminalizacja eskaluje: im bardziej stygmatyzuje się
pracę seksualną, tym bardziej naraża się osoby pracujące na
realne niebezpieczeństwo.
Obowiązujące regulacje prawne, oparte na logice
policyjno-karnej, skutecznie utrudniają – a niekiedy wręcz
uniemożliwiają – budowanie sieci wzajemnego wsparcia oraz
tworzenie związków zawodowych osób wykonujących pracę
seksualną. Strach przed konsekwencjami prawnymi działa jak
hamulec dla wszelkich publicznych inicjatyw mających na celu
negocjowanie lepszych warunków pracy czy organizowanie działań
zbiorowych.
pTymczasem doświadczenia krajów, które wprowadziły pełną
dekryminalizację (jak Nowa Zelandia), wyraźnie pokazują, że gdy
tylko znika miecz Damoklesa w postaci karalności, osoby
pracujące seksualne:
- samodzielnie wypracowują skuteczne standardy
bezpieczeństwa,
- zorganizowanymi działaniami ograniczają wyzysk ze strony
pośredników,
- tworzą systemy zapewniające dostęp do opieki zdrowotnej i
pomocy prawnej.
Polityka wobec pracy seksualnej nie może być moralną krucjatą
– powinna stać się częścią spójnej polityki społecznej.
Zamiast zakazów i policyjnych nalotów potrzeba realnego
wsparcia: ubezpieczeń społecznych, regulacji minimalnych
stawek, dostępu do specjalistycznej opieki zdrowotnej etc. Bo
czy ktokolwiek jeszcze wierzy, że można "wyeliminować
prostytucję" zakazami, skoro nie udało się tego osiągnąć przez
ostatnie kilka tysięcy lat?
Jedyną rozsądną drogą jest pełna dekryminalizacja dobrowolnej
pracy seksualnej z prawem do pisemnych umów, zakładania
związków zawodowych i pełni zabezpieczeń socjalnych. To nie
rewolucja, a zwykła przyzwoitość: fryzjerzy, masażyści i
seksworkerzy zasługują na takie same prawa pracownicze.
Zamiast narażać osoby świadczące usługi seksualne na przemoc i
wyzysk, państwo powinno inwestować w edukację, mieszkalnictwo
i kompleksowe wsparcie dla osób w kryzysie.
Ani model francuski, ani nordycki nie sięgają sedna problemu
– czyli systemowej prekaryzacji i marginalizacji osób
pracujących seksualnie. Obie koncepcje opierają się na dobrze
znanej mieszance: moralnej paniki, policyjnej pałki i
politycznej hipokryzji. Zamiast wzmacniać prawa pracownicze i
oferować realne wsparcie socjalne, fundują represje w nowym
opakowaniu i nazywają to „postępem”.
Jeśli naprawdę zależy nam na poprawie sytuacji osób
świadczących usługi seksualne, porzućmy iluzję, że więcej
zakazów oznacza więcej bezpieczeństwa. Zamiast karać klientów
i ścigać pośredników, czas uznać pracę seksualną za to, czym
jest – formę pracy. A osoby ją wykonujące – za pracowników z
pełnym pakietem praw, ochrony i dostępu do instytucji, z
których inni korzystają bez wstydu i strachu. Inaczej
dekryminalizacja pozostanie jedynie sloganem – głośnym, ale
pustym.
Posted on: 2025-05-16
Post 17. Marek Chołoniewski nie służy
imperializmowi.
Koncertom
i
innym
wydarzeniom
artystycznym
organizowanym
przez
Marka
Chołoniewskiego
daleko
do
bycia
większością koncertów i wydarzeń artystycznych,
w jakich miałem okazję brać udział, ale na pewno są
jednym z większych podzbiorów tego zbioru, mniejszym
jedynie od zupełnie spontanicznych sytuacji typu granie
u siebie albo u kogoś w mieszkaniu, albo busking.
Awangarda ma złą prasę wśród ludzi politycznie
zaangażowanych i z dobrych powodów. Już w 1974 roku
Cornelius Cardew demaskował mit neutralności politycznej
awangardowej muzyki, dowodząc, że kompozytorzy utrwalali
ideologię i struktury imperializmu przez apolityczny
mistycyzm i formalistyczną abstrakcję. Wczoraj byłem na
koncercie zorganizowanym z okazji 20-lecia Polskiego
Stowarzyszenia Muzyki Elektroakustycznej (PSeME). W tym
poście postaram się pokazać, że droga artystyczna Marka
Chołoniewskiego jest przeciwieństwem imperialistycznej
produkcji kulturowej i choć nie ma etycznej produkcji,
konsumpcji i dystrybucji w kapitalizmie, można o niej
mówić jako o zaczątku niekapitalistycznego sposobu
robienia muzyki i szerzej sztuki w sposób analogiczny do
tego, w jaki produkcja towarowa czy merkantylizm były
zalążkiem kapitalizmu w epoce, która go
poprzedzała.
Cardew
krytykował
Karlheinza
Stockhausena
jako
"burżuazyjną
ekstrawagancję"
oderwaną
od
materialnych
realiów
klasy
pracującej i służącą mistyfikacji struktur
władzy. "Gesang der Jünglinge" (1955–56) Stockhausena, z
jego ezoterycznymi eksperymentami elektronicznymi,
ucieleśniał ten rozdźwięk, traktując innowację jako cel
sam w sobie, a nie narzędzie wyzwolenia. Projekty
instytucjonalne i artystyczne Marka Chołoniewskiego nie
są gadatliwe w swojej politycznej wymowie, ale w
przeciwieństwie do nurtu awangardy krytykowanego przez
Cardewa kładą bardzo solidny nacisk na demokratyzację
tworzenia dźwięków choćby przez integrację otwartego
oprogramowania, otwartych licencji, partycypacyjnych
form sztuki i wreszcie, bardzo swobodnego traktowania
tytułów i hierarchii akademickich i artystycznych, bez
złudzeń, że jest się gdzieś poza nimi, ale w krytycznym
półdystansie od nich. Ogromna część wydarzeń
organizowanych przez Marka Chołoniewskiego jest darmowa,
a prawie wszystkie są w jakiś sposób dostępne
niepłacącej publiczności w formie wysokiej jakości
transmisji. Wszystkie te gesty wraz z ich stanowczością
i uporem podważają ekskluzywność praktyk awangardowych,
co odpowiada wezwaniu Cardewa, by sztuka służyła
społeczeństwu, a nie imperialistycznym hierarchiom.
Cardew potępiał kult „genialnego kompozytora”,
dowodząc, że postacie takie jak Stockhausen wzmacniały
indywidualizm, by osłabić zbiorowy opór. Praktyka
Chołoniewskiego burzy ten paradygmat. Jego zespoły, ale
też samo PSeME rozmywają hierarchie między kompozytorem
a wykonawcą, kompozytorem, a publicznością i
kompozytorem a wykonawcą, a wiele jego inicjatyw włącza
artystów z Globalnego Południa nie na zasadzie
festiwalowego tokenizmu, ale w duchu równości, wzajemnej
pomocy i solidarności wbrew imperialistycznej logice
dominacji kulturowej.
Krytyka
Cardewa
wobec
„inscenizowanego
anarchizmu”
Cage’a
znajduje
odbicie
w
odrzuceniu
przez
Chołoniewskiego
zachodniej hegemonii kulturowej.
"4'33"" Cage'a stało się symbolem eurocentrycznego
postmodernizmu, tymczasem koncerty PSeME, czy projekty
takie jak GrupLab są tak udaną jak to tylko możliwe po tej
stronie historii próbą wyobrażenia sobie nowych sposobów
bycia razem w graniu i słuchaniu. Centrując
marginalizowane historie i gesty, gdy rola słuchaczki na
widowni, czy pomocy technicznej nie jest podrzędna wobec
roli kompozytora i wykonawcy, artystyczny i
instytucjonalny output Marka Chołoniewskiego jest
odwrotnością kulturowej akumulacji odpadów i
bałwochwalstwa typowych dla imperialistycznych przemysłów
kulturowych.
Cardew
porzucił
awangardowy
eksperyment
w
latach
70.,
by
tworzyć
świadome
klasowo
pieśni ludowe, głosząc, że „rewolucyjna
sztuka musi mówić jasno”. Nie wszystkie efekty tego zwrotu
były dobre. Antyintelektualizm nie jest rozwiązaniem!
Antonio Gramsci w "Notatnikach więziennych" wskazywał na
jałowość myślenia o intelektualistkach jako oderwanych od
walk klasowych. Twórcy i myśliciele nie są neutralnymi
obserwatorami, lecz aktywnymi uczestnikami procesów
społecznych. Hegemonia kulturowa klasy panującej nie
opiera się wyłącznie na przymusie, ale także na zdolności
do wytwarzania zgody. Jej ideologie są opakowywane jako
organiczne i uniwersalne, maskując rzeczywiste relacje
władzy. Ale odpowiedzią na to nie może i nie powinna być
chłopomania i antyintelektualizm, ale demaskowanie i
krytyka ideologii, oraz budowa alternatywnej świadomości
klasowej wraz z właściwymi jej praktykami i instytucjami.
Twórczość w tym ujęciu, szczególnie rozumiana jako
praktyka tocząca się na przestrzeni dekad to element
klasowej wojny pozycyjnej, długotrwałej walki przeciwko
dominacji w sferze kulturowej, w odróżnieniu od klasowej
wojny manewrowej o obalenie państwa, tego komitetu
zarządzającego interesami elit.
Inicjatywy
Marka
Chołoniewskiego
to
krytyczna
pedagogika,
która
wykracza
poza
uczenie
technicznych
umiejętności,
pedagogika, która tworzy
społeczne instytucje edukacyjne konkurujące z systemem
szkolnym i wspierające budowę kontr-hegemonii przez
integrację wiedzy w służbie celów innych niż reprodukcja
władzy. Gdy Stockhausen egzotyzował hymny narodowe
("Hymnen") Chołoniewski w duchu współpracy na zasadach
równości i przyjaźni (która nie wyklucza sporu i
sprzeczki, zniecierpliwienia i nie-dehumanizujących form
konfliktu) realizuje rewolucyjny potencjał sztuki, którego
poszukiwał, czasem po omacku, Cardew.
7
maja 2025 roku w krakowskim Bunkrze Sztuki odbył się
koncert z okazji 20-lecia Polskiego Stowarzyszenia Muzyki
Elektroakustycznej (PSeME). Koncert zaczął się krótko po
19 i skończył przed 21:30 (to nie jest rock and roll).
Koncert nie był jedynie retrospektywą, jeśli już to
żartobliwą i krytyczną transformacją retrospektywy. Etyka
zakorzeniona w dostępności i współpracy pozwala muzyce
wyjść poza burżuazyjny formalizm, nawet jeśli gra się
turboserialistyczne utwory, o których możemy czytać w
książkach akademickich, jak "Etiuda na jedno uderzenie w
talerz" Włodziemierza Kotońskiego z 1959 roku. Kompozycja
powstała z pojedynczego uderzenia w talerz, a jego
serialistyczny, seriożny rygor odzwierciedlał co prawda
swoistą dla epoki zimnej wojny innowacyjność, ale jego
surowa materialność odrzucała kosmiczną abstrakcję
krytykowaną przez Cardewa i zapowiadała późniejszą
demokratyzację tworzenia muzyki przy użyciu technologii.
Dekonstrukcja
nostalgii
w
kompozycji
Krzysztofa
Knittla
z
dźwiękami
uszkodzonej
płyty
CD
z
nagraniem bossa novy, a nawet powierzchownie
ultrapretensjonalne gesty Stanisława Krupowicza w "Tako
rzecze Bosch" (włącznie z doszczętnie frywolnymi próbami
dystansowania się od samego siebie w życiorysie
projektowanym na ekranie w czasie wykonania) zapowiadają
wolność, która będzie naszym udziałem po drugiej stronie
kapitalizmu. Percepcyjną kulminacją koncertu było
wykonanie "Like Breathing" samego Marka Chołoniewskiego,
która podobnie jak cały koncert decentralizuje autorstwo i
burzy ekskluzywność imperialistycznej produkcji
kulturowej.
