Kaustyk Drugi

Duchy, których nikt nie przywołał

Kto pierwszy odważył się spróbować przyzwać ducha kogoś, kto żyje, tylko jest gdzieś indziej, albo postaci na sto procent zmyślonej? Wyobraźnia buduje mieszkania dla tego, czego jeszcze nie ma. Ruch, który nie ma odwagi przyzywać duchów rzeczy nieistniejących, zamieszka w domu zbudowanym przez kogoś innego.

Walczymy o uznanie na trudnym terenie. Musimy budować własne instytucje i sposoby życia razem, ale nie ma sensu udawać, że robimy to od zera, ani że da się stworzyć nowe społeczeństwo, ignorując fakt, że już żyjemy w społeczeństwie. Niemożliwość całkowitego odcięcia się od materialnej infrastruktury systemu zbrodni i wyzysku nie unieważnia oporu – otwiera przed nim nieskończone możliwości, których nie widać ze zmyślonych pozycji i zmyślonych żyć.

Globalna Flotylla Sumud zaangażowała zasoby, które nie wystarczyłyby na kupno jednego czołgu na wolnym rynku. Mimo to nieprzemocowa, cywilna polityczna akcja bezpośrednia zmusiła syjonistyczny reżim do zaangażowania marynarki wojennej i pół tuzina różnych formacji mundurowych, do jawnego złamania sporej liczby traktatów międzynarodowych i odebrała mu część swobody manewru w konfliktach z całym regionem. To nie jest opowieść o tym, że słabość jest siłą. Nie jest. To opowieść o tym, że asymetria zasobów nie przekłada się liniowo na asymetrię skutków – i że warto to wiedzieć, zanim ktoś nas przekona, żebyśmy w ogóle nie próbowali. To opowieść o sile słabego oporu.

Wyparte

Polityczna sprawczość osób wykonujących pracę afektywną, niewidoczną, nieopłaconą albo opłacaną w walucie wdzięczności? W patriarchacie niewywiązywanie się z obowiązków uznawanych za kobiece bywa traktowane jako wycofanie afektu, jako sabotaż. Nie jako strajk albo bunt. Strajk musi mieć nazwę. Strajk musi mieć partię, albo związek zawodowy. Co najmniej stowarzyszenie albo fundację. Zrozumienie przemian w sferze publicznej i pojawiających się w jej obrębie otwarć politycznych wymaga analizowania równolegle i we wzajemnych zapośredniczeniach przemian życia społecznego, form protestu i form produkcji, dystrybucji i konsumpcji treści. Bez tego przez dziury wycieka sens, a z nim produktywność teorii w zakresie budowania społecznej infrastruktury oporu politycznego.

Uczę teorii, nie wiary

Parafrazy, rekonstrukcje, przesunięcia. Tyle powodów, żeby nie wierzyć w kanon i ostateczne sylabusy – i tyle samo powodów, żeby wciąż czytać, tylko trochę bardziej podejrzliwie.

Prowadzę zajęcia z socjalistycznej teorii. Próbuję przekonywać do nieufności wobec solidności kategorii bibliotecznych. Wybór tekstów zawsze jest jakiś, lepszy albo gorszy ze względu na konkretne cele – ale dla każdego sylabusa da się wyobrazić inny, równie dobry ze względu na te same cele. Układ sylabusa jest decyzją, nie objawieniem.

Czytałem niedawno tekst, w którym autorka twierdziła, że jakakolwiek marksistowska teoria państwa musi zacząć od “Państwa i rewolucji” Lenina jako tekstu kanonicznego, a jego ogólne zasady pozostają rzekomo “esencjonalne” dla zrozumienia dnia dzisiejszego. Biegając po mieście z dobytkiem przenoszonym między mieszkaniami w plecaku autobusami komunikacji miejskiej odgrzałem sobie w wersji do słuchania “Lenin Rediscovered” Larsa Liha. Autor pokazuje, że Lenin miał dużo dyscypliny, ale też, że był ziomkiem i że przyszłość była dla niego otwarta, tak jak jest dla nas. Że działał w warunkach głębokiego deficytu informacji. Że czasami porywał go rant. Ostrożnie z tym przypisywaniem tekstom i pojęciom esencjonalności. Kontekst polemiczny tekstów szybko się dezaktualizuje, nawet jeśli metoda, którą wypracowały, zostaje, a zniekształcenia są nieuniknione. Śmieszy trochę to czytanie Lenina na kolanach.