Historyczny
łuk
koncertu
—
od
wczesnych
eksperymentów
taśmowych
Kotońskiego
po
interaktywność
QR-kodów
odsłania genealogię oporu, ale bez
cienia nostalgii. Krupowicz mówi co prawda, że "Nic nie
poprzedza niczego. Porządek to iluzja", ale wskazanie na
rozbicie świata widzianego z Pałacu Kultury i Empire State
Building nie pozostawia wątpliwości co do jak najdalszego
od stockhausenowskiej wczuwy sprzeciwu wobec kulturowej
homogenizacji. Cardew pisał, że awangarda albo utrwala,
albo burzy system imperializmu. Dźwiękowo wizualny
samizdat Chołoniewskiego i PSeME wybiera burzenie i
skutecznie pokazuje, że sztuka nie musi służyć imperium.
Kreatywność nie należy do mecenasów samotnego geniusza,
jest głęboko społeczna i krytyczna. Rozwiewa nadzieje
imperium.
Być
może
rewolucja
zostanie
skomponowana (na taśmę).Posted
on:
2025-05-08
Post 16. Słuchane (kwiecień).
1. OutKast - Southernplayalisticadillacmuzik
2. Snooks Eaglin - The Complete Imperial Recordings
3. zoviet france - Misfits, Loony Tunes and Squalid Criminals
4. VA - Tresor Compilation Volume 12 (Illumination)
5. Wirkus - Discours Amoureux
6. Cassetteboy - Dead Horse
7. Mouse on Mars - Idiology
8. Snooks Eaglin - New Orleans Street Singer
9. Elliott Sharp - Songs from a Rogue State
10. clipping. - Dead Channel Sky
11. Elliott Sharp (with Mary Halvorson and Marc Ribot) – Err
Guitar
12. Cristian Vogel - Fase Montuno
13. Snooks Eaglin - The sonet blues story
14. Ornette Coleman - Science Fiction
15. Snooks Eaglin - Rural Blues
16. Deafheaven - Lonely People With Power
17. clipping - Dead Channel Sky
18. Yuka Honda - Memories are my only witness
19. VA - Congo Revolution: Revolutionary and Evolutionary
Sounds from the Two Congos 1955-62
20. VA - Classic Delta and Deep South Blues from Smithsonian
Folkways
21. Joni Mitchell - Mingus
22. Cut Hands - Afro Noise (Volume 4)
23. Horațiu Rădulescu, European Lucero Ensemble - Clepsydra;
Astray
24. David Grubbs - Primrose
25. Godflesh - Songs of Love and Hate
26. Crass - The Feeding of the 5000
27. Skeleton Crew - Learn To Talk / The Country Of Blinds
28. Brion Gysin - Recordings 1960-1981
29. David Sylvian - Blemish
30. Ekko Astral - Pink Balloons
31. Robert Wyatt - Nothing Can Stop US
32. Judee Sill - Heart Food
33. Prurient - Shipwrecker's Diary
34. The Lounge Lizards - The Lounge Lizards
35. Judy Garland - At Canergie Hall
36. Tanya Tagaq - Sinaa
37. THCulture - Trance Human Culture
38. Godflesh - Streetcleaner
39. Alice Coltrane - World Galaxy
40. VA - Dreamy Harbor (Tresor)
41. VA - Jukebox Girls, Vol. 38
42. VA - Tresor Compilation Volume 7
43. Aphex Twin - Syro
44. Miriam Makeba - Mama Africa. The Best of Miriam Makeba
45. Miriam Makeba - Sangoma
46. Scott Walker - Scott
47. VA - Yoruba Drums From Benin, West
48. VA - Chinese Rocks - 60's Garage, Surf, Trash Rock &
Roll A Go Go from Southeast Asia
49. Lydia Lunch - Universal Infiltrators
50. Brion Gysin - Mektoub: Recordings 1960-1981
51. Lydia Lunch - Honeymoon in Red
52. Zoviet France - Ω℧
53. VA - Tresor II - Berlin/Detroit: A Techno Alliance
54. Derek Bailey - Ballads
55. ISIS - Panopticon
56. ISIS - Wavering Radiant
57. Talking Heads - Fear of Music
58. Prodigy - Experience: Expanded: Remixes & B-Sides
59. Fred Frith - Freedom in Fragments
60. Shirley Ellis - The Name Game
61. Joni Mitchell - Don Juan’s Reckless Daughter
62. Mia Zabelka & Giselher Smekal - Somateme
Posted on: 2025-05-03
Post 15. Strefa niepokonana. Dlaczego Izrael
przegrywa wojnę?
Zbrodniarz
wojenny
Netanjahu
twierdzi,
że
gdyby
wojna
w
Strefie
Gazy
skończyła
się
teraz,
Izrael
przegrałby ją. Co ma na myśli? Po powodzi
Al-Aksa Izrael zapowiadał odbicie jeńców, całkowite
zniszczenie palestyńskiego ruchu oporu i sprawienie, że
Strefa Gazy już nigdy nie będzie dla Izraela zagrożeniem.
568 dni od rozpoczecia swojej kampanii zbrodni Izrael nie
jest blisko osiągnięcia żadnego z tych celów. Sytuacja w
Strefie Gazy pozostaje krytyczna i pogarsza się. Bezlitosne
bombardowania i ścisła blokada doprowadziły do zniszczeń na
historyczną skalę i równie historycznego kryzysu
humanitarnego. 92% palestyńskich dzieci nie zaspokaja swoich
podstawowych potrzeb żywieniowych. 70% Strefy Gazy to strefy
buforowe lub strefy zakaazane. Od 18 marca Siły Okupacyjne
Izraela zmusiły do przesiedlenia pół miliona osób.
Strona izraelsko-amerykańska otwarcie mówi o wykorzystywaniu
głodu jako metody nacisku politycznego. Strefa Gazy jest
całkowicie odcięta od dostaw podstawowych produktów od
prawie 60 dni. Dwa miliony osób głodują. Izrael i jego
sojusznicy zniszczyli ponad 80% terenów uprawnych i
szkladni, ponad 2/3 floty rybackiej, wybili prawie całe
bydło, zniszczyli 70% studni i 450 tysięcy mieszkań, oraz
prawie 90% budynków szkolnych, a także prawie 90% budynków
handlowych i przemysłowych oraz sieci drogowej. Tylko w
ostatnich tygodniach izraelski okupant zbombardował 37
punktów dystrybucji pomocy humanitarnej i 28 kuchni
społecznych. Od 18 marca, dnia masakry, w której Izrael
zabił 400 osób, w tym 170 dzieci syjonistyczny reżim
przeprowadził ponad 1400 nalotów bombowych.
Mimo bezlitosnej ofensywy Izraela frakcje palestyńskiego
ruchu oporu nadal nie wykazują spadku zdolności taktycznych
i skutecznie wykorzystują swoje nieliczne atuty (odwaga,
sieć tuneli, broń własnej produkcji, znajomość terenu) do
uderzeń na siły izraelskie nawet w rejonach uznawanych za
będące pod kontrolą przyczółku. W ostatnim czasie było nieco
ciszej o działaniach palestyńskiego ruchu oporu, ale gdy
tylko okupant wrócił do stref objętych obroną terytorialną
Palestyny bojownicy ruchu oporu zaczęli znów skutecznie
atakować izraelskie pojazdy wojskowe i stanowiska, także w
tak zwanych strefach buforowych.
W ostatnich dniach w Tufie ruch oporu wykorzystał tunele do
ataku na izraelski buldożer Caterpillar D9 (taki sam jaki w
2013 roku posłużył do zamordowania przez izraelską armię
aktywistki Rachel Corrie), oraz transporter opancerzony. W
Beit Hanoun ruch oporu dokonał skutecznej zasadzki na
izraelski pojazd dowodzenia, a następnie, również
skutecznie, zaatakował wezwane siły posiłkowe.
Jak zauważają analitycy Jon Elmer i Justin Podur,
Palestyńczycy nadal używają adekwatnej dla każdej
poszczególnej sytuacji broni, a szybkie publikowanie nagrań
operacji wskazuje na dobrą koordynację dowodzenia i
propagandy.
W trwających obecnie w Kairze, a wcześniej w Doha
negocjacjach, w których nikt rozsądny nie ma wątpliwości, że
są prowadzone z dobrą wolą wyłącznie przez stronę
palestyńską, strona palestyńska obstaje przy żądaniach
zakończenia wojny, całkowitego wycofania się Izraela ze
Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu, otwarcia przejść
granicznych i wymiany więźniów. Ruch oporu odrzuca
absurdalne w świetle faktów z ostatnich 568 dni pomysły na
częściowe porozumienie, czy rozbrojenie ruchu oporu bez
jasnej, popartej wiarygodnymi międzynarodowymi gwarancjami
politycznej ścieżki prowadzącej do zakończenia okupacji
("Nie oddamy ani jednego pocisku").
Strategia ruchu oporu bywa porównywana do "gotowania żaby".
Już wczesną wiosną 2024 roku dowódca lotniskowca USS
Eisenhower Chris Hill narzekał, że jego "ludzie potrzebują
przerw, potrzebują wrócić do domu". W ostatnim czasie
izraelska prasa donosiła o przeszło 100 tysiącach
rezerwistów odmawiających wykonania rozkazów
mobilizacyjnych, a świat obiegła wiadomość o rodzicach
rekrutów wysłanych do Strefy Gazy domagających się ich
wycofania z powodu niewystarczającego treningu. Rekruci
mieli zostać wysłani do walki przed zakończeniem zaledwie
czterotygodniowego szkolenia. Słabość armii wymienił wśród
czynników zwiastujących upadek syjonistycznego projektu
politycznego izraelski historyk Ilan Pappé już w czerwcu
2024 roku. Od tamtego czasu Izrael zabił mnóstwo ludzi i
zniszczył mnóstwo infrastruktury, ale jego sytuacja
strategiczna i polityczna tylko się pogarsza.
Ruch Ansar Allach z Jemenu, będący obecnie najsilniejszym
węzłem oporu poza terenami okupowanej Palestyny, kontynuuje
humanitarną blokadę morską na Morzu Czerwonym i odpiera
ataki powietrzne USA przez notoryczne zestrzeliwanie
amerykańskich dronów Reaper (Jemeńczycy zniszczyli 10% całej
floty tych dronów, z których kazdy kosztuje co najmniej 30
milionów dolarów). W ostatnich nieco ponad 40 dniach USA
dokonały ponad 1000 nalotów bombowych na Jemen. Bez
autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, bez wypowiedzenia
Jemenowi wojny. Tylko dlatego, że Jemeńczycy bronią
Palestyny i poważnie traktują swoje zobowiązania
międzynarodowe w kontekście trwającego ludobójstwa. Mimo
bezlitosnych bombardowań Jemeńczycy nie wykazują spadku
aktywności. Blokada trwa, podobnie jak sporadyczne ataki
rakietowe na obiekty wojskowe w przyczółku. Ansar Allah
rośnie w siłę, a każdego tygodnia w Jemenie odbywają się
masowe, spektakularne demonstracje poparcia dla
Palestyńczyków.
Powyższa analiza nie wyczerpuje tematu. Walki toczą się na
Zachodnim Brzegu (Tulkarem, Dżanin), w Libanie Izrael
kontynuuje zamachy przy użyciu dronów, rebrandowana Al-Kaida
naciska na palestyńskie frakcje w Syrii, mnóstwo rzeczy
dzieje się na froncie politycznym, także poza regionem.
Analiza ma na celu pokazanie, że da się dostrzec wyraźne
ograniczenia siły militarnej Izraela i jego sojuszników
wobec zdeterminowanego, asymetrycznego oporu. Kryzys
humanitarny w Strefie Gazy będzie miał długotrwałe
konsekwencje, ale skuteczność ruchu oporu wzmacnia jego
pozycję negocjacyjną. Dodatkową presję na Izrael i USA
wywierają działania regionalne, zwłaszcza te prowadzone
przez Ansar Allach, a odrzucenie przez ruch oporu idei
rozbrojenia pokazuje na gotowość długoterminowej walki
zborjnej do czasu osiągnięcia satysfakcjonującego
rozwiązania politycznego.
Palestyna będzie wolna!
Źródła: Electronic Intifada, Anti-Empire Project, The
Cradle, Machina Myśli, Mondoweis, Akcja Socjalistyczna.
Posted on: 2025-04-27
Post 14. Do nocnych marków.
"Aux
Noctambules" Davida Grubbsa z udziałem Noëla Akchoté to
jeden z tych albumów, do których wracam z pewną
regularnością – przynajmniej dwa, trzy razy w roku. Rzadziej
niż do niektórych moich ulubionych płyt z udziałem Grubbsa
(jak "Camoufleur" Gastr del Sol) czy Akchoté (np. jego
nagrania madrygałów Carlo Gesualdo na pięć gitar), ale
ponowne odsłuchania zawsze są dla mnie wydarzeniem. Obaj
muzycy mają zresztą na koncie olbrzymią liczbę znakomitych
projektów – zarówno solowych, jak i współtworzonych z innymi
artystami.
Muzyka
nigdy
nie
doświadczała
bardziej
paradoksalnej
epoki.
W
zamian
za
doszczętne
utowarowienie
i
algorytmiczne
spłaszczenie
kultury
zyskaliśmy rzeczywistość, w której
wszystkie epoki stylistyczne i coraz więcej tych epok - od
barokowych kontrapunktów po glitchowe eksperymenty -
współistnieją w iluzorycznej wiecznej teraźniejszości.
Iluzorycznej, ponieważ wrażenie jednoczesności wynika
wyłącznie z naszego przebodźcowania, podczas gdy
nie-do-ogarnięcia mnogość historii toczy się równolegle.
Roczne
podsumowania
"najlepszych
albumów"
dawno
utraciły
sens
-
nie
z
powodu
braku
wybitnych
dzieł,
ale
dlatego że żadna pojedyncza świadomość nie jest
w stanie ogarnąć tego kosmicznego rozproszenia. Nawet
najbardziej hermetyczne nisze (jak atletyczny,
melancholijny post-hardcore, czy post industrialny
izolacjonistyczny illbient) rozpadają się na wewnętrzne
frakcje i mutacje, każda z tuzinem albo większą liczbą
zespołów/projektów, a to, co dziś funkcjonuje w
undergroundzie, jutro staje się viralowym szablonem.
Ta
kakofonia to nie chaos, to efekt zaniku centrum. Zjawiska,
które witam poniekąd z radością. Muzyka nadal burzy i
buntuje się, nawet jeśli awangarda walczy dziś najczęściej
z własnymi duchami w algorytmicznym imadle (ile bym dał za
większą proporcję nienostalgicznej awangardy w
awangardzie!). W tej pozornej anarchii wzmocnionej
łatwością nagrywania i publikowania kryje się pewnego
rodzaju wolność. Może właśnie dlatego, mimo wszystko, to
najlepszy czas, by być słuchaczem: nie trzeba wiele
poświęcać, by dać się dotknąć muzyce.
Kocham
dużo
różnej
muzyki
i
nie
wyobrażam
sobie,
że
miałbym
próbować
nadążyć
za
którąkolwiek
z
części rzeczy, którymi się interesuję. Jest
sporo rzeczy, które czytam szybko, ale słuchanie "szybko"
szybko stałoby się dla mnie pracą.
"Aux
Noctambules"
powstało
w
paryskim
Xtralab
w
1998
roku.
Płyta
została
wydana
w
1999
roku
we współzałożonej przez Akchoté wytwórni
Rectangle, ale poznałem ją nieco ponad 5 lat później.
Podobno została nagrana w dwóch podejściach. Grubbs gra na
fisharmonium, Akchoté na gitarze. Jedna ścieżka, nieco
ponad kwadrans muzyki w stylu, który tak często nudzi
doszczętnie, ale nie tym razem.
Grubbs
jest
znany
(niszowo
i
to
nie
przytyk)
jako
pionier
interdyscyplinarny
post
rockowy/post
punkowy
notoryczny
kolaborator,
choć solowych nagrań też
wyprodukował mnóstwo. Akchoté to twórca niewiarygodnie
wielkiego katalogu projektów muzycznych od nagrań popowych
standardów po eksperymentalne zgrzyty. "Aux Noctambules",
ze swoją improwizowaną strukturą i odważną realizacją
prostej, stanowczej koncepcji brzmieniowej, świetnie
leży
w
katalogach
obu muzyków
Utwór
rozwija
się
powoli
między
liturgicznym
dronem
fisharmonii
i
strzępów
melodii,
flażoletów
i
mikrotonowych
gitarowych
interwencji,
które minimalnie, ale zarazem
stanowczo destabilizują harmoniczną bazę. Napięcie między
stabilnością i dezintegracją rzadko działa tak dobrze i
trudno uwierzyć, że utwór został nagrany za dwoma
podejściami.
"Aux
Noctambules"
znaczy
"Do
nocnych
marków".
Kościelne
alikwoty
prowadzą
dyskusję
abstrakcyjną
gitarą.
Dyskusję,
która
nie
jest
kłótnią, raczej filozoficzną przyjaźnią, której
towarzyszy nieskończona, skupiona nieufność. Muzykom udało
się stworzyć coś, co jest jednocześnie przyjazne i
niepokojące.
Płyta
nie
jest
bardzo
popularna,
ale
ma
słuchaczy
(co
najmniej
trzech).
Jeśli
nie
słuchałaś
muzyki
Grubbsa i Akchoté, a podoba Ci się "Aux
Noctambules" masz do wysłuchania setki (!) nagrań, z
których zdecydowana większość jest co najmniej
interesująca, a wiele dorównuje głębią i pięknem "Aux
Noctambules". Wygodnymi skokami z "Aux Noctambules" w
dyskografie obu muzyków będą odpowiednio "Camoufleur"
Gastr del Sol (zespół Grubbsa) i "Rien" Akchoté. Po ponad
ćwierć wieku od pierwszego wydania i kilkanaście lat po
reedycji pozostaje arcydziełem współpracy i
powściągliwości. Ta nieustępliwa eksploracja drona i
dysonansu nagradza skupienie i sama, nawet nie poparta
przepastnymi katalogami autorów wystarczyłaby do wrzucenia
i Akchoté do grupy ważnych ludzi w muzyce. Posłuchajcie
"Aux Noctambules".
Posted on: 2025-04-26
Post 13. Lenin zdetronizowany.
155 lat temu urodził się W. Lenin. Długo
trzymałem się od Lenina z daleka bo kojarzył mi się głównie z
ludźmi stawiającymi mu pomniki (fatalny fandom). Przełomem
była lektura "Lenin Rediscovered" Larsa T. Liha.
Lih dowodzi, że "klasyczne" odczytanie "Co robić?" jako
manifestu awangardowej partyjnej elity w oderwaniu od masowej
samoorganizacji jest wynikiem błędnych tłumaczeń i braku
znajomości kontekstu międzynarodowego, w jakim Lenin pisał
swój tekst.
Lih pokazuje, że Lenin traktował pracowników jako aktywnych,
ciekawych i zdolnych do samodzielnego działania. Książka Liha
sięga do korzeni debaty, w której łączą się doświadczenia
niemieckiej socjaldemokracji z ruchem rosyjskim, pokazując, że
Lenin pisał i działał z pozycji przekonania o ścisłej
współzależności i wzajemnym uzupełnianiu się naukowego
socjalizmu i ruchu pracowniczego.
Lih wskazuje, że "Co robić?", które powstało w tzw. „okresie
Iskry” (1900–1901), było odpowiedzią na wewnątrzpartyjne
spory, a nie manifestem "nowego typu partii". Jego zdaniem
Lenin korzystał przede wszystkim z doświadczeń niemieckiej
socjaldemokracji, zwłaszcza koncepcji Karola Kautsky’ego.
Centralna w analizie Liha jest krytyka mitu o elitarnym
charakterze bolszewizmu. Lih pokazuje, że fragmenty, które
zbudowały ten mit miały charakter polemiczny. Lenin beształ
przeciwników politycznych, "anarchistów" i „ekonomistów”, a
nie sam ruch pracowniczy, podkreślając raczej jego potencjał i
entuzjazm.
Według sporej części w większości doszczętnie nudnej
literatury socjalistycznej (serio, masa tej bibuły jest
potwornie przegadana i czyta się jak gdyby oglądało się mur z
cegieł z napisem "postęp") Lenin jest autorem koncepcji
"partii nowego typu". Partia ta miała być hiperzdyscyplinowana
i scentralizowana. Lih pokazuje, że taki obraz wywodzi się z
późniejszych komentarzy i przekładów, a sam Lenin postulował
stworzenie czegoś w rodzaju sieci komórek dzielących się
wiedzą teoretyczną i praktyczną.
Lih podkreśla ciągłość między naukową analizą kapitalizmu
(teoretykami) a walką ekonomiczną pracowników – te dwie sfery
miały się wzajemnie napędzać. Dlatego partia Lenina miała być
miejscem spotkania obydwu grup, a nie elitarnym sztabem
planistów i charyzmatycznych wodzirejów rewolucji.
Oczywiście nie twierdzę, że Lih całkowicie rozgrzesza Lenina z
wszystkich przypałowych rzeczy. Dyktatura proletariatu szybko
przerodziła się w aparat represji, kontrolowany przez
biurokrację partyjną. Już w 1918 roku Róża Luksemburg
ostrzegała przed ryzykiem biurokratyzacji, zauważając, że
absolutyzm „aparatów państwowych” stanowi zagrożenie dla
rewolucyjnych celów pracowników. Czytając teksty Lenina,
szczególnie te późniejsze trudno też oprzeć się wrażeniu, że
Lenin bardzo swobodnie poczynał sobie z teorią marksistowską w
celu legitymizowania własnych dążeń i w celach polemicznych.
Postać Lenina pokazuje głębokie napięcia między idami
demokracji pracowniczej a praktyką polityczną. Na jej tle
można też pokazać spory o cele i metody rewolucji. Moje
wnioski nt. Lenina nie są jakoś szczególnie głębokie, ani
odkrywcze. Nie stawiajmy mu pomników, na pewno. Nie był i nie
powinien być dla nikogo żadnym bóstwem. Spora część jego
praktyki i teorii tej praktyki była sztukowana na bieżąco i
czasami mocno naciągana.
Lenina warto czytać choćby po to, by zrozumieć, jak rodziły
się i ewoluowały kluczowe koncepcje rewolucyjne XX wieku.
Przez pryzmat „Co robić?” (w kontekście!) można dostrzec, że
Lenin nie wymyślał od zera nowej religii politycznej, lecz
starał się połączyć doświadczenia niemieckiej socjaldemokracji
z żywiołowością rosyjskich pracowników.
To cenna lekcja o dynamice rewolucji, o zależności idei od
kontekstu historycznego i o tym, jak wielkie plany mogą
zderzać się z twardą codziennością.
Nie będę kłamał, sam nie bardzo rozumiem potrzebę bycia fanem.
Paraspołeczne relacje z osobami twórczymi przeżywam jako
podziw dla konkretnych rzeczy, które te osoby zrobiły, nic
więcej. Może brakuje mi genu sentymentalizmu, ale jeśli
potrzebujecie być fanami, bądźcie fanami, nie wiem, jakichś
postaci z komiksów albo powieści science-fiction może? Serio,
żadna książka, nie ważne jak bardzo przełomowa, nie
usprawiedliwia kultu. Nie stawiajmy Lenina i jego tekstów na
piedestale. Traktujmy je raczej jak laboratorium myśli –
miejsce, gdzie można eksperymentować, porównywać, wyciągać
wnioski i formułować własne hipotezy o tym, czym jest władza,
rewolucja i solidarność. To właśnie w napięciu między podziwem
dla błyskotliwej argumentacji a świadomością konsekwencji
politycznych jego projektów kryje się prawdziwa wartość tej
lektury.
155 lat od jego urodzin pamiętajmy, że historia myśli
politycznej nie polega na wykuwaniu ludzi z kamienia. "Lenin
Rediscovered" Larsa T. Liha to dowód, że nawet najbardziej
znane teksty można czytać na nowo – bez klękania przed
pomnikami, ale z otwartymi umysłami i zdrową dozą sceptycyzmu.
Posted on: 2025-04-22
Post 11. Moralizatorstwo gnijącej Europy. Kilka słów o
neoidealizmie.
Instytut Macdonalda-Lauriera, noszący imiona prominentnych
rasistów i kolonizatorów, należy do czołowych dostarczycieli
intelektualnego zaplecza dla imperialistycznej polityki.
Zapoznałem się z opracowaniem „Neo-Idealism: Grand Strategy
for the Future of the Transatlantic Community” autorstwa
Benjamina Tallisa, opublikowanym przez tę instytucję.
Przyznaję, że nieraz natrząsałem się z autora, a lektura jego
pracy nie poprawiła mojej opinii o nim..