“Tezy o Feuerbachu” powstały jako szkic pierwszego rozdziału “Ideologii niemieckiej” i, podobnie jak ona, ukazały się dopiero po śmierci Marksa – po raz pierwszy jako dodatek do książki Engelsa o Feuerbachu i zmierzchu klasycznej filozofii niemieckiej. Engels pisał, że niemiecki ruch pracowniczy jest spadkobiercą niemieckiej filozofii. We wstępie z 1888 roku wspominał, że w jakimś starym zeszycie Marksa znalazł jedenaście tez o Feuerbachu – pierwszy dokument zawierający, jak to ujął, genialny zarodek nowego światopoglądu.

Marksizm Marksa to materialistyczna lektura Hegla zastosowana do ekonomii politycznej, czegoś, czym sam Feuerbach się zbytnio nie interesował. To metoda i teoria badania rzeczywistości, oparta na dwóch filarach: prymacie bytu nad myślą (materializm, świeża wtedy nowoczesna metoda naukowa) oraz przekonaniu, że społeczeństwo i historia istnieją. Chodzi o odkrycie, jak to, co jednostkowe – wola, świadomość – układa się w tendencje, i jak same te tendencje powstają i się kształtują. Sytuacja życiowa określa wyobrażenia. Wyobrażenia określają działania. Działania zmieniają sytuację życiową. Koło się zamyka, ale nie jest zamknięte na zawsze. Albo ruch odbywa się po spirali, pewnie nie zawsze w jednym kierunku z wyjątkiem tego, że walka klasowa, która wynika z samej struktury społeczeństwa klasowego, zawsze zawiera w sobie możliwość przekroczenia.

Punk

Jak bardzo można nie mieć nic do powiedzenia? Trudno oprzeć się wrażeniu, że najciekawsze rzeczy dzieją się gdzieś indziej niż przed moimi oczami, i jeszcze trudniej oczekiwać, że zapis tego, co faktycznie dzieje się przed nimi, komukolwiek się przyda. Jedynie funkcja albo zabawa mają szansę uzasadnić pisanie. Zobaczyć swój własny banał! Nic strasznego, jak się okazuje. Najgorsze, co może się stać, to zajęcie bardzo małej ilości miejsca na dysku – albo to, że ktoś to jednak przeczyta.

Nerwica kontra punk. Okazuje się, że poza siłą roboczą mamy jeszcze inne rzeczy: poziom niedawania jebania, skupienie i zdolność do skupiania uwagi, powagę… Zasoby, o które toczy się dziś walka, bo system chętnie by je od nas odkupił, tanio, jeśli tylko dałoby się je opakować.

Ekonomia polityczna to nie tylko przepływ pieniądza. To także mnóstwo dużych i małych wymian, z których tylko część w ogóle pieniądza dotyczy. Działam często pod pseudonimem i poza obiegami contentu nie dlatego, że wierzę w wyzwoleńczą świadomość, tylko dlatego, że widzę, że nawet w ogarniętych kolektywach brakuje rąk do pracy, a jednocześnie ludzie się nudzą. Nie rozumiem tego.

Fabryka i rodzina

W powojennym folku z Polski jest dużo smutku, jakiego trudno szukać w epoce reklam. Ludzie, którzy go grają, urodzili się już w gospodarce towarowej. Oni sami i ich przodkowie jeszcze niedawno przyjęli na siebie ogrom cierpienia, jakiego nie powinien przyjmować nikt – nawet najgorsi ludzie, nie mówiąc o zwyczajnych.

Pamiętam swój pierwszy kontakt z żywą muzyką. Akordeon na chrzcinach. Nie wiem jak dobrze wtedy mówiłem. Na pewno nie byłem specjalnie dobrze uspołeczniony. Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę i widzę. Człowiek z akordeonem ruchami dłoni wypełnia cały ogromny dla mnie pokój dźwiękiem.

Złe samopoczucie, z jakim często zjawiają się współcześni ludzie w gabinetach psychiatrów często jest wynikiem właściwego podejścia do niewłaściwego świata. Bóle wzrostowe naszego kolektywnego uspołecznienia. Piosenki śpiewane przez zespół ludowy, w którym grał mój wujek były śpiewane na weselach przez wolnych rolników, ale córki rówieśników moich dziadków musiały walczyć o możliwość skończenia szkoły. Prawo pracy i społeczne osiągnięcia programu mieszkaniowego, szkoły, transport, biblioteki, wszystko to jest nieśmiałą i pokraczną w wielu aspektach próbą świadomego i planowego oddziaływania społeczeństwa na kształtowanie procesu wytwórczego. Największym błędem dotychczasowych prób było nazywanie się socjalizmem, choć jedynie ograniczały prawo kapitału do wyzyskiwania siły roboczej. Przemysł rozprzęga stosunki rodzinne, na dobre i na złe. Możemy się rozwodzić i bicie kobiet jest coraz mniej mile widziane, z czasem nawet żarty o biciu i gnijącej wątrobie stają się źródłem przewracania oczyma. Jakub Dymek nie został uniewinniony, śledztwo w jego sprawie umorzyła prokuratura i na tej podstawie wygrywał procesy o zniesławienie z powództwa cywilnego. Rozprzężenie stosunków rodzinnych stwarza zarazem nową podstawę ekonomiczną dla wyższego typu rodziny.