„Neoidealizm” Tallisa przedstawia się jako nowatorskie,
moralno-strategiczne ramy dla „wspólnoty transatlantyckiej”
(czytaj: NATO i UE), lecz w istocie jest desperackim manewrem
ideologicznym upadającego bloku imperialistycznego. Jego
fetyszyzacja „wartości liberalnej demokracji” jako podstawy
geopolityki służy tu maskowaniu rzeczywistych interesów elit.
Retoryka „prymatu wartości” to oczywiście żadne zerwanie z
realizmem – to jedynie nowy język uzasadniania imperialnego
status quo. Gdy Tallis mówi o „wolnych społeczeństwach”,
udaje, że „wspólnota transatlantycka” nie odpowiada za
narzucanie globalnemu Południu neoliberalizmu poprzez
instytucje finansowe, zamachy stanu i zniewolenie długiem.
Nikt poważny (ani Tallisa, ani Anne Applebaum, ani Kaja
Kallas, ani Radosław Sikorski nie są poważnymi ludźmi) nie
traktuje dziś poważnie twierdzeń, jakoby ta „wspólnota”
pielęgnowała demokrację we własnych granicach.
W Polsce demokracja przechodzi proces kontrolowanej
dekompozycji. Elity polityczne PO-PiSu z przystawkami budują
system hybrydowy – formalnie pluralistyczny, w praktyce oparty
na przejmowaniu instytucji, nagonkach na opozycję i
mniejszości, oraz instrumentalizacji prawa. "Reformy" Ziobry,
"lex Tusk" czy zaostrzenie prawa aborcyjnego pokazują, że
celem nie jest autorytaryzm w stylu XX-wiecznym, lecz
systemowa dominacja bez całkowitego niszczenia fasady
demokratycznej. Paradoksalnie, to właśnie ta fasada pozwala
władzy utrzymywać międzynarodową legitymizację.
W Niemczech kryzys ma charakter milczącej erozji.
Społeczeństwo, zmęczone dekadami polityki "braku alternatywy"
(Alternativlosigkeit), traci zaufanie do establishmentu
CDU-SPD. Wzrost poparcia dla AfD to symptom bankructwa
niemieckiego modelu, który nie potrafi odpowiedzieć na
nierówności pogłębione przez reformy Schrödera ani na
frustracje wschodnich landów. Koalicje "świateł drogowych"
podobnie jak polska koalicja rządząca przypominają próby
gaszenia pożaru butelką wody – wszędzie brakuje wizji
wykraczającej poza zarządzanie kryzysami.
Francja to przykład demokracji w stanie przedzawałowym. System
V Republiki, zaprojektowany dla stabilizacji, dziś produkuje
permanentny stan wyjątkowy – od żółtych kamizelek po protesty
przeciwko reformie emerytalnej.
We Włoszech demokracja stała się laboratorium postpolityki.
Kolejne rządy – od technokratów Montiego po prawicową Meloni –
udowadniają, że włoski system to maszyna do produkcji
tymczasowych konfiguracji bez zdolności do reform. Wzrost FDI
(Fratelli d'Italia) to efekt pustki po upadku partii masowych.
Wspólny mianownik? Klasy polityczne w Polsce, Niemczech
Francji i we Włoszech przypominają lekarzy, którzy nie
potrafią zdiagnozować choroby, więc leczą objawy. Neoliberalna
Europa stworzyła system, w którym demokracja ogranicza się do
rytualnej rywalizacji bez wpływu na gospodarkę. Gdy partie
głównego nurtu stają się menedżerami status quo, ich elektorat
ucieka albo w populizm, albo w apatię. Niestety także w Polsce
lewica po wybiciu się na niezależność rzadko wychodzi z
inicjatywami wykraczającymi poza intencję lepszego
zarządzania. Bez radykalnej redefinicji demokracji – która
musi oznaczać społeczną kontrolę nad kapitałem – kryzys będzie
się tylko pogłębiał. Europa albo stanie się prawdziwie
demokratyczna albo będzie nadal gnić. Pomysły w rodzaju
"neoidealizmu" na nic się nie zdarzą.
Tallis ubolewa nad „strategicznymi deficytami” Niemiec i
Kanady, przedstawiając ich niechęć do ślepego podporządkowania
się hegemonii USA jako porażkę. Nie dostrzega przy tym, że
„rozłam” Niemiec nie wynika z nieudolności, lecz ze
sprzeczności interesów różnych frakcji niemieckiego kapitału.
"Osiem filarów neoidealizmu" Tallisa to nie postępowa wizja,
lecz projekt zaostrzonej imperialistycznej dyscypliny. To
toksyczna rekonfiguracja zmilitaryzowanego neoliberalizmu.
Kiedy Tallis ostrzega przed „wewnętrznymi słabościami”, które
mogliby wykorzystać przeciwnicy, w istocie mówi o klasowym
oporze i lewicowym sprzeciwie. Jego rozwiązanie? Nie
materialne ustępstwa, lecz ideologiczna indoktrynacja i
policyjna konsolidacja. Wezwanie do „lepszej kultury
strategicznej” to nic innego jak apel o zintensyfikowanie
propagandy, by społeczeństwa bezkrytycznie zaakceptowały
imperialne cele.
Koncept „siły drużynowej” demaskuje prawdziwe oblicze
neoidealizmu: to próba zdyscyplinowania rywalizujących frakcji
burżuazji (niemieckich przemysłowców, francuskich gaullistów)
w jednolity front przeciwko Globalnemu Południu i wschodzącym
mocarstwom. To nie idealizm – to brutalny realizm upadającej
hegemonii.
Projekt Tallisa, przybrany w „moralny” sztafaż, to nie wizja
przyszłości, lecz nowe opakowanie dla agonii starego porządku.
Prawdziwy internacjonalizm to walka klasowa przeciw
imperialistycznej wojnie, solidarność z ruchami
antykolonialnymi i budowa socjalizmu – nie odświeżanie
burżuazyjnych frazesów. Neoidealizm to nie strategia na
przyszłość – to requiem dla umierającego imperium.
Posted on: 2025-04-21
Post 10. Szela Inc. - "Żniwa Molocha" (recenzja)
Płyta (egzemplarz 7 z 23) zaczyna się dźwiękiem kosy. To nie
sample, to manifest. Pierwszy cios w maszynę. "Żniwa Molocha"
to cybernetyczna żakeria przeciwko władzy algorytmów. Szela
Inc. (Korporacja Szela) wysadza tory muzyki. Ich utwory to
pole bitwy między krwawiącym rewolucyjnym futurystycznym
folkiem, a zimną illbientową elektroniką biurowych klitek.
Strona pierwsza - "Poczerniałe bruzdy".
"The Serf OS" zaczyna się od zniekształconego chóru, który
mógłby śpiewać w bułgarskiej chacie 200 lat temu, gdyby nie
to, ze jego głosy są przetwarzane przez koronkowo modulowany
bitcrusher i pogłos zmieniający parametry z każdym ułamkiem
sekundy. Rytm przypomina to stukot maszyn rolniczych, to
zniekształcony dźwięk giełdy papierów wartościowych.
"Spal silikonowych panów" to hymn bez melodii rodem z
karczmy-pixelblaze, w której wieśniacka furia łączy się z
algorytmicznym chłodem. Syntezatory warczą jakby były zarazem
głodne i wściekłe, a basowe częstotliwości orzą jak gdyby
szykowały ziemię pod wirtualny zasiew. To nie industrial - to
agrarny noise, dźwięk buntu zapisany w języku rodem z
cyfrowego grymuaru, z którego przywołasz zdekompilowanego
ducha Jakuba Szeli z towarzystwem botów-furii strajkujących w
chmurze.
Strona druga - "Drukarka cyfrowa"
"Error 1648 (Guru meditation)" to dronowy tren, w którym
archaiczne dzwony kościelne mieszają się z sygnałami błędów z
maszyn, których przeznaczenie budzi grozę. Muzyka przywołuje
krwawy bunt przeciwko technofeudalnej opresji. Chłopi mają co
prawda zablokowane konta, ale zanim znikną z timeline'ów,
wywołali niejeden incydent.
"Jesień algorytmów" to finał, ale bez rozwiązania. Sample
układają się w modlitwy do zdezintegrowanych świętych. To
"Pieśń ziemi naszej" epoki, w której miliardy internetowych
parobków urabiają metadane po kilkanaście godzin w pracy i po
pracy.
"Żniwa Molocha" to nie retrofuturyzm bo nie ma w nich krzty
nostalgii. To muzyka, która wie, że postęp rośnie na kościach.
Hakowanie mitu, ale kosą. Dźwięki Korporacji Szela to
folktroniczne świadectwo epoki w której zmęczenie zmęczeniem
przebodźcowaniem skutkuje próbą zakodowania muzyczno-tekstowej
choroby prionowej i podania jej systemowi. Solidne af.
Posted on: 2025-04-20
Post. 9. Granice sarkazmu. Shitposting i odwaga do powagi.
Pod
koniec
XX wieku neoliberalizm ogłosił 'koniec historii', a lewica
– po porażkach tzw. realnego socjalizmu i rozpadzie ruchów
pracowniczych – pogrążyła się w głębokim kryzysie
tożsamości. W tej próżni ironia stała się bezpieczną,
domyślną formą sprzeciwu: pozwala krytykować system bez
narażania się na zarzuty naiwności czy 'utopizmu'. Sarkazm
stał się bronią przegranych – sposobem na zachowanie
intelektualnej godności w świecie, który ogłosił, że nie
ma alternatywy dla kapitalizmu.
Trudno
wskazać wyczerpującą listę źródeł ironicznego przełomu w
języku i myśleniu lewicy. Z pewnością istotną rolę odegrał
tu postmodernizm, ze swoją nieufnością wobec 'wielkich
narracji'. Lewica, zamiast budować własną wizję
przyszłości, coraz częściej ograniczała się do
demaskowania, które przecież jest zaledwie pierwszym
krokiem myślenia. Kluczowe znaczenie dla ukształtowania
epoki ironii miała również kultura internetowa – najpierw
fora, a później media społecznościowe, które wyniosły
sarkazm do rangi waluty. Ironia stała się sposobem na
zdystansowanie się od rzeczywistości i uniknięcie
zaangażowania.
W
świecie, w
którym każdy akt zaangażowania może w ciągu sekund zostać
wyśmiany, zironizowany lub sprowadzony do kolejnego
formatu do wypełnienia nieskończonego scrolla (memy),
powaga stała się towarem deficytowym. Algorytmy promują
to, co wywołuje natychmiastową reakcję: sarkazm,
kontrowersję, mechanicznie wywoływane emocje. Nie trzeba
nawet posiadać dużego profilu w mediach społecznościowych,
by wokół osoby czy organizacji wyrosła sieć kont, których
jedynym zadaniem jest ironiczne komentowanie, parodiowanie
i robienie min. W rezultacie lewicowi aktywiści często
stają przed wyborem posługiwać się ironią, która nikogo
nie zrani, ale i niczego nie zmieni – albo ryzykować, że
ich szczerość zostanie odebrana jako 'nietrafiony ton' i
pozbawiona zasięgu.
„Tymczasem
zaangażowanie wymaga czegoś, co współczesna kultura
cyfrowa systematycznie osłabia: zdolności do utrzymania
uwagi i gotowości do konsekwentnego działania. W świecie,
w którym każdy problem musi zmieścić się w 280 znakach, a
reakcje na kryzysy trwają krócej niż cykl trendów na tym,
czy innym portalu społecznościowym, głęboka praca
polityczna wydaje się anachronizmem. Ironia staje się nie
tylko stylem komunikacji, ale mechanizmem obronnym –
pozwala uczestniczyć w debacie bez zaangażowania i bez
realnego ryzyka. Można krytykować wszystko, nie proponując
niczego. Można żartować z władzy, nie naruszając jej
rzeczywistych struktur. W ten sposób internetowa lewica
często przypomina kabaretowego satyryka.
Oprócz
postmodernizmu i internetu, wśród źródeł epoki
shitpostingu należy wskazać także głęboką instytucjonalną
bezradność lewicy. Związki zawodowe i partie lewicowe
utraciły realny wpływ, a protesty uliczne raz za razem
okazywały się nieskuteczne. Sarkazm stał się substytutem
działania. Łatwiej żartować z porażek, niż zmierzyć się z
ich przyczynami.
Pułapka
krytycznego dystansu
„Nawet
jeśli
– choć to wątpliwe – ironia i szyderstwo początkowo
skutecznie chroniły przed frustracją, to szybko
przerodziły się w samozadowolenie z własnej
przenikliwości. Tymczasem rozpoznanie sprzeczności systemu
to tylko część świadomości klasowej. Bez woli walki o
realną zmianę staje się ono jedynie fetyszem i narzędziem
do budowania poczucia wyższości, mefedronem dla mas. W
efekcie powstała kultura, w której poważne zaangażowanie
uznaje się za naiwność, cynizm za oznakę inteligencji
(„oranie”), a dyskusja sprowadza się do rywalizacji o
najbardziej zjadliwy komentarz.
Ruch
socjalistyczny wciąż deklaruje chęć radykalnej zmiany
świata, lecz coraz częściej jego domyślnym językiem stają
się ironia i cynizm – intelektualne tiki, które zamiast
wzmacniać opór, pogłębiają poczucie bezradności. Sarkazm
potrafi demaskować absurdy systemu, ale gdy staje się
główną formą politycznej ekspresji, zamienia walkę
polityczną w spektakl dla wtajemniczonych. Kapitalizm
świetnie radzi sobie z szyderą: potrafi ją rozbroić,
przetworzyć na towar i sprzedać z powrotem, skutecznie
neutralizując jej krytyczny potencjał. Nie istnieje taka
liczba sarkastycznych tweetów, której system nie byłby w
stanie przetrwać.
Kapitalizm
–
system oparty na przymusie, a zasłaniający się frazesami o
wolności – jest absurdalny. Ironia potrafi to świetnie
obnażyć: rozbraja propagandę, demaskuje hipokryzję, a
nawet przynosi chwilowe wytchnienie. Problem zaczyna się
jednak wtedy, gdy sarkazm staje się alibi dla bezczynności
– gdy zamiast organizować gniew, przekształca go w
intelektualną rozrywkę. Czy można obalić system, nie
wierząc ani w możliwość zmiany, ani w tych, którzy mieliby
jej dokonać? Lewicowy dyskurs coraz częściej przypomina
monolog rozczarowanego obserwatora, który woli drwić z
‘fałszywej świadomości’ mas, niż z nimi rozmawiać. A
przecież kapitalizm nie runie tylko dlatego, że udało nam
się go dowcipnie opisać.
Lewica,
która udaje, że nie jest lewicą
Problemem
staje się nie tylko cynizm, lecz także niechęć do jasnych
deklaracji. Zamiast mówić wprost o konieczności obalenia
kapitalizmu, część lewicowych komentatorów, a nawet całe
formacje polityczne wolą 'bić wokół krzaka' i przemycać
swoje postulaty w zawoalowanej formie. Obawiają się, że
zbyt stanowcze słowa o klasie, wyzysku czy własności
środków produkcji odstraszą ‘umiarkowanych’. Tymczasem
polityka, która ukrywa swoje cele, nie mobilizuje – ona
męczy. I, mówiąc szczerze, zwyczajnie nudzi. Czas, uwaga i
inne zasoby poznawcze są zbyt cenne, by marnować je na
gesty, które sprowadzają się do pokazywania języka. Centrystyczna
retoryka
nie
buduje
poparcia, lecz tylko pogłębia dezorientację.
Ruch, który wstydzi się swojej tożsamości, sam siebie
rozbraja.
Socjalizm
nie stanie się bardziej strawny, jeśli opakujemy go w
język konsultingu!
Siła
tego, czego system nie może przełknąć
Ironia
bywa
skuteczna, ale jej skuteczność jest bardzo ograniczona.
Gdy staje się domyślną formą myślenia zamienia bunt w
towar, krytykę w content, a rewolucyjny etos w estetykę
("tożsamość towarowa subkultur odzieżowych"). Sarkazm,
zamiast ranić system, często zaczyna go zasilać – jako
kolejny produkt w ekonomii uwagi. Shitposting, który może
nawet chciał być ciosem w neoliberalny absurd, coraz
częściej okazuje się tylko retoryczną siłownią dla tych,
którzy wolą prężyć swoje intelektualne muskuły, niż wziąć
odpowiedzialność za zmianę. W najlepszym razie to pozór
sprawczości – w najgorszym: elegancka forma kapitulacji,
która pozwala zachować twarz, nawet jeśli już dawno
straciło się wolę od walki, nie mówiąc już o wierze w
zwycięstwo.
Lewica
coraz
częściej zamyka się w bańce wtajemniczonych, rozumiejących
jej nawiązania i kod kulturowy ("lore"), traktując
politykę jako intelektualną grę. Największym zagrożeniem
płynącym z tej postawy nie jest nawet samo zamykanie się w
elitarnym dyskursie, lecz paraliż woli zmiany. Gdy każda
poważna propozycja zostaje natychmiast rozbrojona
ironicznym komentarzem, a perspektywa transformacji
społecznej uznana za naiwną utopię, jedynym logicznym
wnioskiem staje się rezygnacja. Nie oszukujmy się, nie
dokonamy przełomu inaczej, niż łącząc trzeźwą analizę, i
odwagę mówienia prawdy z niezachwianą wiarą w możliwość
zmiany. Prawdziwie rewolucyjna komunikacja nie może
poprzestawać na demaskowaniu sprzeczności systemu – musi
wskazywać konkretne drogi wyjścia i mobilizować do
kolektywnego działania.
Nie
zalecam
odrzucenia ironii i sarkazmu w całości – śmiech może być
narzędziem oporu, lecz drwina nie może stać się jedyną
formą walki ani uniwersalną odpowiedzią na każdą
niesprawiedliwość. Gdy lewica redukuje się do roli loży
szyderców, traci zdolność realnego kwestionowania władzy.
Jesteśmy przebodźcowani, ewolucja nie przygotowała nas do
nieskończonej ilości informacji i kodów, ale nie dajmy
sobie wmówić, że powaga jest nudna, a prostolinijność –
trywialna. Mówienie prawdy jest czymś potężnym i
niebezpiecznym, bez lukru i bez autocenzury. W połączeniu
z konsekwentnym budowaniem struktur i infrastruktury oporu
oraz w niezachwianym przekonaniem, że inny świat jest
możliwy do wywalczenia otwierają ścieżkę do wynalezienia
na nowo przyszłości, która nie będzie katastrofą.
Shitposterzy
jedynie szydzili z systemu, idzie jednak o to, by go
zmienić. Kluczowe jest przejście od krytyki jako
intelektualnej rozrywki do krytyki jako praktyki zmiany.
Socjalizm nie może być jedynie estetycznym gestem czy
ironicznym komentarzem na marginesie systemu - to
konkretny projekt przejęcia władzy i przebudowy stosunków
społecznych. Ogromne zadanie, ale jeśli wyszliśmy z
feudalizmu, dlaczego nie mielibyśmy wyjść z kapitalizmu?
Prawdziwie rewolucyjna polityka nie kończy się na słowach;
wymaga organizacji mas, i cierpliwej budowy instytucji
klasy pracującej i nieustępliwej walki o realną władzę
ekonomiczną i polityczną.
Wyjście
z
pułapki wiecznego ironizowania wymaga politycznej
dojrzałości i odwagi do konsekwentnej powagi. Humor i
sarkazmu mogą nadal pełnić rolę demaskatorską i
integrującą. Ale muszą przestać być alibi dla bezsilności,
a stać się jednym z wielu narzędzi wzmacniających wolę
działania.
Posted on: 2025-04-17
Post. 8. Czy Rosja jest imperialistyczna?
W
potocznym, medialnym rozumieniu imperializm oznacza
agresywną ekspansję – politykę siły, zaborczości,
dominacji. Dla wielu myślicielek i myślicieli
marksistowskich to jednak coś więcej: nie "wybryk"
polityczny, lecz konsekwencja rozwoju kapitalizmu. Z tej
fundamentalnej różnicy wynika częste rozmijanie się w
dyskusjach na temat współczesnych przejawów imperializmu –
a zwłaszcza w ocenie miejsca, jakie zajmuje w tym pejzażu
dzisiejsza Rosja. Czy rzeczywiście można ją uznać za
państwo imperialistyczne?
Z
perspektywy liberalnej, imperializm to dążenie do
poszerzania stref wpływów za pomocą środków militarnych,
gospodarczych oraz politycznych. Klasycznym wzorcem tej
logiki pozostaje kolonializm XIX wieku – epoka, w której
europejskie potęgi podporządkowywały sobie odległe
terytoria, eksploatując ich zasoby i ludność. Choć
formalny system kolonialny upadł, mechanizmy dominacji
przetrwały – dziś występują w subtelniejszej, choć nie
mniej skutecznej formie.
W
tym
sensie Rosja zdaje się idealnie wpisywać w schemat.
Aneksja Krymu w 2014 roku, wojna w Ukrainie, zaangażowanie
militarne w Syrii czy Afryce – to nie odosobnione epizody,
lecz przejawy systemowej strategii ekspansji. Do tego
dochodzą narzędzia ekonomicznego uzależnienia: kontrola
dostaw energii, uzależniające kredyty, które z czasem
przeradzają się w instrumenty politycznego nacisku. Warto
przypomnieć, że Federacja Rosyjska odziedziczyła po ZSRR
portfel wierzytelności opiewający na 145 miliardów dolarów
– rozciągający się od Kuby po Wietnam, od Indii po Syrię.
W liberalnym ujęciu taka mieszanka agresji militarnej i
presji ekonomicznej to esencja współczesnego imperializmu.
Marksistowska
teoria
imperializmu
opisuje
imperializm
jako
zjawisko
o
konkretnych
historycznych
przyczynach
i
nie
szuka
jego
źródeł
w
złych
intencjach
czy
moralnej
degeneracji. W tym ujęciu imperializm
to strukturalna konsekwencja rozwoju kapitalizmu na
jego zaawansowanym etapie. To moment, w którym dominację
przejmują monopole, kapitał finansowy, a ekspansja
kapitału – bardziej niż towarów – staje się podstawowym
mechanizmem reprodukcji systemu. Militaryzm pełni w tej
logice rolę służebną: ochrania interesy oligarchii
finansowej.
Czy
Rosja pasuje do tej definicji? Wielu lewicowych
komentatorów wciąż niechętnie posługuje się wobec niej
terminem „imperialistyczna”, a niektórzy wręcz go
odrzucają. Jednak jeśli spojrzymy chłodno, analitycznie –
ich opór okazuje się nieprzekonujący. Mimo że rosyjska
gospodarka jest relatywnie słabsza niż amerykańska to
skala i logika jej działania noszą wyraźne cechy
imperializmu. Giganci tacy jak Gazprom czy Rosnieft
funkcjonują jak państwowe monopole – eksportując kapitał i
budując zależność peryferii od centrum. Rosyjscy
oligarchowie, choć formalnie podporządkowani Kremlowi,
stanowią pasożytniczą elitę czerpiącą zyski z wyzysku –
zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego.
Wojny
prowadzone przez Rosję nie są więc jedynie wyrazem jej
agresywnej "natury", ani nie są jakimś metafizycznym
"źródłem zachowania" – są politycznym przejawem logiki
akumulacji kapitału w warunkach kryzysu. Są wynikiem
zderzenia politycznych ambicji z gospodarczym przymusem
ekspansji. Odrzucenie moralizatorskiej, a niekiedy wręcz
orientalizującej ("Rosja nigdy nie była Europą") narracji
liberalnej pozwala dostrzec w tych działaniach coś więcej
niż „zło” – dostrzec ich systemowe źródła.
Czy
to
oznacza, że Rosja jest tak samo imperialistyczna jak Stany
Zjednoczone? Nie do końca. USA to centrum globalnego
kapitalizmu – technologicznie zaawansowane, finansowo
hegemoniczne. Rosja natomiast to potęga drugiego rzędu,
ale to nie przekreśla jej aspiracji i praktyk
imperialnych. Podobnie nietrudno zauważyć tendencję do
bagatelizowania kompetencji Rosji w zakresie "wytwarzania
zgody" na wojnę. Rosja stosuje te same techniki co USA –
choć z mniejszą skutecznością i na bardziej ograniczoną
skalę.
Spór
o
to, czy Rosję można nazwać imperialistyczną, nie jest
akademicką ciekawostką. Ma on realne implikacje
polityczne. Część lewicy – zwłaszcza na Zachodzie – widzi
w Moskwie siłę antyhegemoniczną, przeciwwagę dla dominacji
USA. To jednak błąd: Rosja nie jest alternatywą dla
imperializmu, lecz jego wariantem. Jej działania w
Ukrainie, Gruzji czy Afryce pokazują, że korzysta z tych
samych instrumentów dominacji co zachodnie mocarstwa –
choć czyni to mniej sprawnie.