System zarazem uparcie utrzymuje obszary biedy, wbrew własnym deklarowanym zasadom podaży i popytu, bo na nich zarabia: oszczędza na dyscyplinowaniu pracowników, a przez to obniża wartość siły roboczej w ogóle. Praca nieopłacona, wydzierana klasie pracującej, staje się środkiem wydzierania jeszcze większej ilości pracy nieopłaconej. Wydajność pracy urosła w ostatnich dekadach setki razy, ale nawet związek zawodowy Alternatywa Związkowa zupełnie otwarcie domaga się zwiększenia czasu pracy! U zyskojadów własność to prawo do cudzej nieopłaconej pracy, u niekapitalistów – brak możliwości decyzji o własnej pracy.

Pamiętam rok pracy w korporacji: nie stać mnie było na korzystanie z “perków” w rodzaju tańszych lotów czy darmowej doby hotelowej przy zakupie trzech. Tresowano mnie, żebym uzyskał największą wartość z własnej siły roboczej – miałem marnować jej dużą część na rzeczy, których nie chciałem i które nie były dla mnie ani dla świata dobre (turystyka), żeby w pełni “wykorzystać” zapłatę od korporacji. Do akumulacji kapitału przyczynia się przymusowa wstrzemięźliwość robotników – narzucone im zmniejszanie płacy poniżej wartości ich własnej siły roboczej. Rezerwowa Armia Pracownicza i Oficjalny Pauperyzm to to instytucje, tak samo realne jak fabryka.

Przestań myśleć o sobie jako o osobie klienckiej!

Światło i powietrze.

Mamy światło i powietrze – wolności polityczne, którymi wciąż dysponujemy, choćby okrojone. Ale światło jest filtrowane, a powietrze gęste od smogu i polityczna fotosynteza zachodzi z dużym trudem. Ale z niewielkiej ilości energii da się czasem zbudować coś żywego. Czasami udaje się rosnąć bez czekania na lepsze warunki. Akcja Socjalistyczna, z jej radykalną cierpliwością bez kompromisów, przejdzie każdy krok, który trzeba będzie przejść na drodze do głębokiej politycznej zmiany. Nie pominiemy żadnego.

Mniej ostrzeżeń, więcej “a nie mówiliśmy”!

Czytanie Lenina dosłownie jest jałowe – zmieniły się relacje klasowe, środki komunikacji, metody policyjne i mimikra wolności politycznej, którą władza dziś zarządza z większą wprawą niż kiedykolwiek, ale też większym kosztem niż kiedykolwiek.

Kinder des Krieges i dobra nowina

Maciej Iłowiecki, którego felietony w “Fantastyce” były moimi pierwszymi kontaktami ze spekulatywną nie-fikcją literacką, urodził się w 1935 roku w Szarleju koło Piekar Śląskich. Dzieciństwo i młodość spędził we Lwowie - dziecko wojny, które później studiowało biologię i biochemię w Warszawie. Dzisiejszy hype wokół AI, a nawet wokół technologii w ogóle, blednie przy zupełnie trywialnym, nawet wtedy, oczekiwaniu na apokalipsę przed rokiem dwutysięcznym. W algorytmicznej gorączce nawet P(doom) mało kogo zmusza do myślenia i działania. Ale teza realizmu kapitalistycznego jest fałszywa. Zalążki uspołecznienia są tak samo realne jak samo społeczeństwo.

“Nie mogę powiedzieć, czy będzie lepiej, czy będzie inaczej, ale tyle mogę powiedzieć, iż musi być inaczej, o ile ma być dobrze” – pisał Georg Lichtenberg.

Nauka dostarcza polityce strategicznej informacji o tym, że działamy od środka – to znaczy z ograniczoną zdolnością do działania, ograniczoną informacją i z przyszłością jako czymś wciąż otwartym.