Rosja
jest państwem imperialistycznym – zarówno według
liberalnych, jak i marksistowskich kryteriów. W ujęciu
liberalnym to państwo ekspansywne, militarne, zaborcze. W
marksistowskim – struktura zdominowana przez monopole,
oligarchię i kapitał eksportowy. Różnice dotyczą jedynie
stopnia i skuteczności. W globalnym świecie rywalizacji i
przemocy Rosja pozostaje graczem drugiej ligi – lecz gra
według tych samych brutalnych zasad, co liderzy.
Posted on: 2025-04-07
Post. 7. Od społeczeństwa dobrobytu do społeczeństwa bunkru.
Huzarów śmierci nigdy nie kochałem,
Ani moździerzy o wdzięcznych imionach,
Więc gdy się wielkie dni zbliżały do nas,
Nie czyniąc szumu prędko wyjechałem.
(Hugo Ball)
Od kilku lat Europa znów żyje w cieniu wojny. Polska kupuje
czołgi i systemy rakietowe, Francja i Niemcy – te gospodarcze
lokomotywy Unii Europejskiej – zwiększają wydatki na
zbrojenia, porzucając nawet doktryny "fiskalnej
odpowiedzialności". Nikt już nawet nie udaje, że państwo nie
ma własnych pieniędzy, ale nie myślcie, że państwo ma je dla
Was.
W mediach zamiast rzeczowej debaty o celach i kosztach
militaryzacji dominuje wojenna panika. Podczas gdy każda
złotówka i euro wydane na system opieki medycznej, edukację
czy pomoc społeczną są skrupulatnie analizowane i
przedstawiane jako "niepotrzebne obciążenie budżetu", na
wojsko pieniądze płyną szerokim strumieniem.
Militaryzacja nie podlega bowiem potocznej w liberalnych
"demokracjach" logice zaciskania pasa – odbywa się w
atmosferze społecznego przyzwolenia, bez podstawowych pytań:
kto faktycznie czerpie zyski z tego wyścigu zbrojeń? Jakie
będą długofalowe konsekwencje tej polityki dla naszego
bezpieczeństwa i dobrobytu?
Dla elit wojna i strach przed wojną to przede wszystkim
biznes. Nasz strach i poczucie zagrożenia skutecznie
przekuwają na zyski akcjonariusze koncernów zbrojeniowych:
niemieckiego Rheinmetall, amerykańskiego Lockheeda Martina,
brytyjskiego BAE Systems i dziesiątek innych "graczy". Ich
fabryki pracują pełną parą, a notowania giełdowe biją rekordy
za każdym razem, gdy gdzieś na świecie wybucha kolejny kryzys
dyplomatyczny lub ktoś zaczyna strzelać.
Ale to nie wszystko. Militaryzacja to także potężny mechanizm
redystrybucji środków publicznych – miliardy z są
transferowane do kieszeni wąskiej grupy dostawców broni,
podczas gdy szpitale, szkoły i transport publiczny walczą o
przetrwanie.
Wojna i groźba wojny to nie tylko realne zagrożenia
polityczne. To także wyjątkowo skuteczne narzędzia zarządzania
społeczeństwem. Strach przed zewnętrznym wrogiem:
- Usprawiedliwia utrzymywanie niskich wydatków socjalnych
("Nie stać nas na podwyżki dla nauczycieli, bo musimy kupić
czołgi"),
- Legitymizuje ograniczanie praw pracowniczych ("W czasach
zagrożenia musimy być konkurencyjni"),
- Poszerza uprawnienia służb kosztem wolności obywatelskich,
- Pozwala wycofywać się z międzynarodowych zobowiązań
humanitarnych.
Polska już w 2022 roku, pod pretekstem "zagrożenia" (głodni
ludzie), zawiesiła prawo do ubiegania się o azyl na granicy z
Białorusią, a ostatnio władza, ówczesna "demokratyczna
opozycja", przyklepała to zawieszenie ustawą. I nikt nawet nie
ubolewa nad praworządnością. Teraz dyskutuje się o wycofaniu
Polski z Konwencji Ottawskiej o zakazie min przeciwpiechotnych
– wszystko w imię "elastyczności obronnej".
Tymczasem ta polityka ma konkretne, negatywne konsekwencje:
1. Odciąga zasoby od walki z kryzysem klimatycznym – podczas
gdy potrzebujemy miliardów na transformację energetyczną,
rządy przeznaczają je na broń,
2. Pogłębia nierówności społeczne – bo kto zapłaci za ten
wyścig zbrojeń? Średnia i niższa klasa, oczywiście,
3. Przyspiesza degradację systemu opieki zdrowotnej – w Polsce
już dziś brakuje lekarzy, a pieniądze idą na zakup dronów,
4. Utrwala toksyczną politykę wiecznego konfliktu – zamiast
szukać rozwiązań dyplomatycznych, inwestujemy w eskalację,
5. Jest młynem na wodę dla prawicowej ekstremy, która w wielu
państwach Europy jest coraz to bliżej realnej władzy.
Czy jest alternatywa? W obliczu przyspieszającego uwiądu
pozycji USA w Europie i trudnej do oszacowania siły Rosji w
stosunku do jej zapędów trudno sobie wyobrazić szybką i
głęboką demilitaryzację Polski i Europy. Ale to nie znaczy, że
nie ma alternatywy dla obecnego przyspieszenia wojennego bicia
piany i bicia monet na potrzeby wydatków na broń. Lewica nie
jest skazana na przytakiwanie militaryzmowi!
Europa nie stanie się bezpieczniejsza przez kolejne kontrakty
zbrojeniowe. Bezpieczeństwo buduje się poprzez sprawiedliwość
społeczną, niezależną dyplomację. Militarystyczna spirala
służy wyłącznie wąskiej grupie interesów. Dobrym punktem
wyjścia dla dyskusji są pytania o przejrzystość w zamówieniach
wojskowych (Kto podejmuje decyzje i z jakich powodów?),
publiczna debata o prawdziwych potrzebach obronnych (zamiast
ślepego naśladowania amerykańskiej agendy) i połączenie
postulatów bezpieczeństwa z socjalnymi, a przede wszystkim
trzeźwa ocena zagrożeń.
Militaryzm jest dla elit politycznych ścieżką ucieczki od
polityki. Gdy brakuje wizji rozwiązania kryzysów społecznych,
gospodarczych czy ekologicznych, rządzący sięgają po prosty
schemat zastąpienia społeczeństwo dobrobytu projektem
społeczeństwa twierdzy. Militaryzm jest wygodny dla elit, bo
kolejne "historyczne" zakupy czołgów i armat łatwo wpisać w
rubryczce "sukcesy", przynajmniej do momentu, gdy wojna
naprawdę nie wybuchnie. Militaryzm ujednolica dyskurs — gdy
wszyscy stają "murem za mundurem" nie ma miejsca na dyskusje o
podatkach, nierównościach i prawach pracowniczych, nie mówiąc
już o ekologii czy kryzysie legitymizacji władzy.
Europa po 1945 roku chciała być projektem pokojowej
współpracy. Dziś coraz bardziej staje się zbiorem uzbrojonych
po zęby państw policyjnych, w których prawa socjalne i
polityczne są ograniczane pod pretekstem "obronności". Jestem
jak najdalszy od widocznej gdzieniegdzie na lewicy poczciwej
wiary w to, że putinowska Rosja została "sprowokowana" do
inwazji na Ukrainę, ale za równie wielką naiwność uważam
wiarę, że militaryzm nie jest dla polskich i europejskich elit
wygodną ścieżką ucieczki od odpowiedzialności.
Posted on: 2025-04-02
Post. 6. Nie mówić po prostu "nie". Szkic próby wprowadzenia
do "Wstępu" do "Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii
prawa" (notatka na spotkanie grupy czytelniczej).
Dziś spieranie się z Heglem to najczęściej wyraz
nieszkodliwej ekscentryczności, forma performatywnej sztuki
życia. Ale jeśli chcemy się nauczyć czegoś od Marksa, a
szczególnie jeśli chcemy spróbować pozwolić mówić mu głosem
możliwie bliskim temu, jakim naprawdę mówił, dobrze zajrzeć do
"Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa".
Odniesienia tego typu wydają się odległe, ale odległość od
Hegla i Marksa wydaje się dużo większa niż jest naprawdę za
sprawą zwielokrotnienia intensywności produkcji kultury przez
technologię. Marks miał 13 lat, gdy Hegel umarł, a gdy umierał
sam Marks cztery lata miał Albert Einstein. We wcześniejszych
epokach byliby sobie i nam bardzo bliscy.
"Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa" to jedyny
większy tekst Marksa poświęcony Heglowi. W jego czasach
filozofia Hegla była oczywistym punktem odniesienia w debatach
intelektualnych. Choć Marks krytykował Hegla, to z młodym
Heglem, zafascynowanym ideałami Rewolucji Francuskiej, z
pewnością łączyło go niemało.
W "Zasadach filozofii prawa" z 1821 roku Hegel przeciwstawiał
liberalnym, indywidualistycznym teoriom społeczeństwa swoją
koncepcję "etyczności" rozumianej jako obiektywna sieć relacji
społecznych, które kształtują jednostkę. Państwo było dla
niego najwyższą formą pojednania wolności jednostkowej z
prawem.
Hegel pozostawił po sobie tysiące stron notatek do wykładów, a
jego system filozoficzny wywarł ogromny wpływ na Marksa i
Engelsa. Lubię czasem myśleć o Marksie jako o bardziej
konsekwentnym i nowoczesnym hegliście – takim, który nie
stetryczał, jak sam Hegel. Marksowskie (wtórne) gesty
odwracania, zrywania i krytyki mają w dużej mierze charakter
retoryczny i służą odcięciu się od heglowskiej apologii
państwa pruskiego. Konkretność, odejście od idealizmu i
eliminacja romantycznej egzaltacji w języku pozwalają na
bardziej solidne i systematyczne podejście do krytycznego
myślenia.
We "Wstępie" do "Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii
prawa" Marks podejmuje próbę krytyki heglowskiej filozofii
prawa poprzez analizę społecznych i politycznych uwarunkowań
Niemiec w XIX wieku. To właśnie z tego tekstu pochodzi jeden z
jego najbardziej znanych bon motów: religia jako „opium ludu”.
Dla Marksa religia była zarówno wyrazem rzeczywistej nędzy,
jak i protestem przeciwko niej. Krytyka religii staje się więc
warunkiem koniecznym dostrzeżenia rzeczywistych źródeł
cierpienia i konieczności ich przezwyciężenia.
Określenie „opium ludu” często czyta się dziś w duchu Nancy
Reagan, jak wezwanie, by nie myśleć i "po prostu powiedzieć
nie". Marks nie zachęca po prostu, by powiedzieć „nie”. Nazywa
religię „westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem
nieczułego świata” i „duszą bezdusznych stosunków”. Historia
powinna zastąpić prawdy nadprzyrodzone prawdą ziemską, ale
krytyka religii powinna prowadzić do krytyki prawa, a ta z
kolei do krytyki polityki.
Marks uważał, że Niemcy doświadczyły restauracji dawnych
porządków bez wcześniejszej rewolucji z powodu swojego
historycznego zapóźnienia. Niemiecki system polityczny był
skostniały i niezdolny do samodzielnego przekształcenia.
Społeczeństwo niemieckie dzieliło się na kasty, które
wzajemnie się tłumiły, uniemożliwiając jakąkolwiek walkę o
prawdziwą wolność. Władcy Niemiec utrzymywali swoją władzę,
podtrzymując archaiczne struktury społeczne i dbając o ich
reprodukcję.
W tym politycznym i społecznym impasie filozofia powinna
analizować rzeczywiste warunki społeczne, jednak niemiecka
filozofia prawa – na czele z Heglem – wyprodukowała jedynie
abstrakcyjną interpretację i apologię nowoczesnego państwa.
Marks zastanawia się, czy możliwa jest w Niemczech rewolucja,
która nie tylko pozwoli im dogonić nowoczesne kraje, ale wręcz
od razu przenieść je na wyższy poziom rozwoju społecznego.
Jako siłę zdolną do tak radykalnej zmiany wskazuje proletariat
– klasę, która nie ma nic do stracenia i która, by się
wyzwolić, musi zakwestionować cały istniejący porządek.
Wyzwolenie proletariatu oznacza wyzwolenie całego
społeczeństwa.
Jeśli niemiecka rewolucja ma się udać, musi być gruntowna i
powszechna – częściowa zmiana polityczna nie wystarczy.
Konieczne jest całkowite zniesienie istniejących stosunków
politycznych i społecznych. Zdaniem Marksa proletariat
potrzebuje filozofii jako przewodnika, ale jednocześnie
filozofia nie może się urzeczywistnić bez proletariatu.
Proletariat uzbrojony w filozofię miał stać się siłą zdolną do
obalenia starego świata i stworzenia nowego – świata, w którym
człowiek będzie naprawdę wolny.
Niektórzy hegliści zarzucają Marksowi, że krytykował Hegla,
ale nigdy nie rozliczył się jasno z tym, co mu zawdzięczał.
Marek Siemek – heglista-marksista, który mnie samego
wprowadził do filozofii – uważał "Przyczynek do krytyki..." za
tekst niedialektyczny, a nawet nietranscendentalny. Zarzucał
Marksowi, że pod wpływem Feuerbacha jedynie odwrócił podmiot i
orzecznik, omijając sedno problemu – heglowską filozofię
prawa, rozumianą jako „próbę ujęcia samej przedmiotowości
społecznej jako takiej w jej całościowej strukturze”.
Siemek twierdził, że „dojrzały Marks” pozostał „więźniem”
swojej nieudanej krytyki Hegla, przez co „nie mógł pozostawić
swoim uczniom i następcom żadnych jasnych i jednoznacznych
sformułowań dotyczących typowo heglowskich zagadnień teorii
państwa, prawa i władzy politycznej”. Konsekwencją tego
niespłaconego długu wobec Hegla było, według Siemka,
poświęcenie „samej przedmiotowości społecznej” oraz
„międzypodmiotowej przestrzeni racjonalnego dyskursu”, która
ustąpiła miejsca wszechobecnej przemocy.
Zdaniem Siemka, gdyby Marks spłacił swój dług wobec Hegla,
marksizmowi łatwiej byłoby zmierzyć się z problemem władzy
politycznej i jej roli w społeczeństwie i być może nie
wydarzyłby się stalinizm.
Przeczytałem tekst Stalina o dialektyce i nie wydaje mi się,
by Marks był w stanie Stalina uratować. Nie interesuje mnie
też szczególnie kwestia wzajemnych długów filozofów wobec
siebie, a już tym bardziej ich „spłacania”. To akademickie
kwestie, czasem przydatne do zrobienia porządnego przypisu.
Marks krytykował Hegla, ale przejął od niego więcej, niż
chciał przyznać – zwłaszcza w kwestii rozumienia świadomości,
która, podobnie jak wszystko w marksizmie, jest niezrozumiała
poza społeczeństwem.
Heglowska krytyka uwikłania świadomości w struktury społeczne
i marksowska krytyka ekonomii politycznej to tak naprawdę ten
sam projekt. Hegel nie traktował myślenia jako narzędzia – dla
niego było ono częścią rzeczywistości. Świadomość rzadko zdaje
sobie sprawę z własnych uwarunkowań i nigdy w pełni ich nie
obejmuje.
Marksowska krytyka religii, prawa i państwa to nie tylko
rozpoznanie ich funkcji ideologicznych, ale także próba
zrozumienia, że nie są one neutralnym odbiciem rzeczywistości,
lecz jej aktywnym kształtowaniem. Ideologia nie jest jedynie
„fałszywą świadomością” – pełni również funkcję organizującą
rzeczywistość społeczną. Dzięki temu podwójnemu rozumieniu
krytyki przestaje ona być jedynie przedrzeźnianiem systemu, a
staje się przyczynkiem do jego opisu i zmiany.
Posted on: 2025-03-25
Post 5. Nie kłamać - wyzwania lewicy w kontekście
ludobójstwa w Gazie i uporczywego trwania nierówności między
Północą a Południem.
Dziś przeczytałem, że Izrael zabił jednego z moich ulubionych
reporterów ze Strefy Gazy – dwudziestoczteroletniego Hosama
Szabata.
Po raz pierwszy zwróciłem na niego uwagę, oglądając nagranie,
w którym palestyńska dziewczynka mówiła mu, jak bardzo się
cieszy, że go widzi, bo myślała, że stał się męczennikiem. Nie
wiem, czy ta dziewczynka jeszcze żyje. Od tamtego czasu Izrael
zabił bardzo dużo dzieci.
W minioną niedzielę uczestniczyłem w demonstracji solidarności
z Palestyną w Krakowie. Miałem okazję wygłosić krótkie
przemówienie, które rozpocząłem od historii innego młodego
Palestyńczyka. Jadąc rowerem przez dzielnicę Al-Tufah w
pobliżu miasta Gaza, znalazł on martwe niemowlę wyrzucone na
ulicę falą uderzeniową po izraelskiej bombie.
Według ostrożnych szacunków palestyńskiego Ministerstwa
Zdrowia, w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy takich
"tragicznych przypadków", jak zwykły mówić o tych wydarzeniach
korporacyjne media, było ponad 50 000. Tymczasem bardziej
wiarygodne dane z magazynu The Lancet wskazują, że liczba
ofiar izraelskiego ludobójstwa już dawno przekroczyła 200 000.
Podczas wystąpienia mówiłem o nierozerwalnych związkach między
kapitalizmem, imperializmem i oporem wobec nich. System, który
produkuje izraelską nekropolitykę, to ten sam system, który
wyzyskuje pracowników, niszczy środowisko naturalne i utrwala
patriarchalne struktury władzy.
Na demonstracji obecnych było pół tuzina organizacji
politycznych. Sprawa palestyńska stanowi punkt przecięcia
licznych wątków krytyki systemowej. Refleksja o Palestynie
nieuchronnie prowadzi do pytania, w jaki sposób imperializm i
kapitalizm kształtują rzeczywistość społeczną na wszystkich
jej poziomach - prawda ta jest zawsze blisko, nawet jeśli nie
zawsze oczywista, zasłonięta bezpośrednią przemocą.
Kapitalistyczna logika zysku, ze swymi nieodłącznymi
kryzysami, produkuje nie tylko materialne odpady, ale i
ludzkie tragedie. Nie zawsze przybiera to tak drastyczne formy
jak w Strefie Gazy czy na Zachodnim Brzegu - wystarczy
wspomnieć, że gdyby NFZ był finansowany na poziomie
europejskiej średniej, w Polsce co roku umierałoby o 10 000
osób mniej.
Choć stosunkowo łatwo wyobrazić sobie poprawę funkcjonowania
systemu opieki zdrowotnej w Polsce, to już wykorzenienie
systemowo wytwarzanej przemocy w skali globalnej wymagałoby
fundamentalnej przemiany całego światowego porządku
politycznego.
Przemoc imperialistyczna odgrywa kluczową rolę w utrwalaniu
globalnego systemu wyzysku. Jak trafnie - być może niechcący -
zauważył wiceprezydent USA w przemówieniu na forum bogatych
nerdów, pierwotny zamysł globalizacji zakładał utrwalenie
istniejącej hierarchii: państwa peryferyjne miały na zawsze
pozostać na niższych szczeblach globalnych łańcuchów wartości.
Ta nierówna wymiana gospodarcza i polityczna między Globalną
Północą a Południem stanowi fundament kapitalistycznego
systemu wyzysku. Nic więc dziwnego, że Północ nieustannie
rewitalizuje kolonialne narracje i zwalcza wszelkie próby ich
dekonstrukcji podejmowane przez rdzenne społeczności. To
dlatego korporacyjne media demonizują palestyński, jemeński,
libański opór tak jak dawniej demonizowały opór kenijski czy
południowoafrykański.
Imperialistyczna przemoc służy systematycznemu tłumieniu oporu
przeciwko wyzyskowi. Gdy opór okazuje się skuteczny, kapitał
zmuszony jest zmierzyć się z rzeczywistymi kosztami produkcji,
co z kolei zaostrza i przyspiesza nadejście kryzysów
systemowych. To dlatego system tak bardzo upiera się przy
trwaniu projektów politycznych w rodzaju izraelskiego, czy
południowoafrykańskiego apartheidu.
Globalny kapitalizm kreuje iluzję zunifikowanego systemu
wymiany, rzekomo opartego na wspólnych regułach to kapitalizm
rodem z książek Fernanda Braudela - w którym elity Globalnej
Północy nieprzerwanie utrzymują dominującą pozycję ale dzieje
się to dzięki wolnemu handlowi czy też międzynarodowemu ładowi
opartemu na regułach. W tym narracyjnym konstrukcie niedolę
Globalnego Południa przedstawia się jako wynik nieudanej
implementacji kapitalizmu, podczas gdy bogactwo Północy ma
rzekomo świadczyć o jego sukcesie.
Ta ideologiczna zasłona celowo pomija fakt, że sama nierówna
wymiana oraz imperialistyczna przemoc stanowią nieusuwalne
elementy kapitalistycznego systemu produkcji w jego obecnej
formie.
Przezwyciężenie tej nierównowagi wymaga przezwyciężenia
imperializmu. Oczekiwanie, że kapitalistyczne elity i ich
państwa zaakceptują rozwiązania, które zagrożą ich zyskom jest
naiwnością. Dla państw Południa kluczowe dla przezwyciężenia
imperializmu jest, jak to ujęli towarzysze z Progressive
International w analizie koncepcji Nowego Międzynarodowego
Porządku Ekonomicznego (NIEO) dekolonizacja i suwerenność
gospodarcza, w ramach której uniezależnią się technologicznie
od Północy, odzyskają kontrolę nad finansami i zmobilizują
swoje zasoby wokół dobrobytu społeczeństw i rozwoju poprzez
ustanowienie polityki przemysłowej skoncentrowanej na tych
celach z uwzględnieniem kwestii ekologii.
Lewica w naszej części świata nadal albo wprost wspiera
imperializm, militaryzm i neoliberalizm, a jej wizje zielonej
przyszłości nie zawierają niezbędnego komponentu
dystrybutywnego w odniesieniu do gospodarki i polityki, albo
nie wprost przez bicie naokoło krzaka w kwestii socjalizmu i
potrzeby głębokiej systemowej zmiany, a nawet samego faktu
istnienia antagonizmu klasowego. Samo kontrowanie prawicowych
narracji, szczególnie jeśli ogranicza się do postulatów
lepszego zarządzania tym samym systemem czy też dolania
jakiejś ilości zasobów w tym, czy innym miejscu jest skazane
na porażkę, co widać doskonale na przestrzeni ostatnich
kilkunastu lat w całej Europie.
Spora część tych problemów wynika z lęku przed wyalienowaniem
klas pracujących. Prawicy udaje się skutecznie pokazywać, że
solidarność z Południem to "wyższe podatki" a lewicy słabo
wychodzi pokazywanie, że imperializm i kapitalizm krzywdzi
pracowników na całym świecie. Skuteczne zaatakowanie
kapitalizmu na Północy wymaga zaadresowania nierówności między
Południem a Północą przy jednoczesnym powodzeniu
demokratycznej i ekologicznej transformacji systemu "w domu".
Dla przezwyciężenia tego lęku kluczowe jest zrozumienie, że
imperializm i kapitalizm NAPRAWDĘ krzywdzą pracowników na
całym świecie, a więc także "w domu"! Outsourcing pracy to
wyścig na dno w kwestii standardów pracy. Naftowi prywaciarze
czerpią zyski z wojen i kolonializmu, a więc publiczne
odnawialne źródła energii obniżają koszta i przynoszą pokój.
Migracje są spowodowane kapitalistyczną nekropolityką, a brak
solidarności z osobami w drodze pozwala rządzącym dzielić nas
i łatwiej nami rządzić...
Kluczowe dla powodzenia internacjonalistycznej polityki
uniwersalnej pracowniczej solidarności są odwaga dociekania i
mówienia prawdy o związkach naszych lokalnych zmagań z
globalną machiną wyzysku, oraz budowanie ruchu na rzecz
systemowej zmiany, a nie tylko lepszego zarządzania systemem.
Prawicowy populizm podrzuca łatwe do zrozumienia propozycje
rozwiązań jak cła czy ksenofobia. Lewica musi umieć zaoferować
klasie pracującej nie tylko lepsze propozycje, ale muszą one
być równie łatwe do zrozumienia. To nie oznacza, że musimy
kłamać albo uważać ludzi za głupków i mówić do nich jak do
głupków! My też możemy pokazać gdzie jest wróg, ale możemy
przy tym nie kłamać! Możemy mieć dobrą pracę na planecie, na
której da się żyć! Nie możemy mieć dobrej pracy na planecie,
na której da się żyć i jednocześnie prawie 3000 miliarderów.
Naszej dumie i godności nie zagrażają uchodźcy, zagrażają jej
dyrektorzy korporacji! Osadzenie internacjonalizmu w
zmaganiach klasowych może pomóc zastąpić cynizm i resentyment
solidarnością i wspólnotą gniewu.
Redystrybucja władzy na skalę globalną jest konieczna i nie
wykonamy za Globalne Południe jego pracy, ale poprzez rzucenie
wyzwania kapitałowi "u nas" możemy wesprzeć tę redystrybucję
rozwiązując jednocześnie nasze własne problemy polityczne.
Posted on: 2025-03-24
Post 4. Miraż drugiej szansy. Czytając "Drugą szansę"
Zbigniewa Brzezińskiego.
Przeczytałem "Drugą szansę" Zbigniewa
Brzezińskiego. Jedną z najciekawszych cech tej książki jest
to, że została napisana w 2007 roku, tuż przed kryzysem
finansowym z 2008 roku (polskie tłumaczenie ukazało się w 2008
roku). Kryzys finansowy 2008 roku pokazał tym, którzy z
różnych powodów jeszcze o tym nie wiedzieli, że kapitalizm
jest niestabilny. Skutki kryzysu uderzyły przede wszystkim w
klasę pracującą. Elity kapitalistyczne zostały osłonięte przez
państwo. Okazało się, że państwo ma jednak swoje pieniądze /s
– ale tylko dla bogatych. Kryzys ten zachwiał rolą USA jako
globalnego hegemona.
Po pierwsze, osłabił zaufanie do dolara jako waluty rezerwowej
i podważył system finansowy oparty na jego dominacji. Po
drugie, wiele państw zaczęło kwestionować USAńską kontrolę nad
instytucjami takimi jak Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz
Walutowy. To z kolei przyczyniło się do wzrostu znaczenia
alternatywnych instytucji finansowych, takich jak Azjatycki
Bank Inwestycji Infrastrukturalnych czy New Development Bank.
Wreszcie, kryzys podważył rolę USA jako „globalnego
policjanta”. Proces wycofywania się USAn z przewodnich, nie
mówiąc o zwycięskich pozycjach w różnych konfliktach trwa
długo, ale jest faktem. Od ponad półtora roku Stany
Zjednoczone nie są w stanie złamać humanitarnej blokady
morskiej jednego z najbiedniejszych państw świata – Jemenu.
Od kilku tygodni w Białym Domu po raz drugi rezyduje Donald
Trump, który w czasach, gdy Brzeziński pisał Drugą szansę,
komentował politykę i kulturę w programie radiowym Trumped!.
Większość komentatorów życia politycznego analizuje jego
postać w kategoriach psychologicznych lub snuje teorie
spiskowe, jak gdyby obecne wydarzenia nie były kontynuacją
tendencji, które opisywano z różnych perspektyw już wcześniej.
Książka Brzezińskiego jest jednym z takich opisów.
Jak wszyscy liberałowie, autor Drugiej szansy przyjmuje w
swojej analizie wiele arbitralnych założeń, a większość jego
poprawnych wniosków to banały. Za punkt wyjścia przyjmuje
upadek ZSRR i moment, gdy USA pozostały jedynym
supermocarstwem. Opowiada historię trzech prezydentów –
George’a H.W. Busha, Billa Clintona i George’a W. Busha.
Zdaniem Brzezińskiego prezydentura George’a H.W. Busha była
przykładem kompetentnego zarządzania kryzysowego przy braku
strategicznej wizji. Nie potrafił on przekuć sukcesów – takich
jak przeprowadzenie USA przez okres rozpadu ZSRR i zwycięstwo
w wojnie z Irakiem – w trwałą transformację globalnej
polityki. Brzeziński obwinia go za brak zdecydowanych działań
na rzecz demokratyzacji Rosji i „stabilizacji” Bliskiego
Wschodu. Kolejny prezydent, Bill Clinton, również – zdaniem
Brzezińskiego – nie wypracował spójnej strategii zapewniającej
globalną stabilność. Najsurowszej krytyce poddany został
jednak George W. Bush, którego militarne eskapady i
ignorowanie sojuszników podważyły reputację USA i przyczyniły
się do wzrostu antyUSAńskich nastrojów na świecie.
Najciekawsza jest końcówka książki. Spoglądając w przyszłość z
niepokojem, Brzeziński wykazuje więcej historycznej
perspektywy niż w rozdziałach poświęconych trzem prezydentom.
Wskazuje, że za erozję pozycji USA odpowiadały strategiczna
niecierpliwość, brak rozwagi w działaniach militarnych i
ideologiczne zadufanie. Nie dostrzega jednak czegoś, co już w
2008 roku było oczywiste, a dziś stało się wręcz banalnym
faktem – strukturalnego kryzysu imperialistycznego
kapitalizmu.
Brzeziński ubolewa nad degradacją pozycji USA, sugerując, że
lepsze zarządzanie mogłoby powstrzymać ten proces. W tym
aspekcie przypomina dzisiejszą umiarkowaną lewicę, która
pokłada nadzieję w sprawnym zarządzaniu jako remedium na
kryzys klimatyczny, faszyzm czy konsolidację władzy w rękach
technooligarchii. Nostalgia Brzezińskiego za „lepszym”
przywództwem ignoruje fundamentalną sprzeczność leżącą u
podstaw USAńskiej dominacji – dążenie do akumulacji kapitału
odbywa się kosztem globalnej stabilności.
Idea, że USAńska potęga mogłaby kiedykolwiek służyć
stabilizacji świata, jest burżuazyjną fantazją. Instytucje
wychwalane przez Brzezińskiego – NATO, globalny ład finansowy,
kompleks militarno-przemysłowy – nie są neutralnymi
mechanizmami antykryzysowymi. Są narzędziami imperialistycznej
eksploatacji. Brzeziński opisuje okres po upadku ZSRR jako
szansę na oświecone USAńskie przywództwo. Dziś wiemy, że był
to czas narastania sprzeczności kapitalizmu, które zachwiały
systemem już rok po publikacji Drugiej szansy.
Brzeziński twierdzi, że polityka Busha podzieliła sojuszników
USA i zjednoczyła jej wrogów, sugerując, że bardziej
strategiczne (czytaj: sprytniejsze) użycie siły mogłoby temu
zapobiec. Jednak jego analiza pomija materialne uwarunkowania
USAńskiego interwencjonizmu – konieczność kontroli zasobów
energetycznych, tłumienia ruchów wyzwoleńczych i utrzymania
systemu kolaborujących elit.
Brzeziński błędnie określa wojnę w Iraku jako strategiczny
błąd. W rzeczywistości była ona nieuniknioną konsekwencją
systemu, w którym malejące korzyści z militaryzacji akumulacji
kapitału prowadzą do erozji hegemonii USA.
Najbardziej niefrasobliwe w jego analizie są spekulacje o
rosnącej potędze Chin. Brzeziński sugeruje, że dobrze
zarządzany sojusz atlantycko-pacyficzny mógłby włączyć Chiny
do USAńskiego porządku światowego i jednocześnie powstrzymać
Rosję od destrukcyjnych działań. To podejście świadczy raz
jeszcze o jego całkowitym niezrozumieniu sprzeczności systemu
kapitalistycznego.
Brzeziński kończy swoją książkę apelując o „drugą szansę” dla
USAńskiego przywództwa, opartego na konsensusie, strategicznej
cierpliwości i „oświeconym” interesie własnym.
O socjalistycznej lewicy mówi się niekiedy, że często miewa
rację zbyt wcześnie. Analizy i zalecenia Brzezińskiego były
nie tylko naiwne, ale już w momencie ich formułowania
przestarzałe.
Dekada po publikacji Drugiej szansy nie przyniosła żadnej
„drugiej szansy” dla USA, lecz jedynie przyspieszenie ich
upadku. Kryzys finansowy 2008 roku obnażył zgniliznę
neoliberalnego porządku, a kolejne lata tylko potwierdziły, że
USAński kapitalizm nie jest w stanie pokojowo rozwiązać
własnych sprzeczności.
Upadek USA nie wynika z błędów przywódców, lecz z wyczerpania
kapitalistyczno-imperialistycznego systemu. Sprzeczności,
które Brzeziński próbował opisać, nie są chwilowymi
potknięciami, lecz permanentnym kryzysem wpisanym w logikę
imperialnej hegemonii.
Najbystrzejszy neolib zawsze będzie tępakiem przy średnio
rozgarniętej marksistce.
Posted on: 2025-03-21
Post 3. Kraków po wyborach.
Frekwencja: 16,2%
Ewa Sładek: 7,98%
Bez przełomu w Krakowie – PO-PiS, dziadocen i liberalna
mizeria w Senacie trwają. Przy niskiej frekwencji kandydatka
Razem zdobyła solidne 7,98%. Obawiam się, że partia, skupiona
na kampanii prezydenckiej, nie wyciągnie wniosków. Ewa Sładek
nie przegrała z powodu braku kompetencji – to charyzmatyczna
polityczka, której mandat byłby wartością dla Senatu i lewicy
w parlamencie. Nie chodzi też o złe postulaty partii –
większość jest dobra, choć są wyjątki, wspomnę o nich niżej.
Problem leży głębiej: lewica dopiero buduje potencjał, a
zwycięstwa to wciąż wyjątki, nie reguła. Poza tym dobre
postulaty to za mało. Partia walcząca o władzę musi albo
wpisać się w dominujące trendy, albo skutecznie je zmieniać.
Razem próbowało tego pierwszego przez pięć lat – start z listy
Nowej Lewicy reanimował eseldowskie zombie, a odklejenie się
od NL zrobiło to ponownie (transfery z/do stowarzyszenia
Wspólne Jutro a.k.a "biejatowcy").
Skończmy z nekromancją! Pora spalić za sobą mosty prowadzące
do Czarzastego!
Liczyłem, że ten rozłam będzie szansą na solidny zwrot w lewo
– w otwartą, antysystemową narrację. W kampanii do Senatu
pojawiły się wątki klasowe, wskazywanie korporacji i bogaczy
jako źródeł problemów, ale większość energii poszła w
bezpieczne, choć słuszne postulaty. Razem ma ludzi z charyzmą
i umiejętnościami, ale teoria polityczna musi porywać masy! A
Polacy w zmianę nie wierzą – prawie 85% wyborców zostało w
domach! Mam nadzieję, że Partia Razem przestanie być partią
założoną przez socjalistów i partią, w której są socjalistki i
stanie się partią realnej, systemowej zmiany.
Pewnie wrócimy do tej rozmowy po wyborach prezydenckich.
Teraz o błędach. Po pierwsze, „prawa mężczyzn”. Tak, system
krzywdzi mężczyzn, ale nie w sposób symetryczny wobec kobiet!
Lewica nie powinna budować fałszywej równowagi – problemy
takie jak presja społeczna czy opieka psychiatryczna można
ująć w ramach walki z patriarchatem. Po drugie, polityka.
Jeśli Razem ma realnie walczyć z kryzysem klimatycznym,
patriarchatem, kapitalizmem i imperializmem, nie zrobi tego
półśrodkami typu „opodatkujmy bogatych”. To krok, ale nie cel.
Potrzeba odwagi i konsekwencji. Chciałbym wrócić do partii,
ale nie zrobię tego, jeśli nie zobaczę, że nie ma groźby
powrotu do reanimacji eseldowskiego truchła i dopóki nie
skończy się głaskanie facecików po główkach, oraz bicie wokół
krzaka w kwestii krytyki systemu. Do tego czasu – kibicuję i
będę się starał wspierać na ile mogę. Powodzenia! Gratuluję
Ewie Sładek i krakowskim Razemkom BARDZO solidnej pracy w
kampanii. Minimalnymi zasobami (kampania nie wyglądała na
bogatą) udało się Wam zwrócić uwagę dużej liczby osób. Bądźcie
z siebie dumne!
Posted on: 2025-03-18